Przez sześć lat symulowali budowę elektrowni atomowej wydając w tym celu grube miliony?! Kopacz właśnie się wysypała, że "nie ma w tyle głowy planu jej budowy"
wpis z dnia 6/10/2015

foto: PlatformaRP (Flickr.com / CC by SA 2.0) | Felix Konig (Flickr.com / CC BY SA 3.0)

Zobacz jak działa ekipa Platformy: Najpierw ogłaszają, że zrobią coś dla Polski (elektrownia atomowa). Potem tworzą specjalne spółki, gdzie obsadzają swoich ludzi i pompują w nie setki milionów złotych. Na koniec, po upływie kilku lat, stwierdzają, że pomysł był jednak bez sensu i nie warto go kontynuować. Co jednak trafiło na konta platformianych kolesi jako atomowe pensje, tam już pozostanie.
                         

r e k l a m y


         

Tzw. "pierwsza polska elektrownia atomowa" okazała się być wymysłem czysto politycznym, dającym ciepłe posadki i wymierne korzyści dla wąskiej grupy członków ekipy rządowej, nie mającym jednak z ekonomicznego punktu widzenia najmniejszego sensu. Mimo upływu wielu lat od ogłoszenia przez Donalda Tuska projektu budowy elektrowni jądrowej w Polsce (co miało miejsce w 2009 roku) i potoku kasy płynącej na ten cel szerokim strumieniem (łącznie wydano już około 200 mln zł) żadnych efektów nadal nie widać. W ciągu wspomnianych 6 lat atomowi eksperci nie potrafili nawet wybrać lokalizacji, w której budowa elektrowni miałaby się rozpocząć. Specjalnie w tym celu stworzone spółki (PGE Energia Jądrowa i PGE EJ1) stały się skupiskiem ciepłych i dobrze płatnych posadek. Zatrudniani w nich platformiani kolesie zarabiali naprawdę gigantyczne pieniądze. Gazeta Wyborcza dotarła np. do oświadczenia majątkowego Zdzisława Gawlika - byłego wiceprezesa w atomowych spółkach PGE Energia Jądrowa i PGE EJ 1. W pierwszej połowie 2013 r. uzyskał dochód w wysokości 599.340,00 zł, czyli niemal 100 tys. zł miesięcznie. Co ciekawe i warte podkreślenia - Gawlik w latach 2007 - 2012 był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa, zaś w wyborach parlamentarnych w 2011 roku kandydował z ramienia Platformy Obywatelskiej do Senatu.

Powyższe ustalenia potwierdziła pośrednio w ostatni weekend premier Ewa Kopacz, która na oficjalnej konferencji prasowej palnęła, że "nie ma w tyle głowy budowania po cichu elektrowni atomowych". Czyli co - ponad 6 lat przygotowań, specjalne spółki i rządowy pełnomocnik ds. budowy atomu - to wszystko nie miało znaczenia? Po jakiego diabła twierdziliście zatem, że elektrownia jądrowa jest priorytetem dla bezpieczeństwa energetycznego Polski?! Po co wydaliście w tym celu setki milionów? No i najważniejsze - czy kiedykolwiek je zwrócicie?

 

Czytaj także: Spór Ewy Kopacz i Beaty Szydło o elektrownię atomową w Polsce (PolskieRadio.pl)
Czytaj także: Sowite zarobki przy szykowaniu elektrowni atomowej (wyborcza.biz)

wpis z dnia 6/10/2015

                            

r e k l a m y


   

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu

 

 

r e k l a m y


* * *

Dołącz do nas!

   

 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu