Archiwum: Lipiec 2016

 

     Pokażmy to Kijowskiemu! Terroryzm islamski w Europie od początku 2016 r.: 21 zamachów, 158 zabitych, 753 rannych. Terroryzm chrześcijański: 0 zamachów, 0 zabitych, 0 rannych
wpis z dnia 29/07/2016

 

Tylko od początku tego roku w całej Europie odnotowano 35 aktów terroru, w których zginęło łącznie 175 osób, a 773 odniosło obrażenia. Aż w 21 przypadkach przyczyną zamachu był islamski fundamentalizm (w wyniku tych zamachów zginęło 158 osób, a 753 zostało rannych). Co istotne - szeroko rozumiany fundamentalizm chrześcijański (odnosząc się do niedawnych słów lidera KOD Mateusza Kijowskiego) nie był przyczyną żadnego zamachu. 

Od początku 2016 roku na terytorium Europy odnotowano łącznie 35 zamachów terrorystycznych. W przypadku aż 21 z nich przyczyną był islamski fundamentalizm. 10 zamachów było konsekwencją dążeń separatystycznych, 1 zamach zorganizowano z uwagi na konflikt etniczny, a inspiracją dla kolejnego był brytyjski nacjonalizm. W dwóch przypadkach śledczy nie byli w stanie ustalić przyczyn zorganizowania zamachu.

 

Lista zamachów terrorystycznych w Europie 

od początku 2016 r.:

  • 01/01/2016 r.: Valence (Francja) - 0 zabitych, 3 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 07/01/2016 r.: Paryż (Francja) - 1 zabity, 1 ranny. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 11/01/2016 r.: Marsylia (Francja) - 0 zabitych, 1 ranny. Przyczyna: islamski fundamentalizm

     

  • 05/02/2016 r.: Dublin (Irlandia) - 1 zabity, 2 rannych. Przyczyna: separatyzm

  • 15/02/2016 r.: Derbent (Rosja) - 2 zabitych, 17 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 26/02/2016 r.: Hanower (Niemcy) - 0 zabitych, 1 ranny. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 29/02/2016 r.: Moskwa (Rosja) - 1 zabity, 0 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

     

  • 04/03/2016 r.: Belfast (Wlk. Brytania) - 1 zabity, 0 rannych. Przyczyna: separatyzm

  • 22/03/2016 r.: Bruksela (Belgia) - 35 zabitych, 340 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 29/03/2016 r.: Machaczkała (Rosja) - 1 zabity, 2 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 30/03/2016 r.: Dagestan (Rosja) - 1 zabity, 1 ranny. Przyczyna: islamski fundamentalizm

     

  • 11/04/2016 r.: Stawropol (Rosja) - 4 zabitych, 0 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 16/04/2016 r.: Essen (Niemcy) - 0 zabitych, 3 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 25/04/2016 r.: Erywań (Armenia) - 1 zabity, 6 rannych. Przyczyna: konflikt etniczny

     

  • 10/05/2016 r.: Monachium (Niemcy) - 1 zabity, 3 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 09/05/2016 r.: Grozny (Rosja) - 3 zabitych, 4 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 10/05/2016 r.: Donbass (Ukraina) - 1 zabity, 5 rannych. Przyczyna: separatyzm

  • 15/05/2016 r.: Derbent (Rosja) - 6 zabitych, 15 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 18/05/2016 r.: Pawlopil (Ukraina) - 1 zabity, 1 ranny. Przyczyna: separatyzm

  • 24/05/2016 r.: Donbass (Ukraina) - 7 zabitych, 0 rannych. Przyczyna: separatyzm

     

  • 13/06/2016 r.: Magnanville (Francja) - 3 zabitych, 0 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 15/06/2016 r.: Bruksela (Belgia) - 0 zabitych, 1 ranny. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 16/06/2016 r.: Birstall (Wlk. Brytania) - 1 zabity, 2 rannych. Przyczyna: brytyjski nacjonalizm

     

  • 03/07/2016 r.: Charcyźk (Ukraina) - 1 zabity, 0 rannych. Przyczyna: separatyzm

  • 13/07/2016 r.: Krasnohoriwka (Ukraina) - 0 zabitych, 2 rannych. Przyczyna: separatyzm

  • 14/07/2016 r.: Nicea (Francja) - 85 zabitych, 303 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 17/07/2016 r.: Awdijiwka (Ukraina) - 0 zabitych, 1 ranny. Przyczyna: separatyzm

  • 17/07/2016 r.: Marjinka (Ukraina) - 0 zabitych, 1 ranny. Przyczyna: separatyzm

  • 17/07/2016 r.: Erywań (Armenia) - 1 zabity, 0 rannych. Przyczyna: nieznana

  • 18/07/2016 r.: Wurzburg (Niemcy) - 1 zabity, 5 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 19/07/2016 r.: Awdijiwka (Ukraina) - 1 zabity, 0 rannych. Przyczyna: separatyzm

  • 20/07/2016 r.: Kijów (Ukraina) - 1 zabity, 0 rannych. Przyczyna: nieznana

  • 22/07/2016 r.: Monachium (Niemcy) - 10 zabitych, 35 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 24/07/2016 r.: Ansbach (Niemcy) - 1 zabity, 15 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

  • 26/07/2016 r.: Saint-Etienne-du-Rouvray (Francja) - 3 zabitych, 3 rannych. Przyczyna: islamski fundamentalizm

Źródło: List of terrorist incidents, 2016 (Wikipedia)

wpis z dnia 29/07/2016

 

UDOSTĘPNIJ / SKOMENTUJ / POLUB tekst na

  


  

     To Włochami (a nie Polską) UE powinna się zainteresować. Zadłużenie sięga tam 135% PKB (w Polsce to 50%), a liczba niespłacanych kredytów przekracza 18% (u nas 7%)
wpis z dnia 28/07/2016

 

Wiele czynników wskazuje, że to Włochy (a nie Polska czy Węgry) powinny przykuwać znacznie większą uwagę eurokratów z Brukseli. Rząd w Rzymie nie może sobie poradzić z coraz większym zadłużeniem, które sięga już 2 bln 700 mld euro (12 x większe niż w Polsce). Dodatkowo rośnie tam odsetek niespłacanych kredytów (przekroczył już 18 proc.). Włochy są w istocie gigantyczną bombą finansową, której eksplozja spowoduje dla Europy skutki jakich nikt jeszcze nie widział!

Zadłużenie Włoch sięga 135 proc. PKB. W przeliczając to na euro wartość ta jest równa astronomicznej kwocie 2 bln 700 mld euro. Zakładając, że 1 euro = 4,37 zł, wspomniana kwota stanowi równowartość 11 bln 800 mld zł, czyli 12 razy więcej niż wynosi aktualne zadłużenie Polski. 

Gigantyczne zadłużenie instytucji państwowych nie jest jednak największym problemem z jakim Włochy muszą się zmierzyć. O wiele groźniejsza jest bowiem kondycja włoskiego sektora bankowego. Okazuje się, że aż 18 proc. udzielonych tam kredytów nie jest obecnie spłacana, a warto wiedzieć, że w tej kategorii pułap 10 proc. jest już absolutnie krytyczny. Tzw. "złe (niespłacane) kredyty" mogą się przyczynić do bankructwa wielu włoskich banków. Upadek kilku z nich może uruchomić prawdziwe domino finansowej zagłady w Europie, której nikt nie będzie w stanie zatrzymać.

Ktoś może zadać pytanie - dlaczego włoskie problemy mogą być groźne dla całej Europy? Dlaczego kłopoty włoskich banków mogą wkrótce przelać się na inne europejskie banki? Pisałem już o tym, ale nie zaszkodzi powtórzyć. Współczesny system bankowy to system naczyń połączonych. Jeśli - dla przykładu - upadnie największy włoski bank (UniCredit), to natychmiast odczują to inne banki (zagraniczne), które pożyczały pieniądze bankrutowi (już ich nie odzyskają). Po drugie - odczują to państwa, w których bankruci mieli swoje centrale (klienci tych banków po swoje depozyty zgłoszą się do krajowych instytucji rządowych, które je gwarantowały, a to w praktyce oznacza gigantyczny wzrost wydatków budżetowych, co w przypadku zadłużonych po uszy Włoszech może być przysłowiowym "gwoździem do trumny"). Po trzecie - wspomniany dla przykładu UniCredit ma mnóstwo spółek córek w innych państwach. W naszym kraju jest np. właścicielem Pekao SA. Upadek banku-matki może mieć wpływ na losy filii. Jeśli w ślad za centralą poleci także bank w naszym kraju, to Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG) może mieć poważne kłopoty z zapewnieniem wypłat gwarantowanych depozytów (do równowartości 100 tys. euro). Jeśli w BFG zabraknie pieniędzy rolę gwaranta będzie musiało przejąć państwo. A na to z pewnością środków w napiętym do granic możliwości budżecie kraju nie ma.

Widzimy zatem, że to Włochy powinny być obecnie na unijnym świeczniku. Gigantyczne kłopoty włoskiego sektora publicznego czy też bankowego mogą finansowo rozwalić od środka całą Unię. Niestety, skupieni na walce o polską demokrację eurokraci wciąż zdają nie dostrzegać tego zagrożenia...

 

Czytaj także: Włoska bomba tyka (Stooq.pl)

wpis z dnia 28/07/2016

 

UDOSTĘPNIJ / SKOMENTUJ / POLUB tekst na

  


  

     Pamiętacie, jak TVN24 zrobił całodniowego newsa z sałatki Pawłowicz? Teraz kanapkę w Sejmie je Katarzyna Lubnauer. I co? TVN24 milczy...
wpis z dnia 27/07/2016

 

Hipokryzję TVN24 widać na przykładzie "afery sałatkowej". Przypomnijmy, że w dniu w którym Bronisław Komorowski zeznawał w sądzie jako świadek w głośnym procesie dot. m.in. ujawnienia tajnego aneksu w sprawie likwidacji WSI, TVN24 potrzebowała mnóstwa tematów zastępczych. Reporterzy tej stacji zauważyli, że posłanka PiS Krystyna Pawłowicz jadła na sali sejmowej sałatkę i zrobili z tego newsa dnia. Teraz okazało się, że kanapkę je posłanka Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer. I co? TVN24 milczy...

Przypomnijmy - 18 grudnia 2014 r. jako świadek w głośnym procesie dot. m.in. ujawnienia tajnego aneksu w sprawie likwidacji WSI zeznawał prezydent Bronisław Komorowski. Zeznający pod przysięgą w sądzie prezydent byłby sensacją dnia w każdym normalnym państwie. Wszystkie telewizje transmitowałyby na żywo jego zeznania. Wszyscy dziennikarze komentowaliby jego słowa oraz zachowanie. Niestety Polska nie była wówczas normalnym krajem. Ówczesne media były w stanie zrobić wszystko, łącznie z całkowitym embargiem na przekaz niewygodnych informacji, by chronić konkretne osoby. W tym przypadku taką osobą był Bronisław Komorowski. Obejrzenie relacji z tego jak plącze się w zeznaniach i prosi sąd o uchylanie kłopotliwych pytań nie było dane dla 90 proc. społeczeństwa. 

Tego dnia TVN24 na gwałt potrzebował tematów zastępczych. Trafiła się posłanka PiS Krystyna Pawłowicz, która zechciała na sali sejmowej zjeść sałatkę. Reporterzy TVN24 zrobili z tego nieomal news dnia. 

Teraz, kiedy posłanka Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer odważyła się zjeść na sali sejmowej kanapkę, TVN24 milczy. Ciekawe dlaczego? Przecież to takie samo "przewinienie", jak zjedzenie przez posłankę Pawłowicz sałatki? Dlaczego zatem nie robią z tego całodniowej relacji? Co się takiego stało od grudnia 2014 r., że news o posilającej się na sali sejmowej posłance nie jest już newsem dnia??

wpis z dnia 27/07/2016

 

UDOSTĘPNIJ / SKOMENTUJ tekst na

     


  

     Departament Stanu USA krytykuje nową ustawę o TK. Niech lepiej zajmą się kryzysem wokół własnego Sądu Najwyższego!
wpis z dnia 26/07/2016

 

Amerykańska hipokryzja bije po oczach dwa razy mocniej niż jakakolwiek inna. Departament Stanu USA właśnie skrytykował nową ustawę o TK, która de facto neutralizuje główne ramy politycznego sporu o Trybunał w Polsce. Co jak co, ale stawianie przez administrację Obamy USA jako wzoru praworządności ma obecnie niezwykle słabą legitymizację. Szczególnie, jeśli przypomnimy sobie uderzającą w podstawy demokratycznego państwa prawa parlamentarną blokadę wyboru nowego członka tamtejszego Sądu Najwyższego. 

Rzecznik Departamentu Stanu USA wydał specjalne oświadczenie w sprawie nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Przypomnijmy, że ustawa ta de facto neutralizuje główne ramy politycznego sporu o TK w Polsce. W oświadczeniu wydanym przez rzecznika Dep. Stanu USA możemy jednak przeczytać:

 

"Wprawdzie nowa ustawa realizuje niektóre zalecenia opinii Komisji Weneckiej co do ustaw uchwalonych w ubiegłym roku, które zostały uznane za niezgodne z konstytucją, to jednak utrudnia ona osiągnięcie kompromisu w sprawie dopuszczenia do orzekania sześciu wybranych sędziów. (...) Stany Zjednoczone zachęcają polskie władze, aby rozwiązały kwestie sporne, tak aby polskie instytucje demokratyczne oraz system mechanizmów kontrolnych państwa były poszanowane i aby mogły sprawnie funkcjonować".

 

Jednym słowem - wielkie LOL! Szczególnie rozbawiło mnie ostatnie zdanie, zgodnie z którym USA zachęcają polskie władze, aby instytucje demokratyczne oraz system mechanizmów kontrolnych państwa były poszanowane i aby mogły sprawnie funkcjonować. Przypomnijmy bowiem jak pięknie i wzorowo wygląda w USA poszanowanie mechanizmu demokratycznego wyboru sędziego Sądu Najwyższego. W lutym zmarł Antonin Scalia - konserwatywny sędzia amerykańskiego tamtejszego Sądu Najwyższego wybrany jeszcze za czasów republikańskiego prezydenta Ronalda Regana. Zgodnie z konstytucją USA urzędujący do końca tego roku Barack Obama ma prawo powołać nowego członka Sądu Najwyższego (wskazał on sympatyzującego z Demokratami, czyli partii z której wywodzi się Obama, sędziego Merricka Garlanda). Aby jednak nominacja stała się ważna musi być zatwierdzona przez senat. Tymczasem mający w nim większość Republikanie zapowiedzieli, że - wbrew konstytucji USA - w ogóle nie przystąpią do głosowania nad kandydatem zgłoszonym przez Obamę. Lider republikańskiej większości w senacie Mitch McConnell stwierdził publicznie, że izba nie podejmie przed listopadowymi wyborami prezydenckimi żadnych działań ws. zatwierdzenia nominowanego przez Obamę sędziego na nowego członka Sądu Najwyższego.

Kryzys konstytucyjny jak w pysk strzelił! Lepiej zatem, aby administracja Obamy zajęła się kryzysem wokół własnego Sądu Najwyższego, a nie szukała dziury w całym w sprawie polskiego TK.

 

Źródło: Oświadczenie Rzecznika Departamentu Stanu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego (Pl.USembassy.gov)

wpis z dnia 26/07/2016

    

POLUB / UDOSTĘPNIJ / SKOMENTUJ TEKST na

     


 

     Wyzwaniem dla Polski nie jest islamski radykalizm we Francji, Belgii czy Niemczech. Wyzwaniem dla Polski są deklaracje Donalda Trumpa
wpis z dnia 25/07/2016

 

Islamski radykalizm na zachodzie Europy jest niewątpliwie poważnym problemem, ale przede wszystkim dla Francji, Belgii czy Niemiec. W tym kontekście polscy politycy często źle stawiają akcenty. Zamiast szukać rozwiązania dla problemu aktów terroru w Paryżu, Nicei czy Monachium powinni skupić się na ubiegłotygodniowych deklaracjach przyszłego prezydenta USA i jego przybocznych. To ostatni moment, aby dostosować się do nadchodzących zmian i spróbować na nowo ułożyć z sąsiadami ze Wschodu. Za rok może być już za późno...

Pisałem o tym nie dawno, ale nie zaszkodzi powtórzyć - idzie rewolucja, która zmiecie dotychczasowy ład geopolityczny świata. Prawdopodobnym zwycięzcą jesiennych wyborów prezydenckich w USA będzie Donald Trump. Jeśli tak się stanie Polska będzie zmuszona zrewidować swoją dotychczasową politykę międzynarodową, szczególnie wobec Białorusi i Rosji. Dlaczego? Warto wsłuchać się w słowa Trumpa, aby zrozumieć, że dalsze obstawianie na USA jako gwaranta dotychczasowego ładu w Europie może być bardzo zgubne. Kandydat republikanów kilka dni temu zakwestionował bowiem gwarancje bezpieczeństwa NATO. Stwierdził on, że sojusznicy wykorzystują potęgę militarną USA, a sami ograniczają wydatki na zbrojenia i obronność. Zapytany, czy gdyby Rosja zaatakowała któreś z państw bałtyckich, to czy stanąłby w ich obronie, Trump odpowiedział, że zanim przyszedłby im z pomocą, sprawdziłby "czy wywiązują się ze swoich zobowiązań". 

Słowa Trumpa powtórzył przedwczoraj Newt Gingrich, jeden z czołowych polityków Partii Republikańskiej. Podczas wywiadu dla amerykańskiej stacji telewizyjnej CBS zapytany przez prowadzącego, co administracja Trumpa zrobi, jeśli Rosja zaatakuje np. Estonię, odpowiedział:

 

"Nie jestem pewien, czy ryzykowałbym wojnę nuklearną dla miejsca, które jest przedmieściem Sankt Petersburga. Musielibyśmy się zastanowić, co by to mogło oznaczać"

 

Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości - to ostatni dzwonek, aby polscy politycy spróbowali zrewidować dotychczasową poliktykę wschodnią. Zmiana roli USA w Europie (całkowity brak zaangażowania w utrzymaniu status quo w basenie Morza Bałtyckiego) daje nowe możliwości w zakresie relacji z naszymi wschodnimi sąsiadami. Mam tutaj na myśli przede wszystkim niedocenianą do tej pory Białoruś, ale także i... Rosję. Pamiętajmy, że w polityce międzynarodowej lepiej być bezwzględnym cynikiem, aniżeli naiwnym głupkiem.

 

Źródło: Newt Gingrich: Nie będziemy ryzykować wojny nuklearnej dla Estonii (interia.pl)
Czytaj także: Idzie rewolucja, która zmiecie dotychczasowy ład geopolityczny świata. Czy polskie elity polityczne są na nią gotowe? (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 25/07/2016

  

POLUB / UDOSTĘPNIJ / SKOMENTUJ TEKST na

     


  

     Dziwny zamach w Monachium: Terrorystą miał być Irańczyk (szyita), który strzelił sobie w głowę (gwarancja piekła). Coś tu nie gra...
wpis z dnia 23/07/2016

 

Z pierwszych doniesień i przecieków wynika, że wczorajszy zamach w Monachium był co najmniej "dziwny". Najpierw zamachowców miało być kilku, a strzelać mieli z broni długiej. Potem wrzutka o tym, że za zamachem może stać skrajna prawica. Następnie okazało się, że zamachowcem był 18-letni chłopak z Iranu (kraj szyicki, nie mający nic wspólnego z ISIS), który strzelał do ludzi ze zwykłego pistoletu, by na końcu samemu odebrać sobie życie (gwarancja piekła). Czyżby niemieckie służby coś skrywały? 

