Masowe strajki w Niemczech. Pracownicy chcą podwyżek o równowartość min. 720 zł. Tymczasem w Polsce informacyjne embargo na ten temat
wpis z dnia 12/03/2015

Niemcy, którzy zarabiają przeciętnie czterokrotnie więcej niż Polacy, rozpoczęli masowe protesty. W ośmiu landach pracownicy służby publicznej (głównie nauczyciele, lekarze, policjanci i urzędnicy) rozpoczęli kilkugodzinne strajki ostrzegawcze. Żądają podwyżek płac o 5,5 procent, przy czym minimalna podwyżka miałaby wynieść 175 euro miesięcznie (równowartość 720 zł). Zastanawiające, że główne media w Polsce całkowicie zignorowały tę informację. Czyżby władza wydała prykaz, aby o tym nie mówić?

Niemieckie związki zawodowe reprezentujące pracowników sektora publicznego domagają się wyższych pensji (wzrost o 5,5 procent, przy czym minimalna podwyżka miałaby wynieść 175 euro miesięcznie) oraz ograniczenia zatrudniania na czas określony. Strajki mają charakter ostrzegawczy. Trwają po kilka godzin i będą się powtarzać w ciągu najbliższych dni. Jeżeli postulaty nie zostaną spełnione przez rząd w Berlinie związki zawodowe (skupiające w odróżnieniu od Polski zdecydowaną większość zatrudnionych) planują zorganizować strajk generalny, który sparaliżuje cały kraj.

 

W tym kontekście warto przypomnieć, że średnia niemiecka pensja jest o blisko 300 proc. wyższa od polskiej, mimo podobnych kosztów życia (różnice w cenach poszczególnych usług czy produktów nie przekraczają 20-40 proc.), a liczba osób zatrudnionych na tzw. umowach śmieciowych i na czas określony jest w naszym kraju najwyższa w całej Unii Europejskiej. Zatem to w Polsce, a nie w Niemczech, powinny co chwila wybuchać strajki i akcje protestacyjne. Dlaczego tak się nie dzieje? - Między innymi dlatego, że media rządowe celowo i z premedytacją ograniczają Polakom dostęp do informacji na temat akcji protestacyjnych organizowanych przez zachodnie społeczeństwa. Celowo nakładają embargo informacyjne, tak aby jak najmniej ludzi pomyślało o zorganizowaniu podobnej akcji w Polsce. Tak było w przypadku masowych protestów w Belgii, kiedy na ulice wyszło kilkaset tysięcy ludzi zamanifestować swój sprzeciw wobec planom tamtejszego rządu, aby podwyższyć wiek emerytalny do 67. roku życia (czytaj więcej: tutaj). Tak też jest obecnie w przypadku masowych strajków ostrzegawczych sektora publicznego tuż zza Odrą. Podejrzewam, że platformerska władza panicznie boi się wszelkiego rodzaju obywatelskich protestów, dlatego prewencyjnie nakazała oddanym sobie mediom temat strajków w Niemczech przemilczeć.

wpis z dnia 12/03/2015

                 

r  e  k  l  a  m  a