Archiwum: Maj 2017

 

     Absurd goni absurd! Wolność mediów zagrożona, bo rząd nie kupuje "Wyborczej" i nie uważa, aby Polacy byli odpowiedzialni za Holocaust!
wpis z dnia 11/05/2017

 

Amerykańska organizacja Freedom House uznała w swoim raporcie, że media w Polsce pierwszy raz od 27 lat "nie są w pełni wolne". Powody, które miały przeważyć o takiej ocenie, są zupełnie absurdalne. Wśród nich wymienia się rezygnowanie przez urzędy z prenumeraty "Gazety Wyborczej" oraz zaprzestanie kupowania w niej reklam i ogłoszeń przez spółki Skarbu Państwa. Ponadto wolność ma być zagrożona, bo rząd promuje bohaterskie postawy Polaków w czasie II wojny światowej i nie uważa, abyśmy byli odpowiedzialni za Holocaust.

Z raportu "Press Freedom 2017" amerykańskiej organizacji Freedom House wynika, że nasz kraj zanotował największy spadek w rankingu wolności mediów na świecie i po raz pierwszy od 1990 roku nie zakwalifikował się do kategorii państw, w których istnieje pełna wolność mediów. 

Jako powody takiego stanu rzeczy wskazano m.in. to, że administracja publiczna przestaje zamawiać prenumeratę prasy opozycyjnej (takiej jak "Gazeta Wyborcza" czy "Newsweek"), a spółki Skarbu Państwa rezygnują z kupowania reklam i ogłoszeń w mediach, które bezwzględnie krytykują obecny rząd. Najbardziej jednak absurdalnym powodem, dla którego media w Polsce przestały być "w pełni wolne" zdaniem Freedom House był fakt, że władze przestały podzielać poglądy Jana T. Grossa nt. odpowiedzialności Polaków za Holocaust! Jako przykład wskazano, że przed emisją w TVP filmu "Ida", pokazano "12-minutowy wstęp, w którym komentatorzy stwierdzili, że film przedstawia historię Polski nieprecyzyjnie".

Powstaje pytanie - jak to możliwe, że za czasów rządów PO Polska była rankingu Freedom House na wyższej pozycji, a media były "w pełni wolne", skoro ekipa Tuska zakładała opozycyjnym dziennikarzom podsłuchy, CBŚ wchodziło do redakcji "Wprost", by skonfiskować niewygodne dla władzy materiały nt. afery taśmowej, a wszelkie prenumeraty i reklamy spółek Skarbu Państwa otrzymywały tylko te media, które chwaliły rząd PO-PSL?

 

Niesamowite jest to, jak bardzo nikłą wiedzę na temat Polski mają członkowie zachodnich stowarzyszeń, fundacji organizacji, których celem jest kontrola demokratycznych procedur i praw podstawowych (albo - pod jak wielkim wpływem Michnika się one znajdują)...

 

Źródło: Press Freedom Status - Poland (freedomhouse.org)

wpis z dnia 11/05/2017

         



         

     Kiedy rządził Tusk z Polski wyprowadzano średnio po 60 mld zł kapitału rocznie. W 2016 r. poziom drenażu spadł do 5,5 mld zł
wpis z dnia 10/05/2017

 

Z oficjalnego bilansu płatniczego Polski wynika, że gdy premierem był Donald Tusk (2008 - III kw. 2014) Polska była najobficiej drenowanym z kapitału państwem Europy! Saldo rachunku bieżącego nie pozostawia wątpliwości - z naszego kraju wyprowadzono wówczas za granicę łącznie 411,3 mld zł. Średniorocznie to ponad 60 mld zł! Dla porównania w 2016 roku saldo rachunku bieżącego było nadal ujemne, jednak wyniosło zaledwie 5,5 mld zł. To kilkanaście razy mniej niż w latach kiedy krajem rządził Donald Tusk.

Oficjalne statystyki NBP na temat bilansu płatniczego Polski z okresu rządów PO-PSL są zatrważające. Skumulowany deficyt salda rachunku bieżącego Polski za ten okres wyniósł -106,8 mld euro, co stanowiło równowartość 427,7 mld zł! Najwięcej pieniędzy zniknęło, kiedy krajem rządził Donald Tusk. W okresie blisko 7 lat ulotniło się nieco ponad 411,3 mld zł. Aż tyle pieniędzy wytransferowano poza granice naszego kraju w formie opłat, rachunków za usługi i sprowadzane towary czy odsetek za pożyczone pieniądze. Owoce polskiego wzrostu gospodarczego bezlitośnie były drenowane przez zagraniczne spółki i przedsiębiorstwa. Najgorszy pod tym względem były lata 2008, 2010 oraz 2011 kiedy wytransferowano z Polski równowartość - odpowiednio - 85,7 mld zł, 77,7 mld zł oraz 81,5 mld zł!

Zupełnie inaczej wyglądał pod tym względem rok 2016. Saldo rachunku bieżącego naszego kraju było, co prawda, nadal ujemne - wyniosło ono bowiem -5,5 mld zł - ale i tak prezentowało się wielokrotnie lepiej niż w okresie rządów Donalda Tuska. Głównym czynnikiem, dzięki któremu udało się znacząco zmniejszyć skalę drenażu, były rewelacyjne wyniki w obrotach towarowych. Polska, z kraju gdzie dominował import (w 2008 roku saldo obrotów towarowych było ujemne i wyniosło aż -82,5 mld zł), stała się krajem eksportowym (w 2016 roku odnotowano nadwyżkę na rachunku obrotów towarowych w wysokości +8,5 mld zł). 

Nieco się przedrzeźniając można zadać pytanie, czy nasz kraj wstaje z kolan? Patrząc na saldo rachunku bieżącego można powiedzieć, że tak właśnie się dzieje. Oby tylko ten bardzo pozytywny trend się utrzymał i w 2017 roku rachunek bieżący Polski osiągnął pierwszy raz w historii wartość dodatnią.

Źródło: Bilans płatniczy NBP (NBP.pl)

wpis z dnia 10/05/2017

    


   

     Reakcja Tuska na "taśmy Beger" i "taśmy z Sowy" pokazała jego obłudę i hipokryzję. Czy coś w tej mierze mogło się zmienić?
wpis z dnia 9/05/2017

 

Gdy TVN ujawnił swoje "taśmy Beger" reakcja Tuska wyglądała w sposób następujący: - "Jestem poruszony zawartością tych taśm. Dziękuję dziennikarzom, za wspieranie demokracji poprzez ujawnienie kompromitującego przypadku skandalicznej korupcji politycznej". Gdy jednak media ujawniły kompromitujące jego partię nagrania z restauracji "Sowa i przyjaciele", Tusk stwierdził, że najważniejsze jest zidentyfikowanie, ściganie i schwytanie nagrywających. Czy w sferze jego hipokryzji i obłudy cokolwiek mogło się zmienić?

Przypomnijmy - we wrześniu 2006 r. TVN, za pośrednictwem Renaty Beger, nagrał z ukrycia, jak poseł PiS proponuje jej stanowisko w zamian za poparcie mniejszościowego rządu. Działanie ewidentnie naganne i nie mające szans na obronę. Donald Tusk, słusznie wówczas zauważył: - "Jestem poruszony zawartością tych taśm. Dziękuję dziennikarzom, za wspieranie demokracji poprzez ujawnienie kompromitującego przypadku skandalicznej korupcji politycznej".

Jakże inna była reakcja Tuska, kiedy w 2014 roku tygodnik "Wprost" ujawnił taśmy, na których prominentni członkowie Platformy Obywatelskiej dogadywali się z ważnymi urzędnikami i przedstawicielami biznesu w zakresie tego, co by można jeszcze zrobić, aby nie dopuścić PiS do przejęcia władzy w Polsce. Ówczesny premier Polski, ani nie wydawał się być tym faktem poruszony, ani nie dziękował dziennikarzom za ujawnienie tej afery i wspieranie polskiej demokracji. Wręcz na odwrót - Tusk stwierdził, że nagrania miały prywatny charakter i nigdy nie powinny być ujawnione, bowiem "destabilizują państwo". Nadto dodał, że osoby nagrywające oraz ich zleceniodawcy powinni być zidentyfikowani, ścigani i schwytani, tak by można było wobec nich wyciągnąć konsekwencje prawne.

Te dwie - jakże różne - reakcje, pokazały dobitnie obłudę i hipokryzję Donalda Tuska. W 2014 roku były lider PO chciał ścigać nagrywających, a w 2006 roku publicznie ich chwalił i dziękował za "wspieranie demokracji". Czy po upływie kilku lat spędzonych poza Polską, Tusk mógł się pod tym względem zmienić? Niestety, mam co do tego poważne wątpliwości.

wpis z dnia 9/05/2017

   


  

     Przez półtora roku w zakresie walki z mafią VAT zrobiono więcej niż przez poprzednie dziesięć lat!
wpis z dnia 8/05/2017

 

Pakiet paliwowy i energetyczny, Jednolity Plik Kontrolny, odwrócony VAT, wzmocnienie pionu analitycznego w skarbówce oraz zwiększenie kar za oszustwa - mafia paliwowa oraz mafia wyłudzająca zwroty podatku VAT jest w zdecydowanym odwrocie. Przedstawiciel firmy doradczej PwC stwierdza wprost: "Rząd PiS przez półtora roku zrobił więcej w zakresie uszczelniania systemu VAT niż poprzednicy przez dziesięć lat". I właśnie dlatego istnieje duże prawdopodobieństwo, że przestępcy będą gotowi wyłożyć każde pieniądze, aby znów "było tak, jak było".

Eksperci nie mają wątpliwości - tylko w samym 2015 roku mafia wyłudzająca od państwa zwroty podatku VAT mogła na tym procederze zyskać minimum 12 mld zł (choć niektórzy twierdzą, że skala oszustw była znacznie większa i we wspomnianym 2015 roku sięgnęła blisko 40 mld zł). Aby zrozumieć ogrom strat, jakie nasze państwo poniosło z tego tytułu warto zauważyć, że kwota 12 mld zł to równowartość niemal 114-krotności kwoty, jaką Jerzy Owsiak i jego WOŚP zebrała podczas tegorocznego, rekordowego finału (zakładając, że straty sięgnęły 40 mld zł, kwota ta stanowi 379-krotność sumy zebranej przez WOŚP w tym roku).

Sytuacja zaczęła się zmieniać po odsunięciu Platformy Obywatelskiej od władzy. Nagle okazało się, że bardziej skuteczna walka z mafią wyłudzającą VAT i robiącą przekręty na transakcjach paliwowych jest możliwa. Wejście w życie Jednolitego Pliku Kontrolnego, pakietu paliwowego i energetycznego, jak również wprowadzenie odwróconego VAT na niektóre towary, wzmocnienie pionu analitycznego w skarbówce oraz wyższe kary za przekręty wobec budżetu państwa spowodowały, że według ostrożnych szacunków nasze państwo zachowało dodatkowe 5,5 mld zł. O tyle zmniejszyły się zyski mafii paliwowej i wyłudzającej zwroty podatków VAT.

Tomasz Kassel, partner w PwC (firmy audytorsko-doradczej) w wypowiedzi udzielonej "Rzeczpospolitej", nie ma wątpliwości: "Ten rząd przez półtora roku zrobił więcej w zakresie uszczelniania systemu VAT niż poprzednicy przez dziesięć lat". 

Pod tym względem wszystko idzie w dobrym kierunku. I właśnie dlatego istnieje duże prawdopodobieństwo, że przestępcy będą gotowi wyłożyć każde pieniądze, aby znów "było tak, jak było". Pozostaje mieć nadzieję, że gdy PiS zostanie odsunięty od władzy (a pewnie kiedyś to nastąpi), następcy wykażą się polityczną dojrzałością i nie zaprzestaną bezwzględnej walki z mafią paliwową i VAT. W grę wchodzą naprawdę wielkie pieniądze i szkoda by było zaprzepaścić dotychczasowe dokonania w tym zakresie.

