Kiedy ekipa PO-PSL podnosi w Polsce wiek emerytalny do 67 lat, rząd w Niemczech obniża go do 63. Można? Można!
wpis z dnia 2/01/2015

foto: European People's Party EPP (Flickr.com / CC by 2.0)

Kiedy Donald Tusk podwyższył Polakom wiek emerytalny do 67. roku życia, jego przełożona - Angela Merkel - umożliwiła swoim obywatelom przechodzenie na emerytury w wieku 63 lat. Jak to możliwe? To proste - na wcześniejsze emerytury Niemców mogą pracować imigranci, np. Polacy. Co innego w kraju nad Wisłą. Zdaniem wielu ekspertów, aby polski system emerytalny się nie załamał, a państwo nie zbankrutowało, wiek emerytalny trzeba stopniowo podnosić do... 76 lat. Tak, aby jak najmniej ludzi mogło dożyć emerytury...

 

Niemcy mogli sobie pozwolić na obniżenie wieku emerytalnego co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze: z roku na rok transfer pieniędzy z Polski do Niemiec jest coraz większy. Przepompownia zysków trwa w najlepsze, bowiem niemieckie firmy w dużej części opanowały strategiczne gałęzie polskiego przemysłu, sektora finansowego i komunalnego. Po drugie: spora grupa Polaków wyjeżdża do Niemiec, by pracować tam za pół-darmo. Mówimy tutaj o około 300-500 tys. osób, które co roku wspierają niemieckie PKB swoją ciężką pracą, za co otrzymują znacznie mniejsze wynagrodzenia aniżeli rodowici Niemcy. To wszystko sprawia, że niemiecki Bundestag mógł uchwalić pakiet ustaw, które umożliwiają przejście na pełnopłatną emeryturę już po osiągnięciu 63 lat.

Co innego w Polsce. Nie dość, że ekipa PO-PSL podniosła wiek emerytalny do 67. roku życia, to zdaniem wielu ekspertów, aby system emerytalny się nie załamał, a państwo nie zbankrutowało, granicę tą trzeba będzie Polakom stopniowo wydłużać z obecnych aż do 76 lat. Wszystko przez gigantyczny deficyt ZUS (składki pracujących nie wystarczają na pokrycie wydatków związanych z bieżącymi emeryturami i rentami), ujemny przyrost naturalny, wielomilionowa emigracja, a w konsekwencji - szybkie starzenie społeczeństwa, które prowadzi do zwiększenia liczby emerytów kosztem czynnych zawodowo. Obecnie na jednego emeryta przypada pięć osób w wieku produkcyjnym (w wieku 15-64 lata), a mimo to ZUS już ma poważne problemy ze ściągnięciem odpowiedniej kwoty pieniędzy ze składek na wypłatę bieżących emerytur. W ubiegłym roku ZUS-owi zabraknie na ten cel 33,9 mld zł. Kwota ta jest pokrywana z pieniędzy podatników, powodując tym samym paraliż wydatków państwa w innych dziedzinach, takich jak służba zdrowia czy obronność. Niestety z roku na rok deficyt ZUS będzie drastycznie wzrastał. Według szacunków samego ZUS-u w latach 2015-2019 wszystkie składki pobierane od pracowników i przedsiębiorców będą na tyle niskie, że z budżetu państwa trzeba będzie zabrać na poczet wypłaty bieżących emerytur gigantyczną kwotę 356,5 mld zł. W tym kontekście warto zauważyć, że jeśli tendencje się nie odwrócą, to w 2060 r. na jednego emeryta w naszym kraju będą przypadały mniej niż dwie osoby w wieku produkcyjnym! Zdaniem ekspertów z Ośrodka Badań nad Migracjami, aby system emerytalny się nie załamał, a państwo nie zbankrutowało, wiek emerytalny w 2050 r. powinien wynosić minimum 73 lata, a w 2060 już 76 lat.

Niestety podniesienie wieku emerytalnego to tylko jeden z warunków utrzymania całego systemu przy życiu. Kolejnym będzie obniżenie wysokości wypłacanych emerytur do poziomu głodowego (co już się dzieje - Kapitalny przewał emerytalny: w ciągu 5 lat władza obniżyła ludziom emerytury o połowę!) oraz zdecydowane poluźnienie polityki imigracyjnej, tak oby obcokrajowcy chętniej osiedlali się w naszym kraju. Zdaniem Pawła Kaczmarczyk z Ośrodka Badań nad Migracjami, aby skutecznie zatrzymać spadającą liczbę ludności Polski, nasz kraj będzie musiał stać się "krajem wielokulturowym, krajem masowej migracji".

 

Czytaj więcej: Niemcy obniżają wiek emerytalny (Rp.pl) 
Czytaj więcej: Będziemy pracować długo i jeszcze dłużej (Bankier.pl)
Czytaj więcej: Sytuacja demograficzna w Polsce jest dramatyczna (Niezalezna.pl)

wpis z dnia 2/01/2015