Archiwum: Maj 2015

 

     Polska innowacyjną pustynią? Jesteśmy daleko za Czechami i Węgrami. 10 lat w UE tylko pogorszyło naszą sytuację
wpis z dnia 31/05/2015

 

Po dekadzie spędzonej w Unii Europejskiej innowacyjność polskiej gospodarki w praktyce spadła, zamiast wzrosnąć. Oficjalne raporty NIK oraz urzędowe statystyki są wstrząsające. Zamiast finansować badania i rozwój oraz wspierać rodzime firmy z branży high-tech, władze naszego kraju wydawały grube miliardy na aquaparki, orliki, centra konferencyjne, chodniki czy inne ścieżki rowerowe. Inwestycje te - owszem - służą wygodzie czy też poprawiają komfort życia lokalnych społeczności, jednak nie mają żadnego wpływu na powstanie silnego państwa opartego na dobrze rozwiniętej gospodarce. 

Statystyki Eurostatu nie pozostawiają złudzeń. Platformiana "Zielona Wyspa" jest innowacyjną i technologiczną pustynią. Przez ostatnie kilka lat rządzący naszym krajem zamiast wspierać rodzime firmy z branży high-tech, finansować badania naukowe oraz rozwój parków technologicznych, budowały głównie aquaparki, stadiony czy inne orliki. Inwestycje te, które kosztowały grube miliardy, nie miały oczywiście najmniejszego nawet przełożenia na przychody naszej gospodarki osiągane dzięki tworzeniu zaawansowanych technologicznie produktów. Oficjalne statystyki mówią, że roczne przychody z sprzedaży produktów high-tech powstających w naszym kraju to zaledwie 12,4 mld euro. Zaledwie, bowiem w sąsiednich Niemczech wynoszą one 113,5 mld euro. W znacznie mniejszej Irlandii (do której platformiany rząd lubił się swego czasu porównywać) to 43,9 mld euro. Co gorsze - nawet w regionie nie mamy się czym chwalić, bowiem mające o wiele mniejszy potencjał ludnościowy Węgry czy Czechy również osiągają większe przychody z tego tytułu niż Polska - odpowiednio: 16,3 oraz 13,2 mld euro.

W kontekście powyższego warto przypomnieć, że w III RP rządzący nami politycy najpierw wyprzedali za bezcen w ręce zagranicznego kapitału większość kluczowych - pod względem innowacyjności - zakładów przemysłowych. Następnie spora część z tych zakładów została przez nowych właścicieli zlikwidowana (w ramach realizacji strategii "przejmij konkurencję i ją zlikwiduj"). Obecnie na ich miejsce powstają głównie montownie należące do zagranicznych "inwestorów", zatrudniające Polaków za 400-450 euro miesięcznie i wytwarzające na masową skalę w dużej mierze to, co koncepcyjnie powstaje gdzie indziej. 

Efekt? - Według raportu "Innovation Union Scoreboard 2013" - badającego współczynnik innowacyjności w państwach Unii Europejskiej, nasz kraj znalazł się na dalekim 24. miejscu (na 27. możliwych). Nie lepiej wypadliśmy w raporcie "OECD Science, Technology and Industry Scoreboard 2011” gdzie na 34 kraje należące do OECD, Polska zajęła 29-30 miejsce. Powyższe również jest pokłosiem dramatycznie niskich wydatków państwowych na badania i rozwój. Statystyki Eurostatu mówią, że Finlandia przeznacza na badania, rozwój i innowacje 3,38 proc. PKB. Szwecja - 3,21 proc. PKB. Średnia dla UE wynosi w tej materii 1,98 proc. PKB. Na tym tle Polska - ze swoim 0,87 proc. PKB - wypada dramatycznie słabo. 

Nie ulega wątpliwości, że tylko silna i innowacyjna gospodarka, w której państwo wspiera rozwój zakładów wysokiej technologii, wyższych uczelni technicznych oraz przedsiębiorców tworzących nowe patenty, jest w stanie zagwarantować dobrobyt na lata. Niestety rządząca od 8 lat ekipa Platformy Obywatelskiej myślała w zupełnie innych kategoriach. Efekt tego by taki, że mimo gigantycznego potoku pieniędzy z Brukseli staliśmy się innowacyjną pustynią w środku Europy. To kolejny dowód na to, że Platforma nigdy nie myślała w kategoriach interesu swojego państwa oraz swoich obywateli, jak i kolejny powód, dla którego ludzi pokroju Komorowskiego, Kopacz czy innych euro-socjalistów udających gospodarczych liberałów, należy dożywotnio odsunąć od kierowania losami naszego kraju.

 

Czytaj także: Co wymyśli chodnik, czyli polska atrapa rozwoju (Wyborcza.pl)

wpis z dnia 31/05/2015

  


  

     Platforma odrzuciła kolejny obywatelski projekt... Jak widać burak ciągle dojrzewa. Na szczęście już jesienią mamy wykopki
wpis z dnia 29/05/2015

 

W trzy dni po przegranych wyborach prezydenckich posłowie Platformy odrzucili w Sejmie (już podczas pierwszego czytania!) obywatelski projekt ustawy w sprawie zmian w kodeksie wyborczym. Wprowadzał on m.in. możliwość rejestrowania video prac komisji wyborczej, obowiązek stosowania pojedynczej karty do głosowania czy konieczność protokolarnej klasyfikacji głosów nieważnych. Blisko 130 tys. podpisów złożonych pod tym projektem trafiło do sejmowego klozetu. Wygląda na to, że partia Tuska, Komorowskiego i Kopacz już zupełnie zatraciła instynkt samozachowawczy...

Pod obywatelskim projektem ustawy w sprawie zmian w kodeksie wyborczym podpisało się ok. 130 tys. ludzi. Projekt ten był pokłosiem nieprawidłowości do jakich doszło podczas ubiegłorocznych wyborów samorządowych. Wprowadzał on m. in. możliwość rejestrowania video prac komisji wyborczej, obowiązek stosowania pojedynczej karty do głosowania czy konieczność protokolarnej klasyfikacji głosów nieważnych. Dawał również szersze uprawnienia mężom zaufania.

Niestety posłowie Platformy Obywatelskiej byli jednoznacznie przeciwni tej obywatelskiej inicjatywie. Za odrzuceniem projektu już po pierwszym czytaniu zagłosowało 233 posłów. Jedynie 179 było przeciwnych. Wygląda zatem na to, że PO zupełnie już zatraciła instynkt samozachowawczy. Trzeba być bowiem totalnym debilem, aby w 3 dni po przegranych wyborach prezydenckich spuszczać do sejmowego kosza obywatelski (!) projekt ustawy, który dotyczył pozytywnych zmian w kodeksie wyborczym (!). Jestem pewien, że nadal nie wyciągnęli wniosków z ostatniego wyborczego plebiscytu. Kontynuacja programu obywatelskiej pogardy może się dla nich zakończyć jesienią wyborczą katastrofą i poparciem nie przekraczającym 10 procent. Straszeniem PiS-em, propaganda TVN czy zaklinanie rzeczywistości już nie pomogą. Ludzie mają ich najzwyczajniej dosyć.

wpis z dnia 29/05/2015

  


  

     Nie płacisz abonamentu RTV? Nie dokładasz się do pensji dla Tomasza Lisa? - Rząd wpisze cię na czarną listę dłużników
wpis z dnia 28/05/2015

 

Ministerstwo Gospodarki w rządzie Ewy Kopacz chce, aby nie płacący abonamentu radiowo-telewizyjnego byli dopisywani do "czarnych list dłużników" prowadzonych przez biura informacji gospodarczej. Wpis na taką listę może oznaczać kłopoty z uzyskaniem kredytu w bankach lub zawarciem umowy z operatorem telefonii komórkowej. Założenia do projektu ustawy są już gotowe. Docelowo nowe przepisy miałyby wejść w życie od początku przyszłego roku.

Zgodnie z założeniami projektu rząd chce stworzyć "system powszechnej wymiany informacji o wiarygodności płatniczej". W praktyce polegać by to miało na uzyskaniu przez biura informacji gospodarczej dostępu do list dłużników podatkowych, osób zalegających z płatnością składek na ZUS czy z opłatą na abonament RTV. Rząd chciałby, aby na "czarne listy" trafiały osoby, które zalegają z płatnością wymagalnego zobowiązania w wysokości co najmniej 500 zł. Może się zatem okazać, że na wspomniane listy zostaną dopisane osoby, które przestały płacić abonament RTV z uwagi na Tomasza Lisa lub innych rządowych propagandzistów, wykorzystujących publiczne media do szerzenia zakłamanego obrazu rzeczywistości III RP.

 

wpis z dnia 28/05/2015

 


 

     Polska niechlubnym liderem w UE pod względem ilości umów śmieciowych i czasowych
wpis z dnia 27/05/2015

 

Według oficjalnych danych aż 27 proc. wszystkich zatrudnionych w Polsce pracuje na podstawie umowy czasowej lub śmieciowej. Okazuje się, że w całej Unii Europejskiej nie ma drugiego takiego państwa, gdzie aż tylu ludzi świadczy swoją pracę na podstawie tego typu umów.

Jeszcze gorzej sprawy się mają jeśli chodzi o ludzi młodych (do 30. roku życia). W tej grupie wiekowej odsetek pracowników z umową o pracę na czas określony lub umową śmieciową sięga w naszym kraju ponad 68 procent. Warto podkreślić, że średnia dla całej UE pod tym względem wynosi jedynie 13,8 proc. Jeśli do tego uwzględnić fakt, że przeciętny pracownik zarabia w Polsce około 4 razy mniej niż na Zachodzie, a do tego pracuje średnio o 1/4 dłużej, to mamy prawdziwy obraz "zielonej wyspy". 

Rząd Platformy chciał zmienić niekorzystne statystyki dotyczące liczby osób zatrudnionych na podstawie umów terminowych i rozpoczną prace nad nowelizacją odpowiednich przepisów w tej materii. Zgodnie z projektem zaproponowanych zmian każda czwarta umowa o pracę z tym samym pracodawcą musiałaby być zawarta na czas nieokreślony. To samo miałoby się dziać, kiedy pracownik byłby zatrudniony u danego pracodawcy dłużej niż 33 miesiące. Problem w tym, że proponowane przez rząd zmiany mają bardzo poważną lukę. W projekcie znalazł się bowiem zapis, że w przypadku "szczególnych potrzeb pracodawcy" umowy na czas określony będą mogły trwać dłużej niż 33 miesiące. Co oznacza zapis "szczególnych potrzeb pracodawcy"? - Tego niestety nie wiemy. Ustawodawca nie precyzuje co kryje się pod tym pojęciem, a co za tym idzie z pewnością znajdą się pracodawcy, którzy uznają, że każda ich potrzeba jest "szczególna". 

wpis z dnia 27/05/2015

  


  

     Tak źle nie było jeszcze nigdy! Rząd w I kw. 2015 r. zwiększył zadłużenie naszego kraju aż o 26,5 mld zł! DZIENNY przyrost długu wyniósł 294 MLN ZŁ!!
wpis z dnia 25/05/2015

 

Gdy cała Polska emocjonowała się wyborami prezydenckimi, rząd Ewy Kopacz po cichu, acz konsekwentnie, powiększał zadłużenie naszego kraju. Zobowiązania finansowe Polski w ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku urosły aż o 26,5 mld zł! Jeśli takie tempo zostanie utrzymane, to na koniec grudnia możemy się spodziewać absolutnego rekordu pod względem rocznego przyrostu długu (przebicie bariery +100 mld zł/rok). Przypomnijmy, że w najgorszym jak do tej pory roku 2010 zadłużenie wzrosło o 78 mld zł. 

Zgodnie z oficjalnymi statystykami publikowanymi przez Ministerstwo Finansów zadłużenie Skarbu Państwa w styczniu b.r. wzrosło o 10 mld 869 mln zł, w lutym aż o 12 mld 6 mln zł, natomiast w marcu o kolejne 3 mld 620 mln zł. Łącznie daje to astronomiczną kwotę 26 mld 495 mln zł! Dla lepszego zobrazowania tej gigantycznej skali odnotujmy, że zadłużenie we wspomnianym pierwszym kwartale 2015 roku przyrastało dziennie o ponad 294 milionów złotych! Podkreślam - DZIENNIE! Nie ważne czy był to piątek, świątek czy niedziela. Każdego dnia dług rósł w zastraszającym tempie. I jeszcze jedno porównanie - Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy podczas tegorocznego finału zebrała łącznie 53,1 mln zł. Aby uzbierać pieniądze, które pokryłyby kwotę o jaką zwiększył się dług naszego kraju od stycznia do marca (26,5 mld zł), ekipa Jerzego Owsiaka musiałaby zorganizować... 499 takich finałów!

Niestety rząd Ewy Kopacz nie ma koncepcji jak uzdrowić finansową sytuację naszego kraju. Na ten rok przyjął mało ambitny budżet. Zakłada on utrzymanie wysokiego deficytu, rosnącego zadłużenia i wysokich obciążeń podatkowych. W tym miejscu warto przypomnieć, że zgodnie z oficjalnymi statystykami Ministerstwa Finansów zadłużenie Polski w ubiegłym roku wzrosło aż o 74,6 mld zł, czyli o 8,6 proc. w stosunku do 2013 r. Niestety wszystko wskazuje na to, że bieżący rok będzie pod tym względem znacznie gorszy. Pierwszy kwartał zakończył się wzrostem zadłużenia Skarbu Państwa o 3,4 proc. w stosunku do stanu zadłużenia z końca 2014 roku. Jeśli takie tempo zostałoby utrzymane, to na koniec grudnia możemy się spodziewać absolutnego rekordu pod względem rocznego przyrostu długu i przebicia bariery 100 mld zł.

 

Źródło informacji: Zadłużenie Skarbu Państwa - Biuletyn Miesięczny (3/2015)

wpis z dnia 25/05/2015

   


  

     Zobacz 22 powody, aby nie głosować na Bronisława Komorowskiego. Krótko i konkretnie
wpis z dnia 22/05/2015

 

Jeżeli ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości na kogo oddać głos w niedzielnych wyborach, poniżej konkretne zestawienie 22 powodów, które te wątpliwości powinny definitywnie rozwiać. Jak się okazuje w ciągu ostatnich 5 lat Bronisław Komorowski nie tylko pilnował pałacowego żyrandola. Był także bardzo aktywny pod względem wprowadzania w życie anty-obywatelskich inicjatyw ustawodawczych zwiększających obciążenia fiskalne lub ograniczających nasze prawa. Ilość kompromitacji i gaf również była imponująca. Zachęcam do lektury i wyciągnięcia wniosków.

22 powody, aby w najbliższą niedzielę nie głosować na Bronisława Komorowskiego:

1) Podniesienie VAT-u na wszystko
2) Podniesienie akcyzy na paliwo
3) Podwyższenie o 1/3 składki rentowej (ZUS) dla przedsiębiorców
4) Likwidacja ulg podatkowych (budowlana, internetowa)
5) Wydłużenie obowiązku pracy (wieku emerytalnego) o 7 lat u kobiet i 2 lata u mężczyzn 
6) Zgoda na grabież Polakom połowy oszczędności emerytalnych zgromadzonych w OFE
7) Nałożenie na Lasy Państwowe haraczu w postaci podatku od przychodu (a nie dochodu!)
8) Zgoda na wprowadzenie do Polski GMO
9) Przyjęcie ustawy o ograniczeniu dostępu obywateli do informacji publicznej
10) Przyjęcie ustawy o ograniczeniu wolności zgromadzeń
11) Pogarda i nieliczenie się z głosem obywateli (np. w kwestii referendów obywatelskich)
12) Reprezentowanie interesów przede wszystkim platformianej ekipy zamiast całego społeczeństwa
13) Tworzenie sztucznych podziałów na Polskę "naszą" i "ich". Polska jest jedna!
14) Kreowanie całkowicie niespójnej polityki zagranicznej (np.: wg prezydenckiego BBN Rosja najpierw była "gwarantem naszego bezpieczeństwa", by nagle w 2014 stać się naszym wrogiem)
15) Koszty utrzymania kancelarii prezydenta porównywalne z kosztami utrzymania brytyjskiej monarchii
16) Obrona WSI oraz niejasne powiązania z ludźmi tego środowiska
17) Szczelne obstawienie się doradcami wywodzącymi się z aparatu komunistycznej PZPR
18) Nagłe zmiany poglądów o 180 stopni (szczególnie przed II turą)
19) Dbałość o język polski (pozostajemy w "Bulu i nadzieji")
20) Hucpa z czekoladowym morłem i przemalowaniem flagi państwowej na różowo w 2013 roku
21) Hucpa z instrukcją obsługi krzesła w japońskim parlamencie
22) Kompromitacja z suflerką oraz wszystkie inne gafy, których zliczyć nie sposób.

wpis z dnia 22/05/2015

   


 

     Na 4 dni przed wyborami Bulowi się przypomniało, że podwyższył Polakom wiek emerytalny. Teraz chce to jakoś zatuszować... Powiem krótko: Won z Belwederu!
wpis z dnia 21/05/2015

 

Bronisław Komorowski stwierdził wczoraj, że planuje poprawić podpisaną przez siebie reformę emerytalną i wniesie do Sejmu projekt ustawy umożliwiający przejście na emeryturę po przepracowaniu pełnych 40 lat. Co ciekawe - nie tak dawno ekipa Platformy Obywatelskiej olała w Sejmie niemal identyczny projekt ustawy autorstwa SLD. Czyżby rezydentowi w Belwederze naprawdę palił się grunt pod nogami, że zmienił swoje poglądy o 180 stopni, byleby tylko wygrać niedzielne wybory?

Bronisław Komorowski osiąga szczyty obłudy i hipokryzji. Przez 5 lat był notariuszem Platformy Obywatelskiej. Podpisywał każdą przedkładaną mu na biurko ustawę. Akceptował każdą regulację, która uderzała w zwykłych ludzi. Zgodził się między innymi na podwyższenie wieku emerytalnego do 67. roku życia. Dzięki temu mężczyźni muszą pracować o 2 lata, a kobiet aż o 7 lat dłużej.

Wtem, po niespodziewanej przegranej w pierwszej turze wyborów, manekinowi wstawiony do Belwederu tylko w jednym celu - parafowania wszystkiego, co będzie konieczne dla partii władzy, tak by utrzymała ona swoje wpływy i profity - nagle przypomniało się, że są jeszcze zwykli ludzie. Komorowski zaczął się umizgiwać do wyborców obiecując im rzeczy, o które przez 5 lat w życiu bym go nie podejrzewał. Wczoraj wystrzelił z pomysłem wniesienia do Sejmu projektu ustawy, który umożliwiałby przejście na emeryturę po spędzeniu w pracy 40 lat życia. Okazuje się, że jest to kopia projektu autorstwa SLD, który przewidywał możliwość wprowadzenia kryterium stażu pracy obok kryterium wieku emerytalnego. Projekt ten został oczywiście był do tej pory olewany przez polityków Platformy...

Pisałem o tym, ale nie zaszkodzi powtórzyć: Obłuda i zakłamanie Bronisława Komorowskiego przekroczyła już granicę absurdu i podąża ku nieskończoności. Ten wspaniały, obywatelski przyjaciel narodu (według mediów prorządowych) przez 5 lat niemal palcem w bucie nie kiwnął w celu zrobienia czegokolwiek dla dobra zwykłego Polaka. Konsekwentnie ograniczał wolności i prawa obywateli. Popierał represyjne regulacje prawne. Nagle przypomniało mu się, że ma inicjatywę ustawodawczo-referendalną i kreuje się na męża stanu, który sypie z rękawa propozycjami o charakterze pro-obywatelskim. To jest fałszywe i zakłamane. To jest chore. Czas powiedzieć "Do widzenia!" lub bardziej dosadnie: "Won z Belwederu!". Nie chcę, aby taki człowiek był dalej moim prezydentem.

wpis z dnia 21/05/2015

    


  

     "Złoty okres" dla Polski: tysiące samobójców, miliony emigrantów oraz niespotykana dotąd pogarda przedstawicieli władzy dla zwykłych obywateli
wpis z dnia 20/05/2015

 

Rok 2014 był dla naszego kraju pod wieloma względami rekordowy. Oficjalne statystyki odnotowały rekordową ilość samobójstw, rekordową ilość zaginięć oraz rekordową liczbę emigrantów, którzy na stałe opuścili swoją ojczyznę. W tym kontekście narracja Komorowskiego o "złotym okresie", w jakim Polska ma się obecnie znajdować, jest szczytem pogardy dla własnego kraju i uczciwych obywateli, którzy na takich jak on muszą płacić podatki.

 

Przypomnijmy, że według oficjalnych danych w 2014 roku życie odebrało sobie 6165 osób, a samobójstwo stało się 7. przyczyną zgonów w Polsce! To rekordowy wynik od 1999 r., czyli od momentu, kiedy dane te są upubliczniane przez policję. Wówczas samobójstw było 4695. Jakby tego było mało ubiegły rok była także rekordowym pod względem ilość osób, które zaginęły bez wieści. Według danych policji odnotowano 20 845 zaginięć. Co ciekawe liczba osób zaginionych zaczęła lawinowo rosnąć około 2010 roku. Ale to nie koniec - bieda, niskie zarobki czy brak perspektyw na lepsze jutro - to główne powody dla których ludzie w Polsce decydują się na emigrację. Szacuje się, że w 2014 roku poza granicami kraju przebywało na stałe około 3 milionów Polaków. Niestety ich liczba cały czas rośnie i nic nie wskazuje na to, by ta tendencja miała się nagle odwrócić.

 

Tymczasem rząd i prezydent, równolegle do tragicznej rzeczywistości, hucznie obchodzili 25-lecie istnienia III RP, twierdząc, że mijające ćwierćwiecze to pasmo nieustających sukcesów i podstawa obecnego dobrobytu zwykłych Polaków. Co więcej - Bronisław Komorowski na swojej wyborczej konwencji sprzed kilkunastu tygodni powiedział: "Trzeba być ślepym żeby nie widzieć, że żyjemy w złotym okresie dla Polski". Czy "złotym okresem" dla urzędującego prezydenta jest zatem czas największej w historii Polski emigracji zarobkowej, masowego eksodusu młodych i zdolnych, którzy już nigdy do Polski nie powrócą? Czy "złotym okresem" są lata wyrzeczeń i nieustającego zaciskania pasa spowodowanego między innymi regularnym podnoszeniem przez władze podatków i innych danin publicznych, co pośrednio przyczynia się do największej w historii ilości popełnionych samobójstw? Czy "złotym okresem" zdaniem prezydenta są w końcu czasy afer, przekrętów i korupcji dosięgającej najważniejszych osób w państwie?

 

Powyższe dobitnie pokazuje w jak bardzo odległej galaktyce żyje obecna władza w stosunku do zwykłych ludzi i jak mocno nimi gardzi.

 

Czytaj również: 4 miliony emigrantów do końca roku? Czyli jak w praktyce wygląda "złoty okres dla Polski", o którym mówił Komorowski (Niewygodne.info.pl)

 

wpis z dnia 20/05/2015

   


   

     "Rząd miał w dupie całe górnictwo przez 7 lat". Bieńkowska demaskuje stopień pogardy Platformy dla własnego kraju!
wpis z dnia 19/05/2015

 

Elżbieta Bieńkowska (minister oraz wicepremier w rządzie Tuska) w rozmowie z Pawłem Wojtunikiem (szef CBA) przyznała wprost: "Rząd miał w dupie całe górnictwo przez 7 lat" (sic!). Do tej pory czułem, że członkowie ekipy rządowej lekceważąco podchodzili do rozwiązywania istotnych problemów społeczno-gospodarczych, ale nie przypuszczałem, że stopień pogardy wobec własnego kraju jest u nich aż tak wielki!

- "Mówię ci, żenada z tym całym górnictwem i z tą gospodarką, po prostu takie zaniedbania... Prawda jest taka, że właściciel, czyli Ministerstwo Gospodarki, generalnie w dupie miało całe górnictwo przez całe siedem lat. Były pieniądze, a oni, wiesz, pili, lulki palili, swoich ludzi poobstawiali, sam wiesz, ile zarabiali i nagle pierdyknęło." - słyszymy w ujawnionej przez tygodnik "Do Rzeczy" rozmowie Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem. 

Rozmowa ta poraża z dwóch powodów. Po pierwsze - znowu mamy do czynienia z knajackim stylem rozmowy osób, które rzekomo mają stanowić elitę polityczną naszego kraju. Znowu padają sformułowania, które są charakterystyczne dla ludzi spod budki z piwem, a nie dla najważniejszych osób w państwie. Po drugie - i znacznie ważniejsze - z rozmowy między Bieńkowską a Wojtunikiem wypływa niesamowita pogarda dla własnego kraju i uczciwych obywateli, którzy na takich jak oni muszą płacić podatki. Obstawianie przez kolesi intratnych stanowisk, nepotyzm, kumoterstwo i wszystko w spółkach należących do Skarbu Państwa. "Pili, lulki palili", a przy tym "przez 7 lat mieli w dupie całe górnictwo" - oto diagnoza postawiona prze nie byle kogo, bo jednego z najwyższych urzędników państwowych, który wraz z Tuskiem uciekł z Polski niczym szczur z tonącego okrętu. Słowa minister Bieńkowskiej demaskują nie tylko gigantyczny stopień pogardy dla własnego kraju, ale również stosunek do aktualnych problemów społeczno-gospodarczych z jakimi rządzący winni się mierzyć. Prawda jest taka, że ekipa Platformy ma wszystko... "w dupie". Liczy się tylko doraźny interes własnej sitwy. By żyło się lepiej! Swoim!

wpis z dnia 19/05/2015

  


   

     Jak dobrze pójdzie, to po 37 latach pracy dostaniemy emeryturę w wysokości 1/5 ostatniej pensji! By żyło się lepiej?
wpis z dnia 18/05/2015

 

Zmiany w systemie emerytalnym, które w ciągu ostatnich kilku lat zafundowała nam ekipa rządowa w powiązaniu z masową emigracją zarobkową Polaków (to nie dramat tylko szansa) spowodują, że po 37 latach nieprzerwanej pracy statystyczny Kowalski otrzyma jako "emeryturę" 1/5 ostatniej pensji. I to jeszcze pod warunkiem, że do tego czasu ZUS nie zbankrutuje, ludzie przestaną emigrować w dotychczasowym tempie, a Polskę ominą poważne kryzysy gospodarcze.

Ekipa Platformy Obywatelskiej uchwaliła nowelizację ustawy o emeryturach i rentach, która wprowadziła w życie tzw. kapitałową formułę obliczania świadczeń emerytalnych z ZUS (zamiast solidarnościowej). W praktyce oznaczało to, że wysokość wypłacanej emerytury ma zależeć od ilości zgromadzonego - za pośrednictwem składek emerytalnych - kapitału. Wszystko byłoby okej, gdyby nie przyjęty przez Platformę algorytm wyliczania wysokości przyszłej emerytury. Władze uznały bowiem, że przeciętny polski emeryt przeżyje na emeryturze... 18 lat. Wartość ta została oczywiście wzięta z kosmosu, bowiem 18 lat na emeryturze po przekroczeniu 67. roku życia ma szanse dożyć jedynie garstka Polaków (w rzeczywistości długość życia po przekroczeniu wieku emerytalnego wynosi ok. 8 lat). 

Niestety założenie życia na emeryturze przez okres 18 lat ma gigantyczne znaczenie dla wysokości wypłacanego świadczenia. Uzbierany w ciągu całej kariery zawodowej - za pośrednictwem składek emerytalnych - kapitał jest bowiem dzielony przez liczbę miesięcy wchodzących w skład wspomnianych 18 lat (tj. 216 miesięcy). W ten sposób, jeśli ktoś przez całe życie zarabiał równowartość tzw. średniej krajowej, to na emeryturze będzie mógł liczyć na świadczenie o równowartości dzisiejszych 800 zł miesięcznie. Niestety mało kto przez całą zawodową karierę zarabia tzw. średnią wyliczaną przez GUS (70 proc. Polaków może o tym zapomnieć), tak więc świadczenia emerytalne większości dzisiejszych 30-latków będą znacznie niższe niż równowartość 800 zł miesięcznie i nie zagwarantują ochrony przed skrajnym ubóstwem. Potwierdza to nawet opublikowany niedawno raport przygotowany przez urzędników kancelarii prezydenta, z którego możemy wywnioskować, że po 37 latach pracy będziemy mogli liczyć na świadczenie z ZUS w wysokości jedynie 1/5 naszej ostatniej pensji przed przejściem na emeryturę (obecnie tzw. stopa zastąpienia wynosi wynosi ok. 1/2 ostatniej pensji otrzymywanej przed przejściem na emeryturę).

Powyższe wpisuje się idealnie w strategię, według której starsi ludzie w Polsce mają szybko umierać. Żyjąc za głodowe emerytury, nie mając pieniędzy na jedzenie i leki (nie mówiąc już o dobrach kultury czy przedmiotach zbytku) pozostanie im szybciutko i po cichutku umrzeć. Jeśli rząd będzie łaskawy, to zostawi rodzinie skromny zasiłek pogrzebowy na wykupienie prościutkiej trumienki. Oto rzeczywistość zaprojektowanej przez komunistów przy okrągłym stole i wspieranej przez platformiane władze III RP...

 

Czytaj także: Polska to kraj, w którym rząd zrobi wiele, abyś umarł tuż przed osiągnięciem wieku emerytalnego

wpis z dnia 18/05/2015

  


   

     Platformiane władze na "portal dla bezdomnych" wydały astronomiczne 50 mln zł! CBA wszczyna śledztwo w sprawie zmowy przetargowej!
wpis z dnia 15/05/2015

 

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej uruchomiło na początku ubiegłego roku portal informacyjny dla osób bezdomnych i potrzebujących pomocy społecznej (empatia.mpips.gov.pl). Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że na projekt "Emp@tia" wydano łącznie... 50 milionów zł! Sprawą zainteresowało się Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA), które wszczęło śledztwo dotyczące możliwej zmowy przy organizacji przetargów związanych z realizacją "Emp@tii". 

Przypomnijmy - budowa portalu internetowego przeznaczonego dla osób bezdomnych i potrzebujących kosztowała polskiego podatnika blisko 50 mln zł. CBA podejrzewa, że mogło dojść do zmowy przetargowej przy tym projekcie. Innymi słowy: organizowane za publiczne pieniądze przetargi mogły być tak ustawiane, aby ich zwycięzcy brali od rządu jak najwięcej kasy za realizację zleconych zadań (ze szkodą dla podatnika of course). Podejrzenie popełnienia przestępstwa trafiło najpierw do warszawskiej prokuratury, która zdecydowała o wszczęciu śledztwa i skierowaniu go do stołecznej delegatury CBA. 

W kontekście wydatku blisko 50 mln zł na platformę informacyjną "Emp@tia" warto przypomnieć słowa Donalda Tuska, wygłoszone podczas pierwszego expose: "Chciałbym, abyśmy wrócili do idei władzy skromnej, idei taniego państwa". Czy projekt "Emp@tia", którego częścią jest strona internetowa empatia.mpips.gov.pl, jest rzeczywiście na tyle ważny i strategiczny z punktu widzenia osób potrzebujących pomocy społecznej, aby wydawać na niego aż 50 mln zł (+2 mln zł na jego utrzymanie w każdym kolejnym roku)? Czy wydatek ten wpisuje się w "ideę taniego państwa", o której mówił Tusk wygłaszając swoje pierwsze expose w 2007 roku? 

Na marginesie całej tej sprawy - chciałbym poznać choćby szacunkową statystykę: ile osób bezdomnych w Polsce ma dostęp do internetu? I jak wygląda to w przypadku osób utrzymujących się miesięcznie z kwoty nie przekraczającej 1000 zł? Skalę absurdu potęguje fakt, że aby skutecznie złożyć wniosek za pomocą portalu emp@tia należy mieć bezpieczny profil na E-Puap lub kosztowny bezpieczny podpis elektroniczny (sic!). Wygląda zatem na to, że platformerska władza ładnie przetrąciła nasze 50 mln zł. Komuś z pewnością żyje się lepiej...

wpis z dnia 15/05/2015

   


   

     "Od Braniewa aż do Wronek, prezydentem tylko Bronek!". Komorowski uzyskał gigantyczne poparcie wśród kryminalistów osadzonych w zakładach karnych
wpis z dnia 14/05/2015

 

W zakładzie karnym w Wołowie Komorowski otrzymał 72,3 proc. głosów. Duda - 3,29 proc. W zakładzie karnym w Sztumie na obecnego prezydenta zdecydowało się zagłosować 67,2 proc. więźniów. Duda mógł tam liczyć jedynie na 4,8 proc. We Wronkach Komorowskiego poparło 67,7 proc., Duda uzyskał 6,42 proc. Gdyby o wyborze prezydenta decydowali tylko kryminaliści, wszystko byłoby jasne jeszcze w pierwszej turze.

