Skoro w Polsce wg KOD jest dyktatura (mimo demokratycznych wyborów), to jak nazwać fakt, że Europą rządzi garstka niewybieralnych urzędników?
wpis z dnia 24/04/2017

foto: EPPOfficial (Flickr.com / CC by 2.0)

KOD, spora część opozycji, środowiska Gazety Wyborczej oraz byli komuniści od 1,5 roku nieustannie utyskują, że w Polsce panuje dyktatura. "Reżim PiS" ma ich zdaniem dokonywać "gwałtu na prawie i zasadach na jakich oparto III RP", tylko dlatego, że zaczął realizować swój przedwyborczy program, który wyniósł go w demokratycznych wyborach do władzy. Skoro to ma być "dyktatura", to powstaje pytanie - jak nazwać sytuację, w której Europą rządzi garstka niewybieralnych przez społeczeństwo urzędników, posiadających uprawnienia, które sami sobie nadają?

                              

r e k l a m y


            

Pytanie postawione w powyższym akapicie jest o tyle zasadne, że na czele Unii Europejskiej stoi obecnie Jean-Claude Juncker - człowiek uchodzący za pijaka, oskarżony w swoim kraju o dokonywanie potężnych przekrętów podatkowych, których celem była maksymalizacja zysków kosztem innych państw Europy. Ów człowiek, mający wyraźną słabość do alkoholu, nie został wybrany na swoje obecne stanowisko w drodze powszechnej i demokratycznej elekcji. Gdyby bowiem miał stanąć do w pełni demokratycznego wyścigu o fotel przewodniczącego Komisji Europejskiej, to przegrałby z kretesem. I tutaj upatruję prawdziwego powodu kryzysu europejskiej tożsamości. Fakt, iż Europą rządzi obecnie garstka niewybieralnych przez społeczeństwo urzędników, posiadających uprawnienia, o których sami sobie decydują, najbardziej chyba zniechęca przeciętnego Europejczyka do idei wspólnej Unii.

       

r e k l a m y


   

Ci niewybieralni w demokratycznych zasadach urzędnicy podejmują dziś decyzje o kluczowym charakterze dla wszystkich mieszkańców Europy. To oni są odpowiedzialni za poważne kryzysy (zadłużenia, migracyjny), które niszą dziś Europę od środka. Pretensje i żale Jean-Claude Junckera o to, iż "premierzy państw członkowskich za bardzo słuchają swoich wyborców" tylko pogłębiają negatywne dla UE tendencje. Przypomnijmy, że podczas debaty na temat stanu Unii Europejskiej, jaka odbyła się w maju ubiegłego roku w Rzymie, przewodniczący KE wypowiedział następującą opinię:

 

"Too many politicians are listening exclusively to their national opinion. And if you are listening to your national opinion you are not developing what should be a common European sense and a feeling of the need to put together efforts. We have too many part-time Europeans."

 

Co można przetłumaczyć jako:

 

"Zbyt wielu polityków słucha wyłącznie opinii własnego kraju. A jeśli słuchasz swojej opinii krajowej nie rozwijasz się, co powinno być wspólnym europejskim dążeniem i poczuciem konieczności połączenia starań wszystkich polityków. Mamy zbyt wiele Europejczyków w niepełnym wymiarze czasu."

 

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości - im więcej tego typu wypowiedzi będzie padać z ust czołowych eurokratów, tym pewniejsze będzie to, iż Unia się rozpadnie. I to szybciej niż nam się wydaje. Jeśli chcemy, aby ta w sumie piękna idea wspólnej Europy przetrwała, musimy dążyć do jak najszybszego "udemokratyzowania" Brukseli oraz obowiązujących tam procedur. Bez tego niechęć do unijnych instytucji reprezentowanych twarzami Junckerów, Timmermansów i Tusków z miesiąca na miesiąc będzie coraz większa.

 

Źródło: Prime Ministers listen too much to voters, complains EU's Juncker (Telegraph.co.uk)

 

wpis z dnia 24/04/2017 

          

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

 

* * *

Dołącz do nas!

 

xx

 

r e k l a m y


 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP