POLITYKA HISTORYCZNA | << POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ | IDEA | KONTAKT

x
 

c   c

 

 

     Problem polskiej tożsamości

bezpośredni link do tekstu | wpis nr 49 - 15/01/2012

 

Rafał Ziemkiewicz, w artykule "Zapyziała kolonia" opublikowanym w "Plus-Minus" (nr z 31/12/2011 - 01/01/2012) przytacza sytuację, która rzekomo miała mieć miejsce na jednym z ważnych spotkań międzynarodowych z udziałem europejskich przywódców. Podczas przerwy w oficjalnych obradach, kilku europejskich liderów postanowiło okazać swego rodzaju życzliwość wobec naszego kraju. Zgodnie z relacją naocznego świadka podeszli oni do Lecha Kaczyńskiego (który wówczas reprezentował nasz kraj) i zaczęli ze współczuciem wypowiadać się o historii Polski, nawiązując do rozbiorów, bohatersko przegrywanych powstań, eksterminacji narodu i wieloletniego zniewolenia. Ogólnie rzecz biorąc - zaczęli wspominać polską martyrologię. Nagle Kaczyński przerwał wywody swoich europejskich kolegów i celnie zauważył:

Ależ, proszę państwa – nasza historia jest taka, że najpierw zatrzymaliśmy na kilkaset lat ekspansję Niemców na wschód, potem parcie islamu na zachód, a w końcu pochód rewolucji bolszewickiej. W międzyczasie stworzyliśmy pierwszą w Europie republikę z obieralnym, odpowiedzialnym przed prawem władcą i zasadą równouprawnienia religii, a już w XX wieku powiedzieliśmy »nie« Hitlerowi, zmuszając Zachód do przystąpienia do wojny z nim, i tworząc »Solidarność«, doprowadziliśmy do upadku Sowiety.

Słowa prezydenta Kaczyńskiego miały ponoć na jego rozmówcach wywołać olbrzymie wrażenie. Zachodni politycy wyglądali na zdumionych - z Polakiem tak mówiącym o historii swojego kraju nie mieli dotąd do czynienia. Ziemkiewicz słusznie zauważył, że gdyby na tym spotkaniu byli obecni sami Polacy, zdziwienie byłoby prawdopodobnie jeszcze większe.

 

Niezależnie od tego czy przytoczona powyżej historia jest prawdziwa, czy nie - uwypukla bardzo istotny problem: dlaczego nam, Polakom, tak trudno przychodzi do głowy pomyśleć o sobie samych jako o dziedzicach tradycji wielkiej i chwalebnej? Dlaczego bardzo często przypisujemy sobie same negatywne cechy? W końcu - dlaczego, w porównaniu z innymi nacjami, czujemy się często zakompleksieni? Warto w tym miejscu zacytować bezpośrednio Ziemkiewicza, który stara się na te pytania po części odpowiedzieć:

Niska samoocena jest częstym zjawiskiem w społeczeństwach przegranych, utrzymywanych przez długi czas przemocą pod cudzą dominacją. Ale polskiego współczesnego zakompleksienia nie można tłumaczyć tylko katastrofą wojenną i półwieczem sowieckiej okupacji. Jest to także efekt szczególnej pedagogiki, jaką wobec własnego społeczeństwa uprawiają elity III RP. Jak w ponurym żarcie o facecie, który pyta lekarza: "panie doktorze, moja żona dostała kompleksu niższości - co zrobić, żeby go nie straciła?"

 

(...) Taka elita, jak to ujął prawodawca polskiego patriotycznego myślenia Adam Mickiewicz, zamiast "na narodu czele" jest "na wierzchu". To ważne rozróżnienie. (...)

 

Obowiązujący w niej "sznyt" intelektualny to nieustające szyderstwo z polskości, z tradycji, z polskiej historii, to podkreślanie, że żyjemy w "popieprzonym" kraju, że "tutaj nigdy nic nie może być normalnie". Literatura III RP, jeśli nie ucieka od rzeczywistości w universa całkowicie umowne, licytuje się w demaskowaniu, odrzucaniu i ośmieszaniu rzekomo wciąż dominującego Polaka-katolika, a drogą awansu jest symboliczne rzucenie kamieniem w tego, kto go symbolizuje [Wałęsa w latach 90-tych; Kaczyński obecnie].

Można zadać pytanie - dlaczego tak się dzieje? Jaki jest sens nieustannego przez elity i establishment gardzenia Polakiem-tradycjonalistą, który przywiązany jest do takich pojęć jak: honor, naród, ojczyzna? Dlaczego ktoś, kto dumny jest z faktu bycia Polakiem, musi być publicznie potępiony? Odpowiedź na te pytania jest prosta: jak zauważa Ziemkiewicz - elity organizujące dekonstrukcję tradycyjnej polskiej świadomości, krzewiące w Polakach kompleks niższości, pielęgnujące niską samoocenę, robią to z potrzeby przeprowadzenia modernizacji ducha narodu, który winien "dotrzymywać kroku postępowi europejskiemu". Problem polega jednak na tym, że wspomniane elity, które zamiast "na narodu czele", stoją "na jego wierzchu" - ukorzenione są mentalnie nadal w poprzedniej epoce, tworząc różnego rodzaju kasty uprzywilejowanych, które dbają tylko o własne interesy. Z takimi elitami żadna modernizacja powieść się nie może, bowiem prawdziwe reformatorskie dążenia zawsze będą skutecznie blokowane w zderzeniu z zagrożeniem utraty przywilejów przez wspomniane grupy.

 

Establishment i mainstream zawłaszczają przestrzeń publiczną, wtłaczając do głów milionów Polaków potrzebę odrzucenia wartości tradycjonalistycznych na rzecz europejskiego oświecenia. Taka "modernizacja" jest jednak tylko pozorem, przykrywką dla prawdziwych intencji elit, którymi jest chęć utrzymania władzy i przywilejów. Będzie to możliwe pod warunkiem nieustannego utrzymywania w świadomości Polaków kompleksu niższości, poczucia bycia kimś gorszym, zaściankowym. Stąd też ciągła potrzeba szyderstwa z polskości, z tradycji, z polskiej historii w duchu pseudo-modernizacji. Doskonale można było to zaobserwować oglądając choćby popularny program TV emitowany w telewizji Polsat, pt.: "Must be the music", gdzie "oświecone" jury dokonało publicznego ostracyzmu na uczestniku, który odważył się zaśpiewać piosenkę o charakterze patriotycznym:

 

 

Podsumowując, warto raz jeszcze oddać głos Rafałowi Ziemkiewiczowi, który pod koniec swojego artykułu dokonuje diagnozy choroby toczącej nasz kraj. Diagnozy bardzo celnej:

Polska to państwo, w którym władza kupiła sobie poparcie aspirujących do "europejskości" mas, przejadając setki miliardów pożyczonych i otrzymanych euro, i wykorzystując okres gospodarczej prosperity do stworzenia setek tysięcy bezproduktywnych miejsc pracy w urzędach i budżetówce. Państwo do absurdu zbiurokratyzowane, w którym rozmnożona kasta mandaryńska samowolnie interpretuje wg uznania nieskończoną ilość bardzo szczegółowych, zwykle sprzecznych ze sobą przepisów, z niewydolnym aparatem sprawiedliwości, z roku na rok klasyfikowanym z tego powodu niżej w światowym rankingu wolności gospodarczej. Państwo pozbawione wojska, niezdolne skutecznie występować na arenie międzynarodowej nawet w sprawie tak zasadniczej, jak tragiczna śmierć prezydenta i blisko stu towarzyszących mu w oficjalnej delegacji osób. Państwo wreszcie z szerokimi i coraz szerszymi obszarami społecznego wykluczenia (...).

 

Sam fakt, że państwo to - mimo wspomnianych setek miliardów wpompowanych w nie dotacji i pożyczek, i mimo zarobkowej emigracji ponad miliona obywateli - nie zdołało w okresie prosperity zmniejszyć bezrobocia poniżej 10% ani zwiększyć znacząco wzrostu gospodarczego każe uznać, że w nadchodzącym okresie dekoniunktury musi się załamać tak samo jak jego gierkowski pierwowzór. Przy wszystkich bowiem swych wadach obciążone jest ono całkowitą niemożnością zreformowania się. Wszelka reforma byłaby bowiem wbrew interesom elit mających w nim charakter pasożytniczy, niezdolnych do tworzenia niczego, w większości nastawionych tylko na "dojenie" zgromadzonego kapitału za granicę. [podkreślenie - niewygodne.info.pl]

 

Źródło informacji i cytatów:

- Artykuł Rafała Ziemkiewicza pt.: "Zapyziała kolonia" opublikowany w "Plus-Minus" - weekendowym dodatku do "Rzeczpospolitej" (31/12/2011-01/01/2012).

 

Tagi: POLITYKA HISTORYCZNA | SPOŁECZEŃSTWO | WOJNA POLSKO-POLSKA | CYTATY

bezpośredni link do tekstu

 


 

     Rozpłochowski: Młodzi mogą odnieść wrażenie, że walka o Polskę nie ma sensu

bezpośredni link do tekstu | wpis nr 60 - 02/02/2012

 

W "Gazecie Polskiej" (nr 5/2012) ukazał się wywiad Przemysława  Harczuka z Andrzejem Rozpłochowskim [wikipedia], który w czasach PRL-owskiego zniewolenia był jednym z liderów śląskiej "Solidarności". Zapytany o sprawę wyroku w zawieszeniu dla Czesława Kiszczaka [wikipedia] za udział w organizacji przestępczej wprowadzającej w sposób nielegalny stan wojenny w Polsce oraz ukaranie Adama Słomki [wikipedia] karą 14 dni aresztu za zakłócanie ogłaszania tego wyroku, Rozpłochowski odpowiedział:

Wyobraźmy sobie, że podczas procesu w Norymberdze trybunał potępia Hitlera, jednak najwięksi zbrodniarze dostają symboliczne wyroki w zawieszeniu. W tym czasie ofiara Auschwitz nie wytrzymuje. Za głośne protesty trafia do więzienia. Przecież byłby to absurd. Podobnym absurdem jest wyrok w sprawie Kiszczaka i Słomki.

W dalszej części wywiadu Rozpłochowski pytany jest o potrzebę zmiany ustawy o kombatantach i osobach represjonowanych, która w obecnym kształcie daje przywileje osobom, które walczyły o wolną Polskę jedynie do 1956 roku. Lider podziemnej "Solidarności" chce, aby ustawa swoim zasięgiem objęła także osoby poświęcające się walce o niepodległość w latach 1956-1989. Pytany o powody takiego stanowiska, odpowiada:

Sowiecka okupacja w Polsce trwała przynajmniej do roku 1989. III RP nie potrafiła zadbać o los swoich bohaterów, którzy dziś żyją w nędzy i często muszą grzebać w śmietnikach. (...) Tymczasem ich oprawcy mają się świetnie, pobierają wysokie emerytury. Młodzi mogą odnieść wrażenie, że walka o Polskę, wolność, demokrację nie ma sensu. Trzeba się temu przeciwstawić. Jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało, chodzi nam o oddanie honoru starszym pokoleniom, a zarazem dbałość o kondycję moralną pokoleń przyszłych.

Niestety, mimo upływu 23 lat od przełomu roku '89, czyli umownego momentu odzyskania niepodległości (należy z całą stanowczością podkreślić umowność tej daty), polska polityka historyczna pozostawia wiele do życzenia. Brakuje przede wszystkim jasnego przekazu płynącego ze strony establishmentu, który definiowałby w sposób czytelny okres PRL-u i zniewolenia sowieckiego. Warto zauważyć, że jedynie niewielka liczba publicystów mainstreamowych buduje swoje narracje dotyczące okresu 1945-1989 w oparciu o jednoznaczne uznanie ówcześnie panującej władzy jako reżymowej, totalitarnej, zabójczej dla społeczeństwa i jego wolnościowych dążeń. Nie ma więc się czemu dziwić, jeśli dzisiaj statystyczny 20-latek, ukształtowany umysłowo zgodnie z linią "Gazety Wyborczej" i TVN-u, za okres panowania "państwa policyjnego" będzie uznawał lata 2005 - 2007, kiedy u władzy byli znienawidzeni przez wspomniane media bracia Kaczyńscy.

 

 

Źródło informacji i cytatów:

- Wywiad Przemysława Harczuka z Andrzejem Rozpłochowskim pt.: "Zwróciłem order, bo nie akceptuje takiego prawa", opublikowany w tygodniku "Gazeta Polska" nr 5 (965) / 2012 z 01/02/2012, s. 15.

 

Tagi: CYTATY | PRL | PATOLOGIE III RP | POLITYKA HISTORYCZNA

bezpośredni link do tekstu

 


 

     Polska po '89 nie potrafiła skutecznie opowiedzieć swojej historii

bezpośredni link do tekstu | wpis nr 61 - 04/02/2012 

 

Eryk Mistewicz [wikipedia], w jednym ze swoich tekstów opublikowanych w tygodniku "Uważam Rze" celnie zauważył, że Polska po 1989 roku nie potrafiła skutecznie opowiedzieć światu swojej historii. Nie potrafiła zarządzać swoją przeszłością dla osiągnięcia własnych, bieżących celów - choćby dla stworzenia poczucia jedności i godności narodu. Pozwoliliśmy, aby inni w sposób dowolny rysowali naszą historię, zgodnie z fundamentalną w tym przypadku zasadą, że niedopilnowane mity i narracje zostają w końcu przejmowane.

 

Mistewicz podaje przykłady skutecznych, napisanych na nowo narracji, które przeniknęły na stałe do zbiorowej świadomości przeciętnych, nie śledzących zbyt wnikliwie meandry historii odbiorców. Pierwszy z nich to przykład naszego zachodniego sąsiada - Niemiec, które w stosunku do kwestii swojej odpowiedzialności za II wojnę światową zaczęły najpierw stosować taktykę maksymalnego zaciemnienia obrazu, by po tym na nowo ten obraz kształtować. Widać to doskonale w narracji filmu "Walkiria", który w swej istocie jest opowieścią o dobrych Niemcach i złych Aliantach bombardujących niemieckie miasta (w sumie nie wiadomo dlaczego). W tym kontekście sformułowanie "polskie obozy koncentracyjne" wpisuje się w tą narrację w sposób doskonały (nie będę już wspominał o tym, że w opinii większości ludzi na świecie to właśnie nasi zachodni sąsiedzi obalili komunizm w dniu kiedy runą mur berliński. Potwierdził to choćby sam Barrack Obama podczas przemówienia pod Bramą Brandenburską w Berlinie z 24/07/2008).

 

Na marginesie warto się zastanowić kto i kiedy wymyślił ten sugerujący, że niemieckie obozy śmierci były polskie, zbitek słów? Otóż był to... Niemiec, Adolf Benzinger - członek zachodnioniemieckiego kontrwywiadu. W 1956 roku, z uwagi na trwający od końca II wojny światowej bojkot niemieckich towarów na światowych rynkach, postawiono mu zadanie wymyślenia sposobu na zdjęcie z narodu niemieckiego choć części odium odpowiedzialności za Holocaust. Benzinger wpadł na pomysł rozpowszechniania informacji o "polskich obozach koncentracyjnych", które jak twierdził: "mogą się przyczynić do wybielenia historycznej odpowiedzialności Niemiec za Zagładę". Waldemar Łysiak [wikipedia], komentując informacje gazety "Wręcz Przeciwnie", która jako pierwsza doniosła o genezie sformułowania "polskie obozy koncentracyjne", napisał bardzo celnie: "Sądzę, iż cała ta trwająca do dziś operacja ma kolebkę w dyrektywie Stalina: Przeciwników nazywajcie faszystami lub antysemitami. Trzeba tylko wystarczająco często powtarzać te epitety.

 

Mistewicz odwołuje się także do polityki historycznej naszego wschodniego sąsiada - Rosji, która jest realizowana choćby za pomocą filmu pt.: "1612" [filmweb]:

Produkcja "1612" - monumentalny fresk o sile, potędze i zwycięstwie nad dzikimi hordami Polaków. Rosjanie opowiadają tą historię nie patrząc na fakty historyczne - uwypuklając to, co dla podniesienia ducha narodu najważniejsze, realizując przy tym bieżące cele Moskwy.

Jaki z powyższych akapitów płynie morał? Ponownie zacytuje bezpośrednio Mistewicza:

Gdy inni dbają o swój honor i godność, gdy tworzą tożsamość i poczucie mocy, Polacy finansują kampanie budujące obraz swoich mężczyzn jako hydraulików, zaś kobiet jako seksownych konkubin, pielęgniarek żywcem przeniesionych z niemieckich filmów pornograficznych z lat 80-tych.

W tym kontekście stwierdzenie, że największym osiągnięciem promocyjnym polskich rządów po '89 roku było ukucie przekazu, że Polacy do niczego innego niż do bycia wspomnianym hydraulikiem czy pielęgniarką się nie nadają, nabiera charakteru otrzeźwiającego policzka, który przy tym jest bardzo upokarzający, bowiem historii, na których fundamencie Polska mogłaby zbudować wspaniałe narracje jest bez liku. Szkoda, że mało kto zauważa jak ważna jest to kwestia.

 

 

Źródło informacji i cytatów:

- Artykuł Eryka Mistewicza pt.: "Straciliśmy naszą opowieść" opublikowany w tygodniku "Uważam Rze" (31/08/2011) - link: http://uwazamrze.pl/2011/08/13777/stracilismy-nasza-opowiesc/ 

- Artykuł Leszka Pietrzaka pt.: "Plan Grubasa" opublikowany w tygodniku "Wręcz Przeciwnie", nr 1/2011 

- Artykuł Waldemara Łysiaka pt.: "Nazwiska i nazwy" opublikowany w tygodniku "Uważam Rze", nr 5 (52) / 2012

 

Tagi: POLITYKA HISTORYCZNA | "POLSKIE OBOZY KONCENTRACYJNE" | CYTATY

bezpośredni link do tekstu

 


 

     Przykłady antypolskiej polityki historycznej

bezpośredni link do tekstu | wpis nr 64 - 09/02/2012

 