W aresztach i zakładach karnych Bronisław Komorowski miał do tej pory silne poparcie. W drugiej turze wyborów z 2010 roku uzyskał tam 50 284 głosów, co przełożyło się na poparcie 91,9 proc. wszystkich więźniów i aresztantów, którzy zdecydowali się wziąć udział w wyborach. W tym roku było podobnie - we wszystkich zakładach karnych i aresztach śledczych "Bul" uzyskał zdecydowane poparcie, które pozwoliłoby mu wygrać wybory już w pierwszej turze. Jaki można z tego wyciągnąć wniosek? - Ano taki, że wiemy już gdzie CBOS przeprowadzał sondaże, których wyniki wskazywały na ponad 60-procentowe poparcie dla Komorowskiego :)

W kontekście powyższego warto przytoczyć badania i statystyki, z których wynika, że im więcej na danym terenie kryminalistów lub osób o niższej inteligencji, tym większe poparcie zyskuje tam w wyborach ekipa Platformy lub Bronisław Komorowski. Jeśli spojrzymy na mapę Polski z rozłożeniem przestępczości lub mapę prezentującą dane na temat zdawalności matur, to zauważymy wyraźną analogię do mapy prezentującej preferencje polityczne Polaków. Na zachodzie i północy kraju, gdzie przestępczość jest większa i mniejszy odsetek maturzystów zdaje maturę, silniejszym poparciem cieszy się ekipa Platformy. Nie od dziś wiadomo, że głupim i prymitywnym społeczeństwem zawsze łatwiej manipulować. Łatwiej wciskać im propagandową papkę serwowaną przez rządowe media, której celem jest wygenerowanie poparcia dla partii władzy. Jaki widać efekty działalności mainstreamowych mediów o wiele lepiej są przyjmowane w regionach Polski, gdzie współczynnik ilości kryminalistów i osób o niższej inteligencji jest większy...

 

Czytaj także: Im głupsze i bardziej skryminalizowane społeczeństwo, tym chętniej popiera w wyborach PO i Komorowskiego? Zobacz kontrowersyjną mapę! (Niewygodne.info.pl)

 

wpis z dnia 14/05/2015

 


 

     Rząd przyjął dokument, z którego wynika, że aż do 2018 Polacy mogą zapomnieć o obniżeniu podatków!
wpis z dnia 13/05/2015 

 

Platformerski rząd postanowił wykorzystać fakt trwającej kampanii wyborczej i po cichu, bez specjalnego zainteresowania mediów, przyjął "Wieloletni Plan Finansowy Państwa". Z dokumentu tego wynika jednoznacznie, że najbiedniejsi z nas z roku na rok będą płacili coraz wyższe podatki, a wszyscy - na najbliższe kilka lat - możemy zapomnieć o poluźnieniu fiskalnego sznura. By żyło się lepiej! 

Aż do 2018 roku rząd nie planuje waloryzacji kwotowych progów podatkowych, kosztów uzyskania przychodu, ani kwoty kwoty wolnej od podatku - wynika z przyjętego kilka dni temu przez rząd Ewy Kopacz "Wieloletniego Planu Finansowego Państwa". W praktyce oznacza to, że wszyscy będziemy płacić fiskusowi jeszcze więcej, a najmocniej odczują to osoby najbiedniejsze, które zarabiają w okolicach tzw. pensji minimalnej. W 2008 roku osoba otrzymująca takie wynagrodzenie (wówczas było to 1126 zł brutto) płaciła fiskusowi ok. 500 zł podatku dochodowego rocznie. W 2015 roku osoba pracująca za minimalną krajową (obecnie jest to 1750 zł) będzie zmuszona zapłacić fiskusowi w ciągu roku ok. 1100 zł podatku dochodowego. To oznacza wzrost płaconego podatku aż o 120 proc., mimo że w tym czasie minimalne wynagrodzenie wzrosło jedynie o 55 proc. Wszystko przez brak aktualizacji kwoty wolnej od podatku, która od momentu przejęcia władzy przez ekipę PO-PSL cały czas utrzymuje się na absurdalnie niskim poziomie, wynoszącym 3091 zł w skali roku. 

Niestety, póki ekipa Tuska, Kopacz i Komorowskiego nadal będzie dzierżyła władzę, póty nic w tej materii się nie zmieni. Przyjęty przez rząd kilka dni temu "Wieloletni Plan Finansowy Państwa" nie zakłada podniesienia kwoty wolnej od podatku aż do 2018 roku. To oznacza, że jeszcze przez kolejne 3 lata, w zakresie kwoty wolnej od PIT, nasz kraj miałby stać w jednym szeregu z takimi państwami Afryki jak Kongo, Mauretania czy Tanzania (gdzie kwota wolna od podatku jest bardzo zbliżona do tej, która obowiązuje obecnie nad Wisłą). Dla najbiedniejszej warstwy naszego społeczeństwa oznacza to zaś tyle, że coraz mniej pieniędzy zostanie im na życie, a coraz więcej będą musieli oddać fiskusowi. Szacuje się, że o ile w tym roku zarabiający minimalną krajową odda w podatku dochodowym wspominane powyżej 1100 zł, to za trzy lata kwota ta urośnie już do poziomu ok. 1250 zł i nadal będzie rosła szybciej niż wysokość minimalnego wynagrodzenia. By żyło się lepiej! 

wpis z dnia 13/05/2015

   


  

     Komorowski po 5 latach zaczął obiecywać referenda obywatelskie... wbrew swojej PO, która podpisy milionów ludzi spuszczała do tej pory w sejmowym klozecie
wpis z dnia 12/05/2015

 

Bronisław Komorowski, dzień po przegranej w I turze wyborów prezydenckich, zapowiedział przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum ws. JOW, zmian w ordynacji podatkowej i zmiany systemu finansowania partii politycznych. Co ciekawe - przez 5 lat bycia prezydentem nie robił w tym zakresie zupełnie nic. Jakby tego było mało wspierał swoje polityczne zaplecze, czyli Platformę Obywatelską, która w tym czasie spuściła w sejmowym klozecie, zmieliła bądź totalnie olała ponad 7,5 milionów podpisów złożonych przez Polaków pod obywatelskimi inicjatywami ustawodawczo-referendalnymi. Pogarda z jaką traktowali zwykłych ludzi przekroczyła wszelkie granice. Warto o tym pamiętać szczególnie teraz.

- "Zamierzam zarządzić, jak to mówi konstytucja, za zgodą Senatu ogólnopolskie referendum. Chce, by obywatele rozstrzygnęli parę istotnych kwestii, których nie rozstrzygnięto od dłuższego czasu" - powiedział wczoraj Bronisław Komorowski. Jego słowa brzmią szczególnie śmiesznie jeśli się je zestawi z "dokonaniami" jego politycznego zaplecza, czyli Platformy Obywatelskiej, która w ciągu ostatnich kilku lat spuściła w sejmowym klozecie lub zmieliła w niszczarkach kilka milionów podpisów pod obywatelskimi inicjatywami ustawodawczo-referendalnymi.

Szacuje się, że Platforma w trakcie swoich rządów spuściła do sejmowego klozetu, zmieliła lub totalnie olała już łącznie ponad 7,5 milionów podpisów złożonych pod obywatelskimi inicjatywami ustawodawczymi. Warto w tym miejscu pokrótce przypomnieć największe anty-obywatelskie działania tej ekipy: Tuż po przejęciu władzy zmielili ok. miliona podpisów w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych (J.O.W.). Nieco później do niszczarki wpadło dwa miliony podpisów pod wnioskiem w sprawie referendum dot. podniesienia wieku emerytalnego. W 2011 roku Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców zebrało prawie 350 tys. podpisów pod obywatelskim projektem nowelizacji ustawy o systemie oświaty, który zakładał m.in. odstąpienie od wprowadzenia obowiązku szkolnego dla 6-latków. Projekt ten został oczywiście odrzucony głosami posłów Platformy, a wszystkie podpisy obywateli spuszczone w klozecie. To samo czekało 250 tys. podpisów pod wnioskiem o ustawę w/s pozostawienia LOTOSu w rękach Skarbu Państwa. Dwa lata później partie Tuska i Piechocińskiego odrzuciły obywatelski wniosek o przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum edukacyjnego. W tym przypadku zmielonych zostało prawie milion podpisów. Na początku bieżącego roku zaplecze polityczne Komorowskiego zdecydowało, że do sejmowych szaf na wyczekanie do końca kadencji trafi ok. 2,5 miliona podpisów w sprawie referendum dotyczącego zachowania przez Skarb Państwa własności nad Lasami Państwowymi (jeśli kadencja parlamentu dobiegnie końca, to zebrane podpisy automatycznie trafiają do niszczarki). 300 tys. osób podpisało się pod rozpatrywanym w marcu bieżącego roku przez Sejm projektem ustawy pozostawiającym rodzicom możliwość wyboru, czy ich dziecko pójdzie do szkoły w wieku 6 czy 7 lat. Decyzją Platformy "Obywatelskiej" projekt ten również trafił do kosza. 