Źródło: Luka przymknięta na 5,5 mld zł (Rp.pl)

wpis z dnia 8/05/2017

    


 

     Marsz wolności organizuje partia za rządów której inwigilowano dziennikarzy, ograniczano wolność zgromadzeń i próbowano przeforsować ACTA
wpis z dnia 6/05/2017

 

Jednym z największych paradoksów III RP było biegunowe mieszanie pojęć. Przypomnijmy - jeszcze nie tak dawno człowiekiem honoru tytułowano komunistycznego zbrodniarza. Autorytetami byli donosiciele i tajni współpracownicy służb bezpieczeństwa PRL, a kłamcy, kombinatorzy i zwykli oszuści nie raz stawali się bohaterami okładek prestiżowych magazynów. Ten "cień" III RP nadal daje nam o sobie znać. Obecnie "marsz wolności" organizuje partia, za rządów której inwigilowano dziennikarzy, ograniczano wolność zgromadzeń i próbowano przeforsować ACTA.

Organizacja przez Platformę Obywatelską dzisiejszego "Marszu wolności", którego hasłem przewodnim ma być obrona demokracji i swobód obywatelskich, pięknie nawiązuje do jednego z głównych motywów okrągłostołowej III RP, czyli do patologicznego wręcz mieszania pojęć i paradygmatów. Twórcy tego państwa często ubierali się w szaty wolności, pluralizmu i dialogu, choć ich działania stanowiły de facto zaprzeczenie tych idei. Często bowiem narzucali nam dyktat politycznej poprawności, cenzurowali język i odbierali możliwość wyboru. Jakby tego było mało człowiekiem honoru nazywali oni komunistycznego zbrodniarza, z donosicieli i tajnych współpracowników robili autorytety, a zwykłych oszustów i kryminalistów stawiali za wzór nowoczesnych biznesmenów.

Dzisiaj za organizację "Marszu wolności" zabrała się partia, za rządów której masowo inwigilowano nieprzychylnych dziennikarzy, ustawowo ograniczano wolność zgromadzeń (vide: nowelizacja ustawy Prawo o zgromadzeniach publicznych z 2011 roku), strzelano do antyrządowych demonstrantów, ograniczano swobodę dostępu do informacji publicznej (vide: nowelizacja ustawy o dostępie do informacji publicznej z 2011 r.) oraz próbowano przeforsować antywolnościową ACTA. Teraz ci sami ludzi występują jako obrońcy rzekomo zagrożonej wolności i demokracji. Paradoks jak się patrzy.

"Obrońcy demokracji" wyjdą dziś na ulice Warszawy. Ramię w ramię będą szli w wolnościowym pochodzie, głosząc hasła o obronie praw i swobód obywatelskich. Wszystko po to, aby wrócić do władzy i... kontynuować swoje dzieło ograniczania swobód i wolności? 

wpis z dnia 6/05/2017

    


  

     Niemcy nadal forsują ustawę o cenzurze prewencyjnej w internecie. Dlaczego Komisja Europejska milczy?
wpis z dnia 5/05/2017

 

W Niemczech coraz większą falę oddolnej krytyki zbiera rządowy projekt ustawy "NetzDG", który umożliwi stosowanie cenzury prewencyjnej wobec treści publikowanych na portalach społecznościowych pod rygorem kary do 50 mln euro. Zdaniem wielu stowarzyszeń i organizacji społeczno-politycznych zajmujących się wolnością słowa, projekt ten jest tak nieprecyzyjny, że obecnie nie ma obiektywnych powodów, aby w pośpiechu przyjmować go tuż przed wyborami parlamentarnymi. Dlaczego w tej sprawie stanowiska nie zabiera Komisja Europejska? Co z Komisją Wenecką?

