Prezydent Komorowski - mistrz jałowych deklaracji oraz piastun rozbrojenia Polski
wpis z dnia 9/11/2014

foto: Youtube.com

Bronisław Komorowski otoczył się szczelnie doradcami, których kariery zaczynają się w PZPR, a część z nich zdołała nawet ukończyć specjalne sowieckie kursy przygotowawcze do pełnienia kluczowych stanowisk w "państwach satelickich". Efektem tego są kuriozalne "plany", "doktryny" i "strategie" powstające w zaciszu belwederskich gabinetów, które według ich autorów mają poprawić stan bezpieczeństwa naszego kraju, w rzeczywistości jednak przyczyniają się do dalszego pogłębiania kryzysu obronności, jaki panuje od czasu przejęcia steru władzy przez ekipę PO-PSL. 

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że Bronisław Komorowski wraz ze swoimi doradcami z PZPR, tuż po objęciu schedy po zmarłym w smoleńskim błocie Lechu Kaczyński, dążył do tego, aby to Rosja - a nie NATO - była gwarantem bezpieczeństwa naszego kraju. W opublikowanym przez urzędników obecnego prezydenta dokumencie pt. "Budowa zintegrowanego systemu bezpieczeństwa narodowego Polski" możemy przeczytać między innymi taką - dla wielu pewnie zaskakującą - tezę:

"Warunkiem jaki musimy zaakceptować, co wymaga kroku do przodu ze strony Polski jest porozumienie z Rosją taką, jaka ona jest i chce być. [...] Polska w tym scenariuszu musi zdecydować się na pojednanie z Rosjanami i traktowanie ich państwa nie jako tradycyjnego przeciwnika, lecz istotnego gwaranta naszego bezpieczeństwa".

W opublikowanym w styczniu 2013 roku przez Belweder dokumencie "Główne ustalenia i rekomendacje Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego" prezydenccy stratedzy popisali się prognozą, według której nie mamy się czego obawiać, bowiem w sąsiedztwie Polski nie dojdzie do żadnych konfliktów zbrojnych i nastąpi ogólny "spadek znaczenia klasycznych zagrożeń militarnych", zaś NATO pozostanie podmiotem "zdolnym wspierać i wzmacniać bezpieczeństwo państw członkowskich oraz interweniować wszędzie tam, gdzie zagrożone są żywotne interesy". 

 

W 2014 roku nastąpił nagły zwrot Bronisława Komorowskiego w strategiach dotyczących obronności Polski. Zrezygnował on z Rosji, jako "istotnego gwaranta naszego bezpieczeństwa" i zaczął coś przebąkiwać o budowie silnej i nowoczesnej armii. Niestety słowa te okazały się być całkowicie jałowe. Zapowiedzi prezydenta pozostały bez pokrycia i można je traktować tak samo jak jego wcześniejsze "strategie". Pojawia się również pytanie - dlaczego o potrzebie posiadania silnej armii nie wspominał w 2010 czy 2011 roku? Przecież sytuacja geopolityczna była wówczas identyczna jak w roku 2014? 

Nie ulega wątpliwości, że obecny lokator Belwederu jest szkodnikiem w zakresie obronności naszego kraju. Ponad 4-letni okres piastowania przez niego urzędu Prezydenta RP przyczynił się dobitnie do pogłębienia kryzysu obronności. Pytanie - na ile zrobił to celowo, a na ile poprzez swoją głupotę.

 

Czytaj także: Stratedzy bezbronności (Bezdekretu.blogspot.com)
wpis z dnia 9/11/2014