Rządząca Polską Platforma, wraz z zasiadającym od 5 lat na urzędzie Prezydenta RP Bronisławem Komorowskim, regularnie pokazywała swoją anty-obywatelskość. Wyśmiewała swoich wyborców, gardziła Polakami i pokazywała, że ma ich głęboko w d... Pozostaje mieć nadzieję, że tym razem społeczeństwo ostatecznie porzuci wszelką dla nich nadzieję i już 24 maja pokaże przedstawicielowi tej partii czerwoną kartkę.

wpis z dnia 12/05/2015

    


  

     CBOS jeszcze trzy miesiące temu twierdził, że Komorowski wygra całe wybory w I turze. Miał dostać 63 proc. głosów!
wpis z dnia 11/05/2015

 

Przypomnijmy, że 16 lutego uzależniony finansowo od rządu ośrodek badania opinii publicznej CBOS opublikował sondaż, z którego wynikało, że Bronisław Komorowski wygra wybory jeszcze w I turze uzyskując 63 procentowe poparcie. Warto podkreślić, że za takie "sondaże" CBOS dostaje co roku od rządu PO-PSL po 3,2 mln złotych publicznych pieniędzy!

Gdzie się podziało poparcie dla Bronisława "Bula" Komorowskiego rzędu 63 procent? Gdzie miażdżąca przewaga przedstawiciela Platformy Obywatelskiej? Gdzie zdecydowane zwycięstwo w I turze rozstrzygające całe wybory prezydenckie? Dlaczego sondaże CBOS-u, rzekomo badające opinie Polaków, tak bardzo rozminęły się z rzeczywistością? 

A teraz wyjaśnienie powyższych kwestii: CBOS to uzależniony finansowo od rządu ośrodek badania opinii publicznej. Powołany do życia w stanie wojennym na zlecenie Wojciecha Jaruzelskiego, dziś formalnie jest fundacją, nad którą nadzór sprawuje Prezes Rady Ministrów. Warto podkreślić, że działalność CBOS jest współfinansowana z budżetu państwa. W 2011 dotacja podmiotowa dla CBOS wyniosła 3,124 mln zł, zaś w 2012, 2013 oraz 2014 roku - po 3,2 mln zł. Zakładam, że lęk przed utratą tych dotacji jest powodem, dla którego upubliczniane są zupełnie absurdalne wyniki sondaży.

Jeszcze jakieś pytania - dlaczego CBOS musiał publikować tak korzystne dla "Bula" sondaże?

wpis z dnia 11/05/2015

   


  

     Podziękuj w niedzielę Komorowskiemu za jego dzielną pracę na rzecz zwiększenia fiskalnego ucisku w Polsce
wpis z dnia 8/05/2015

 

Bronisław Komorowski przez 5 ostatnich lat był rzetelnym notariuszem fiskalnych pomysłów ekipy rządowej. Podpisywał jak leci kolejne podwyżki podatków czy ustawy wprowadzające nowe obciążenia. Nie zawetował ani jednej, która nakładała na Polaków i polskie przedsiębiorstwa nowe obowiązki podatkowe. I właśnie dlatego w najbliższą niedzielę należy mu z całego serca podziękować.

Dzięki Komorowskiemu płacimy wyższy podatek VAT od wszystkiego co kupujemy, a tankując paliwo na stacjach płacimy wyższą akcyzę. To Komorowski zgodził się, aby przedsiębiorcy płacili ZUS-owi wyższą o 1/3 składkę rentową. To również on zdecydował o nałożeniu na Lasy Państwowe niespotykanego dotąd haraczu w postaci podatku od przychodów (a nie dochodów!). To Komorowski podpisał ustawę wydłużającą wiek emerytalny do 67. roku życia, a niedługo potem zgodził się na grabież przez rząd połowy naszych oszczędności emerytalnych. Nie zawetował ani jednej ustawy, która nakładała na Polaków i polskie przedsiębiorstwa nowe obowiązki fiskalne. Przez 5 lat był pod tym względem rzetelnym notariuszem Platformy Obywatelskiej.

Szacuje się, że zaakceptowane przez Komorowskiego zmiany już kosztowały polskie społeczeństwo około 50 miliardów złotych. O tyle więcej musieliśmy zapłacić w podatkach i innych obciążeniach publiczno-prawnych. Jednocześnie o tyle uszczuplały nasze portfele. Dodatkowo straciliśmy połowę naszych oszczędności zgromadzonych na prywatnych kontach emerytalnych i to tylko dlatego, że ekipie rządowej nie chciało się wprowadzić reformy finansów państwa oraz zmniejszyć biurokracji. We współpracy z Komorowskim wybrali ścieżkę najbardziej kosztową dla społeczeństwa, czyli stopniowe podnoszenie podatków i innych danin publicznych. I właśnie dlatego należy im się "czerwona kartka". Już w najbliższą niedzielę możemy ją pokazać Bronisławowi Komorowskiemu. 

wpis z dnia 8/05/2015

  


  

     Obecność kandydatów na prezydenta w TVP Info w marcu: Komorowski - 6 godz. 29 min., Duda - 22 min., Kukiz - 19 min.
wpis z dnia 8/05/2015

 

TVP opublikowała raport na temat obecności polityków na antenie TVP Info w miesiącu marcu. Okazało się, że wystąpienia Bronisława Komorowskiego zajęły łącznie 6 godzin i 27 minut i były aż o 17-krotnie dłuższe od wszystkich wystąpień Andrzeja Dudy (22 minuty) i 20-krotnie dłuższe od wszystkich wystąpień Pawła Kukiza (19 minut). To się nazywa pluralizm i uczciwość telewizji finansowanej ze środków podatników!

Rozumiem, że rządowa telewizja wspiera kandydata promowanego przez rząd, ale żeby aż taki przewał robić?! Tak jawnie promować tylko jedną osobę, nie oglądając się w ogóle na zasady pluralizmu i fakt, że telewizja ta jest finansowana ze środków polskiego podatnika? Bronisław Komorowski, jako kandydat na prezydenta był w marcu pokazywany w TVP Info przez 3 godziny i 16 minut. Jako prezydent występował na antenie przez 3 godziny i 13 minut. Łącznie dało nam to 6 godzin i 29 minut czasu antenowego! Dla porównania jego najgroźniejszy rywal w walce o fotel prezydenta RP - Andrzej Duda - był w marcu pokazywany na antenie TVP Info przez całe 22 minuty. Na jeszcze mniejszą ilość czasu mógł liczyć Paweł Kukiz - bo tylko 19 minut.

 

Źródło: Zestawienie czasu wystąpień przedstawicieli władz państwowych, partii politycznych, związków zawodowych i związków pracodawców w programach TVP S.A (TVP.pl)

wpis z dnia 8/05/2015

  


  

     Władze przygotowują nowy podatek od telefonów i smartfonów. Ceny pójdą do góry, aby ekipa rządowa mogła dalej przeżywać swój "złoty okres"...
wpis z dnia 7/05/2015

 

Ekipa z PO-PSL konsekwentnie dąży do realizacji swojego rzeczywistego celu, jakim jest opodatkowanie wszystkiego, co tylko się da opodatkować, tak aby jak najwięcej pieniędzy wpływało do budżetu i było wydawane na urzędnicze pensje i bieżącą spłatę długów. Tym razem władze szykują nam wprowadzenie podatku od posiadanych telefonów, smartfonów i tabletów. Ceny tych urządzeń pójdą do góry, aby ekipa rządowa nadal mogła przeżywać swój "złoty okres".

 

Racje miał Alexis de Tocqueville, który stwierdził niegdyś, że: "Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy". Rząd Platformy z pewnością nie ma pieniędzy na spłatę bieżącego zadłużenia (do którego sam doprowadził) oraz wypłatę pensji dla rozrastającej się armii urzędników. Stąd też musiał zafundować Polakom największy w historii III RP wzrost obciążeń podatkowych. Naczelną zasadą polityki finansowej ekipy Platformy miało być stopniowe obniżanie podatków i danin publicznych. Tak przynajmniej twierdził Donald Tusk w listopadzie 2007 roku podczas wygłaszania swojego pierwszego expose. Tymczasem po wypowiedzeniu tych słów premier lekką ręką - przy wsparciu posłów swojej partii i prezydenta Komorowskiego - podniósł podatek VAT, kilkukrotnie podnosił akcyzę, podwyższył składki na ZUS, podwyższył składkę rentową dla przedsiębiorców, zlikwidował ulgi: budowlaną i internetową, obniżył o 1/3 zasiłek pogrzebowy, opodatkował lokaty 1-dniowe, kilkukrotnie podnosił maksymalne limity na podatki lokalne oraz zamroził progi podatkowe jak i kwotę wolną od podatku.

Obecnie Ministerstwo Kultury pracuje nad rozporządzeniem, które nałoży na producentów telefonów, smartfonów, tabletów czy aparatów fotograficznych nowy podatek - tzw. podatek reprograficzny. Według wstępnych założeń miałby on wynosić 2 proc. wartości danego sprzętu. Ceny na sklepowych półkach pójdą zatem do góry od kilku do nawet kilkuset zł (w zależności od rodzaju i wartości sprzętu - tanie telefony podrożeją niewiele, bo o kilka-kilkanaście złotych, ale już za profesjonalny sprzęt fotograficzny trzeba będzie zapłacić o kilkaset złotych więcej). Co istotne: zdaniem części ekspertów rynku wprowadzenie nowego podatku przełoży się w rzeczywistości na wyższy niż 2 procentowy wzrost cen detalicznych. Zgodnie z raportem Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, który zanalizował potencjalny wpływ opłaty reprograficznej na ceny produktów nimi objętych, wynika, że wzrost cen smartfonów i tabletów może wynieść nawet 8 procent. A wszystko po to, aby ekipa rządowa nadal mogła przeżywać swój "złoty okres"...

wpis z dnia 7/05/2015

   


   

     Bezpłatne staże w spec. strefach ekonomicznych, gdzie zagraniczne firmy nie płacą podatków - oto istota platformianej III RP!
wpis z dnia 6/05/2015

 

Rząd wpadł na "genialny" pomysł jak wspomóc generowanie zysków przez zagraniczne koncerny działające w specjalnych strefach ekonomicznych (SSE), gdzie często w ogóle nie płaci się podatków. Otóż przedstawiciele władzy chcą tam wysłać ok. 30 tys. stażystów - studentów lub absolwentów wyższych uczelni - aby stanowili darmową siłę roboczą dla funkcjonujących w SSE firm i instytucji. Oto istota platformianego "skoku cywilizacyjnego", zgodnie z którym Polska do złudzenia ma przypominać Bandladesz w środku Europy.

Z pomysłem 30 tys. staży w specjalnych strefach ekonomicznych wyskoczył wicepremier i minister gospodarki w rządzie Ewy Kopacz - Janusz Piechociński. - "Ponad 30 tysięcy młodych ludzi pójdzie w te wakacje do firm i będzie, często odpłatnie, pracować wśród załogi i obserwować czego jeszcze muszą się nauczyć, aby być dzisiaj konkurencyjnymi pracownikami" - powiedział publicznie Piechociński. Problem w tym, że staże są jednak najczęściej bezpłatne, a dla firm jest to doskonała okazja do pozyskania darmowej siły roboczej. O tym, że chodzi tutaj o firmy działające w specjalnych strefa ekonomicznych, gdzie podatki są symboliczne lub nie płaci się ich wcale, lepiej nie będę wspominał. 

Niestety pomysł ministra Piechocińskiego idealnie wpisuje się w dotychczasową narracje, zgodnie z którą Polska powinna pozostać drenowaną z kapitału neokolonią, takim - nazwijmy to - Bangladeszem w środku Europy, którego głównym atutem jest tania siła robocza. Do tej pory rząd zachęcał zagranicznych inwestorów do robienia w naszym kraju biznesu (budowania montowni, call-centrów i magazynów) sugerując w oficjalnych materiałach promocyjnych, że ludzie zarabiają grosze, więc jeśli chcecie się obłowić to zapraszamy. Teraz będzie mógł dorzucić informację, że w Specjalnych Strafach Ekonomicznych, gdzie podatki są nikłe lub nie ma ich wcale, stażyści pracują za darmo. Tak więc, drodzy zagraniczni inwestorzy, macie niepowtarzalną okazję legalnie drenować na maksa, generując przy tym dla siebie gigantyczne zyski. By żyło się wam lepiej kosztem zwykłych Polaków i polskiego państwa!

 

Czytaj także: Groszowe koszty utrzymania polskiego pracownika. Nadal jesteśmy "Bangladeszem" Europy
 
wpis z dnia 6/05/2015

     


   

     Nie mamy sojuszników,

w razie potrzeby nikt się za nami nie wstawi, a Tusk uciekł z Polski niczym kapitan Schettino z tonącej Costy Concodrii
wpis z dnia 5/05/2015

 

Polityka  "zgody  i  bezpieczeństwa",  lub jak kto woli - całkowitej uległości i bezrefleksyjnego podporządkowania dyspozycjom płynącym z Berlina i Brukseli - doprowadziła do sytuacji, w której na arenie międzynarodowej już nikt się z nami nie liczy. Jakby tego było mało nie mamy prawdziwych sojuszników, którzy w razie potrzeby wstawili by się za nami, a ostatnio nawet wylądowaliśmy w grupie państw, które przegrały II wojnę światową jako "pomagierzy Holocaustu". Działania prowadzone przez ekipę Platformy Obywatelskiej przyniosły zatem bardzo wymierne rezultaty.

Pisałem już kiedyś o tym, ale nie zaszkodzi powtórzyć: Potencjał naszego kraju, sterowanego przez ekipę Platformy Obywatelskiej i PSL-u, z roku na rok staje się coraz słabszy. Rząd Ewy Kopacz jest w istocie bezrządem - za granicą nikt nie bierze na poważnie tego, co mówi i robi obecna premier, a mieszkający od 5 lat w Belwederze, przez niektórych uważany za rosyjskiego figuranta, obrońca WSI o wąskim horyzoncie myślowym jest idealnym przykładem antyprezydenta. Dzięki takim ludziom nasz kraj nie prowadzi obecnie żadnej spójnej i logicznej polityki energetycznej, surowcowej czy obronnej. Jakby tego było mało obecna ekipa rządowa zrezygnowała z prowadzenia suwerennej polityki zagranicznej. Konsekwencje tego są dzisiaj takie, że na arenie międzynarodowej zostaliśmy sami jak palec, nie mamy żadnego realnego sojusznika i możemy być - jako kraj - przehandlowani jak jakiś bantustan.

Uległość rządzących (a może bardziej - administrujących) nami polityków wobec zagranicznych przedstawicieli władzy najlepiej było widać na przykładzie Donalda Tuska. Nie było bardziej uległego wobec kanclerz Niemiec szefa państwa członkowskiego UE niż Tusk właśnie. Nie wykluczone, że twórca Platformy Obywatelskiej mógł przehandlować możliwość prowadzenia przez Polskę suwerennej polityki zagranicznej za obietnicę otrzymania dobrze płatnej synekury w Brukseli. Kiedy ją w końcu otrzymał, uciekł z Polski niczym kapitan Schettino z tonącej Costy Concodrii. To dobitnie pokazało, jak ważny był dla Tuska interes Polski. Inne państwa to widzą i bardzo szybko wyciągają wnioski. Skoro wybrani w demokratycznych wyborach przedstawiciele narodu nie szanują swoich wyborców i własnego kraju, a dodatkowo traktują go jako kartę przetargową dla osiągnięcia prywatnych celów, to dlaczego my mielibyśmy taki kraj szanować? Efekt takiej polityki jest miażdżący - nie dość, że obecnie nikt się z nami nie liczy, na arenie międzynarodowej jesteśmy sami jak palec i nie mamy żadnego realnego sojusznika, to jeszcze w ostatnich tygodniach wylądowaliśmy w grupie państw, które przegrały II wojnę światową, jako "pomagierzy Holocaustu". Oto do czego prowadzi wyniesienie do roli rządzących ludzi całkowicie pozbawionych kręgosłupa interesu państwowego, którzy z uległości i podporządkowania uczynili główne narzędzia prowadzenia polityki zagranicznej. 