Słysząc o doniesieniach z Monachium, automatycznie przypomina mi się sprawa sylwestrowych napaści na kobiety z Kolonii i innych niemieckich miast. Wówczas próbowano zatuszować całą sprawę, przez trzy dni władze utrzymywały całkowite embargo informacyjne na ten temat. Później, pod wpływem ilości incydentów, zdecydowano się stopniowo przyznać, że za napaściami stoją przybysze z krajów muzułmańskich. Jednym słowem - nie udało się zamieść sprawy pod dywan. 

W sprawie zamachu monachijskiego mamy póki co niezły mętlik informacyjny. Pierwsze oficjalne informacje nie bardzo się jednak "kleją". Zamachowcem miał być 18-letni chłopak z Iranu (zatem na 90 proc. szyita, a ten odłam islamu nie ma nic wspólnego z ISIS). Do ludzi miał strzelać z broni krótkiej, co oznacza że pierwsze relacje świadków o "kilku zamachowcach strzelających z broni długiej" miałby być nieprawdziwe. Tak samo jak dziwna "wrzutka" medialna, że za zamachem miała stać skrajna niemiecka prawica. Co jednak najbardziej dziwne - wspomniany terrorysta miał się spokojnie oddalić od miejsca zamachu na odległość około 1 kilometra i tam, w zaciszu bocznej uliczki, strzelić sobie w głowę. Według islamskiej wiary oznacza automatyczne piekło (samobójca może iść do muzułmańskiego nieba, jeśli sam dopełni swojego żywota w walce z niewiernymi; jeśli robi to w zaciszu bocznej uliczki, to na zastępy wiernych i oddanych dziewic raczej nie ma co liczyć). Co też dziwne - mimo gigantycznej obławy wokół centrum handlowego ciało Irańczyka odnaleziono dopiero po kilku godzinach... 

 

Źródło: Wojciech Szewko (Twitter.com)

wpis z dnia 23/07/2016

 

POLUB / UDOSTĘPNIJ / SKOMENTUJ TEKST na

  


 

     Szok! Zadłużenie Skarbu Państwa od stycznia do maja wzrosło o kwotę równą przyrostowi za cały 2015 rok!
wpis z dnia 21/07/2016

 

To jest jednak niesamowite w jakim tempie od początku tego roku przyrasta zadłużenie Skarbu Państwa. Zgodnie z oficjalnymi statystykami ekipa Platformy Obywatelskiej przez cały 2015 rok powiększyła zadłużenie naszego kraju o kwotę 54,6 mld zł. Ekipa PiS tylko w okresie od stycznia do maja zdążyła powiększyć dług o kwotę 56,1 mld zł! W takim tempie bez problemu pobiją rekord z 2010 roku, kiedy rząd Tuska powiększył zadłużenie Skarbu Państwa o 70,3 mld zł.

Opublikowane wczoraj oficjalne dane nt. wzrostu długu Skarbu Państwa za miesiąc maj 2016 r. nie są optymistyczne. W miesiącu tym zadłużenie naszego kraju powiększyło się o kolejne 8,840 mld zł i osiągnęło pułap 890,7 mld zł. Maj był piątym miesiącem z rzędu, kiedy dług przyrastał. W styczniu dług urósł o 13,324 mld zł, w lutym o 10,125 mld zł, w marcu o 422 mln zł, natomiast w kwietniu o 23,450 mld zł. Łącznie, za okres styczeń-maj, daje to kwotę 56,1 mld zł.

Niestety, ale w takim tempie ekipa PiS bez problemu pobije jednoroczny rekord wzrostu długu należący, jak do tej pory, do rządu Donalda Tuska. Przypomnijmy, że w 2010 roku tamta ekipa powiększyła zadłużenie naszego kraju o 70,3 mld zł. Jeśli rząd Beaty Szydło utrzyma tempo jakie narzucił w ciągu pierwszych pięciu miesięcy, to do końca roku powiększy dług Skarbu Państwa o astronomiczną kwotę 134,6 mld zł, a rekord Tuska zostanie pobity niemal dwukrotnie!

Przedstawiciele Ministerstwa Finansów tłumaczą szybki wzrost długu procesem "zadłużania się na zapas". Chodzi o to, że rząd zaciąga długi w walutach obcych teraz, gdy kursy tychże są relatywnie wysokie. Kiedy kursy euro, dolara i franka spadną rząd będzie na wygranej pozycji i realne zadłużenie (w przeliczeniu na złotówki) bardzo mocno spadnie. Pytanie tylko - czy to nastąpi? Albo - czy przypadkiem kursy walut nie poszybują do góry, a rządzący obudzą się z ręką w nocniku?

 

Źródło: Zadłużenie Skarbu Państwa 5/2016 (Mf.gov.pl)
Źródło: Zadłużenie Skarbu Państwa 12/2015 (Mf.gov.pl)

wpis z dnia 21/07/2016

   


  

     Ranking najbardziej kosztownych podwyżek podatków autorstwa PO & PiS. Zestawienie może szokować...
wpis z dnia 20/07/2016

 

Skumulowane podwyżki podatków autorstwa Platformy Obywatelskiej (podwyższenie składki rentowej, podwyżka stawek VAT, podatek miedziowy, podwyżki akcyzy na paliwo, likwidacja ulgi budowlanej i internetowej, opodatkowanie wszystkich lokat bankowych tzw. podatkiem Belki) kosztują polskich podatników ok. 14 mld zł w skali roku. Skumulowane podwyżki podatków autorstwa Prawa i Sprawiedliwości (podatek bankowy, podatek od handlu) będą kosztować polskich podatników ok. 5,4 mld zł w skali roku. 

1. Podwyższenie składki rentowej (2012 r. / PO) - koszt dla podatników w skali roku: ~6,5 mld zł
Pod koniec grudnia 2011 roku w życie weszła przyjęta w ekspresowym tempie ustawa podwyższająca składkę rentową aż o 1/3, z poziomu 6 proc. do 8 proc. Podwyżka ta przełożyła się na zwiększenie wpływów do budżetu ZUS o około 6-7 mld zł w skali roku. 

2. Podwyżka stawek VAT (2011 r. / PO) - koszt dla podatników w skali roku: ~4,0 mld zł
Pod koniec 2010 roku Sejm głosami PO-PSL zatwierdziła ustawę podnoszącą wysokość płaconego przez Polaków podatku VAT z poziomu 7 do 8 proc. oraz z 22 do 23 proc. Rozwiązanie to miało być czasowe i obowiązywać tylko do końca 2013 roku. Premier Tusk obiecał Polakom, że z początkiem 2014 roku przywróci normalne stawki (7 i 22 proc.). Obietnicy tej nie dotrzymał i zgodnie z przyjętym pod koniec 2013 roku rozporządzeniem podwyższone stawki podatku VAT będą obowiązywały w kolejnych latach. Podwyżka stawek VAT zabiera podatnikom w skali roku ok. 4,0 mld zł.

3. Podatek bankowy (2016 r. / PiS) - koszt dla podatników w skali roku: ~3,5 mld zł
Zgodnie z uchwaloną przez Sejm ustawą o podatku od niektórych instytucji finansowych - duże banki, skok-i oraz firmy ubezpieczeniowe są obłożone tzw. podatkiem bankowym, który wynosi 0,44 proc. wartości ich aktywów w skali roku. Pierwotnie rząd zakładał, że podatek ten będzie przynosił do budżetu rocznie ok. 4,5 mld zł. Szacunki te zweryfikowała jednak rzeczywistość. Po pierwszych kilku miesiącach funkcjonowania tego podatku okazało się, że wpływy są niższe od planowanych (banki stosują różne sztuczki prawno-finansowe, aby tego podatku nie płacić) i w skali roku przyniosą one do budżetu kraju maksymalnie 3,5 mld zł.

4. Podatek od handlu (2016 r. / PiS) - koszt dla podatników w skali roku: ~1,9 mld zł
7 lipca 2016 r. Sejm przyjął ustawę o podatku od sprzedaży detalicznej, która wprowadza tzw. podatku od handlu dla sklepów wysokoprzychodowych. Ustawa przewiduje dwie stawki podatku: 0,8 proc. dla sklepów osiągających w skali miesiąca przychody między 17 mln zł a 170 mln zł oraz 1,4 proc. dla sklepów osiągających przychody powyżej 170 mln zł miesięcznie. Rząd PiS szacuje, że całoroczne wpływy do budżetu z tytułu tego podatku wyniosą 1,9 mld zł.

5. Podatek miedziowy (2012 r. / PO) - koszt dla podatników w skali roku: ~1,5 mld zł
W marcu 2012 r. Sejm uchwalił ustawę o podatku od wydobycia niektórych kopalin. Podatek jest pobierany od wydobycia miedzi i srebra i stanowi dochód budżetu państwa. W praktyce jest to danina nałożona na KGHM. W skali roku przynosi ona budżetowi kraju ok. 1,5 mld zł.

Należy zauważyć, że ekipa PO jest jeszcze odpowiedzialna za dwukrotną podwyżkę akcyzy na paliwa, decyzję o likwidacja ulgi budowlanej, decyzję o likwidacji ulgi internetowej oraz opodatkowanie wszystkich lokat bankowych tzw. podatkiem Belki. Powyższe mogło zwiększyć przychody budżetu państwa o ~2,0 mld zł w skali roku.

 

Źródło: Zwiększenie składki rentowej po stronie pracodawcy od lutego 2012 roku (Infor.pl)
Źródło: Tak banki uciekają przed podatkiem (Bankier.pl)
Źródło: Podatek od handlu uchwalony przez Sejm. Przewiduje dwie stawki daniny (PolskieRadio.pl)
Źródło: Wpływ podatku od wydobycia niektórych kopalin na sektor wydobywczy (mf.gov.pl)

wpis z dnia 20/07/2016

  

POLUB / UDOSTĘPNIJ / SKOMENTUJ TEKST na

  

   


  

     Propozycja podwyżek dla rządu i posłów to nie jest strzał w stopę. To wystrzelenie całego magazynku prosto w czoło!
wpis z dnia 19/07/2016

 

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości - zaproponowany przez Prawo i Sprawiedliwość projekt nowelizacji ustawy o wynagrodzeniach osób zajmujących kierownicze stanowiska w państwie to gigantyczny cios wizerunkowy dla rządzących, który został zadany przez nich samych. Zgodnie z treścią tego projektu premier Beata Szydło miałaby otrzymać 7,4 tys. zł podwyżki, ministrowie i wiceministrowie - od 4 do 5 tys. zł, a każdy poseł mógłby liczyć na dodatkowe 2,7 tys. zł. Piękne samozaoranie!

Posłowie PiS przygotowali nowelizację ustawy o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska, która przewiduje istotne, bo sięgające nawet kilkudziesięciu procent, podwyżki dla najważniejszych osób w państwie. Zgodnie z jego treścią premier Beata Szydło miałaby otrzymać 7,4 tys. zł podwyżki (obecnie zarabia 16,7 tys. zł), ministrowie i wiceministrowie mogliby liczyć na podwyżki swoich uposażeń od 4 do 5 tys. zł, a każdy szeregowy poseł miałby dostać dodatkowo 2,7 tys. zł. Specjalna pensję zaczęłaby także otrzymywać pierwsza dama...

PiS argumentuje projekt dotyczący podwyżek tym, że uposażenia osób na najważniejszych stanowiskach w państwie są zamrożone od 2008 roku. Często też dochodzi do sytuacji, w których dyrektorzy w poszczególnych ministerstwach zarabiają więcej od swoich szefów (ministrów).

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości - Propozycja podwyżek dla rządu i posłów to nie jest strzał w stopę. To wystrzelenie całego magazynku prosto w czoło! Pytanie - czy oni robią to celowo? Czy nie zdają sobie sprawy z tego, że przez takie inicjatywy poparcie społeczne stopnieje im bardzo szybko do poziomu tzw. "żelaznego elektoratu", czyli 10 - 15 proc.?

 

Źródło: Będą podwyżki dla członków rządu. Najbardziej skorzysta Beata Szydło (Rp.pl)

wpis z dnia 19/07/2016

 

POLUB / UDOSTĘPNIJ / SKOMENTUJ TEKST na

  

   


  

     Idzie rewolucja, która zmiecie dotychczasowy ład geopolityczny świata. Czy polskie elity polityczne są na nią gotowe?
wpis z dnia 18/07/2016

 

Rządzący naszym krajem muszą sobie koniecznie uświadomić, że lada chwila na świecie dojdzie to gigantycznej wymiany politycznych elit. Zamiast patrzeć na to co sądzi i mówi ustępujący Obama, nie mający znaczenia Hollande czy tracąca poparcie społeczne Merkel, lepiej za wczasu nawiązać kontakty z Trumpem, Marie Le Pen czy z przedstawicielami niemieckiej prawicy. To oni będą bowiem decydować o losach świata w najbliższych latach i im szybciej się to zrozumie tym lepiej dla naszego kraju.

Jedno jest pewne - zwycięzcą całej serii wyborów prezydenckich / parlamentarnych do jakich niebawem dojdzie w USA, Francji czy Niemczech będzie... Władimir Putin. Wszystko wskazuje na to, że wybory w tych krajach wygrają przedstawiciele prawicy, którzy albo już mają świetne kontakty z Kremlem (np. Marie Le Pen, której polityczni oponenci zarzucają, że jest sponsorowana przez Putina), albo robią wiele aby takie kontakty ustanowić (np. przedstawiciele administracji Donalda Trumpa, którzy kilka tygodni temu polecieli do Moskwy, aby utworzyć ramy współpracy prawdopodobnego nowego prezydenta USA z administracją Władimira Putina). Efekt będzie taki, że od 2017 roku wszelkie sankcje wobec Rosji zostaną zniesione, a świat de facto uzna aneksję Krymu i okupację Donbasu. 

Jak w tych nowych okolicznościach poradzą sobie przedstawiciele polskich elit politycznych? Czy odpowiednio szybko wyczują zmieniający się kierunek geopolitycznego wiatru? Osobiście widzę trzy możliwe scenariusze: 

1) W pierwszym z nich polska administracja rządowa mniej lub bardziej oficjalnie nawiąże kontakty z administracją prawdopodobnych zwycięzców zachodnich elekcji. Wymaga to oczywiście pewnej elastyczności w prowadzeniu polityki zagranicznej (w tym także ocieplenia relacji na linii Warszawa - Moskwa). Polska mogłaby w takich okolicznościach wstępować jako naturalny lider regionu, kraj o największym potencjale i sile w tej części Europy. Takie ustawienie kontaktów może nam znacznie pomóc w przypadku zmaterializowania się sondażowych prognoz na Zachodzie. 

2) W scenariuszu numer dwa polska administracja do samego końca czeka na wyniki wyborów w USA, Francji czy Niemczech. Nasi dyplomaci nie podejmują żadnych uprzednich inicjatyw, których celem byłoby nawiązanie relacji ze zwycięzcami wyborów we wspomnianych krajach. W takich okolicznościach o wiele trudniej będzie nam jednak sprzedać nasz punkt widzenia w relacjach już oficjalnych (po wyborach). Nasze interesy będą miały niższy priorytet od interesów państw, których administracje "zaryzykowały" i podjęły kontakty z prawicowymi politykami zanim wygrali oni wybory w swoich krajach. 

3) W scenariuszu numer trzy polska administracja, nie dość że nie podejmuje żadnych wcześniejszych kontaktów z przedstawicielami opcji politycznych, którzy wygrywają wybory w USA, Francji i Niemczech, to jeszcze udaje, że nic się nie stało i dotychczasowy ład geopolityczny świata nie ulegnie zmianom. Taka dość "frajerska" postawa będzie oznaczała realną marginalizację naszego kraju na arenie międzynarodowej. Poza tym - twarde i niezmienne traktowanie Rosji jako "wroga nr 1" dla światowej polityki w momencie, gdy USA, Francja i Niemcy zaczną traktować Putina jako swojego dobrego przyjaciela i sojusznika w walce z ISIS, w dłuższej perspektywie nie będzie nam wróżyło nic dobrego. 

Najbliższe miesiące pokażą, który z tych - po krótce nakreślonych - scenariuszy stanie się udziałem polskiej dyplomacji. Jedno jest pewne - idzie rewolucja, która zmiecie dotychczasowy ład geopolityczny świata, a skala i szybkość wymiany zachodniego establishmentu będzie porównywalna tylko i wyłącznie z tym co działo się tuż po drugiej wojnie światowej. Oby nasze elity polityczne były czujne i nie przegapiły możliwości, jakie się z tym wiążą...

wpis z dnia 18/07/2016

 

POLUB / UDOSTĘPNIJ / SKOMENTUJ TEKST na

  

   


 

     Oto jak Komisja Europejska dyskryminuje polską firmę! Już 4 rok każe jej czekać na rozpatrzenie skargi ws. duńskiego konkurenta
wpis z dnia 15/07/2016

 

Największy polski producent okien (Fakro) uważa, że jego główny konkurent na europejskim rynku (duński Velux) dopuszcza się praktyk o charakterze nieuczciwej konkurencji i nadużywa dominującej pozycję na rynku. Skargę w tej sprawie do Komisji Europejskiej Polacy wnieśli już 4 lata temu. Niestety do dziś nie została ona rozpatrzona. Okazuje się, że Komisarzem do spraw konkurencji, który decyduje jakie skargi będą przedmiotem obrad, a jakie muszą czekać, jest... była członkini duńskiego rządu. Tak, że tego...

Przedstawiciele polskiego Fakro oskarżają eurokratów o to, że celowo i z premedytacją nie chcą się zająć ich skargą złożoną na duński Velux. Od 4 lat leży ona w Komisji Europejskiej bez rozpatrzenia. Oczywistym jest, że rozstrzygnięcie sprawy po myśli Polaków mogłoby negatywnie wpłynąć na wyniki finansowe Veluxu. Warto zauważyć, że Duńczycy są głównym konkurentem polskiej firmy na rynku europejskim. Walka toczy się zatem o gigantyczne pieniądze. Co ciekawe - europejskim komisarzem ds. konkurencji, który podejmuje decyzje w zakresie tego, jakie skargi złożone przez przedsiębiorców będą rozpatrywane, a jakie muszą czekać w kolejce, jest... Dunka - Margrethe Vestager, która zanim trafiła do Komisji Europejskiej zajmowała stanowisko ministra gospodarki w duńskim rządzie.

Myślę, że warto tę sprawę nagłośnić. Wiele wskazuje, że mamy do czynienia z klasycznym konfliktem interesów. Zakładając, że zarzuty Fakro są prawdziwe i Velux dopuścił się praktyk o charakterze nieuczciwej konkurencji, unijna komisarz do spraw konkurencji (od której zależy jakie sprawy będą przedmiotem obrad, a jakie nie) musiałaby ukarać rodzimą firmę. A niekoniecznie może jej na tym zależeć, stąd też wniosek Polaków jest cały czas blokowany. Oficjalne tłumaczenie Komisji Europejskie jest takie, że "sprawa złożona przez Fakro ma niski priorytet, a jej przeanalizowanie "wymagałoby znacznych zasobów i najpewniej byłoby nieproporcjonalne ze względu na ograniczone prawdopodobieństwo stwierdzenia występowania naruszenia".

 

Źródło: Polski producent okien skarży się na Komisję Europejską (Bankier.pl)
Źródło: Fakro skarży się na Velux Komisji Europejskiej, a ta nie reaguje (Wyborcza.pl)

wpis z dnia 15/07/2016

   


  

     EKO-Patologia: Firmy-słupy wyłudzają darmowe prawa do emisji CO2, które sprzedają za grube miliony euro! Za wszystko finalnie płacą konsumenci...
wpis z dnia 14/07/2016

 

Unijni pomysłodawcy systemu płatnych uprawnień do emisji CO2 stworzyli genialną platformę do wyłudzania pieniędzy. System ten zakłada, że za każdą wyemitowaną do atmosfery tonę CO2 trzeba uiścić opłatę. Wyjątkiem jest pula tzw. darmowych uprawnień. Problem w tym, że często są one przyznawane firmom-słupom, które w ogóle z nich nie korzystają. Z racji tej, że darmowe uprawnienia są niezwykle pożądane, firmy te odsprzedają je za grube miliony podmiotom, które ich autentycznie potrzebują. W ten sposób przehandlowano już łącznie... 8 mld euro!

Aby ograniczyć emisję CO2 Unia Europejska wymyśliła Europejski System Handlu Emisjami (UE ETS). W założeniu miał on polegać na tym, że każdy zakład przemysłowy, który emituje do atmosfery dwutlenek węgla (CO2) musi kupić uprawnienie do jego emisji liczone za każdą tonę. W ten sposób eurokraci chcieli ograniczyć skalę przemysłu emisyjnego w Europie. Przy okazji jednak stworzyli warunki do gigantycznych nadużyć i patologii. 

Otóż do systemu UE ETS wprowadzono pewien wyłom w postaci limitów darmowych uprawnień do emisji. Każdy kraj UE otrzymuje co roku określony pakiet takich uprawnień, który następnie jest dzielony pomiędzy zakłady przemysłowe emitujące CO2. Problem w tym, że pakiety takie zaczęły dziwnym trafem otrzymywać firmy, które nie były w stanie ich wykorzystać lub nawet firmy-słupy istniejące tylko po to, aby wyłudzić uprawnienie (stwarzając pozory zapotrzebowania na nie - np. poprzez deklaracje, iż emitują do atmosfery mnóstwo CO2, kiedy w rzeczywistości nie emitują i nie produkują niczego), a następnie sprzedać je z gigantycznym zyskiem prawdziwym zakładom przemysłowym, które autentycznie ich potrzebują. W ten sposób powstała patologiczna sytuacja, w której darmowe uprawnienia - zamiast wspierać gospodarkę danego kraju - zaczęły zasilać kieszenie przestępców. Szacuje się, że od początku istnienia UE ETS (2008 rok) przehandlowano już w ten sposób nawet 8 mld euro! Za wszystko i tak ostatecznie zapłacili konsumenci, bowiem zakłady przemysłowe, które odkupiły od przestępców "darmowe" uprawnienia, koszty ich pozyskania przerzucały w cenę produkowanych przez siebie dóbr. Innymi słowy - za wszystko płacimy my w cenie towaru, który nabywamy... GENIALNE!

 

Źródło: Czy europejski przemysł obłowił się na systemie ETS? (WysokieNapiecie.pl)
Źródło: Europejski System Handlu Emisjami (Wikipedia)

wpis z dnia 14/07/2016

   


  

     Rząd przyznaje: "Rok 2017 będzie trudny dla finansów publicznych". Czytaj: Aby zasypać deficyt trzeba będzie pożyczyć jeszcze więcej kasy...
wpis z dnia 13/07/2016

 

Rząd Beaty Szydło oficjalnie przyznaje: ujawnienie się całorocznych skutków programu 500+, brak dodatkowych, jednorazowych wpływów z aukcji na rezerwację częstotliwości LTE oraz wydatki na bezpłatne leki dla seniorów spowodują, że rok 2017 będzie trudny dla finansów publicznych. Jeśli do tego doliczymy gigantyczną dziurę w ZUS na wypłatę bieżących rent i emerytur, którą trzeba pokryć z budżetu państwa (ok. 52-54 mld zł), to niemal pewna jest decyzja rządu Szydło o zwiększeniu deficytu oraz ilości zaciąganych pożyczek.

Przypomnijmy - zgodnie z oficjalnymi informacjami Ministerstwa Finansów zadłużenie Skarbu Państwa w ciągu czterech pierwszych miesięcy tego roku wzrosło aż o 47,3 mld zł. Częściowo jest to efektem wzrostu kursu walut obcych, w których zaciągano długi, a częściowo realizacją programu 500+ (o czym ostatnio otwarcie mówił wicepremier Mateusz Morawiecki). Pomimo zwiększonych wydatków do końca roku deficyt finansów publicznych (czyli różnica między dochodami państwa, a jego wydatkami) ma się jednak utrzymać poniżej poziomu 3 proc. PKB (limit dopuszczalny przez UE). 

Niestety w przyszłym roku sytuacja może już nie być tak kolorowa. Wiceminister finansów Leszek Skiba, odpowiadając w imieniu rządu na interpelację poselską, stwierdza wprost: "Rok 2017 będzie trudnym okresem dla finansów publicznych (...). Związane jest to m.in. z ujawnieniem się całorocznych skutków programu 500+, brakiem dodatkowych, jednorazowych wpływów z aukcji na rezerwację częstotliwości LTE, które obniżają deficyt w roku bieżącym oraz wydatków na bezpłatne leki dla seniorów". Jeśli do tego doliczymy gigantyczną, bo przekraczającą ponad 50 mld zł, dziurę w ZUS na wypłatę bieżących rent i emerytur (którą również trzeba pokryć wydatkami z budżetu państwa), to niemal pewna jest decyzja rządu Szydło o zwiększeniu w przyszłym roku deficytu budżetowego. A to będzie skutkowało koniecznością zwiększenia ilości pożyczanych pieniędzy, co oczywiście przełoży się na całkowitą wysokość zadłużenia do spłaty...

 

Źródło: Rok 2017 trudny dla finansów publicznych - MF (Stooq.pl)
Źródło: Wicepremier Morawiecki w Bydgoszczy: "500+ jest na kredyt. Zadłużyliśmy się o dodatkowe 20 mld zł, bo chcemy promować dzietność" (wPolityce.pl)

wpis z dnia 13/07/2016

    


  

     OFE, czyli jak dać zarobić międzynarodowej finansjerze, spłacić wygenerowane przez siebie długi i wprowadzić ludziom nowy podatek
wpis z dnia 12/07/2016

 

Środki gromadzone na OFE nigdy de facto nie były Polaków. Już na wstępie były one skubane przez same OFE różnymi prowizjami i opłatami, które skutecznie drenowały polski system emerytalny. Gdy kwestię tą w końcu ucywilizowano Tusk postanowił dokonać "skoku na OFE" i środki tam zgromadzone wykorzystał na bieżące wydatki i spłatę długów. Obecna władza planuje resztę pieniędzy z OFE oddać Polakom na własność. Przy okazji jednak pobierze od tego 36 mld zł prowizji "na ZUS" i wprowadzi nowy podatek... 

Otwarte Fundusze Emerytalne miały zapewnić Polakom sowite emerytury, a stały się synonimem rządowo-finansowej patologii. Już od samego początku ich funkcjonowania pozwolono, aby generowały one gigantyczne koszty obsługi. Przypomnijmy, że autorzy ustawy, która w 1999 roku wprowadziła obowiązek przekazywania pieniędzy Polaków do prywatnych OFE, dziwnym trafem zapomnieli uregulować kwestię wysokości naliczanych przez OFE opłat i prowizji. W efekcie powyższego otwarte fundusze (w większości kontrolowane z zagranicy) za sam tylko fakt przyjęcia pod swój zarząd kasy od ZUS zaczęły pobierać gigantyczne opłaty. W ten sposób bezpowrotnie wyprowadzono z polskiego systemu emerytalnego co najmniej 10 mld złotych! Za wszystko płacili oczywiście Polacy. Zanim politycy pokumali się, że brak górnego limitu stosowanych przez OFE opłat powoduje wyprowadzanie pieniędzy z systemu emerytalnego na masową skalę, minęło 5 długich lat w trakcie których właściciele OFE zdążyli się nieźle "utuczyć" na opłatach. Dopiero w 2004 roku wprowadzono górny (lecz nadal wysoki) limit opłaty, który wynosił 7 proc. przekazywanej do OFE składki. Później limit ten zmniejszano jeszcze dwukrotnie. W 2009 roku ustalono jego wysokość na poziomie 3,5 proc. składki, a od początku 2014 roku OFE mogą pobierać maksymalnie 1,75 proc. składki emerytalnej jako opłatę.

Gdy kwestię stosowanych przez zarządców OFE opłat w końcu uregulowano, do akcji wkroczyli politycy. Ostry nóż na gardle w postaci rosnącego w zastraszającym tempie zadłużenia spowodował, że ekipa Donalda Tuska postanowiła dokonać "skoku na OFE". Pod koniec 2013 roku w ekspresowym tempie przeforsowała przez Sejm ustawę umożliwiającą zagarnięcie już w lutym 2014 roku aż 51,5 proc. zgromadzonego w otwartych funduszach kapitału (ok. 153,15 mld złotych). Operacja ta pozwoliła przede wszystkim na anulowanie sporej części długu Skarbu Państwa i uwolniła nasz kraj spod reżimu unijnej procedury nadmiernego deficytu.

Minęły dwa lata z hakiem. Władzę przejął PiS. Okazuje się, że także partia Jarosława Kaczyńskiego ma swoją wizję "zagospodarowania" pozostałych środków zgromadzonych w OFE (wg stanu na koniec maja br. znajduje się tam jeszcze ok. 137,9 mld zł). Otóż ujawniony kilka dni temu przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego plan przewiduje, że 35 mld zł ma być przekazane do Funduszu Rezerwy Demograficznej (to takie finansowe wsparcie dla bieżących wydatków ZUS). Reszta (tj. ok. 103 mld zł) ma być przekazana na Indywidualne Konta Emerytalne. Przekazane tam pieniądze mają w 100 proc. stać się pieniędzmi Polaków (żaden rząd nie będzie miał już prawa wykorzystywać ich na bieżące potrzeby, tak jak to miało miejsce w przypadku środków zgromadzonych w OFE). Problem w tym, że przy okazji wprowadzona ma być także dodatkowa danina do płacenia przez pracodawców. Chodzi o nową składkę w wysokości 2 proc. pensji brutto na rzecz Pracowniczego Planu Kapitałowego. Niby niewiele, ale w skali roku robi nam się ok. 1100 zł (w przypadku tzw. średniej krajowej)...

Morał z tej historii jest następujący - dzięki OFE obłowiła się międzynarodowa finansjera, a politycy pospłacali długi które sami pozaciągali. Reszta środków przeznaczą na bieżące wydatki ZUS i wytransferują do IKE. Gdy już wszystko zostanie zaorane, na koniec rząd dorzuci nową daninę, aby w przyszłości "żyło się nam lepiej"...

 

Czytaj także: Morawiecki: Pieniądze z OFE chcemy przekazać Polakom (Bankier.pl)
Czytaj także: Pracownicze Plany Kapitałowe – czy to może się udać? (Bankier.pl)
Czytaj także: Co rząd zrobi z OFE? (Bankier.pl)


wpis z dnia 12/07/2016

  


 

     Twierdzą, że PiS za szybko proceduje ustawy? Platforma w 4 dni (!) przeforsowała ustawę o skoku na 153 mld z OFE!
wpis z dnia 11/07/2016

 

Wielu członków KOD zarzuca obecnej władzy, że zbyt szybko proceduje przyjmowanie nowych ustaw. Warto zadać pytanie, gdzie byli kiedy Platforma Obywatelska do spółki z PSL w 4 dni przeforsowała przez Sejm skok na OFE? Gdzie byli, kiedy posłowie PO najpierw uwalili wysłuchanie publiczne, a następnie w jednym głosowaniu zdjęli z porządku obrad blisko tysiąc poprawek ówczesnej opozycji? Dlaczego nikt z dzisiejszych członków KOD-u nie protestował? Gdzie był Ryszard Petru? Dlaczego Wyborcza nie grzmiała o "zamachu na państwo prawa"?

Przypomnijmy - 6 grudnia 2013 roku Sejm (głosami PO i PSL) uchwalił zmiany w Otwartych Funduszach Emerytalnych dzieki którym z rachunków klientów OFE zniknęło 51,5 proc. zgromadzonego tam kapitału (ok. 153,15 mld złotych). Operacja ta pozwoliła przede wszystkim na anulowanie sporej części długu Skarbu Państwa oraz dofinansowanie Funduszu Rezerwy Demograficznej (tj. funduszu, gdzie państwo odkłada pieniądze na wypłatę bieżących emerytur w przyszłości). 

Co ciekawe - ustawa o zmianach w OFE została przeforsowana przez Sejm w... 4 dni! Projekt zmian w tej materii wpłynął do laski marszałkowskiej 3 grudnia 2013 roku. Tempo prac nad ustawą było iście ekspresowe. Posłowie Platformy odrzucili wniosek ówczesnej opozycji o powołanie podkomisji oraz wniosek o przeprowadzenie wysłuchania publicznego. Zakpili z opozycji do tego stopnia, że wszystkie zgłoszone przez nią poprawki (a było ich dokładnie 999) zostały odrzucone w trakcie jednego głosowania (formalnie powinny być odrzucone w odrębnych 999 głosowaniach). Ostatecznie "skok na OFE" został przyjęty głosami PO i PSL (232 głosów). Przeciwko było 216 posłów, a 1 wstrzymał się od głosu.

Pomimo ekspresowego przeforsowania zmian i złamaniu sejmowych procedur (sposób odrzucenia zgłaszanych przez opozycję poprawek) nie przypominam sobie, aby ktokolwiek z dzisiejszych prominentnych członków KOD protestował. Nie przypominam sobie oburzenia Ryszarda Petru na tryb procedowania ustawy w Sejmie. Nie kojarzę "Gazety Wyborczej" trąbiącej o zamachu na demokrację i państwo prawa. Ówczesne media mainstreamowe przyjęły informacje o formie prac nad tą ustawą, jako coś niemal normalnego. Wszystko przeszło niemal bez echa. Bez większej refleksji.

Było tak dlatego, że wówczas u władzy była Platforma Obywatelska. Gdyby to samo zrobił wtedy PiS, jazgot byłby nie do zniesienia...

 

Źródło: Rząd postawił na swoim. Sejm uchwalił zmiany w OFE (PolskieRadio.pl)
Źródło: Ekspresowe tempo prac nad rządowym projektem zmian w OFE (PolskieRadio.pl)

wpis z dnia 11/07/2016

   


    

     Zobacz jak publiczna kasa płynie dla o. Rydzyka i organizacji kojarzonych z PiS. Oto czarny punkt "dobrej zmiany"
wpis z dnia 8/07/2016

 

Ministerstwo Spraw Zagranicznych ogłosiło jakiś czas temu konkurs na organizację debaty lub konferencji dotyczącej polskiej polityki zagranicznej. Okazało się, że konkurs ten wygrała... uczelnia kontrolowana przez o. Tadeusza Rydzyka. Na zorganizowanie wspomnianej debaty/konferencji otrzyma 700 tys. zł. Na liście zwycięzców znalazły się także organizacje kojarzone z PiS, tj. Ruch Kontroli Wyborów (1,4 mln zł) oraz Solidarni 2010 (175 tys. zł).

Rozstrzygnięcie konkursu MSZ dotyczącego promocji polskiej polityki zagranicznej może zaskakiwać. Okazuje się, że 700 tys. zł trafi m.in. do Wyższej Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, czyli uczelni kontrolowanej przez o. Tadeusza Rydzyka. Na dotacje z publicznych środków może też liczyć organizacja ewidentnie kojarzona z PiS, tj. Ruch Kontroli Wyborów. Na realizację celów w postaci organizacji konferencji/warsztatów dotyczących polityki międzynarodowej stowarzyszenie to otrzyma 1,4 mln zł. Warto w tym miejscu odnotować, że Ruch Kontroli Wyborów nie ma żadnego doświadczenia w kwestii polityki międzynarodowej.

W innym konkursie organizowanym przez MSZ granty otrzyma kierowane przez Ewę Stankiewicz stowarzyszenie "Solidarni 2010". Na realizację projektu "Przeszłość i Perspektywa – nowa polityka historyczna" otrzyma blisko 175 tys. zł.

Dziennik "Rzeczpospolita" poprosił MSZ o przedstawienie uzasadnienia przyznania dotacji poszczególnym podmiotom. Resort jednak odmówił. Nie podał też informacji na temat szczegółowej zawartości zwycięskich ofert. Oto jak wygląda czarny punkt "dobrej zmiany".

 

Źródło: Strumień dotacji dla o. Rydzyka (Rp.pl)

 
wpis z dnia 8/07/2016

   


  

     Polska najbezpieczniejszym krajem dla kobiet w całej UE
wpis z dnia 8/07/2016

 

Oficjalne statystyki Agencji Praw Podstawowych UE jednoznaczne pokazują, iż Polska jest najbezpieczniejszym krajem dla kobiet w całej Europie. Na szarym końcu tego zestawienia są takie "postępowe" państwa jak Dania, Szwecja, Holandia czy Francja. Tymczasem aktorka Renata Dancewicz nie tak dawno ogłosiła, iż "nie widzi różnicy między kalifatem islamskim, a Polską". Nawet jeśli słowa te wypowiedziała w kontekście światopoglądowym (aborcja), to i tak proponuje tej pani pojechać do jednego z prawdziwych kalifatów. Wówczas na pewno zauważy różnicę...

W porównaniu do sytuacji kobiet w innych państwach UE, kobiety w Polsce pod względem nietykalności mogą czuć się bardzo bezpiecznie. Zgodnie z raportem Agencji Praw Podstawowych UE (European Union Agency for Fundamental Rights) w naszym kraju jedynie 19 proc. przedstawicielek płci pięknej doświadczyło w ciągu swojego życia przemocy fizycznej lub molestowania seksualnego. Piszę "jedynie" bowiem w postępowej Francji czy Wlk. Brytanii przemocy fizycznej lub seksualnej doświadczyło 44 proc. kobiet, w Holandii - 45 proc., w Szwecji - 46 proc., a w Danii aż 52 proc. kobiet!

Aktorka Renata Dancewicz, w udzielonym nie tak dawno wywiadzie dla dziennika "Fakt" stwierdziła rzecz następującą:

 

"Niestety prawa kobiet są spychane na sam koniec, a ich ciała są traktowane jako własność narodu i ideologii i religii. Przykład Polski jasno pokazuje, że my ciągle musimy walczyć o swoje prawa. Bardzo liczę na to, że większa liczba kobiet niż do tej pory się ocknie i zacznie protestować. (...) Nie widzę w tej chwili różnicy między kalifatem islamskim, a Polską, która nie jest jeszcze państwem wyznaniowym, a świeckim."

 

Nawet jeśli pani Dancewicz wypowiedziała te słowa w kontekście światopoglądowym (aborcja), to i tak są one gigantycznym nadużyciem. To, co mi przychodzi na myśl, to zaproponować tej pani zakup biletu lotniczego do prawdziwego kalifatu islamskiego. Niech spróbuje tam przeżyć choćby tydzień i wróci do Polski. Albo i nie! Niech poleci do muzułmańskiej dzielnicy Molenbeck w Brukseli i tam pożyje z tydzień. Myślę, że bez problemu zauważy na czym polega różnica między naszym krajem a kalifatem.

 

Źródło: Violence against women: an EU-wide survey (FRA.europa.eu)
Źródło: Uciśniona Renata Dancewicz wylewa żale: "Nie widzę w tej chwili różnicy między kalifatem islamskim a Polską" (wPolityce.pl)

wpis z dnia 8/07/2016
     


  
     Hipokryzja Kijowskiego: Żali się, że Sejm zlekceważył projekt KOD w/s TK. Tymczasem prawda jest taka, że KOD sam go wycofał!
wpis z dnia 7/07/2016

 

KOD-owskiej hucpy z Trybunałem i " obroną" demokracji ciąg dalszy. Tym razem Mateusz Kijowski żalił się na antenie TVN24, że wszyscy którzy podpisali się pod obywatelskim projektem KOD w/s TK zostali "zlekceważeni przez władzę". Problem w tym, że to sam KOD wycofał swój projekt spod dalszych prac w Sejmie! Jeśli już zatem mówimy, iż ktoś kogoś oszukał lub zlekceważył, to był to właśnie KOD, który olał 100 tys. osób wspierających obywatelską inicjatywę ustawodawczą...

Mateusz Kijowski pojawił się wczoraj rano w telewizji TVN24 i zaczął się żalić, jak to "władza lekceważy obywateli". Zdaniem lidera Komitetu Obrony Demokracji - Sejm, w trakcie prac nad nową ustawą o Trybunale Konstytucyjnym, nie uwzględnił propozycji KOD-u. Przeczytajmy, co dokładnie powiedział Kijowski:

 

"100 tys. obywateli zostało potraktowanych jako przykrywka dla niekonstytucyjnych rozwiązań wprowadzanych przez większość sejmową. Władza nie chciała z nami rozmawiać, nie wzięto pod uwagę naszych postulatów proponowanych w obywatelskim projekcie ustawy. Obywatele zostali potraktowani jako listek figowy. Wszyscy, którzy podpisali się pod projektem obywatelskim, zostali zlekceważeni przez władzę."

 

Jest tylko mały problem z narracją przedstawioną przez Mateusza Kijowskiego. Otóż obywatelski projekt ustawy w/s TK zgłoszony przez KOD został usunięty z prac Sejmu na wniosek... KOD! Tak, panie Kijowski. Zgadzam się z panem - obywateli, którzy wam zawierzyli potraktowaliście jak listek figowy. Wycofując swój projekt ustawy spod dalszego procedowania w Sejmie zlekceważyliście 100 tys. osób, które się pod nim podpisały.

 

Źródło: Kijowski: PiS zlekceważyło podpisy 100 tys. obywateli, których potraktowano jak listek figowy (300polityka.pl)

wpis z dnia 7/07/2016

   


  

     Rzepliński jest takim samym obrońcą demokracji jak alimenciarz, który nie płacąc na własne dzieci mieni się obrońcą praworządności...
wpis z dnia 6/07/2016

 

Andrzej Rzepliński wystąpił wczoraj w Sejmie w trakcie debaty nt. nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Niestety, ten zaangażowany po stronie totalnej opozycji prezes TK postanowił dolać oliwy do ognia. Z mównicy parlamentu arbitralnie orzekł, iż nie każda ustawa uchwalana przez Sejm jest ustawą. Są bowiem "ustawy pozorne", o których istnieniu on będzie decydował... Nie mam co do tego żadnych wątpliwości - do momentu kiedy Rzepliński będzie prezesem TK, nie ma szans na zakończenie tego politycznego sporu.

Obecny prezes TK stwierdził wczoraj z mównicy sejmowej, iż nie każdy akt uchwalony przez parlament zasługuje na miano ustawy. Słowa te wypowiedział w kontekście proponowanej przez Sejm nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, która w swych założeniach bazuje na ustawie zniesionej przez koalicję PO-PSL w 2015 roku:

"Suwerenem jest cały naród, a nie jego część, która zagłosowała na jedną partię. Nie każdy akt uchwalony przez parlament zasługuje na miano ustawy. Akt parlamentu uchwalany z naruszeniem procedury jego stanowienia, zawierający rozwiązania niekonstytucyjne, znoszący niezależność władzy sądowniczej, jest w istocie tylko pozorem ustawy, a nie prawem."

Wygląda więc na to, że mamy do czynienia z sytuacją, w której prezes Rzepliński wydaje wyrok jednoosobowo z mównicy parlamentu, jeszcze przed uchwaleniem ustawy. No bo jak inaczej można interpretować jego słowa? Dlaczego ustawa o TK przyjęta przez koalicję PO-PSL (która również nie była przedstawicielem całego suwerena, lecz tylko jego części) nie miała charakteru "pozornego", a ustawa przyjmowana przez PiS taki charakter posiada? Czy nie jest to przypadkiem kpina z demokracji, kiedy jeden człowiek blokuje ustalenia parlamentu, bo jego zdaniem uderzają one w jego polityczny interes?

Jednego jestem pewien - do momentu kiedy Andrzej Rzepliński będzie prezesem TK, nie ma szans na zakończenie tego politycznego sporu.

 

Źródło: Rzepliński w Sejmie o projekcie PiS o TK: Nie każdy akt uchwalony przez parlament zasługuje na miano ustawy (300polityka.pl)

wpis z dnia 6/07/2016
    


  

     Francuzi włączają się do walki o Nord Stream 2 po stronie rosyjsko-niemieckiej, a Gazprom przykręca kurek z gazem do Polski. Oto jak wygląda "europejska solidarność"
wpis z dnia 5/07/2016

 

Europa Zachodnia w sporze o budowę gazociągu Nord Stream 2 niestety staje po stronie Kremla. Szef francuskiego koncernu energetycznego Engie zapowiedział, że będzie przekonywał przywódców UE do słuszności budowy tego jawnie antypolskiego przedsięwzięcia. Wygląda więc na to, że po Niemcach i Austriakach także i Francuzi przyłączą się do "sojuszu" zwolenników Nord Stream 2 i to w chwili, kiedy Gazprom zaczął przykręcać kurek z gazem do Polski. Oto "europejska solidarność" w praktyce...

Gerard Mestrallet, prezes rady dyrektorów francuskiego koncernu energetycznego Engie, w wywiadzie dla francuskiego wydania Russia Today powiedział, iż "Nord Stream 2 przyczyni się do wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego państw Europy Zachodniej" oraz, że "robi wszystko, aby przekonać przywódców UE nie tylko do umożliwienia, ale także wsparcia budowy Nord Stream 2". 

Słowa szefa Engie w mojej opinii można traktować jako nieformalne stanowisko Francji, co do kwestii budowy tego gazociągu. Niestety wpisują się one w zauważalny ciąg wypowiedzi zachodnioeuropejskich polityków czy szefów koncernów energetycznych, którzy o Nord Stream 2 mówią w tym samym tonie. To wszystko sprawia, że Europa Zachodnia coraz wyraźniej staje po stronie Kremla i to w chwili, kiedy Gazprom zaczął przykręcać kurek z gazem do Polski. 

 

Przypomnijmy, że w ubiegłym tygodniu Rosjanie - bez podania przyczyny - ograniczyli dostawy błękitnego paliwa do naszego kraju. Niestety, ale w przypadku kompletnej realizacji projektu Nord Stream 2 takie sytuacje mogą stać się niezwykle groźną i bardzo kosztowną dla nas normą. Czy wówczas będziemy mogli liczyć na "europejską solidarność"? Odpowiedź jest prosta i brzmi - "nie". Nie będzie żadnej solidarności. Jeśli bowiem dziś żaden kraj na zachód od Odry nie stanął jednoznacznie po stronie Polski w sporze o budowę gazociągu Nord Stream 2, to tym bardziej nie będzie miał interesu w tym, aby stanąć za Polską, kiedy cały gaz będzie pompowany przez Bałtyk, a nasz kraj utraci status państwa tranzytowego. Ot, proste reguły międzynarodowej polityki tworzonej na bazie siatki interesów, relacji i wzajemnych korzyści...

 

Źródło: Francuska firma chcą przekonać Europę do Nord Stream 2 i zniesienia sankcji (BiznesAlert.pl)
Źródło: Gazprom przykręcił kurek z gazem dla Polski (Wyborcza.biz)

wpis z dnia 5/07/2016

   


  

     OFE brały gigantyczne opłaty za przyjmowanie do siebie naszych pieniędzy z ZUS! W ten sposób wyprowadzono z systemu emerytalnego ponad 10 mld zł!
wpis z dnia 4/07/2016

 

Autorzy ustawy, która w 1999 roku wprowadziła obowiązek przekazywania pieniędzy Polaków do prywatnych OFE, dziwnym trafem zapomnieli uregulować kwestię wysokości naliczanych przez OFE opłat i prowizji. W efekcie powyższego otwarte fundusze (w większości kontrolowane z zagranicy) za sam tylko fakt przyjęcia pod swój zarząd kasy od ZUS zaczęły pobierać gigantyczne opłaty. W ten sposób bezpowrotnie wyprowadzono z polskiego systemu emerytalnego co najmniej 10 mld złotych!

