Archiwum: Luty 2015

 

     Dramatyczne skutki ośmiu lat rządów Platformy: w przyszłym roku w Polsce może zabraknąć prądu! Wrócimy do świeczek i lamp naftowych?
wpis z dnia 27/02/2015

 

Zaniedbania w zakresie bezpieczeństwa energetycznego kraju, do jakich dopuściła się ekipa Platformy Obywatelskiej i PSL-u, będą miały dramatyczne skutki dla całej gospodarki naszego kraju. Eksperci nie mają wątpliwości - w przyszłym roku jakakolwiek poważniejsza awaria mocy wytwórczych może być równoznaczna z długotrwałym zanikiem zasilania na dużym obszarze kraju, czyli blackoutem. Najgorsze jest to, że statystyczny wyborca PO nie ma o tym bladego pojęcia! 

W sierpniu 2013 roku Ministerstwo Gospodarki po cichu wydało dokument pt.: "Sprawozdanie w wyników monitorowania bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej". Wynikało z niego, że w latach 2016-2017 Polsce realnie grożą energetyczne blackouty, czyli długotrwałe zaniki zasilania na dużym obszarze kraju. Ryzyko jest szczególnie wielkie w okresach szczytowego zużycia energii elektrycznej, tj. podczas silnych mrozów zimą i ekstremalnych upałów latem. W okresie letnim 2016 roku zabraknie nam 520 MW. Zimą 2017 roku może nam zabraknąć już nawet 1100 MW. W praktyce może to oznaczać odłączenie od sieci kilku milionów gospodarstw domowych i potężne straty gospodarcze. Wszystko przez to, że latem 2016 roku, aby spełnić unijnych normy środowiskowe, polscy producenci energii będą musieli wyłączyć elektrownie węglowe działające na terytorium naszego kraju o łącznej mocy 3000 MW. 

Problemu by nie istniał, gdyby rząd Platformy Obywatelskiej na miejsce wyłączanych bloków zdołał wybudować nowe elektrownie. Niestety, przez blisko 8 lat rządów tej ekipy w Polsce nie powstała ani jedna nowa elektrownia o dużej mocy. Większość strategicznych inwestycji dotyczących bezpieczeństwa energetycznego kraju, których realizacja miała nastąpić w ciągu ostatnich kilku lat, albo nie wyszła jeszcze z fazy projektowej (np. elektrownia atomowa, gdzie od 4 lat trwa proces wyboru jej lokalizacja, mimo że w tym celu wydano już dziesiątki milionów złotych), albo jest blokowana przez ekologów (elektrownia w Opolu i Rajkowach), albo z niewiadomych przyczyn jest anulowana (np. elektrownia w Ostrołęce, na którą nadzorowana przez Skarb Państwa spółka Energa miała już wydać 200 mln zł). Polskę czekają zatem ciemne zimowe noce i gospodarcze spowolnienie. 

Aby konsekwencje tzw. "blackoutów" dotknęły jak najmniejszą liczbę gospodarstw domowych, Polska będzie zmuszona kupować energię potrzebną do zbilansowania całego systemu poza swoimi granicami. Na sytuacji kryzysowej w naszym kraju najbardziej zyskają wówczas Niemcy i Czesi. Szczególnie ci pierwsi wiedzą jak wykorzystać nieudolność ludzi, którzy stoją na czele polskiego rządu. Warto odnotować, że 12 marca 2014 r. państwowe Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) oraz niemiecka spółka 50Hertz Transmission GmbH (dawniej "Vattenfall Europe Transmission") podpisały umowę na stworzenie infrastruktury umożliwiającej sprzedaż niemieckiego prądu do Polski. Władze PSE podkreśliły w oficjalnym komunikacie, że zawarcie umowy z 50Hertz "stwarza warunki dla ograniczenia negatywnych skutków nieplanowych przepływów mocy w Europie Środkowo-Wschodniej". Ograniczenie skutków nieplanowanych przepływów mocy można oczywiście odczytywać jako ograniczenie ryzyka wystąpienia wspomnianych powyżej blackoutów. Co ciekawe - za sporą część infrastruktury umożliwiającej energetyczne połączenie Niemiec z Polską zapłacą... Polacy. Okazuje się, że tzw. przesuwniki fazowe na liniach transgranicznych z Niemcami dostarczy państwowemu PSE niemiecka firma Siemens za kwotę... 429,3 mln zł brutto. Czyli - nie dość, że aby uchronić się przed skutkami blackoutów będziemy zmuszeni kupować drogi prąd zza Odry, to jeszcze musimy wyłożyć Niemcom grubą kasę za to, aby w ogóle było to możliwe. Oto prawdziwa esencja skutków rządów Platformy Obywatelskiej w Polsce. Najgorsze jest jednak to, że statystyczny wyborca tej partii nie ma o tym bladego pojęcia, bowiem prorządowe media temat całkowicie wyciszają...

