Atomowy absurd: od 5 lat władze nie potrafią wybrać lokalizacji dla elektrowni jądrowej. To nadal nieudolność czy już celowe działanie?
wpis z dnia 3/03/2015

 foto: Felix Konig (Flickr.com / CC BY SA 3.0)

Elektrownia atomowa, kluczowa dla bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju inwestycja, według pierwotnych planów rządu Tuska miała powstać około 2020 roku. Później termin jej ukończenia przesunięto na 2025 rok. Obecnie nie wiadomo czy powstanie kiedykolwiek. Władze naszego kraju od 5 lat nie potrafią nawet wybrać jej lokalizacji, a co dopiero wziąć się za budowę. Mimo to, misie zasiadający w zarządach specjalnie utworzonych spółek biorą poważne pieniądze. By żyło im się lepiej! W imię niekompetencji i kumoterstwa!

 

Według władz spółki PGE EJ1, powołanej specjalnie do budowy pierwszej polskiej elektrowni atomowej, lokalizacja tej kluczowej dla bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju inwestycji może być wstępnie wskazana dopiero w okolicach 2017 roku. Podkreślmy, że "może być wskazana", co wcale nie oznacza, że będzie. Co ciekawe - o budowie tej elektrowni rząd Platformy zaczął mówić około 2010 roku. Wówczas zakładano, że zacznie ona produkować prąd w 2020 roku. Minęło 5 lat, a ekipa która nadal jest u władzy nie potrafi wskazać nawet lokalizacji, w której chciałaby tą inwestycję realizować. Obecnie harmonogram budowy elektrowni atomowej zakłada, że zostanie ona ukończona w 2025 roku, chociaż wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik pytany w Sejmie o to, kiedy w Polsce powstanie elektrownia atomowa, odparł: "myślę, że to będzie 2027 r.". W mojej opinii równie dobrze mógł powiedzieć 2030, albo nigdy.

 

W kontekście powyższego warto przypomnieć o ujawnionej nie tak dawno przez "Rzeczpospolitą" tzw. "aferze atomowej", która również wpłynęła na opóźnienie w procesie budowy tej elektrowni. Okazało się, że w lutym 2013 roku, kiedy szefem państwowej Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) był Krzysztof Kilian (dobry kumpel Donalda Tuska), a Aleksander Grad (b. minister skarbu w rządzie Tuska odpowiedzialny za aferę stoczniową) kierował zależną od PGE spółką PGE-EJ1, zawarto umowę o wartości ćwierć miliarda złotych (!) z prywatną firmą WorleyParsons na konsulting, doradztwo i "badania lokalizacyjno-środowiskowe" dotyczące planowanej elektrowni atomowej. Kontrakt ten podpisano mimo, że ABW ostrzegała aby tego nie robić z uwagi na niejasną strukturę organizacyjną WorleyParsons oraz powiązania biznesowe z Rosjanami. Po niespełna dwóch latach okazało się, że wspomniana umowa to ściema. WorleyParsons wzięła olbrzymie pieniądze, ale - zdaniem PGE - nie realizowała harmonogramu inwestycji. WorleyParsons twierdzi z kolei, że pieniędzy od PGE-EJ1 nie otrzymywała. Tak czy inaczej efekt jest taki, że budowa pierwszej polskiej elektrowni atomowej opóźnia się coraz bardziej.

       

wpis z dnia 3/03/2015