Przypomnijmy - na początku kwietnia niemiecki rząd, pod hasłami walki z dezinformacją i mową nienawiści, przyjął projekt ustawy nakazujący administratorom portali społecznościowych blokowanie lub usuwanie informacji nieprawdziwych i mowy nienawiści (tzw. ustawa "NetzDG"). Problem polega na tym, że zapisy tego projektu są bardzo nieprecyzyjne i niejasne, a przez to mogą umożliwiać stosowanie de facto cenzury prewencyjnej w zakresie treści, wobec których ktoś (tj. administrator portalu społecznościowego) doszuka się znamion "nieprawdziwych informacji". Wpis taki będzie musiał zniknąć w ciągu 24 godzin. Jeśli tak się nie stanie właścicielowi portalu będzie groziła gigantyczna kara finansowa do 50 mln euro. 

Niemieckie organizacje i stowarzyszenia zajmujące się wolnością słowa dostrzegają w projekcie ustawy "NetzDG" samych problemów. Szczególnie, że za pół roku u naszego zachodniego sąsiada odbędą się wybory parlamentarne i zachodzi obawa, że pod kategorię "nieprawdziwych informacji" może być kwalifikowana większość wpisów negatywnie nastawionych wobec dotychczasowej polityki migracyjnej. Dodatkowo pojawiły się głosy ze strony środowisk prawniczych, że ustawa "NetzDG" w formie i treści proponowanej przez niemiecki rząd, nie będzie miała szans przed federalnym Trybunałem Konstytucyjnym. Kwestia w tym, że rozstrzygnięcie niemieckiego TK może zapaść już po wyborach, a do tego czasu ustawa ta będzie często wykorzystywana do ograniczania zasięgu niewygodnych postów i informacji.

W powyższej sprawie zastanawiające może być milczenie przedstawicieli Komisji Europejskiej, Reporterów bez Granic czy innych międzynarodowych organizacji, które histerycznie wręcz zareagowały na proponowane zmiany w zakresie koncentracji kapitału medialnego w Polsce. W przypadku zaś niemieckiej ustawy umożliwiającej cenzurę prewencyjną, milczą. Pytanie - dlaczego?

 

Źródło: Hate-Speech-Gesetz: Bündnis ruft zu rundem Tisch mit Politikern auf (NetzPolitik.org)
Źródło: Walka z dezinformacją i mową nienawiści w Internecie (OSW.waw.pl)

wpis z dnia 5/05/2017

     


  

     Macron chce sankcji wobec Polski? To może bojkot francuskich towarów i firm w rewanżu? Zobaczmy kto na tym gorzej wyjdzie
wpis z dnia 4/05/2017

 

Orange, Auchan, Carrefour, Intermarche, BNP Paribas, Credit Agricole czy Societe Generale - wszystkie te francuskie firmy zarabiają w Polsce gigantyczne pieniądze. Eldorado może się jednak szybko skończyć, jeżeli Emmanuel Macron nadal będzie chamsko atakował nasz kraj. W dobie sporej konkurencji łatwo będzie bowiem przeforsować hasło "francuskie znaczy gorsze". Bojkot konsumencki oraz ograniczenie zamówień świadczonych przez francuskie firmy może skutecznie ostudzić buńczuczny charakter tego francuskiego Ryszarda Petru.

Przypomnijmy - lewicowy kandydat na prezydenta Francji Emmanuel Macron podczas przemówienia na wiecu wyborczym stwierdził, że sojusznikiem Marie Le Pen (jego kontrkandydatki w wyścigu o fotel prezydenta) są "reżimy panów Orbana, Kaczyńskiego i Putina". Dodał przy tym, że: "To nie są ustroje otwartej i wolnej demokracji. Codziennie łamane są tam liczne swobody, a wraz z nimi nasze zasady". Wcześniej Macron przyrzekł, że jeśli zostanie prezydentem Francji to w ciągu 3 miesięcy doprowadzi do nałożenia na Polskę unijnych sankcji.

Powstaje pytanie: Dlaczego ten francuski Ryszard Petru twierdzi, że w Polsce "codziennie są łamane liczne swobody"? Jeśli tak rzeczywiście uważa, to czy mógłby wymienić choćby jedną z "licznych swobód" jakie w naszym kraju są łamane? Wydaje mi się, że miałby z tym bardzo poważny problem. Poza tym, jeśli już mówimy o "swobodach"... W jakim kraju od 1,5 roku obowiązuje stan wyjątkowy, który istotnie ogranicza swobody obywatelskie? No w jakim?

