Miliardy na elektrownię, która nigdy nie powstanie? Czy rząd topi gigantyczne pieniądze podatników?
wpis z dnia 16/04/2015

foto: PlatformaRP (Flickr.com / CC by SA 2.0) |  Felix Konig (Flickr.com / CC BY SA 3.0)

Zgodnie z najnowszym raportem NIK istnieje poważne ryzyko, że pierwsza polska elektrownia atomowa nie powstanie do 2025 roku i nastąpi kolejne opóźnienie (pierwotnie miała powstać do 2020 roku). Co więcej - rośnie grono ekspertów, którzy oceniają, że elektrownia ta w polskich warunkach jest projektem czysto politycznym, który z ekonomicznego punktu widzenia nie ma szans na powodzenie. Pojawia się pytanie - czy temat "atomu" jest zatem jedynie kolorowym (i niezwykle kosztownym) wabikiem dla mediów i platformianego elektoratu, pustą narracją, której głównym celem jest odwrócenie uwagę od nieudolności rządu Platformy w sferze bezpieczeństwa energetycznego kraju?

Elektrownia atomowa, kluczowa - według zapowiedzi rządzącej ekipy - inwestycja dla bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju, pierwotnie miała być oddana do użytku około 2020 roku. Później termin jej ukończenia przesunięto na 2025 rok. Obecnie nie wiadomo czy powstanie kiedykolwiek. Władze naszego kraju od 5 lat nie potrafią nawet wybrać jej lokalizacji, a co dopiero wziąć się za budowę. W tym kontekście nie powinny nas dziwić opinie ekspertów, którzy twierdzą że projekt pt. "pierwsza polska elektrownia atomowa" jest wymysłem czysto politycznym, dającym ciepłe posadki i wymierne korzyści dla wielu członków ekipy rządowej, nie mającym jednak z ekonomicznego punktu widzenia najmniejszego sensu. 

Prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej powiedział kiedyś rzecz następującą: "Budowa bloku (elektrowni atomowej) to koszt inwestycyjny ok. 40 mld zł. Takiej zdolności kredytowej nie ma cała polska energetyka. (...) Bierzmy przykład z Niemiec, które likwidują elektrownie jądrowe, stawiając głównie na węgiel brunatny, z którego produkcja energii elektrycznej osiąga dziś w Niemczech historyczne rekordy. Nawet Japonia przymierza się do budowy bloków węglowych, mimo że sektor jądrowy odpowiadał za ponad 1/3 tamtejszego wytwarzania". 

 

Opinie ekspertów wydają się jednak nie docierać do rządzących. Ci powołują specjalną spółkę PGE EJ1, której stanowisko prezesa za grube pieniądze przez 1,5 roku piastował były minister skarbu w rządzie Tuska - Aleksander Grad. Ponadto tworzą posadę pełnomocnika ds. energetyki jądrowej wraz z całym administracyjnym zapleczem. Mimo upływu lat i przelanej kasy na ciepłe posadki nadal nie widać jednak efektów i nic nie wskazuje na to, aby budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej miała rzeczywiście ruszyć. Z perspektywy czasu można nawet zaryzykować stwierdzenie, że temat "atomu" okazał się być jedynie kolorowym wabikiem dla mediów i platformianego elektoratu, pustą narracją, która miała odwrócić uwagę od nieudolności rządu Platformy i PSL-u w sferze bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju. 

wpis z dnia 16/04/2015