Niemcy na pół roku przed wyborami wprowadzają prawo o cenzurze prewencyjnej w mediach. Wyobraźcie sobie larum opozycji i UE, gdyby to zrobiono w Polsce!
wpis z dnia 14/04/2017

Źródło: Janos Balazs (Flickr.com / cc 2.0)

Pod hasłem walki z dezinformacją i mową nienawiści niemiecki rząd forsuje projekt ustawy umożliwiający stosowanie cenzury prewencyjnej wobec treści publikowanych na portalach społecznościowych. Wpisy użytkowników, w których ktoś doszuka się znamion "nieprawdziwych informacji", administrator portalu będzie musiał kasować w ciągu 24 godzin. Problem w tym, że na pół roku przed wyborami parlamentarnymi pod kategorię "nieprawdziwych informacji" może być kwalifikowana większość wpisów negatywnie nastawionych wobec dotychczasowej polityki migracyjnej.

                              

r e k l a m y


            

Projekt ustawy przygotowany przez ministra sprawiedliwości Heiko Maasa (SPD) nakazuje administratorom portali społecznościowych blokowanie lub usuwanie wpisów z informacjami uznanymi za nieprawdziwe, wpisów które obrażają konstytucyjne organy RFN oraz wpisów szerzących mowę nienawiści. O tym co jest nieprawdziwe, co obraża konstytucyjne organy lub co jest mową nienawiści decydować ma administrator danego portalu społecznościowego. Jeśli wpisów nie będzie usuwał grozi mu kara do 50 mln euro.

       

r e k l a m y


   

Wspomniana ustawa, która de facto umożliwi stosowanie cenzury prewencyjnej, budzi kontrowersje co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze jest ona wprowadzana tuż przed wyborami parlamentarnymi, których wyniki w dużej części mogą być uzależnione nie od tego, co ludzie słyszą w oficjalnym przekazie mainstreamowym, lecz od tego co czytają i widzą na portalach społecznościowych (np. Twitter / Facebook). W tym kontekście usuwanie wpisów, co do których ktoś uzna, że noszą znamiona "nieprawdziwych informacji" może być wykorzystywane do bieżącej walki politycznej. Po drugie - nie wiadomo do końca, jak ma wyglądać weryfikowanie wspomnianych "nieprawdziwych informacji". O ile w przypadku mowy nienawiści czy obrażaniu konstytucyjnych organów RFN raczej nie powinno być wątpliwości interpretacyjnych, to w kwestii przekazywanych za pomocą portali społecznościowych informacji (szczególnie, gdy mają one charakter bardziej publicystyczny) takie wątpliwości już się pojawiają. Czy weryfikacja "prawdziwości" będzie polegała na sprawdzeniu czy dany news pojawił się w głównym wydaniu wiadomości na państwowym ZDF? Jeśli tak miałoby to wyglądać, to za "nieprawdziwe" należałoby uznać wydarzenia z nocy sylwestrowej 2015/2016, kiedy przez kilka dni w niemieckich mediach mainstreamowych utrzymywano embargo informacyjne.

Odkładając jednak powyższe rozważania na dalszy plan -
spróbujcie sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby podobną ustawę chciał teraz wprowadzić PiS? Czujecie tę histerię opozycji i szaleńcze ataki ze strony Brukseli?

 

Źródło: Niemcy: Walka z dezinformacją i mową nienawiści w Internecie (OSW.waw.pl)

 

wpis z dnia 14/04/2017 

          

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

 

* * *

Dołącz do nas!

 

xx

 

r e k l a m y


 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP