To Włochami (a nie Polską) UE powinna się zainteresować. Zadłużenie sięga tam 135% PKB (w Polsce to 50%), a liczba niespłacanych kredytów przekracza 18% (u nas 7%)
wpis z dnia 28/07/2016

foto: davekellam (Flickr.com / CC by 2.0)

Wiele czynników wskazuje, że to Włochy (a nie Polska czy Węgry) powinny przykuwać znacznie większą uwagę eurokratów z Brukseli. Rząd w Rzymie nie może sobie poradzić z coraz większym zadłużeniem, które sięga już 2 bln 700 mld euro (12 x większe niż w Polsce). Dodatkowo rośnie tam odsetek niespłacanych kredytów (przekroczył już 18 proc.). Włochy są w istocie gigantyczną bombą finansową, której eksplozja spowoduje dla Europy skutki jakich nikt jeszcze nie widział!

     

r e k l a m y


              

Zadłużenie Włoch sięga 135 proc. PKB. W przeliczając to na euro wartość ta jest równa astronomicznej kwocie 2 bln 700 mld euro. Zakładając, że 1 euro = 4,37 zł, wspomniana kwota stanowi równowartość 11 bln 800 mld zł, czyli 12 razy więcej niż wynosi aktualne zadłużenie Polski. 

Gigantyczne zadłużenie instytucji państwowych nie jest jednak największym problemem z jakim Włochy muszą się zmierzyć. O wiele groźniejsza jest bowiem kondycja włoskiego sektora bankowego. Okazuje się, że aż 18 proc. udzielonych tam kredytów nie jest obecnie spłacana, a warto wiedzieć, że w tej kategorii pułap 10 proc. jest już absolutnie krytyczny. Tzw. "złe (niespłacane) kredyty" mogą się przyczynić do bankructwa wielu włoskich banków. Upadek kilku z nich może uruchomić prawdziwe domino finansowej zagłady w Europie, której nikt nie będzie w stanie zatrzymać.

Ktoś może zadać pytanie - dlaczego włoskie problemy mogą być groźne dla całej Europy? Dlaczego kłopoty włoskich banków mogą wkrótce przelać się na inne europejskie banki? Pisałem już o tym, ale nie zaszkodzi powtórzyć. Współczesny system bankowy to system naczyń połączonych. Jeśli - dla przykładu - upadnie największy włoski bank (UniCredit), to natychmiast odczują to inne banki (zagraniczne), które pożyczały pieniądze bankrutowi (już ich nie odzyskają). Po drugie - odczują to państwa, w których bankruci mieli swoje centrale (klienci tych banków po swoje depozyty zgłoszą się do krajowych instytucji rządowych, które je gwarantowały, a to w praktyce oznacza gigantyczny wzrost wydatków budżetowych, co w przypadku zadłużonych po uszy Włoszech może być przysłowiowym "gwoździem do trumny"). Po trzecie - wspomniany dla przykładu UniCredit ma mnóstwo spółek córek w innych państwach. W naszym kraju jest np. właścicielem Pekao SA. Upadek banku-matki może mieć wpływ na losy filii. Jeśli w ślad za centralą poleci także bank w naszym kraju, to Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG) może mieć poważne kłopoty z zapewnieniem wypłat gwarantowanych depozytów (do równowartości 100 tys. euro). Jeśli w BFG zabraknie pieniędzy rolę gwaranta będzie musiało przejąć państwo. A na to z pewnością środków w napiętym do granic możliwości budżecie kraju nie ma.

Widzimy zatem, że to Włochy powinny być obecnie na unijnym świeczniku. Gigantyczne kłopoty włoskiego sektora publicznego czy też bankowego mogą finansowo rozwalić od środka całą Unię. Niestety, skupieni na walce o polską demokrację eurokraci wciąż zdają nie dostrzegać tego zagrożenia...

 

Czytaj także: Włoska bomba tyka (Stooq.pl)

wpis z dnia 28/07/2016

                        

r e k l a m y


UDOSTĘPNIJ / SKOMENTUJ / POLUB tekst na

  

  

 

 

r e k l a m y


* * *

Dołącz do nas!

 

  

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP