Sędziowski odlot - najpierw wspierają narracje władzy, a potem są oburzeni, że ktoś śmiał dopomnieć się o ich niezawisłość i apolityczność
wpis z dnia 16/12/2014

foto: Joanna Karnat (wikipedia CC by 3.0)

Tuż po skandalu wyborczym związanym z niemożnością ustalenia wyniku wyborów przez PKW oraz gigantyczną liczbą głosów nieważnych, sędziowie najważniejszych sądów w Polsce (Najwyższego, Naczelnego Administracyjnego oraz Trybunału Konstytucyjnego) wsparli narrację władzy o rzekomych "odmętach szaleństwa" osób, które kwestionują wyniki wyborów. Uznać zatem można, że popierając jedną ze stron politycznego - w gruncie rzeczy - sporu, sędziowie ci przestali być niezawiśli i apolityczni. Lider opozycji na sobotniej manifestacji im to wytknął. W zamian sędziowie wydali kontrowersyjne oświadczenie.

Jarosław Kaczyński na sobotniej antyrządowej manifestacji powiedział, że w sprawie protestów wyborczych "władza, przy udziale prezydenta i prezesów najważniejszych sądów, wpływa - wręcz terroryzuje - sądy rozstrzygające o ważności wyborów w poszczególnych okręgach". Trudno się z tymi słowami nie zgodzić. Kiedy skandal z niemożnością ustalenia wyniku wyborów nabierał na sile Bronisław Komorowski uruchomił narrację o rzekomych "odmętach szaleństwa" osób, które kwestionują wyniki wyborów. W tej narracji wsparli go prezesi najważniejszych sądów i trybunałów. Taka deklaracja spowodowała pojawienie się opinii, że utracili oni atrybut niezawisłości i apolityczności. Tymczasem prezesi NS, NSA i TK uważają inaczej. Wydali wspólne oświadczenie, w którym twierdzą, że słowa Kaczyńskiego, to "bezprzykładny, pełen pogardy, atak polityka na władzę sądowniczą" i nawiązanie do "najgorszych zwyczajów walki politycznej sprzed 1989 roku".

 

Jeden z oburzonych sędziów z pewnością wie co mówi. Warto przypomnieć, że Andrzej Rzepliński - obecny Prezes Trybunału Konstytucyjnego, był w PRL członkiem komunistycznej PZPR, tak więc "najgorszym zwyczajom walki politycznej sprzed 1989 roku" mógł się dobrze przyjrzeć z bliska. Fakty są takie, że sędziowie - nawet ci najważniejsi, zasiadający w Sądzie Najwyższym, NSA czy Trybunale Konstytucyjnym - nie są świętymi krowami. Jeśli popierają narrację jednej ze stron politycznego sporu, to można im to wytknąć. Idealnym do tego miejscem jest właśnie antyrządowa demonstracja. Oburzenie sędziów oraz ich kontrowersyjne oświadczenie pokazuje również, że nazbyt z obecną władzą się utożsamiają. A to sprawia, że w oczach zwykłych ludzi tracą atrybut niezawisłości i apolityczności.

wpis z dnia 16/12/2014