 

Czytaj także: PL = Polityczny Liliput (Monsieubr.neon24.pl)
wpis z dnia 5/05/2015

   


  

     Przeciętny Polak musi w ciągu roku oddać rządowi w podatkach aż 18 tys. zł! To ponad 40 proc. z tego co uda mu się zarobić!
wpis z dnia 4/05/2015

 

Rozmnożenie biurokracyjnych procedur oraz dziesiątki tysięcy nowych urzędniczych etatów skutecznie przyczyniły się do wzrostu kosztów funkcjonowania naszego państwa. Ciągły deficyt budżetowy powoduje, że platformiane władze są zmuszone pożyczać gigantyczne pieniądze zagranicą (w ubiegłym roku dług naszego kraju powiększył się o kolejne 74,6 mld zł) oraz coraz mocniej zaciskać fiskalną pętle na szyjach polskich podatników. Z uwagi na to ostatnie statystyczny Polak musi w ciągu roku oddać rządowi w podatkach aż 18 tys. zł!

Przypomnijmy, że jednym z postulatów wyborczych ekipy Platformy Obywatelskiej w 2007 roku była idea taniego państwa, czyli ograniczenie biurokracji, procedur, liczby zatrudnionych urzędników itp. Po przejęciu władzy przez Tuska bardzo szybko okazało się, że tanie państwo było tylko pustym hasłem wyborczym. W rzeczywistości z roku na rok państwo zarządzane przez ekipę PO stawało się coraz droższe, a biurokracja ciągle się rozwijała. W tym kontekście warto odnotować, że na koniec 2008 roku (czyli po pierwszym roku rządzenia krajem przez ekipę PO) liczba urzędników pracujących w administracji centralnej, samorządowej, bezpieczeństwie publicznym oraz ubezpieczeniach społecznych wyniosła 600,6 tys. osób. Na koniec 2014 roku liczba ta urosła do poziomu 643,9 tys. osób. Według oficjalnych statystyk przybyło zatem nieco ponad 43 tys. nowych urzędników. Dla porównania - to niemal połowa stanu osobowego całego polskiego wojska!

Przebrzmiała biurokracja napędza duże koszty funkcjonowania całego państwa. Aby znaleźć środki finansowe potrzebne do opłacenia kilkustet tysięcznej armii urzędników, rząd miał dwie opcje. Mógł: [1] pożyczać pieniądze z zewnątrz lub [2] podwyższać podatki. Ekipa Platformy skorzystała z tych dwóch opcji na raz. W efekcie tego całkowite zadłużenie kraju w ciągu 7 ostatnich lat wzrosło o 100 procent, zaś kwota podatków i obowiązkowych danin publicznych płaconych w ciągu roku przez statystycznego Polaka przebiła barierę 18 tys. zł. To oznacza, że przeciętny Kowalski musi oddać rządowi ponad 40 procent tego co zarobi. Na tak wysoki poziom płaconych podatków istotny wpływ miały decyzje obecnej władzy z ostatnich lat. Przypomnijmy tylko podwyżkę VAT, akcyzy czy podatków lokalnych, zlikwidowanie szeregu ulg podatkowych (np.: internetowa, budowlana), utrzymywanie kwoty wolnej od podatku na kuriozalnie niskim poziomie czy też podwyżkę składki rentowej dla przedsiębiorców. Wszystko to sprawia, że podatkowy sznur, który władza zarzuciła na szyje polskiego społeczeństwa, staje się coraz ciaśniejszy. 

wpis z dnia 4/05/2015

   


  

     Poparcie dla Komorowskiego wśród więźniów i tymczasowo aresztowanych w 2010 roku wyniosło aż 91,9 proc.! Czy w tym roku będzie podobnie?
wpis z dnia 3/05/2015

 

Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że podczas wyborów z 2010 roku najmocniej popierającą Bronisława Komorowskiego grupą społeczną byli... kryminaliści. W II turze wyborów prezydenckich sprzed 5 lat na "Bula" zagłosowało 91,9 proc. odbywających kary więzienia lub tymczasowo aresztowanych.

W aresztach i zakładach karnych Bronisław Komorowski miał do tej pory silne poparcie. W wyborach z 2010 roku uzyskał tam 50 284 głosów, co przełożyło się na poparcie 91,9 proc. wszystkich więźniów i aresztantów, którzy zdecydowali się wziąć udział w wyborach. Dodajmy, że frekwencja na terenie zakładów karnych i aresztów wyniosła wówczas 65,3 proc. 

Powstaje pytanie: czy w tym roku może być podobnie? Czy "Bul" będzie mógł znowu liczyć na gigantyczne poparcie kryminalistów? W 2010 roku więzniowie czuli, że głosują na "swojego". Wszak niejasna przeszłość obecnego prezydenta, powiązania z ekipą Platformy oraz WSI są jednoznaczną przesłanką, na podstawie której można dokonać wyboru. Podejrzewam, że podczas tegorocznych wyborów będzie podobnie. Pozostaje mieć nadzieję, że wspomniane kilkadziesiąt tysięcy głosów z więzień i aresztów nie zdecyduje o ostatecznym wyniku wyborów.

wpis z dnia 3/05/2015

   


  

     Kryminały umarzają albo wygaszają, dla sitwy trwa dla "złoty okres", a "zgoda i bezpieczeństwo" tylko dla kolesi... Pycha władzy zwiastuje jej upadek!
wpis z dnia 1/05/2015

 

Prokuratura umorzyła śledztwa ws. imprezy urodzinowej Radosława Sikorskiego sponsorowanej z pieniędzy podatników oraz 39,9 tys. zł jakie Sławomir Nowak z kasy Sejmu wyciągnął na zapłatę rachunków telefonicznych. Śledczy uznali, że nie doszło do nieprawidłowości. Jakby tego było mało od sprawy ministra Grabarczyka odsunięto prokuratora, który chciał mu postawić zarzuty. Jednym słowem dla sitwy trwa "złoty okres". Zgoda i bezpieczeństwo tylko dla kolesi! Paradoksalnie, to może być jednak początek ich końca...

Racje miała publicystka Katarzyna Pawlak, która - komentując sprawę umorzenia prokuratorskich postępowań przeciwko członkom ekipy rządowej oraz nadania przez Gazetę Wyborczą tytułu człowieka roku (tuż przed wyborami prezydenckimi) Bronisławowi Komorowskiemu - stwierdziła na twitterze, iż "pycha kroczy przed upadkiem". Nie da się tego ukryć - pycha obecnej władzy przekroczyła wszelkie dopuszczalne granice. I rzeczywiście kroczy tuż przed jej upadkiem. Przewały, przekręty, afery kryminalne i gospodarcze. Wszystko to dzieje się na naszych oczach. Władza kradnie i manipuluje nie zważając na skutki i konsekwencje. Nie liczy się już z opinią społeczeństwa i wyborców. Najzwyczajniej w świecie ma ich bowiem głęboko w d... 

Takie okoliczności niewątpliwie sprzyjają przesileniu. Wyborcy, obywatele, podatnicy widząc, że władza nimi gardzi, że nie przejmuje się ich losem i nie dba o ich interesy, są zdeterminowani do wprowadzenia radykalnych zmian. Są gotowi zrezygnować z popierania "sitwy", wąskiej grupy "kolesi", dla których trwa - odwołując się do słów obecnego prezydenta - "złoty okres". Kłamstwa i manipulacje w imię "zgody i bezpieczeństwa" są nazbyt wyraźne, by nie spowodowały wśród zwykłych ludzi reakcji. Niebawem wybory prezydenckie. Już pierwsza tura pokaże, iż skończył się czas bezrefleksyjnego popierania kandydatów wystawianych przez partię władzy i promowanych do obrzydzenia w głównych mediach mainsteamowych. Skończył się czas Komorowskiego, Tuska, Kopacz i reszty patologicznego układu, który myśli tylko o sobie i swoich interesach. Same lemingi już nie wystarczą do odniesienia wyborczego sukcesu. Do tego potrzeba autentycznego poświęcenia dla kraju i całego społeczeństwa, a taka postawa wśród członków obecnej władzy jest zdecydowanie deficytowa.

wpis z dnia 1/05/2015