Przypomnijmy - w pierwotnej wersji ustawy o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych (na podstawie której w 1999 roku zaczęły funkcjonować przymusowe Otwarte Fundusze Emerytalne) postanowiono, że OFE będą mogły zachowywać dla siebie część branej pod swój zarząd składki emerytalnej i traktować ją jako "opłatę dystrybucyjną". Innymi słowy - OFE mogło pobierać "prowizję" za sam tylko fakt przekazania przez ZUS części składki (!). To kuriozalne rozwiązanie było biegunową alternatywą dla systemu wynagradzania otwartych funduszy, który przewidywał naliczenie stosownej prowizji dopiero w momencie osiągnięcia przez OFE zysku za dany okres trwania inwestycji (niestety nie znalazł on uznania u polityków tworzących ramy prawne funkcjonowania OFE). 

Problem opłat naliczonych "na starcie" inwestycji (a nie okresowo, po osiągnięciu zysku) może nie byłby aż tak istotny, gdyby nie pewien szczegół. Otóż autorzy ustawy, która w 1999 roku wprowadziła obowiązek przekazywania pieniędzy Polaków do prywatnych OFE, dziwnym trafem zapomnieli (albo nie chcieli) uregulować kwestii wysokości naliczanych w ten sposób opłat. Okazało się, że ustawa nie określała górnego limitu opłaty, jakie OFE mogły pobierać od przekazywanych im składek emerytalnych. W efekcie powyższego otwarte fundusze (w większości należące do zagranicznego kapitału) same sobie zaczęły ustalać takie opłaty na gigantycznym poziomie. W pierwszych latach funkcjonowania OFE przeciętna opłata stanowiła aż 10 proc. wartości składki! Warto w tym miejscu przypomnieć, że równolegle do wspomnianych opłat, ustawa gwarantowała otwartym funduszom także opłatę "za zarządzanie aktywami", która w skali miesiąca wynosiła 0,05 proc. wysokości aktywów. 

OFE zaczęły "tuczyć się" na stosowanych opłatach. Za wszystko płacili oczywiście Polacy. Zanim politycy pokumali się, że brak górnego limitu stosowanych przez OFE opłat powoduje wyprowadzanie pieniędzy z systemu emerytalnego na masową skalę, minęło 5 długich lat. Dopiero w 2004 roku wprowadzono górny limit opłaty, który wynosił 7 proc. przekazywanej do OFE składki. Później limit ten zmniejszano jeszcze dwukrotnie. W 2009 roku ustalono jego wysokość na poziomie 3,5 proc. składki, a od początku 2014 roku OFE mogą pobierać maksymalnie 1,75 proc. składki emerytalnej jako opłatę. 

Tym samym dopiero od 2,5 roku opłata za przekazywanie przez ZUS naszych pieniędzy do OFE została "ucywilizowana". Niestety, zanim to nastąpiło otwarte fundusze zdążyły się nieźle nachapać. Szacuje się, że w latach 1999 - 2013 z tytułu wspomnianej opłaty otwarte fundusze zgarnęły dla siebie aż 10 miliardów złotych!

A teraz zgadnijcie, kto był wicepremierem i ministrem finansów, kiedy ustawa o OFE w pierwotnym kształcie (z zasadą "no limits" w/s wysokości opłat) zaczęła funkcjonować? - Tak, tak... Był to nie kto inny, jak Leszek Balcerowicz.

 

Źródło: ILE OFE KOSZTUJĄ PRZYSZŁYCH EMERYTÓW? (mpips.gov.pl)
Źródło: Obniżenie opłat (Emerytura.gov.pl)

wpis z dnia 4/07/2016

   


  

     Robią dym, bo A. Duda odmówił awansu dla 10 sędziów. Tymczasem TK w 2012 r. orzekł, iż taka decyzja prezydenta jest legalna i stanowi jego prerogatywę!
wpis z dnia 2/07/2016

 

Zamach na sądownictwo! Skandal! Koniec z niezawisłością sędziów! - takimi słowami środowisko związane z KOD zareagowało na decyzję prezydenta Andrzeja Dudy o odmowie awansu dla 10 sędziów. Problem w tym, że jest to jedna z prerogatyw prezydenta zapisana w Konstytucji. Ponadto w 2012 roku najwyższa wyrocznia dla KOD, czyli Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż prezydent ma pełne prawo odmówić awansu sędziowskiego, bowiem jego rola w procesie nominacyjnym nie sprowadza się tylko do roli "notariusza".

Przypomnijmy - prezydent Andrzej Duda wykorzystał swój konstytucyjny przywilej i odmówił zatwierdzenia awansu dla 10 sędziów. O awans dla tych sędziów wnioskowała Krajowa Rada Sądownictwa. Dziewięciu miało trafić do sądów apelacyjnych, a jeden do rejonowego. Wśród kandydatów do awansu byli m.in.: sędzia, która oddaliła pozew zbiorowy w sprawie Amber Gold (bo był skierowany przeciwko zarządowi spółki, a nie samej spółce), sędzia który podjął decyzje o odebraniu dzieci państwu Bajkowskim czy też sędzia przedłużająca areszt tymczasowy kibicowi Legii Maciejowi Dobrowolskiemu (w areszcie spędził łącznie 3,5 roku).

Środowisko związane z KOD-em zawyło twierdząc, że decyzja Dudy to "Zamach na sądownictwo!", "Skandal!" czy też "Koniec z niezawisłością sędziów!". Problem w tym, że w 2012 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, iż prezydent ma pełne prawo odmówić awansu sędziowskiego, bowiem jego rola w procesie nominacyjnym nie sprowadza sie tylko do roli "notariusza". Poniżej treść uzasadnienia do wspomnianego wyroku TK (z 5 czerwca 2012 r., sygn. K18/09, OTK 2012/6/63):

 

"Rola prezydenta w procedurze nominacyjnej nie sprowadza się tylko do roli "notariusza", potwierdzającego podejmowane gdzie indziej decyzje, lecz dokonuje on samodzielnej oceny przedstawionych mu kandydatur i w konsekwencji może odmówić uwzględnienia wniosku Krajowej Rady Sądownictwa. Należy mu przyznać prawo odmowy spełnienia wysuniętych wniosków, jeżeli jego zdaniem sprzeciwiałyby się one wartościom, na straży których postawiła go konstytucja".

 

Powyższe uzasadnienie wyroku TK warto chyba cytować każdemu KOD-owcowi, który wyje o "zamachu na niezawisłość sędziowską", do jakiego miał się dopuścić Andrzej Duda.

 

Źródło: Min. Sprawiedliwości (twitter.com)

wpis z dnia 2/07/2016

   


  

     Lista największych trucicieli UE: Na 1. miejscu Niemcy. Polska dopiero 5, ale dzięki czarnej propagandzie to my jesteśmy uznawani za głównego truciciela!
wpis z dnia 1/07/2016

 

Zgodnie z oficjalnymi statystykami w 2014 r. najwięcej CO2 na terenie UE wyemitowały Niemcy - 798,6 mln ton. Polska w tym zestawieniu zajęła dopiero 5. miejsce z wynikiem 316,8 mln ton (ponad 2,5 razy mniej niż Niemcy). W statystyce liczonej per capita (ilość wyemitowanych ton CO2 na 1 mieszkańca) pierwsze miejsce zajęła Holandia (13,5 t./os.). Niemcy odnotowały 4. wynik (9,8 t./os.), a Polska również była 5. (8,2 t./os.). Nie mniej to nam czarna niemiecka propaganda przypisuje miano największego truciciela Europy... 

Nie mam co do tego żadnych wątpliwości - Niemcy mają świetny pijar, jeśli chodzi o wybielanie swojej odpowiedzialności za ilość emitowanego do atmosfery CO2, a jednocześnie ochoczo uprawiają czarną propagandę, której celem jest przerzucenie tej odpowiedzialności na inne państwa - w tym przede wszystkim na Polskę. Warto zauważyć, że 2014 roku niemieckie kominy elektrowni węglowych i zakładów przemysłowych wypuściły do atmosfery aż 798,6 mln ton dwutlenku węgla. Dla porównania - cała polska gospodarka wyemitowała jedynie 316,8 mln ton CO2, czyli ponad 2,5 razy mniej niż niemiecka. Również w statystyce liczonej per capita (ilość wyemitowanych ton CO2 na 1 mieszkańca) Niemcy osiągają gorsze rezultaty od nas. Na jednego Niemca przypada bowiem 9,8 tony CO2, natomiast na jednego Polaka - 8,2 tony. Nie mniej to nam czarna niemiecka propaganda przypisuje miano największego truciciela Europy.

Poniżej prezentuje dwa zestawienia - pierwsze to lista 10 największych trucicieli UE liczonych wg wartości bezwzględnej wyemitowanego CO2. Drugie zestawienie prezentuje 10 największych trucicieli UE liczonych per capita. W obu przypadkach nasz kraj zajął 5. miejsce.

 

10 największych trucicieli Europy
Ilość ton wyemitowanego CO2

( 2014 r.)


1. Niemcy - 798,6 mln ton
2. Wlk. Brytania - 470,8 mln ton
3. Francja - 347,5 mln ton
4. Włochy - 347,1 mln ton
5. Polska - 316,8 mln ton
6. Hiszpania - 285,7 mln ton
7. Holandia - 225,2 mln ton
8. Belgia - 138,1 mln ton
9. Czechy - 107,5 mln ton
10. Rumunia - 75,4 mln ton

 

10 największych trucicieli Europy
Ilość wyemitowanego CO2 per capita na 1 mieszkańca 

(2014 r.)

1. Holandia - 13,5 ton/os.
2. Belgia - 13,2 ton/os.
3. Czechy - 10,6 ton/os.
4. Niemcy - 9,8 ton/os.
5. Polska - 8,2 ton/os.
6. Wlk. Brytania - 7,5 ton/os.
7. Grecja - 6,9 ton/os.
8. Hiszpania - 6,1 ton/os.
9. Włochy - 5,7 ton/os.
10. Francja - 5,3 ton/os.

 

Źródło: Lista państw według rocznej emisji dwutlenku węgla (Wikipedia)

wpis z dnia 1/07/2016