Tusk straszy: "Nikt nie ma prawa pouczać Turcji". No właśnie - bo może jeszcze nie starczyć czasu na pouczanie Polski!
wpis z dnia 27/04/2016

foto: European People's Party EPP (Flickr.com / CC by SA 2.0)

Merkel, Timmermans oraz Tusk kilka dni temu postanowili nawiedzić Turcję. Ten ostatni oświadczył tam publicznie: "Nikt nie ma prawa, by pouczać Turcję w sprawie tego, co powinna zrobić". Mam nieodparte wrażenie, że przewodniczący Rady Europejskiej zapomniał dodać, że nikt nie ma prawa pouczać Turcji, bo może jeszcze nie starczyć czasu na pouczanie i krytykę Polski. Co tam pogromy Kurdów i egzekucje na ludności cywilnej - ważniejsza jest realizacja interesów Berlina i wyrażanie zaniepokojenia sytuacją w Polsce!
                           

r e k l a m y


            

Przypomnijmy, że nieco ponad miesiąc temu eurokraci doszli do porozumienia z władzami Turcji. W zamian za przelew kwoty 3 miliardów euro prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan obiecał, że każdy migrant i uchodźca, który po 20 marca przybędzie nielegalnie do Grecji ze strony Turcji, będzie mógł zostać automatycznie odesłany z powrotem do Turcji. Gwarantami porozumienia są najwyżsi przedstawiciele władz UE (w tym wizytujący ostatnio Turcję Frans Timmermans czy Donald Tusk) oraz kanclerz Niemiec Angela Merkel. 

Widać wyraźnie, że unijnym liderom bardzo zależy na powodzeniu tego porozumienia. Nie wykluczone, że właśnie dlatego Tusk pozwolił sobie publicznie stwierdzić, że "Nikt nie ma prawa, by pouczać Turcji w sprawie tego, co powinna zrobić". Komentarz ten - formalnie wypowiedziany w zakresie kryzysu migracyjnego w Europie - może być jednak odczytywany w nieco szerszym kontekście. Czy nikt nie ma prawa krytykować Turcji w sprawie organizowanych niemal oficjalnie pogromów i prześladowań na Kurdach i ludności cywilnej pochodzenia kurdyjskiego? Jeśli tak, to dlaczego eurokraci zabierają się za krytykowanie władz Polski, za to, że działając zgodnie z demokratycznym mandatem dokonują zupełnie legalnie zmian w prawie? Czy przypadkiem nie jest tak, że jeśli zagrożone są jakieś żywotne interesy Berlina (np. poprzez dalszy, niekontrolowany napływ nielegalnych migrantów), to można przymknąć oczy na jawne łamanie fundamentalnych praw człowieka, byleby tylko eskalacja groźnego dla Niemiec problemu została powstrzymana? Czy nie jest tak, że to Berlin decyduje co jest łamaniem demokracji, a co nie, w zależności od skali zagrożenia dla własnej wygody i interesów? Pomyślmy o tym, kiedy kolejny niemiecki polityk wyrazi "zaniepokojenie" sytuacją w Polsce...

Inspiracja: Kataryna (twitter.com)

 

wpis z dnia 27/04/2016
     

r e k l a m y


              

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

 

 

r e k l a m y


* * *

Dołącz do nas!

 

  

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu III RP

 


r e k l a m y