Piotr Zychowicz [ blog ] w swoim cotygodniowym "Historycznym telegrafie" publikowanym na łamach "Uważam Rze" podaje dwa rażące przykłady antypolskiej polityki historycznej. Pierwszy z nich to emitowany obecnie w białoruskiej telewizji państwowej serial o nawie "Tałasz", opowiadający historię białoruskiego partyzanta, który wraz z Armią Czerwoną w 1920 roku walczył na Polesiu z "Polskim okupantem". Jak pisze Zychowicz w serialu tym polscy żołnierze przedstawieni są jako "zdegenerowani mordercy kobiet i dzieci". Drugi przykład to zorganizowana przez Ruch Autonomii Śląska [wikipedia] projekcja filmu o zbudowanych po II wojnie światowej na polskiej ziemi komunistycznych obozach zarządzanych przez UB [wikipedia]. Wszystko byłoby prawdopodobnie w porządku, gdyby nie kontrowersyjny tytuł tego filmu: "Polskie obozy koncentracyjne". Sformułowanie to jest często (świadomie lub nie) używane przez światowe media w stosunku do nazistowskich obozów śmierci z czasów II wojny światowej, a w Polsce budzi za każdym razem spore emocje i protesty (o genezie powstania "polskich obozów" pisałem kilka dni temu - link: http://niewygodne.info.pl/artykul/00061.htm - w 1956 roku, z uwagi na trwający od końca II wojny światowej bojkot niemieckich towarów na światowych rynkach,  Adolf Benzinger - członek zachodnioniemieckiego kontrwywiadu - otrzymał zadanie wymyślenia sposobu na zdjęcie z narodu niemieckiego choć części odium odpowiedzialności za Holocaust. Benzinger wpadł na pomysł rozpowszechniania informacji o "polskich obozach koncentracyjnych", które jak twierdził: "mogą się przyczynić do wybielenia historycznej odpowiedzialności Niemiec za Zagładę").

 

Fatalny wybór tytułu filmu, którego projekcję organizuję Ruch Autonomii Śląska, Piotr Zychowicz komentuje w sposób następujący:

Tak jak łagry na Syberii nie były rosyjskie, tylko sowieckie, tak i obozy w Świętochłowicach, czy Jaworznie nie były polskie, tylko komunistyczne. Ślązacy, którzy domagają się, aby większość społeczeństwa liczyła się z ich wrażliwością, powinni też liczyć się z wrażliwością większości.

Przykłady podane przez Zychowicza ukazują dobitnie, że z Polską polityką historyczną nadal nie jest dobrze. Establishment naszego kraju nie pojął w jaki sposób zarządzać historią, by stworzyć wśród Polaków poczucie jedności i godności narodu. Brakuje dostatecznie silnej narracji, która w odwołaniu do historii, promowałaby polskie interesy narodowe. Zamiast tego władze pozwalają, aby inni, w sposób dowolny, kształtowali naszą historię. Jest to bardzo niebezpieczna sytuacja, bowiem powoduje, że na Wchodzie jesteśmy postrzegani jako "krwiożerczy okupant", którego żołnierze "mordowali kobiety i dzieci", zaś na Zachodzie traktują nas jako naród, który obok nazistów (już nie Niemców!) współorganizował Holocaust.

 

Nieudolność polskich władz w sprawie polityki historycznej niesie ze sobą jeszcze jedno ryzyko - brak odpowiednich działań w tej kwestii będzie ostatecznie skutkował także i tym, że coraz więcej samych Polaków zacznie podzielać poglądy promowane obecnie przez reżimową telewizję Aleksandra Łukaszenki, a część z nich stwierdzi w końcu, że "coś musiało być na rzeczy" z tymi "polskimi obozami koncentracyjnymi", skoro wspominają o tym 'New York Times' czy 'The Washington Post'...

 

...W materii polityki historycznej nie można pozwolić sobie na uległość czy wątpliwe kompromisy. Oddanie pola w tej kwestii jest równoznaczna z wyzbyciem się ducha narodu i to na własne życzenie. 

 

 

Źródło informacji i cytatów:

- Rubryka "Historyczny telegraf" autorstwa Piotra Zychowicza w tygodniku "Uważam Rze", nr 6 (53) / 2012 z 6/02/2012

- http://www.rp.pl/artykul/9157,807125-Talasz-i-polityka-historyczna-Bialorusi---Zychowicz.html (wejście: 08/02/2012)

 

Tagi: POLITYKA HISTORYCZNA | "POLSKIE OBOZY KONCENTRACYJNE"

bezpośredni link do tekstu

 


 

     "Oprawcom lepiej niż nam"

bezpośredni link do tekstu | wpis nr 76 - 06/03/2012

 

Z okazji obchodzonego 1 marca Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, którzy jako pierwsi, z bronią w ręku, po 1944 r. stawiali czoło sowieckiemu reżimowi, ukazał się w "Rzeczpospolitej" wywiad Wojciecha Wybranowskiego z płk Janem Podhorskim - powstańcem warszawskim, żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych. Poniżej kilka fragmentów z tego wywiadu. Myślę, że warto się z nimi zapoznać z dwóch względów: po pierwsze ukazują one tragedie ludzi, którzy nie godzili się na zniewolenie swojej ojczyzny, przez co ryzykowali śmiercią w majestacie ówcześnie obowiązującego prawa; po drugie słowa te są też dowodem na to, że polityka historyczna III RP nadal pozostawia wiele do życzenia.

- Bił się pan w powstaniu warszawskim, walczył w Narodowych Siłach Zbrojnych. Rozumiem, że Polska za to podziękowała...

- O tak, podziękowała. W dowód tej wdzięczności w grudniu 1946 roku zostałem zatrzymany przez UB i aresztowany. Do dzisiaj, jak wielu moich kolegów z podziemia antykomunistycznego, pamiętam te dowody wdzięczności. Bicie pałką, pięścią, kopanie...

- Dzisiaj część mediów próbuje relatywizować tamte czasy, twierdząc, że była to wojna domowa wywołana przez żołnierzy podziemia antykomunistycznego.

- To boli. (...) Na szczęście młodzież, inaczej niż przedstawiciele władz państwowych, o nas pamięta. To ona organizuje spotkania, pochody, uroczystości. Choćby teraz w Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

- Część mediów pisze, że to niewielki odsetek młodych: narodowcy, pisowcy i "kibole".

- To nie są grupki 100-200 osób, to np. w przypadku Wiary Lecha (stowarzyszenie kibiców Lecha Poznań) 20 tys. młodych ludzi, z różnym wykształceniem, o różnych poglądach, różnych zawodów. Łączy ich to, że chcą poznawać polską historię, że są z niej dumni. A przypięcie etykietki subkultury to jeden z elementów kampanii mającej na celu wyśmiewanie patriotyzmu młodzieży.

 

Źródło informacji i cytatów:

- Wywiad Wojciecha Wybranowskiego z płk Janem Podhorskim pt.: "Oprawcom lepiej niż nam" opublikowany w "Rzeczpospolitej" (wydanie z 29/02/2012) - bezpośredni link: http://www.rp.pl/artykul/831144.html 

 

Tagi: CYTATY | POLITYKA HISTORYCZNA | ŻOŁNIERZE WYKLĘCI

bezpośredni link do tekstu

 


 

     Film "Historia III RP"

bezpośredni link do tekstu | wpis nr 83 - 18/03/2012

 

Poniżej prezentuje umieszczone w serwisie Youtube trzy pierwsze odcinki serii dokumentalnej pt. "Historia III RP". Seria ta, składająca się łącznie z 14 odcinków, została w 2008 roku przygotowana przez firmę Film Open Group na zlecenie TVP Historia. Pierwszych 11 odcinków było przez krótki czas pokazywanych na TVP Historia. Ostatnich trzech nigdy i nigdzie nie można było zobaczyć.

 

Trzy pierwsze - dostępne w serwisie Youtube - odcinki serii traktują o genezie III RP, opowiadają historię tworzenia jej zrębów instytucjonalnych, ustrojowych i gospodarczych. Gorąco polecam ich obejrzenie. Naprawdę warto!

 

 

 

 

Źródło informacji i cytatów:

- http://www.youtube.com/watch?v=Elq5igrZFZM (odcinek 1) 

- http://www.youtube.com/watch?v=WmxqjIJB1LU (odcinek 2)

- http://www.youtube.com/watch?v=Eees8BExTy4 (odcinek 3)

- http://www.tvp.pl/historia/cykle-dokumentalne/historia-iii-rp (wejście 18/03/2012)

 

Tagi: HISTORIA III RP | POLITYKA HISTORYCZNA

bezpośredni link do tekstu

 


 

     Manipulacje w nowych podręcznikach do historii

bezpośredni link do tekstu | wpis nr 106 - 04/05/2012

 

W nowym podręczniku do historii dla pierwszej klasy liceum pt.: "Ku współczesności. Dzieje najnowsze 1918-2006" autorstwa Andrzeja Brzozowskiego i Grzegorza Szczepańskiego znalazło się zadanie, z którego treści można wywnioskować, że "Gazeta Wyborcza" jest "najbardziej poczytną, najbardziej atrakcyjną dla szerokiej publiczności polską gazetą" (sic!). Poniżej prezentuję w całości treść tego zadania:

1. Przedstaw rolę "Gazety Wyborczej" i jej znaczenie dla społeczeństwa polskiego w okresie poprzedzającym wybory kontraktowe do parlamentu w 1989 roku.
2. Scharakteryzuj drogę "Gazety Wyborczej" od dziennika solidarnościowej opozycji do najbardziej poczytnej, atrakcyjnej dla szerokiej publiczności polskiej gazety.

Odpowiadając na pierwsze pytanie uczeń winien wyjść od genezy okrągłego stołu i tego, że "Gazeta Wyborcza" była tak na prawdę wynikiem układu do jakiego doszło pomiędzy reżimowymi przedstawicielami władzy PRL, a częścią starannie dobranej, koncesjonowanej opozycji, która gotowa była na daleko idące ustępstwa i przeniesienie rdzenia komunistycznego państwa w struktury nowo tworzonej III RP. Pojawia się pytanie - czy powyższa odpowiedź mieściłaby się w ramach tzw. "klucza odpowiedzi". Co do tego mam niestety wątpliwości. 

Jeśli chodzi o drugie pytanie to wszystko byłoby okej, gdyby nie ta nieznośna sugestia, czy wręcz podprogowe stwierdzenie faktu, że "Gazeta Wyborcza" jest dziś "najbardziej poczytną, najbardziej atrakcyjną dla szerokiej publiczności polską gazetą". W mojej opinii najgorszą formą manipulacji jest sugerowanie, że kłamliwe stwierdzenie jest prawdą (tak jak ma to miejsce powyżej, gdzie w sprytnie sformułowanym pytaniu zawarta jest odpowiedź). Tego typu manipulacje są najtrudniejsze do sprostowania, a już w ogóle jeśli pojawią się w podręczniku historii dla licealistów.

 

Źródło informacji i cytatów:
Tekst pt.: "Gazeta Wyborcza w nowych podręcznikach do historii" opublikowany na łamach serwisu Niezalezna.pl (link

Tagi: GAZETA WYBORCZA | POLITYKA HISTORYCZNA | SYSTEM MANIPULACJI | MEDIA

bezpośredni link do tekstu

 


 

     Głupim wyborcą zawsze łatwiej manipulować

bezpośredni link do tekstu | wpis nr 120 - 25/05/2012

 

Licealiści, od których nie będzie się wymagało elementarnej wiedzy obywatelskiej, nie będą w stanie samodzielnie ocenić poziomu medialnej manipulacji

Reforma nauczania w szkołach średnich przewiduje ograniczenie lekcji historii tylko do pierwszej klasy. Później historia będzie przedmiotem fakultatywnym, nie obowiązkowym. Jak słusznie zauważył prof. Ryszard Terlecki - aby świadomie dokonywać politycznych wyborów, trzeba mieć elementarną wiedzę o świecie polityki. Do tego, aby taką wiedzę posiadać, trzeba znać podstawowe fakty z historii najnowszej. Przede wszystkim z historii III RP. Problem w tym, że zgodnie z założeniami reformy pani Hall i Szumilas, młodzi ludzie zostaną takiej wiedzy pozbawieni. Co prawda w pierwszej klasie szkoły średniej wykładana będzie historia XX wieku, ale 2/3 czasu nauczyciele będą musieli poświęcić na lata 1914-1945. Cała III RP zostanie omówiona na jednej, może dwóch lekcjach, wg wersji ukształtowanej poglądami redaktorów "Gazety Wyborczej", czego dowodem są nowe podręczniki (zobacz także: Manipulacje w nowych podręcznikach do historii).

Gimnazjaliści, którzy w tym roku rozpoczną naukę w "zreformowanych" liceach, za trzy lata będą brali udział w wyborach parlamentarnych. Obawiam się, że bez elementarnej wiedzy obywatelskiej, bez świadomości tego czym jest i w jaki sposób powstała III RP, bez znajomości mechanizmów działania współczesnej polityki - młodzi maturzyści będą bardzo podatni na uprawianą w mediach rządowych propagandę i manipulację informacją. Będą, po prostu, łatwymi - bo głupimi - wyborcami, celowo pozbawionymi wiedzy historycznej, niezdolnymi do świadomego udziału w wyborach. 

Jako dowód posiadania przez, co niektórych, młodych dramatycznie niskiej świadomości na temat historii współczesnej, niech posłuży nam jeden z odcinków satyrycznego cyklu publikowanego w serwisie Youtube pt.: "Matura to bzdura". Kto wie czy za 10 lat stan wiedzy, jaki prezentuje bohaterka tego prześmiewczego reportażu, nie będzie normą.

 

Wiedza studentki 2 roku AWF vs kibica Lechii Gdańsk bez matury: 

 

 

Źródło informacji i cytatów:

- Artykuł Ryszarda Terleckiego pt.: "Wyborca łatwy, bo głupi" opublikowany w tygodniku "Gazeta Polska" nr 18(978)/2012, wydanie z dn. 02/05/2012
- http://www.youtube.com/watch?v=6PnZHFaWce4   

Tagi: POLITYKA HISTORYCZNA | REFORMA EDUKACJI | SYSTEM MANIPULACJI

bezpośredni link do tekstu

 


 

     Przeszłość dogoniła Lecha Wałęsę

bezpośredni link do tekstu | wpis nr 124 - 01/06/2012

 

Ze zdziwieniem należy przyjmować oświadczenia przedstawicieli establishmentu sugerujące, że osoby, które zbyt głęboko wnikają w meandry biografii byłego przywódcy 'Solidarności', są "historykami z zaklętego kręgu ludzi o radykalnych poglądach" (Bronisław Komorowski) albo, że "jako dzieci Janusza Kurtyki zgrabnie pływają w potoku łajna" (Tomasz Lis)

 

W ostatnim numerze "Uważam Rze" ukazało się drukiem oświadczenie w sprawie Krzysztofa Wyszkowskiego, przeciwko któremu Lech Wałęsa wytoczył kolejny proces za nazwanie go "Bolkiem". Pod oświadczeniem podpisało się jak do tej pory kilka tysięcy osób, w tym wielu dziennikarzy, naukowców i osób publicznie znanych. Poniżej cytuję treść tego oświadczenia. Zachęcam do jego przeczytania i podjęcia indywidualnej decyzji w sprawie dołączenia do wspomnianej grupy kilku tysięcy osób, dla których nie są obojętne próby fałszowania najnowszej historii Polski:

Od 20 lat mamy do czynienia z wciąż ponawianymi próbami zakłamywania biografii Lecha Wałęsy, a w konsekwencji również polskiej historii. W tym destrukcyjnym dziele, niestety, uczestniczą również sądy. Wydają one wyroki sprzeczne z udokumentowaną wiedzą historyczną. Ofiarą tak pojętej "prawdy sądowej" stał się m. in. Krzysztof Wyszkowski. 

Chcąc przerwać ten proces destrukcji polskiego życia publicznego, my, niżej podpisani - po zapoznaniu się z opracowaniami badawczymi oraz zawartymi w nich dokumentami historycznymi, których prawdziwość nie została podważona przez żadne poważne publikacje naukowe - stwierdzamy, iż według aktualnego stanu wiedzy: 

1. Lech Wałęsa był w latach 70. (rejestracja czynna obejmuje okres 1970-1976) tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa o ps. Bolek;
2. Donosił na kolegów i brał za to pieniądze;
3. W okresie urzędowania Lecha Wałęsy jako prezydenta RP wypożyczył on podstawowe dokumenty dotyczące swojej osoby, z których najważniejsze zaginęły i nigdy nie zostały zwrócone do archiwum. 

W obronie prawdy historycznej oraz wolności słowa apelujemy do wszystkich ludzi dobrej woli o dołączenie się do naszego oświadczenia pod adresem: 

listwobroniewyszkowskiego@gmail.com 
Warszawa, 19 maja 2012 r.

Autorzy tego oświadczenia utożsamiają próby zakłamywania biografii Wałęsy z zakłamywaniem historii naszego kraju. W mojej opinii nie powinniśmy mieć co do tego jakichkolwiek wątpliwości. Lech Wałęsa jest ikoną, jest nierozerwalnym (integralnym) elementem historii najnowszej, bez którego Polska mogłaby dziś wyglądać zupełnie inaczej. Choćby dla tego powodu badanie jego przeszłości, wyborów jakie dokonywał, znajomości które podejmował, nie powinno być w żaden sposób piętnowane. Nie da się bowiem wykluczyć, że uwikłanie w takie, a nie inne sytuacje życiowe, mogło mieć wpływ na podejmowane później decyzje. Jeśli były prezydent Polski wiedział, że inni - niekoniecznie przyjaźnie mu nastawieni ludzie - mogą znać jego przeszłość, to czy sama świadomość ciążącego nad jego głową ostrza dekonspiracji nie wystarczyła, aby sprawować nad nim kontrolę? Czy widmo kompromitacji mniej chlubnym okresem z początków lat 70-tych, mogło - powiedzmy obiektywnie - mieć znaczenie dla decyzji podejmowanych przez Wałęse w roku 1980, 1988, 1989 i w całym okresie późniejszej prezydentury? Tego typu pytania, w stosunku do Wałęsy, są jak najbardziej zasadne. Tym większym zdziwieniem należy przyjmować oświadczenia przedstawicieli establishmentu sugerujące, że osoby, które zbyt głęboko wnikają w meandry biografii byłego przywódcy 'Solidarności', są "historykami z zaklętego kręgu ludzi o radykalnych poglądach" (Bronisław Komorowski) albo, że "jako dzieci Janusza Kurtyki zgrabnie pływają w potoku łajna" (Tomasz Lis). 


Źródło informacji i cytatów:
- Tygodnik "Uważam Rze" nr 22 (69) / 2012, wydanie z 28 maja 2012, s. 4

Tagi: CYTATYWAŁĘSA, Lech | POLITYKA HISTORYCZNA

bezpośredni link do tekstu

 


 

     Zobacz dwa krótkie filmy, które w środowiskach lewackich czytelników "Gazety Wyborczej", muszą wywoływać skrajnie negatywne, antypolskie emocje.

bezpośredni link | wpis nr 172 - 02/08/2012

Dumni Polacy czczą pamięć swoich bohaterów - czyli coś, co skrajni lewacy, będący czytelnikami 'Gazety Wyborczej', nazywają "faszyzmem":

 

 There is a city:

 

 

Godzina "W" Warszawa (01.08.1944-2012):

 

 

Tagi: POWSTANIE WARSZAWSKIE | POLITYKA HISTORYCZNA

bezpośredni link

 


 

     Czy sympatykom Platformy gloryfikowanie sowieckich katów sprawia przyjemność?
bezpośredni link to tekstu | wpis nr 194 - 13/09/2012

 

Gdy w połowie września 1944 roku bolszewicy zdobyli (w nomenklaturze PRL i dużej części obecnego establishmentu medialno-politycznego: "wyzwolili") prawobrzeżną Warszawę, natychmiast zaczęli katować, torturować i zabijać Polaków, którzy swoim dotychczasowym bohaterstwem, walecznością oraz oddaniem dla sprawy wolnej Polski, mogli realnie zagrozić nowemu okupantowi. 

Miejsca kaźni i masowych morderstw były zakładane w cieniu kłębów dymu i kurzu jaki unosił się nad lewobrzeżną Warszawą, gdzie hitlerowcy dobijali ostatnie polskie oddziały walczące w Powstaniu Warszawskim. Jeden z więźniów katowni NKWD napisał po latach:

W celi przybywało 27 osób. Siedzą razem mężczyźni i kobiety. Warunki są straszne. Aresztowani śpią na gołej podłodze pokotem. Nie ma kubłów, wszystkie potrzeby fizjologiczne są spełniane na podłogę. Więzienie jest przepełnione. Więźniowie stale są dręczeni lub popychani. Siedzą w po 3-4 tygodnie bez żadnego badania.

Na terenach koszar 36. Pułku Piechoty Legii Akademickiej (dzielnica Praga), wybudowanych jeszcze za czasów carskiej Rosji, nowy okupant założył dla żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych oraz innych organizacji podziemnych więzienie karno-śledcze, któremu w późniejszym okresie przypisano nazwę "Toledo". Uważane ono było za jedno z najcięższych więzień tego typu. Słynęło z tortur i licznych egzekucji. Odgrodzone było murem wysokim na trzy metry, z drutem kolczastym i wmurowanymi odłamkami szkła. W narożnikach znajdowały się wieże strażnicze z reflektorami. Naczelnikiem więzienia był Kazimierz Szymonowicz (właśc. Kopel Klejman), nazywany przez więźniów „Krwawym Kaziem”. Z zachowanych relacji wynika, że osobiste wykonywanie wyroków śmierci na polskich bohaterach sprawiało mu przyjemność. Zwłoki pomordowanych Polaków były grzebane w rowie, który znajdował się na terenie więzienia. Ciała składane były na zmianę ze śmieciami i zasypywane wapnem.

W kontekście powyższego, platformerska władza Warszawy oraz spora część establishmentu medialno-politycznego - w kwestii pomnika gloryfikującego polskich oprawców, który ma stanąć na warszawskiej Pradze - zachowuje się w sposób budzący odrazę. Przypomnijmy, że postawiony w 1945 roku pomnik "czterech śpiących", przedstawiający czterech sowieckich "wyzwolicieli" Polski, zdemontowano na czas budowy metra. Aktualnie, przy braku sprzeciwu władz Warszawy, ma on powrócić na swoje dawne miejsce, czemu dopinguje duża część establishmentu związanego z PRL. 

Powstaje pytanie - jak możemy to interpretować? Przecież Warszawa nie jest stolicą jednej z zachodnich guberni bolszewickiego imperium! Jest to stolica niepodległego państwa, znajdującego się w strukturach NATO i UE (no chyba, że o czymś nie wiem). A może to tylko ciąg dalszy dbałości Platformy Obywatelskiej o historyczną "prawdę"? Po zrobieniu rejtana w sprawie obrony dobrego imienia Bolka (Andrzej Wajda & zaprzyjaźnione stacje), po Stoczni im. Lenina (Paweł Adamowicz & układ gdański), przyszedł czas na pomnik Armii Czerwonej w Warszawie (Hanna Gronkiewicz-Waltz wraz z przyjaciółmi). W czym jeszcze może nas zaskoczyć obecna władza? Zmianą nazwy Katowic na "historyczny" Stalinogród? Czy Donald Tusk - tak jak Paweł Adamowicz - powie wówczas, że "przecież w 1953 roku to nikomu nie przeszkadzało"?? 


Źródło informacji i cytatów:
- Piotr Zychowicz: "Hołd dla najeźdźcy" (rp.pl) 
- Więzienie karno-śledcze nr III w Warszawie (pl.wikipedia.org) 

Tagi: POLITYKA HISTORYCZNA
bezpośredni link to tekstu

 


 

     Kompromitacja za kompromitacją
bezpośredni link do tekstu | wpis nr 220 - 26/10/2012

Tusk nie rozumie determinacji rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, Niesiołowski chce, aby wspomniane rodziny płaciły za ekshumacje, zaś Śledzińska-Katarasińska nie dopuszcza myśli, że w 1945 roku Polska została zajęta przez ZSRR. Ci ludzie obecnie rządzą Polską.