Jeśli Emmanuel Macron nadal będzie chamsko atakował nasz kraj, myślę że warto będzię rozważyć ogłoszenie bojkotu konsumenckiego na towary i usługi świadczone francuskie firmy. Orange, Auchan, Carrefour, Intermarche, BNP Paribas, Crédit Agricole czy Societe Generale - wszystkie te podmioty zarabiają w Polsce gigantyczne pieniądze. Hasło "francuskie znaczy gorsze" może istotnie ograniczyć osiągane na terytorium naszego kraju zyski. Póki co przypomnijmy tylko, że kody kreskowe na produkty wyprodukowane we Francji zaczynają się od numeru 300..., a kończą na numerze 379...

wpis z dnia 4/05/2017

    


  

     To jest chore! Ustawa o PIT w chwili wejścia miała 16 stron. Dziś liczy już 281 stron i ciągle rośnie!
wpis z dnia 2/05/2017

 

Zgodnie z raportem OECD administracja podatkowa w Polsce jest obecnie najdroższą w utrzymaniu administracją podatkową w Europie i jedną z najdroższych na całym świecie. Nie powinno to nas jednak dziwić, gdy uświadomimy sobie stopień skomplikowania polskiego systemu podatkowego, do którego obsługi potrzeba wielotysięcznej armii urzędników. Najlepiej widać to na przykładzie ustaw o podatku PIT i VAT. W chwili ich uchwalenia liczyły obie po 16 stron. Dzisiaj mają one już - odpowiednio - po 281 i 319 stron. Niestety, ale w ciąż się rozrastają.

Fakty są następujące - administracja podatkowa w Polsce na swoje utrzymanie pochłania proporcjonalnie największą część środków pieniężnych zabranych podatnikom spośród wszystkich administracji podatkowych państw należących do UE. Jest także jedną z najdroższych na świecie - wynika z raportu OECD pt. "Tax Administration 2015". Działanie aparatu skarbowego w Polsce pochłania aż 1,6 proc. tego, co zbiera on z podatków. Zgodnie z raportem "Tax Administration 2015", stworzonym przez OECD, w Niemczech współczynnik ten wynosi 1,35 proc., w Czechach - 1,13 proc., a w Wielkiej Brytanii - zaledwie 0,73 proc. Wśród 56 krajów, które bada OECD, wyższy niż w Polsce wskaźnik kosztu poboru podatków występuje jedynie w Japonii (1,7 proc. przychodów) oraz w Arabii Saudyjskiej (1,62 proc.).

Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest utrzymywanie niezwykle skomplikowanego (w polskim wydaniu) systemu podatkowego. Najlepiej widać to na przykładzie ustawy o PIT. Kiedy w 1991 roku była ona uchwalana liczyła zaledwie 16 stron. Dziś ma 281 stron i nadal się rozrasta. Aby ogarnąć tę materię potrzeba do kontroli kilkudziesięciu tysięcy urzędników (niektóre szacunki mówią, że poborem, kontrolą i obsługą podatku dochodowego od osób fizycznych zajmuje się blisko 80 proc. całego aparatu skarbowego)! Pensje i wynagrodzenia dla tych urzędników kosztują grube miliardy złotych, które powodują, że nasz kraj na utrzymanie administracji podatkowej proporcjonalnie musi wydać najwięcej wśród wszystkich państw należących do Unii Europejskiej.

Podobnie rzecz się ma z ustawą o VAT. Kiedy była ona uchwalana w 1993 roku liczyła zaledwie 16 stron. Obecnie rozrosła się do 319 stron! I właśnie dlatego obsługa polskiego systemu podatkowego pochłania proporcjonalnie największą część środków pieniężnych zabranych podatnikom spośród wszystkich administracji podatkowych państw należących do UE. Zamiast upraszczać i likwidować zbędne przepisy, cały czas uchwalamy nowe, coraz bardziej skomplikowane rozwiązania prawne. Dodatkowo problemem może być również niezwykle silne lobby podatkowo-administracyjne. Wszak likwidując podatek PIT, czy upraszczając naliczanie podatku VAT automatycznie likwidujemy dziesiątki tysięcy miejsc pracy dla osób, które "żyją" z wyliczania prawidłowej wysokości oraz optymalizowania kwoty podatku do zapłaty...

 

Źródło: Ustawa z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (Sejm.gov.pl)
Źródło: Ustawa z dnia 8 stycznia 1993 r. o podatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym (Sejm.gov.pl)
Źródło: Ustawa z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (Sejm.gov.pl)

Źródło: Tax Administration 2015 (OECD.org)

wpis z dnia 2/05/2017

   


  

     Mafia paliwowa traci miliardy! W I kw.'17 legalna sprzedaż ON wzrosła o 42%, a zysk ORLENu urósł o 630%! Oni zrobią wszystko, aby było jak było...
wpis z dnia 1/05/2017

 

Efekty wprowadzenia tzw. pakietu paliwowego zaskoczyły nawet jego autorów. Mafia paliwowa (często wiązana z byłymi funkcjonariuszami PRL-owskich służb specjalnych) zaczęła tracić miliardy złotych zysku, co automatycznie przełożyło się na wyniki finansowe państwowego LOTOS-u i ORLEN-u. Legalna sprzedaż oleju napędowego (ON) w I kwartale 2017 r. wzrosła w Polsce o 42 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2016 roku. Dzięki ukróceniu działalności mafii paliwowej zyski państwowego LOTOS-u wzrosły o 300 proc., a ORLEN-u o 630 proc.! Można? Jak widać, można!

Przypomnijmy - w sierpniu ubiegłego roku wszedł w życie tzw. pakiet paliwowy, czyli nowelizacja prawa eliminująca szereg luk w przepisach VAT, akcyzowych i koncesyjnych (zmiany dotyczyły ustawy o VAT, akcyzie, ordynacji podatkowej i prawa energetycznego z zakresu koncesji). Luki te przynosiły przestępcom wielomiliardowe zyski, a jednocześnie powodowały gigantyczne straty po stronie Skarbu Państwa.

Wejście w życie wspomnianego pakietu istotnie uderzyło w działalność mafii paliwowej w Polsce. Przestępcy, zamiast handlować przemyconym paliwem, oszukiwać i wyłudzać VAT, zostali zmuszeni do kupowania go w legalnych źródłach. Efekty widać o wynikach finansowych dwóch największych spółek paliwowych w Polsce, które są kontrolowane przez państwo. W ciągu trzech pierwszych miesięcy bieżącego roku gdański LOTOS zanotował 411 mln zł zysku na czysto. W analogicznym okresie roku 2016 zysk był o ponad 300 mln zł niższy. Jeszcze lepsze wyniki zanotował płocki ORLEN. W I kwartale 2017 r. zysk netto tej państwowej spółki wyniósł 2,08 mld zł i był o 630 proc. wyższy od zysku zanotowanego po I kwartale 2016 r. (wówczas było to 330 mln zł).

Zastanawiające jest to, że przez 8 lat rządów Platformy i PSL nie można było uchwalić prawa uszczelniającego luki w przepisach VAT, akcyzowych i koncesyjnych, dzięki czemu zorganizowane grupy przestępcze dorobiły się miliardów złotych zysku. Zastanawiające jest to, że dopiero, gdy PiS doszedł do władzy możliwe było przeforsowanie pakietu paliwowego, który skutecznie ukrócił przestępcze eldorado. W tym kontekście zasadne są dwa pytania - czy politycy poprzedniej władzy mieli swój interes w tym, aby nie zmieniać prawa i kosztem przychodów naszego państwa dbać o portfele przestępców oraz do czego są zdolni przedstawiciele mafii, aby znów było tak jak było?

 

Źródło: PKN Orlen z lepszymi wynikami za I kwartał (BusinessInsider.com.pl)

wpis z dnia 1/05/2017