W 20-leciu międzywo- jennym wybudowano "od zera" Gdynię i Centralny Okręg Przemysłowy. A co wybudowano w ciągu 25 lat istnienia III RP?
wpis z dnia 19/01/2015

Supermarkety Biedronki, magazyny Amazona i dwie nitki nieukończonej autostrady nie zagwarantują szybkiego rozwoju. Do tego potrzebny jest przemysł, który obecna władza likwiduje lub wyprzedaje w ręce zagranicznych "inwestorów" traktujących Polskę jak Bangladesz. 

 

Oficjalne statystyki mówią, że w ciągu ostatnich 7 lat rząd sprzedał majątek narodowy o wartości 65 mld zł. Pomimo tego zadłużenie naszego kraju wzrosło w tym czasie aż o 100 procent do ponad biliona złotych (wg rządu jest nieco niższe, ale tylko dlatego, że w lutym 2014 roku zdecydowano się zagrabić z emerytalnych kont oszczędnościowych Polaków około 130 mld zł na poczet spłaty długów).

 

Niestety polityka ekipy PO-PSL jest tylko kontynuacją strategii anty-rozwojowej, której zręby powstały kiedy PRL zmieniał nazwę na III RP. Wówczas "elity" podjęły decyzję, aby wszystko co państwowe sprzedać za bezcen zagranicznym podmiotom, które miały wprowadzić w naszym kraju gospodarkę rynkową. Niewielu zdawało sobie sprawę, że w interesie wspomnianych zagranicznych "inwestorów" nie leży to, aby polska gospodarka była silna i niezależna. Oni traktowali nas jak potencjalnego konkurenta, którego dla świętego spokoju należy przejąć i maksymalnie ograniczyć. Przykład? - Branża cukrownicza. Na początku lat 90-tych w Polsce funkcjonowało 76 cukrowni, które po zmianie ustroju z socjalistycznego na wolnorynkowy, stały się śmiertelnym zagrożeniem dla cukrowni w Niemczech. Właśnie dlatego w latach 90-tych ubiegłego wieku niemiecki kapitał (spółki: Südzucker, Pfeifer&Langen oraz Nordzucker) zaczął je skupować od polskiego państwa za bezcen, obiecując przy tym ich modernizację. Gdy nowi niemieccy właściciele przejęli w końcu większość cukrowni w naszym kraju, nagle zamiast modernizacji odbyła się ich masowa restrukturyzacja poprzez likwidację. Efekt jest taki, że do dziś przetrwało jedynie 18 cukrowni. Podobnie było z innymi branżami przemysłu w Polsce. 

Rząd Platformy i PSL chciałby, aby w naszym kraju było jak najwięcej montowni, call-center i magazynów należących do zagranicznych firm. Zagranicznych inwestorów zachęca do tego poprzez sugerowanie, że Polska to taki Bangladesz w Europie i tutaj ludzie zarabiają grosze, więc jeśli chcecie się obłowić to zapraszamy. Takie podejście ogranicza potencjał naszego kraju z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze - zagraniczni inwestorzy robią biznes w Polsce tylko dlatego, że mogą zatrudniać ludzi za 400-450 euro miesięcznie. W ten sposób utwierdza się rola naszego kraju jako dostarczyciela taniej siły roboczej. Ludzie, którzy zarabiają tak niskie kwoty nie mają szans na rozwój, nie mogą odkładać pieniędzy i się bogacić. Po drugie - zachęceni niskimi kosztami pracy zagraniczni inwestorzy budują w Polsce przede wszystkim montownie, wytwarzające na masową skalę w dużej mierze to, co koncepcyjnie powstaje gdzie indziej. Taka sytuacja obniża innowacyjność naszego kraju, co zresztą ma potwierdzenie we wszelkiego rodzaju rankingach, w których nasz kraj okupuje ostatnie miejsca wśród państw europejskich. 

W kontekście powyższego warto porównać osiągnięcia gospodarcze II oraz III RP. Czy w ciągu ostatnich 25 lat istniała jakakolwiek spójna i logiczna strategia rozwoju naszego państwa? Czy udało się zrealizować jakiekolwiek poważne projekty na miarę sukcesów II RP? Czy nieustającą likwidację polskiego przemysłu i innowacyjności, jak również wyprzedaż najważniejszych gałęzi gospodarki z okresu III RP możemy w ogóle porównywać do czasów, kiedy wizjonerzy zbudowali "od zera" nowoczesne miasto portowe czy Centralny Okręg Przemysłowy...?

wpis z dnia 19/01/2015