Platforma wcale nie chce być "blisko ludzi". Chce być blisko ich kieszeni i rachunków bankowych
wpis z dnia 9/03/2015

foto: PlatformaRP (Flickr.com / CC by SA 2.0)

Żadna inna ekipa rządząca po 1989 roku nie zafundowała Polakom tak wielkiego wzrostu obciążeń podatkowych, co partia Platformy, która dla zmylenia wyborców używa w swej nazwie przymiotnika "obywatelska". Politycy tego ugrupowania wcale nie chcą być "blisko ludzi", jak sugerowali podczas kampanii wyborczej z jesieni ubiegłego roku. Oni chcą być blisko naszych kieszeni, rachunków bankowych i zgromadzonych na nich oszczędności. Chcą nam zabierać w podatkach i innych daninach jak najwięcej pieniędzy, by to im - a nie nam - żyło się lepiej!

Tak jak Platforma kłamała, że jest "obywatelska", tak też platformiany rząd ustami swojego premiera Donalda Tuska - kłamał, że naczelną zasadą jego polityki finansowej będzie stopniowe obniżanie podatków i danin publicznych. Obecny "król" Europy stwierdził to w listopadzie 2007 roku, podczas wygłaszania swojego pierwszego expose. Tymczasem po wypowiedzeniu tych słów Tusk lekką ręką - przy wsparciu posłów swojej partii - podniósł stawki podatku VAT, kilkukrotnie podnosił akcyzę, podwyższył składki na ZUS, podwyższył składkę rentową dla przedsiębiorców, zlikwidował ulgi: budowlaną i internetową, obniżył o 1/3 zasiłek pogrzebowy, opodatkował lokaty 1-dniowe, kilkukrotnie podnosił maksymalne limity na podatki lokalne, zamroził kwotę wolną od podatku oraz progi podatkowe, jak również rozpoczął prace nad nowymi podatkami: audiowizualnym i smartfonowym. Jakby tego było mało ekipa Platformy dokonała gigantycznego skoku na oszczędności Polaków zgromadzone w otwartych funduszach emerytalnych, jednorazowo grabiąc około 131 miliardów złotych.

 

W kontekście powyższego warto przypomnieć, że kilka tygodni temu do mediów wyciekła tajna notatka ze spotkania dyrektorów izb skarbowych z szefostwem Ministerstwa Finansów. Zgodnie z treścią tej notatki, aparat podatkowy rządu w 2015 roku ma być jeszcze bardziej opresyjny wobec Polaków. Urzędnicy mają zmienić tok myślenia w sprawie przeprowadzanych kontroli podatkowych: "nie ma być kontroli w celach prewencyjnych. Kontrole podatkowe mają przynosić wpływy do budżetu" - czytamy w notatce. Ponadto Ministerstwo Finansów wyznaczyło dyrektorom izb skarbowych w Polsce bardzo konkretne cele na 2015 rok: wzrost dochodów budżetowych, wzrost kontroli okresów bieżących oraz wzrost kontroli zakończonych pozytywnie (czyli nałożeniem domiaru podatkowego). Czy tak ma wyglądać realizacja platformianego postulatu "przyjaznego państwa"? Czy tak ma wyglądać realizacja hasła wyborczego "bliżej ludzi"?! Nie mam wątpliwości, że bezkarność i samowola urzędników, niestabilność prawa, biurokracja oraz rozrastający się fiskalizm są przykładem totalitarnego traktowania własnych obywateli w imię interesów partii rządzącej. Oni wcale nie chcą być "bliżej ludzi". Oni chcą być po prostu bliżej naszych pieniędzy.

 

wpis z dnia 9/03/2015

               

r  e  k  l  a  m  a