 

Czytaj więcej: Polska bez prądu? "W 2016 r. awaria może oznaczać blackout"
wpis z dnia 27/02/2015

  


  

     Niewiarygodny absurd! Platforma twierdzi, że obniżenie podatków pogorszyłoby sytuację najbiedniejszych (sic!)
wpis z dnia 26/02/2015

 

Kilka tygodni temu Platforma Obywatelska uwaliła w Sejmie projekt ustawy zwiększającej kwotę wolną od podatku. Na swojej oficjalnej stronie facebookowej partia władzy postanowiła wyjaśnić swoim wyborcom dlaczego podjęła taką decyzję. Dlaczego postanowiła, aby Polacy zapłacili fiskusowi w ciągu roku o kilkanaście miliardów złotych więcej. Okazało się, że ekipa, na której czele stoi obecnie Ewa Kopacz, jest zdania, iż niższe podatki pogorszyłyby sytuację finansową najbiedniejszych (sic!). Absurd?! Nie... To stan umysłu członków Platformy.

Przypomnijmy - w Polsce obowiązuje najniższa w Europie kwota wolna od podatku (3091 zł), która na domiar złego nie była aktualizowana od 8 lat, czyli od czasu kiedy do władzy dostała się ekipa Tuska i Komorowskiego. Taka polityka przyczyniła się do kuriozalnej i niespotykanej nigdzie indziej sytuacji, kiedy podatek dochodowy ludzie muszą płacić nawet od dochodów, które mają im zapewnić biologiczną egzystencję. Grupa posłów chciała to zmienić i wniosła do Sejmu projekt ustawy zwiększającej kwotę wolną do poziomu ok. 6500 zł, czyli równowartości rocznego minimum egzystencji. Niestety chorzy na fiskalizm politycy PO-PSL byli innego zdania i projekt ten uwalili już na pierwszym czytaniu. 

Teraz ekipa Platformy postanowiła się wytłumaczyć ze swojego postępowania. Na oficjalnej stronie facebookowej tej partii pojawiła się notatka, w której mogliśmy przeczytać dlaczego zagłosowała ona za uwaleniem projektu zmniejszającego podatki w Polsce i to już na pierwszym czytaniu. Okazało się, że stan umysłu członków ekipy rządowej jest gorszy niż myślałem. Stwierdzili oni bowiem rzecz następującą:

 

Zwiększenie kwoty wolnej od podatku nie tylko nie poprawiłoby zatem sytuacji obywateli w najtrudniejszej kondycji finansowej i społecznej, ale nawet by ją pogorszyło.

 

Niewiarygodne, prawda? A jednak. Ludzie Platformy Obywatelskiej nie tylko notorycznie okłamują i oszukują swoich wyborców. Robią to także wbrew naczelnym zasadom logiki i zdrowego rozsądku. Jeśli obniżanie podatków ma przyczyniać się do pogorszenia kondycji finansowej i społecznej osób najbiedniejszych, to ja wymiękam... Argumentacja stosowana przez ekipę Platformy po prostu obraża inteligencję każdego człowieka, który zdaje sobie sprawę z tego, na czym polega płacenie podatków. 

wpis z dnia 26/02/2015

   


  

     Realizacja podpisanego przez Ewę Kopacz pakietu klimatycznego w zasadzie uniemożliwi nam dogonienie krajów Europy Zachodniej
wpis z dnia 25/02/2015

 

Przedstawiciele sektorów przemysłu ciężkiego (górnictwo, hutnictwo) oraz energetyki są przerażeni zatwierdzonym przez Kopacz pakietem klimatycznym. Powód? Straty spowodowane realizacją jego postanowień wyniosą od kilkudziesięciu do nawet kilkuset miliardów złotych w ciągu najbliższych 15 lat. To oznacza, że Polska gospodarka w zasadzie nigdy nie dogoni poziomu krajów Europy Zachodniej.

 

Restrykcyjna polityka klimatyczna jest gwoździem do trumny polskiej gospodarki - tak uważa coraz większa grupa ekspertów i ekonomistów. Realizacja założeń najnowszej wersji pakietu energetyczno-klimatycznego, na który zgodę w imieniu Polski wyraziła premier Ewa Kopacz, będzie oznaczała likwidację setek tysięcy miejsc pracy oraz istotny wzrost cen energii nie tylko dla przemysłu lecz także dla odbiorców indywidualnych. Warto podkreślić, że przeciętny Polak już teraz kupi za swoją średnią pensję znacznie mniej energii elektrycznej niż przeciętny Niemiec, Francuz czy Brytyjczyk. Według danych Eurostatu w 2013 roku cena 1kW/h w Polsce stanowiła równowartość 0,148 euro. Dla porównania na Wyspach Brytyjskich cena 1kW/h kształtowała się w ubiegłym roku na poziomie 0,174 euro, natomiast w Niemczech za 1kW/h trzeba było płacić 0,292 euro. Problem w tym, że statystyczny Polak zarabiający w 2013 roku przeciętną pensję wyliczaną według GUS (872 euro), mógł za nią kupić 5.891 kW/h prądu. Niemiec za swoją przeciętną pensję (3.449 euro) był w stanie kupić już 11.811 kW/h prądu, zaś Brytyjczyk za swoją przeciętną pensję (2.571 euro) był w stanie kupić aż 14.775 kW/h prądu. Eksperci nie mają wątpliwości - realizacja założeń nowego pakietu klimatycznego spowoduje, że w ciągu najbliższych kilku lat cena prądu w naszym kraju może wzrosnąć nawet o 100 proc. - z poziomu 0,148 euro do około 0,3 euro za 1kW/h. W praktyce będzie to oznaczało załamanie naszej gospodarki oraz utratę konkurencyjności w porównaniu z gospodarkami zachodnimi, a w konsekwencji wzrost bezrobocia i biedy.

Realizacja nowej polityki klimatycznej najmocniej uderzy właśnie w nasz kraj. Żadne inne państwo w Europie nie poniesie tak gigantycznych kosztów. Według ekspertów Instytutu Kościuszki i firmy doradczej Ernst & Young przyjęcie nowego pakietu klimatycznego może oznaczać, że PKB Polski do 2030 roku będzie niższy średnio nawet o 1 proc. rocznie. Tym samym Polska - realizując decyzję Ewy Kopacz - może stracić w tym okresie od kilkudziesięciu do nawet kilkuset miliardów złotych! Pakiet klimatyczny może w zasadzie uniemożliwić nam dogonienie gospodarek Europy Zachodniej kiedykolwiek. Nie wykluczone również, że o to w tym właśnie chodzi. Być może rola Polski, jako gospodarczej kolonii i dostarczyciela taniej siły roboczej ma zostać w ten sposób utrwalona, a sama Ewa Kopacz - jako osoba nie wiele rozumiejąca z tego co było jej podsuwane do podpisania w Brukseli - okazała się być tylko pionkiem potrzebnym do realizacji tego celu...

 

Czytaj więcej: Górnictwo, hutnictwo i energetyka przerażone pakietem klimatycznym. Potrzebny opt-out? (Wnp.pl)
wpis z dnia 25/02/2015

   


  

     Miliony publicznych pieniędzy idą na produkcję "Pokłosia" i historii "Bolka". Ale gdy chodzi o polskich bohaterów to kasy brak 
wpis z dnia 24/02/2015

 

Zwycięstwo "Idy" w wyścigu po prestiżową nagrodę Amerykańskiej Akademii Filmowej pośrednio przypomina nam o temacie dotacji PISF. Miliony publicznych pieniędzy wydano na produkcje "Wałęsy" czy "Pokłosia". Gdy chodzi jednak o filmy na temat polskich bohaterów z okresu sowieckiej okupacji czy pokazujące patologie III RP (np. "Układ Zamknięty") ekipa z Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej strumień pieniędzy zakręca. Pytanie dlaczego?

Przypomnijmy - "Pokłosie", film idealnie wpisujący się w antypolską politykę historyczną, otrzymało aż 3 mln 500 tys. zł dotacji z Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej (PISF). Filmowa Hagiografia "Bolka" dostała jeszcze większą kasę z PISF, bo okrąglutkie 6 milionów złotych. Ale to nie koniec - "W imię...", film o księdzu homoseksualiście, mógł liczyć na 3 miliony złotych państwowego wsparcia. Producenci komedii "Ambassada" z udziałem Adama "Nergala" vel "Holocausto" Darskiego dostali na jego stworzenie 2,6 miliona złotych. 

Gdy chodzi jednak o filmy poruszające tematy niewygodne dla establishmentu III RP, to nagle publicznych pieniędzy zaczyna brakować. PIFS odmówił finansowania ukazującego wszystkie patologie "nowej Polski" filmu "Układ Zamknięty" (odniósł sukces kasowy w kinach). Na produkcję "Historii Roja, czyli w ziemi lepiej słychać" - filmie o dowódcy oddziału partyzanckiego walczącego z sowieckim okupantem, który zginął w 1951 roku podczas obławy zorganizowanej przez KBW, UB i LWP - PIFS początkowo przeznaczył 2 mln zł (w 2010 roku). Niedługo później jednak zmienił swoją decyzję i nakazał reżyserowi filmu - Jerzemu Zalewskiemu - oddać pieniądze z własnej kieszeni. Sprawa skończyła się w sądzie, który na szczęście orzekł, że Zalewski nie musi zwracać pieniędzy. Nie wykluczone, że film będzie miał swoją premierę w tym roku. Na fabularyzowany dokument o rotmistrzu Witoldzie Pileckim złożyło się ponad 2 tys. darczyńców, którzy zebrali 250 tys. zł - czyli 10 razy mniej niż wyniosła dotacja PISF dla wspomnianej powyżej komedii "Ambassada". 

Powyższe przykłady pokazują, że w Polsce nadal panuje swego rodzaju cenzura. Niektórych tematów lub spraw nie można nagłaśniać (afery III RP, mit założycielski "nowej Polski"), a tworzenie kultury masowej na bazie bohaterów z okresu walki o niepodległość jest "państwowo" utrudnione. 

wpis z dnia 24/02/2015

  


  

     Kolejny absurdalny pomysł Platformy: chcą wprowadzić zakaz wjazdu samochodami do centrów miast dla biednych i mniej zamożnych?
wpis z dnia 23/02/2015

 

W głowach polityków Platformy Obywatelskiej pojawiają się coraz to bardziej absurdalne pomysły, których celem jest utrudnienie życia zwykłym ludziom. Właśnie rozpoczęli pracę nad ustawą, dzięki której będzie można wprowadzić zakaz wjazdu do centrów miast dla samochodów należących do biedniejszej części społeczeństwa. Wszystko pod pozorem ochrony środowiska i czystości powietrza. 

Zgodnie z projektem ustawy o ochronie środowiska, przygotowanym przez posłów Platformy Obywatelskiej, władze dużych miast dostaną prawo wprowadzenia zakazu wjazdu do centrów dla samochodów, które nie będą spełniały najwyższych norm emisji spalin. W praktyce chodzi o wszystkie te pojazdy, które nie będą wypełniały wyśrubowanych norm emisji "Euro4" czy "Euro5". Zgodnie z pomysłem ekipy PO samochody podczas kontroli diagnostycznej mają być znakowane specjalnymi plakietkami informującymi o ilości emitowanych spalin. Te, które nie otrzymają plakietek z napisem "Euro4" lub "Euro5" nie będą mogły wjechać do centrów największych miast w Polsce.

Należy zauważyć, że w praktyce ustawa ta uderzy w uboższą część społeczeństwa, która z uwagi na swoje niskie zarobki nie jest w stanie kupić sobie nowszych pojazdów emitujących mniej spalin. Warto w tym miejscu podkreślić, że normę "Euro4" wprowadzono w 2005 roku. To oznacza, że właściciele pojazdów, których wiek przekracza 10 lat mogą się obawiać, że nowa inicjatywa polityków Platformy może istotnie utrudnić im życie. Autorzy tego absurdalnego pomysłu pytani o powody, dla których chcą aby nowa ustawa weszła w życie, stwierdzają, że przeciętny wiek samochodu osobowego jeżdżącego po polskich drogach to 15 lat i coś z tym trzeba zrobić. No tak. Szkoda tylko, że nie biorą pod uwagę tego, iż przeciętnego Polaka często nie stać na zakup nowszego samochodu. Zarabiając po 2000 zł miesięcznie jest skazany za sprowadzenie używanego auta zza Odry, którego wiek i stan techniczny często pozostawia wiele do życzenia. Gdyby zarobki w Polsce były tylko dwukrotnie niższe od europejskich, to prawdopodobnie nie byłoby problemu ze starymi autami jeżdżącymi po naszych drogach. Niestety przeciętny Kowalski zarabia 4-razy mniej od przeciętnego Mullera, a ekipa Platformy przez osiem lat rządów potwierdziła tylko rolę Polski jako gospodarczej kolonii, której największym atutem jest tania siła robocza. W takich okolicznościach niech się nie dziwią, że wiek samochodów w naszym kraju jest adekwatny do możliwości finansowych społeczeństwa.

wpis z dnia 23/02/2015

  


  

     Od kiedy władzę przejęła Platforma w Polsce rozkwitło "teoretyczne państwo" z gigantycznym długiem, bez wojska i pomysłu na przyszłość
wpis z dnia 22/02/2014

 

Rządy ekipy Platformy Obywatelskiej dramatycznie ograniczyły potencjał naszego kraju. Nawet politycy tej partii przyznają, że "państwo istnieje tylko teoretycznie". Mamy teoretyczną armię, która jest w stanie bronić terytorium najwyżej jednego województwa. Realne są za to długi, które w ciągu ostatnich kilku lat wzrosły o 100 procent. Najgorsze jest jednak to, że rządzą nami totalni amatorzy bez żadnego pomysłu na przyszłość, którzy za kasę i stanowiska sprzedadzą nas byle komu. 

Rządy ekipy Platformy Obywatelskiej zdegenerowały istotę państwowości, którą winno być patrzenie przez pryzmat racji stanu i dbania o interesy wspólnoty. Grupa trzymająca władzę, pod osłoną docierających do 90 proc. społeczeństwa mediów mainstreamowych, troszczy się jedynie o własne przywileje. Za kasę i intratne stanowiska są gotowi sprzedać Polskę i Polaków byle komu. Tusk uczynił z nas niemieckiego wasala, Komorowski tworzył kremlowskie przyczółki, a z postępowania nieogarniającej niczego szerzej prowincjonalnej lekarki z Szydłowca, która przypadkiem stanęła na czele polskiego rządu, wyłania się gigantyczne wręcz pragnienie dryfowania z głównym nurtem brukselskiego ścieku, korygowanym ostatnio coraz częściej przez moskiewskich twardogłowych. 

Racje miał Bartłomiej Sienkiewicz, kiedy będąc szefem MSW w rządzie Tuska stwierdził, że "państwo polskie istnieje tylko teoretycznie". Jeśli weźmiemy pod uwagę główne dokonania ekipy PO-PSL z ostatnich kilku lat, to nie możemy mieć co do tego jakichkolwiek wątpliwości. Stopniowa likwidacja armii, zrezygnowanie z prowadzenia jakiejkolwiek polityki zagranicznej oraz nieustające zadłużanie Polaków wystarczyły do tego, aby dramatycznie obniżyć potencjał naszego kraju. Jakby tego było mało władze wobec własnych obywateli zachowują się tak, jak drapieżcy wobec ofiar na które polują. Gnębią nas wieloma podatkami i obciążeniami fiskalnymi oraz dręczą rozbudowaną biurokracją i często niejasnym prawem. Ostatnie osiem lat to pasmo porażek i kompromitacji, czas w którym zamiast się rozwijać i doganiać Zachód, stanęliśmy w miejscu potwierdzając rolę gospodarczej kolonii. Bezpowrotnie tracimy swoje atuty, takie jak potencjał ludnościowy. Demografia i masowa emigracja już robią swoje. Za kilkanaście lat może być nas o kilka milionów mniej, a taką wyrwę niezwykle trudno będzie naprawić. W takich okolicznościach potrzeba nam liderów z prawdziwego zdarzenia, mężów stanu, którzy nie będą się bali podejmować odważnych decyzji, a interes wspólnoty będą potrafili przedłożyć nad swój własny. Niestety rządzący naszym krajem politycy Platformy Obywatelskiej tego nam nie zapewnią. 

wpis z dnia 22/02/2014

  


  

     Szok! Samobójstwa są 7. przyczyną zgonów w Polsce. Czy "zielona wyspa" jest w istocie wyspą samobójców?
wpis z dnia 20/02/2015

 

Z oficjalnych statystyk policyjnych wynika, że w latach 2012-2014 nastąpił dramatyczny wzrost liczby popełnianych w Polsce samobójstw. Jeszcze w 2012 było ich 4177, by w ciągu kolejnego roku ich liczba wzrosła o 46 proc. do poziomu 6100. Niestety 2014 okazał się być prawdopodobnie jeszcze gorszy. Z cząstkowych danych za okres od stycznia do września wynika, że prób samobójczych było o 1,4 tys. więcej niż w analogicznym okresie 2013 roku, zaś dokonanych samobójstw o 113 więcej. Odbieranie sobie życia stało się 7. przyczyną zgonów w naszym kraju! 

Liczba samobójców w naszym kraju jest obecnie większa niż liczba ofiar wypadków komunikacyjnych. Policjanci przyznają, że coraz więcej jest samobójstw z powodów finansowych, popełnianych przez osoby starsze. Ludzie wpadają w pętlę zadłużenia, zalegają z czynszem, tracą mieszkanie czy pracę. Wówczas nie wytrzymują i próbują odebrać sobie życie. To nie powinno jednak dziwić jeśli uświadomimy sobie, że według oficjalnych danych GUS aż 2,8 mln Polaków żyje w skrajnej biedzie, co oznacza, że nie posiadają oni odpowiednich środków na zagwarantowanie sobie i swoim najbliższym biologicznej egzystencji! Jeśli do tego dodamy około 2 milionów pracujących osób, które nie zarabiają więcej niż wynosi obecnie pensja minimalna oraz pogłębiające się przez to rozwarstwienie społeczne powodujące, że najbiedniejszych od najbogatszych dzieli coraz większa przepaść, to jasnym się staje, że warunki do odbierania sobie życia są w Polsce - mówiąc brutalnie - "znakomite".

Niestety do wzrostu ilości prób samobójczych z powodów ekonomicznych istotnie przyczyniła się ekipa rządzącej Platformy Obywatelskiej i PSL-u. Przypomnijmy, że w Polsce obowiązuje najniższa w Europie kwota wolna od podatku (3091 zł), która na domiar złego nie była aktualizowana od 8 lat, czyli czasu kiedy do władzy dostała się wspomniana ekipa Tuska i Komorowskiego. Taka polityka przyczyniła się do kuriozalnej i niespotykanej nigdzie indziej sytuacji, kiedy podatek dochodowy należy płacić nawet od dochodów, które mają nam zapewnić biologiczną egzystencję. Grupa opozycyjnych posłów chciała to zmienić i wniosła do Sejmu projekt ustawy zwiększającej kwotę wolną do poziomu ok. 6500 zł, czyli równowartości rocznego minimum egzystencji. Niestety chorzy na fiskalizm politycy PO-PSL byli innego zdania i projekt ten uwalili już na pierwszym czytaniu. 

By żyło się lepiej i więcej ludzi mogło popełnić samobójstwo...

 

Czytaj także: 2,8 mln Polaków żyje w skrajnej biedzie! Nie mają pieniędzy na biologiczną egzystencję. Spora w tym zasługa ekipy Platformy (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 20/02/2015

  


  

     To dramat, że w tak trudnej sytuacji międzynarodowej na czele polskiego rządu stoi ktoś taki jak Ewa Kopacz
wpis z dnia 19/02/2015

 

W obliczu rozprzestrzenienia się w naszej części Europy konfliktu zbrojnego to prawdziwy dramat, że na czele polskiego rządu stoi ktoś tak nieporadny, nieudolny i ograniczony jak Ewa Kopacz. Osoba, która nie potrafi myśleć w kategoriach racji stanu i z którą nikt na świecie się nie liczy, nie powinna zajmować się rządzeniem w czasach kryzysu i wojennego zagrożenia. Słabości takich ludzi jak Kopacz są bowiem wykorzystywane przez wrogów w sposób bezlitosny. 

Tusk wystawił Kopacz na stanowisko premiera i przewodniczącego partii celowo. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że osoba o tak ograniczonych możliwościach umysłowych nie będzie w stanie nadać partii nowego rozpędu, a co najwyżej dowiezie ją do najbliższych wyborów, które odbędą się już za kilka miesięcy. "Król Europy" nie chciał bowiem, aby ktoś przejął jego "projekt" jakim jest Platforma. Nie przewidział jednak tego, że Polska pod rządami lekarki z Szydłowca może stanąć w obliczu wojennego zagrożenia... 

Niewydolna intelektualnie Ewa Kopacz nie ma absolutnie żadnej politycznej wizji jak rządzić krajem. W sytuacji agresywnej polityki Kremla dramat Polaków jest tym większy, bowiem nikt się ze zdaniem obecnej premier naszego kraju w Europie nie liczy. Podejrzewam nawet, że niektórzy zagraniczni stratedzy uważają, iż Polska obecnie nie ma rządu w ogóle. W budynku Kancelarii Prezesa Rady Ministrów spotkać można od czasu do czasu jedynie grupę zapatrzonych w siebie amatorów udających polityków, którzy nie potrafią dostrzec innego interesu niż swój własny lub partii, do której należą. 

Polska nie leży w próżni. Wokół mamy rządy, które bez pytania wykorzystają słabość i niekompetencje Ewy Kopacz oraz jej ekipy, aby kosztem naszego kraju zwiększyć swoje wpływy w tej części Europy. Wojna jaka rozgrywa się obecnie na Ukrainie może się przelać również na inne kraje. W kolejce do rosyjskiej agresji czekają Estonia, Łotwa i Litwa. Co jeśli do tego dojdzie? Czy Ewa Kopacz, tak jak zapowiadała w październiku ubiegłego roku, zarygluje się we własnym domu jak troskliwa matka? 

wpis z dnia 19/02/2015

   


  

     Dlaczego ekipa PO zrezygnowała z prowadzenia suwerennej polityki zagranicznej? Czy zrobili to za obietnice brukselskich synekur?
wpis z dnia 18/02/2015

 

Polska sterowana przez ekipę Platformy i PEEZELU z roku na rok staje się coraz słabsza. Rząd Ewy Kopacz jest w istocie bezrządem - za granicą nikt nie bierze na poważnie tego co mówi i robi obecna premier, a mieszkający od blisko 5 lat w Belwederze, uchodzący za rosyjskiego figuranta, obrońca WSI jest idealnym przykładem antyprezydenta. Dzięki takim ludziom nasz kraj nie prowadzi obecnie żadnej spójnej i logicznej polityki energetycznej, surowcowej czy obronnej. Jakby tego było mało zrezygnowano z prowadzenia suwerennej polityki zagranicznej. Dzisiaj na arenie międzynarodowej możemy być przehandlowani jak jakiś bantustan.

Publicysta Stanisław Janecki słusznie zauważa w swoim najnowszym tekście, że Polska pod rządami ekipy z PO i PEEZELU, stała się popychadłem możnych w Unii Europejskiej. Nikt już się z nami nie liczy, nie prowadzimy żadnej suwerennej polityki zagranicznej. To samo dotyczy innych strategicznych dla funkcjonowania państwa obszarów polityki energetycznej, surowcowej czy obronnej. Wszystko przez uległość rządzącej nami grupy polityków, którzy siedzą w kieszeniach Angeli Merkel lub Władimira Putina. 

Tusk, za obietnicę otrzymania dobrze płatnej synekury w Brukseli, robił Angeli Merkel bardzo wiele. Praktycznie nie było bardziej uległego wobec kanclerz Niemiec szefa państwa członkowskiego UE niż Tusk właśnie. Były premier naszego kraju prawdopodobnie przehandlował możliwość prowadzenia przez Polskę suwerennej polityki zagranicznej za obietnicę otrzymania dobrze płatnej synekury w Brukseli. Jego następczyni na stanowisku szefa rady ministrów ma za bardzo ograniczone możliwości intelektualne, aby chociaż spróbować uprawiać politykę zagraniczną uwzględniającą interesy naszego państwa. Stąd też za granicą nikt się z nią obecnie nie liczy. 

Jedyną szansą dla Polski wydaje się być odsunięcie ekipy Platformy i PEEZELU od władzy. W tym roku mamy na to wielką szansę.

 

Czytaj także: Bezpieczeństwo i suwerenność Polski sprzedano za płatną 350 tys. euro rocznie posadę Tuska (wPolityce.pl)
wpis z dnia 18/02/2015

  


  

     Wysokie poparcie dla "Bula" w sondażach musi być fikcyjne. Czy władza przygotowuje grunt pod kolejny wyborczy przekręt?
wpis z dnia 17/02/2015

 

Media prorządowe co chwila prezentują sondaże lub badania, z których wynika, że Bronisław Komorowski może liczyć na poparcie ok. 50 - 60 proc. głosujących. Dodatkowo cieszy się zaufaniem minimum 3/4 społeczeństwa. Jak dla mnie jest to przygotowywanie gruntu pod kolejny wyborczy przekręt. Ludzie mają się oswoić z gigantycznym (ale fikcyjnym) poparciem dla "Bula". Tak, aby w dniu wyborów nie było żadnego zaskoczenia. 

