Tusk to niewyraźny pachołek Angeli Merkel? Unijni dyplomaci nie mają wątpliwości: Nic nie robi, tylko siedzi i słucha niemieckiej kanclerz
wpis z dnia 4/11/2015

foto: European People's Party EPP (Flickr.com / CC by 2.0)

Zanosi się, że były szef Platformy Obywatelskiej długo nie zagrzeje dobrze płatnego stołka w Brukseli. Nad głową Donalda Tuska zbiera się coraz więcej czarnych chmur. Krytyka płynie zarówno ze strony unijnych dyplomatów, w opinii których "Kierownik" co do zasady nic nie robi, jak i brukselskich dziennikarzy. Ci ostatni twierdzą, że były polski premier tylko "siedzi i słucha Angeli Merkel".
                 

r e k l a m y


            

Portal Politico.eu przeprowadził sondaż, w którym setka czołowych polityków, komentatorów politycznych i dziennikarzy w Europie i USA miała ocenić poszczególnych eurokratów pracujących w Brukseli. Okazało się, że Donald Tusk zajął w tym zestawieniu przedostatnie miejsce. Gorzej niż były premier Polski wypadł jedynie kontrowersyjny polityk niemiecki Martin Schulz (zajmuje stanowisko przewodniczącego Parlamentu Europejskiego). W opiniach twórców sondażu tak słaby rezultat obecnego szefa Rady Europejskiej to efekt jego zagubienia w meandrach brukselskiej polityki. Unijni dyplomaci twierdzą, że Tusk "nic nie robi, tylko zwołuje posiedzenia", a na unijnych szczytach "siedzi i słucha Angeli Merkel". 

Potwierdza się zatem teza stawiana przez niektórych komentatorów i znawców europejskiej polityki, że Tusk na stanowisku szefa Rady Europejskiej, będzie tylko niewyraźnym pachołkiem niemieckiej kanclerz. Osobiście od samego początku uważałem, że Tusk to "człowiek Niemiec" w Brukseli. Będzie dbał o interesy swoich mocodawców, czyli rządu RFN w Berlinie. Nie bez powodu Niemcy przez lata "pieścili" pierwszego Kaszuba Polski różnymi honorami, medalami czy wyróżnieniami. Kiedy już go odpowiednio urobili, to wykorzystali swój polityczny potencjał w Brukseli i wstawili na eksponowane europejskie stanowisko, mimo braku znajomości angielskiego czy francuskiego. Ważne jednak, że znał niemiecki, dzięki czemu mógł przyjmować bezpośrednie instrukcje płynące z Berlina. Cała akcja z "europejską prezydencją" Tuska polegała na spacyfikowaniu (przejęciu w kontrolę) przez Niemcy (za pośrednictwem polityka z kraju "nowej Unii") europejskiego stanowiska, które mogłoby coś znaczyć, gdyby piastował je przebojowy polityk o wyraźnych poglądach. W przypadku jednak obsadzenia go przez totalną miernotę nie znaczy nic. W ten sposób Berlin kontroluje potencjalne narracje, jakie mógłby tworzyć szef Rady Europejskiej.

 

Czytaj także: Unijny dyplomata o Tusku: Nic nie robi, zwołuje tylko posiedzenia (Rmf24.pl)

Czytaj także: Po karierze "prezydenta Europy"? - będzie spektakularna dymisja i wielki skandal (Niezalezna.pl)

 

wpis z dnia 4/11/2015

                      

r e k l a m y


   

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu

 

 

r e k l a m y


* * *

Dołącz do nas!

   

 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu