Efekty działalności partaczy i nieudaczników: 1,5-roczne opóźnienie gazoportu. 9-letnie opóźnienie atomu...
wpis z dnia 22/07/2015

foto: PlatformaRP (Flickr.com / CC by SA 2.0)

Zgodnie z pierwotnymi obietnicami rządowej ekipy - najpóźniej do końca ubiegłego roku gazoport w Świnoujściu miał przyjąć pierwszy statek z LNG i być realną alternatywą dla dostaw drogiego gazu z Rosji. Rzeczywistość okazała się być jednak zupełnie inna. Co chwila dochodzą do nas informacje, że główny wykonawca wykorzystuje spartaczoną umowę ws. budowy gazoportu i żąda od platformianych władz nowych aneksów (czytaj: jeszcze większej kasy). Strona rządowa robi dobrą minę do złej gry i nieustannie przesuwa termin oddania do użytku tej inwestycji. To samo dotyczy elektrowni atomowej, gdzie po 6 latach funkcjonowania specjalnych spółek i rządowych pełnomocników nie wybrano nawet lokalizacji, w której miałaby powstać. Oto efekt działalności skończonych partaczy i nieudaczników.
 
                 

r e k l a m y


           

ZGazoport w Świnoujściu to flagowa porażka Platformy. Jak w soczewce widać tam wszystkie patologie ekipy rządowej. Warta blisko 2,5 miliarda złotych inwestycja miała być ukończona półtora roku temu, tak aby od czerwca 2014 roku przyjmować skroplony gaz z Kataru i być argumentem w negocjacjach z Gazpromem na temat obniżenia ceny sprowadzanego z Rosji gazu (płacimy najwięcej w Europie). Niestety budowa gazoportu się przedłuża i generuje coraz większe koszty, główny wykonawca co chwila szantażuje rząd zablokowaniem realizacji, a władze nie potrafią określić, kiedy w Świnoujściu będziemy mogli odbierać gaz LNG. 

To samo dotyczy innej strategicznej dla bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju inwestycji, tj. budowy elektrowni atomowej. Jeszcze w 2008 roku rząd Tuska ogłosił, że do 2020 roku zbuduje pierwszą polską siłownie jądrową. W tym celu powołał nawet specjalnego Pełnomocnika Rządu ds. Polskiej Energetyki Jądrowej (uchwała Rady Ministrów z dn. 13 stycznia 2009 r.). Niedługo później wyznaczony do realizacji tej inwestycji państwowy koncern PGE powołał dwie spółki-córki, które miały być odpowiedzialne za sukces tego przedsięwzięcia: PGE EJ oraz PGE EJ1. W skład zarządów tychże weszli oczywiście przedstawiciele platformianej ekipy (m.in. Aleksander Grad) i zaczęli przyznawać sobie "atomowe" wynagrodzenia. Niestety gigantyczne pensje dla "znajomych królika" nie przełożyły się zupełnie na proces postępu przy budowie pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Bardzo szybko przesunięto datę ukończenia tej inwestycji na 2025 rok, a wczoraj PGE - w przesłanej do Polskich Sieci Elektroenergetycznych korespondencji technicznej - poinformował, że elektrownia zostanie ukończona w... 2029 roku, co daje nam 9-letnie opóźnienie w relacji do pierwotnej daty podawanej przez rząd Tuska (2020 rok). Fakty są takie, że po upływie blisko 6 lat od chwili ogłoszenia zamysłu wybudowania siłowni jądrowej i wydaniu w tym celu (m. in. na pensje i ciepłe posadki) kwoty 182,5 mln zł (to oficjalne dane spółki PGE EJ1 za lata 2009-2014), nie wybrano nawet lokalizacji, na której elektrownia ta miałaby powstać. Nie widać żadnych efektów dotychczasowych prac i nic nie wskazuje na to, aby budowa miała w ogóle ruszyć. Z perspektywy czasu można nawet zaryzykować stwierdzenie, że temat "atomu" okazał się być jedynie kolorowym wabikiem dla mediów i platformianego elektoratu, pustą narracją, która - odpowiednio uwypuklana przez prorządowe ośrodki medialne - miała odwrócić uwagę od nieudolności rządu Platformy i PSL-u w sferze bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju. 

wpis z dnia 22/07/2015

                  

r e k l a m y


   

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu

 

 

r e k l a m y


* * *

Dołącz do nas!

   

 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu