Ministrowi finansów w kwestii podatków będzie pomagać 25-osobowa (!) rada mędrców. Ciekawe co doradzi i kto za to zapłaci?
wpis z dnia 28/11/2014

foto: MF.gov.pl

Ekipa rządowa uwielbia otaczać się różnego rodzaju gremiami doradczymi na koszt podatników. Premier ma swoją Radę Gospodarczą i 17 specjalnych (dobrze opłacanych) pełnomocników, prezydent swoich doradców, których kariery kształtowały się jeszcze w PRL. Swojej rady doradców zapragnął także minister finansów Mateusz Szczurek. Właśnie powołał zespół 25 osób, które będą się zastanawiały jak lepiej ściągać podatki. By żyło się lepiej!

 

Szef resortu finansów powołał 25 osób do "Rady Konsultacyjnej Prawa Podatkowego". Głównym funkcją Rady ma być bieżące opiniowanie i konsultowanie zmian w prawie podatkowym. Zdaniem jej przewodniczącego - Bogumiła Brzezińskiego - Rada ma być dla urzędników Ministerstwa Finansów "zwierciadłem ich działań". W kontekście powołania tej rady powstaje pytanie ważne pytanie - czy pracujący dla ministerstwa eksperci (nie jest ich mało) nie ogarniają na tyle tematu, że potrzeba powoływać dodatkowe gremia doradcze?

 

Ekipa PO-PSL przejmując władzę obiecywała zmniejszenie biurokracji. Okazało się jednak, że w ciągu ostatnich lat armia urzędników znacząco się rozrosła, a zły przykład szedł z samej góry. Obecny gabinet premier Ewy Kopacz, oprócz Rady Gospodarczej (14 członków) zatrudnia aż... 17 specjalnych pełnomocników, których wynagrodzenia i obsługa (biura + pracownicy podwładni) pochłania co roku miliony złotych! Na stronie internetowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów możemy się dowiedzieć ciekawych rzeczy na temat tego jak rząd wydaje nasze pieniądze. Nazwy niektórych pełnomocników brzmią co najmniej absurdalnie. Na przykład zarządzeniem z dnia 24 września 2014 r. premier Kopacz powołała "Pełnomocnika do spraw Koordynacji Udziału Prezesa Rady Ministrów w Spotkaniach Rady Europejskiej" (sic!). Donald Tusk nie był gorszy. W trakcie swojego urzędowania powołał między innymi: "Pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów do spraw Koordynacji Oceny Skutków Regulacji", "Pełnomocnika Rządu do Spraw Wprowadzenia Euro przez Rzeczpospolitą Polską", czy też "Pełnomocnika do Spraw Dialogu Międzynarodowego" (którym został Władysław Bartoszewski). Czy pełnomocnik rządu może liczyć na wysokie wynagrodzenie? Odpowiedz brzmi: może. Dla przykładu warto wspomnieć o Pełnomocniku ds. Równego Traktowania - Agnieszce Kozłowskiej-Rajewicz - która w ciągu 2012 roku otrzymała łącznie 170,1 tys. zł pensji (średnio miesięcznie nieco ponad 14 tys. zł). Pracujący dla niej "doradcy polityczni" (2,5 etatu w 2012 r.) zarobili 191,6 tys. zł, zaś zatrudnieni pracownicy biura pełnomocnika (17 etatów) otrzymali 1,37 mln zł wynagrodzenia. Podkreślmy - wszystko sponsorowane z naszych (podatników) pieniędzy.

 

Czytaj więcej: Rada 25 ekspertów podatkowych będzie oceniać pomysły resortu finansów (Bankier.pl)
Czytaj także: Rządowa biurokracja na całego! Gabinet Ewy Kopacz zatrudnia aż siedemnastu opłacanych z budżetu pełnomocników! (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 28/11/2014