W marcu br. premier Donald Tusk powiedział dziennikarzom zgromadzonym w Sejmie:

"Nie rozumiem determinacji rodzin ws. ekshumacji, ale trzeba uszanować ich potrzeby, nawet jeśli nie rozumiem tej determinacji, bo nie rozumiem. Widocznie jest jakaś potrzeba, która tkwi w zranionych uczuciach rodzin"

Dzięki wspomnianej przez Tuska "potrzebie tkwiącej w zranionych uczuciach rodzin", której wszak nie rozumiał, udało się nie tylko ujawnić skandal związany z podmienionymi ciałami, ale przede wszystkim - co potwierdziła Naczelna Prokuratura Wojskowa - w ciele Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej znaleziono nity z poszycia samolotu. Jak takie nity mogły znaleźć się w ciele ofiary? Dr Wacław Berczyński, konstruktor pracujący dla Boeinga, tłumaczy to w sposób następujący: "Jedynie eksplozja mogła spowodować wyrwanie setek nitów spajających konstrukcję skrzydła rządowego tupolewa". Prof. Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej w tym kontekście stwierdza jednoznacznie: "Mówię twardo: wybuch. Inaczej nie daję rady tego wytłumaczyć"

Wtórnej kompromitacji w sprawie ekshumacji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej dopuścił się kilka miesięcy później współpracownik premiera Tuska - Stefan Niesiołowski. Powiedział on publicznie:

"Niech rodziny ofiar płacą za ekshumacje. To próba dorwania się do władzy na trumnach"

Członkowie partii władzy kompromitują się także na polu polityki historycznej. Przewodnicząca sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu Iwona Śledzińska-Katarasińska przeforsowała zmianę treści projektu uchwały Sejmu w 70. rocznicę powstania Narodowych Sił Zbrojnych. Uznała ona, że należy usunąć sformułowanie o "zajęciu Polski przez Sowietów". Uzasadniając swoją decyzję posłanka PO stwierdziła, że okupacja naszego kraju zakończyła się w momencie zakończenia II wojny światowej, bowiem PRL powstała na "mocy traktatów międzynarodowych między zachodnimi aliantami a Związkiem Radzieckim" (sic!). Jaki wniosek można z tego wysnuć? Ano taki, że po 1945 roku nie było w Polsce sowieckiej okupacji, zaś ZSRR w ogóle nie wpływała na to, co działo się w naszym kraju

Gafa posłanki Śledzińskiej-Katarasińskiej to nie jedyna kompromitacja Platformy Obywatelskiej na polu polityki historycznej w ostatnim czasie. Sejm, głosami PO i Ruchu Palikota, zdecydował, że rok 2013 nie będzie rokiem Powstania Styczniowego (w 2013 roku przypada 150. rocznica wybuchu tego powstania). Dlaczego? Oddajmy głos posłance Annie Grodzkiej z Ruchu Palikota: 

"Powstanie styczniowe miało również swoje ciemne strony i nie zasługuje na takie uczczenie"

Jak widać posłowie partii władzy podzielają taką opinię.

 

 

Źródła informacji i cytatów:
- Artykuł pt.: "Sejm nie uczci pamięci powstańców styczniowych" opublikowany w "Gazecie Polskiej Codziennie", nr 251 (346) / 2012 z 26/10/2012
- Artykuł Katarzyny Pawlak pt.: "Tusk pozwolił znieważyć ciało prezydenta" opublikowany w "Gazecie Polskiej Codziennie", nr 251 (346) / 2012 z 26/10/2012
- Artykuł pt.: "NPW: W ciele ofiary katastrofy były nity" opublikowany w "Gazecie Polskiej Codziennie", nr 251 (346) / 2012 z 26/10/2012
- Artykuł Jerzy Bukowski pt.: "Nie było sowieckiej okupacji? Posłanka tłumaczy: przecież PRL powstała na „mocy traktatów między zachodnimi aliantami a ZSRR", opublikowany w serwisie wPolityce.pl

Tagi: KATASTROFA SMOLEŃSKA | POLITYKA HISTORYCZNA
bezpośredni link do tekstu

 


 

     Kibice przypominają, że zbrodniarze komunistyczni w III RP żyją jak pączki w maśle.
bezpośredni link do tekstu | wpis nr 249 - 03/12/2012

 

Kibice Lechii Gdańsk postanowili przypomnieć o zbliżającej się rocznicy wprowadzenia przez reżim Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego w Polsce, w wyniku którego śmierć poniosło 91 osób, kilkaset zostało rannych, zaś 10 tys. zostało uwięzionych. Podczas meczu z Zagłębiem Lubin wywiesili oni wielki transparent z podobizną W. Jaruzelskiego zaciąganego przez diabła do piekła. Pod sektorówką pojawił się napis: "Za Naród sprzedany piekło cię pochłonie". 

Na meczu obecny był Donald Tusk, który został przez kibiców wygwizdany. Jestem ciekawy, czy gdy Platforma uchwali w końcu zapowiadaną od pewnego czasu ustawę o tzw. "mowie nienawiści", to czy za podobne do dzisiejszej akcje kibiców - których celem jest przypomnienie, że zbrodnicze karty z historii najnowszej Polski, nie zostały rozliczone - będzie można posadzić do więzienia kilka tysięcy osób na raz? Mam nadzieje, że posłowie PO odwołają się jednak do zdrowego rozsądku i odrzucą promowany przez rząd projekt ustawy, który w gruncie rzeczy ograniczy w Polsce wolność słowa i przybliży nasz kraj do standardów - umownie nazywanych - białoruskimi.

 

lwypolnocy.pl

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=d_VoFXNgZJM 

 

Tagi: POLITYKA HISTORYCZNA
bezpośredni link do tekstu

 


 

     "Polskie obozy śmierci", czyli polityka historyczna ma znaczenie
bezpośredni link do tekstu | wpis nr 317 - 18/02/2013

 

Największa agencja prasowa w Niemczech użyła sformułowania "polski obóz zagłady". Za nią powtórzyły kolejne gazety i portale internetowe... 

Więcej: Niemieckie zakłamywanie historii trwa w najlepsze. Największa tamtejsza agencja prasowa użyła sformułowania "polski obóz zagłady". 

Na marginesie warto się zastanowić kto i kiedy wymyślił ten sugerujący, że niemieckie obozy śmierci były polskie, zbitek słów? Otóż był to... Niemiec, Adolf Benzinger - członek zachodnioniemieckiego kontrwywiadu. W 1956 roku, z uwagi na trwający od końca II wojny światowej bojkot niemieckich towarów na światowych rynkach, postawiono mu zadanie wymyślenia sposobu na zdjęcie z narodu niemieckiego choć części odium odpowiedzialności za Holocaust. Benzinger wpadł na pomysł rozpowszechniania informacji o "polskich obozach koncentracyjnych", które jak twierdził: "mogą się przyczynić do wybielenia historycznej odpowiedzialności Niemiec za Zagładę".

 

 

Tagi: POLITYKA HISTORYCZNA
bezpośredni link do tekstu

 


 

 

c   c
 
 

(c) Niewygodne.info.pl  2011-2013 | idea | kontakt