Zgodnie z najnowszym sondażem sponsorowanego przez rząd CBOSu - Bronisław "Bul" Komorowski w nadchodzących wyborach prezydenckich może liczyć na 63 procentowe poparcie. To kolejne badanie opinii publicznej nagłaśniane przez wszystkie prorządowe media, zgodnie z którym obecny prezydent ma gigantyczne lecz całkowicie fikcyjne poparcie wyborców. Nie uwierzę bowiem w to, że ponad połowa polskiego społeczeństwa chciałaby dziś oddać swój głos na obciachowego obrońcę WSI, którego największym osiągnięciem jest zgolenie wąsa, stworzenie czekoladowego morła i przemalowanie polskich flag na różowo.

Nie mam również najmniejszych wątpliwości, że te absurdalne wyniki sondaży to w rzeczywistości przygotowywanie gruntu pod kolejny wyborczy przekręt. Po doświadczeniach z ostatnich wyborów można sądzić, że władza zrobi wszystko, aby nie dopuścić do drugiej tury wyborów prezydenckich, a jeśli już do niej dojdzie to będzie w stanie sfałszować jej wyniki poprzez wygenerowanie setek tysięcy nieważnych głosów. Wszystko po to, aby wybory wygrał obrońca post-PRLowskiego układu. Zwycięstwo kandydata opozycji będzie równoznaczne z początkiem destrukcji patologicznej konstelacji stworzonej przez służby, byłych funkcjonariuszy PZPR oraz ekipę Platformy Obywatelskiej. Dlatego obecna władza tak bardzo boi się Andrzeja Dudy. Dlatego z ust rządowych dziennikarzy możemy słyszeć nieustający hejt na tego kandydata, który - powiedzmy to sobie otwarcie - w normalnych okolicznościach medialnych rozniósłby obciachowego dzisiaj "Bula" na strzępy. Jedno jest pewne - jeśli rządowa propaganda nie przyniesie rezultatów i dojdzie do drugiej tury wyborów (a tym samym dojdzie do bezpośredniej debaty transmitowanej przez wszystkie stacje TV) Komorowski ma realne szanse na to, aby sromotnie przegrać.

wpis z dnia 17/02/2015 

      


  

     Wypowiedź Lecha Kaczyńskiego z 2008 roku bardziej aktualna niż słowa Bronisława Komorowskiego z 2014 roku
wpis z dnia 15/02/2015

 

Bronisław Komorowski, podczas swojej pięcioletniej kadencji na stanowisku prezydenta RP, mylił się wielokrotnie. Niestety robił to także w kwestiach strategicznych takich jak obronność czy polityka międzynarodowa. Między innymi z tego powodu powinien być jak najszybciej odsunięty od władzy. Jego pomyłki mogą nas bowiem słono kosztować.

W lutym 2014 roku na antenie radia RMF FM Komorowski powiedział: "Nie sądzę żeby dziś Rosja mogła zastosować wobec Ukrainy scenariusz, który zastosowała kiedyś w stosunku do Gruzji". Wszyscy wiemy doskonale co się stało w ciągu kilku następnych miesięcy. Rosja dokonała wojskowej inwazji na Ukrainę zajmując Krym oraz sporą część Donbasu. Ostrożne szacunki mówią, że w wyniku agresji Kremla zginęło kilka tysięcy ludzi, kilkadziesiąt tysięcy odniosło obrażenia, a kilkaset musiało opuścić swoje domy. 

Jakże inaczej brzmią słowa Lecha Kaczyńskiego z 2008 roku, kiedy po rosyjskiej agresji na Gruzję powiedział: "Wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę! Byliśmy głęboko przekonani, że przynależność do NATO i Unii zakończy okres rosyjskich apetytów. Okazało się, że nie, że to błąd". Okazuje się, że wypowiedź byłego prezydenta sprzed blisko 7 lat jest bardziej aktualna niż opinia obecnego prezydenta sprzed roku. To też pokazuje, jak słaby intelektualnie jest Bul-Komorowski. Nie potrafi on bowiem wyciągać najprostszych wniosków z oczywistych ciągów przyczynowo-skutkowych. Te cechy mogą być niezwykle szkodliwe dla nas wszystkich. Dlatego tym bardziej należy go odsunąć od władzy przy najbliższej okazji. 

wpis z dnia 15/02/2015

   


  

     Na rozbudowę e-administracji w najbliższym czasie pójdzie min. 4,6 mld zł. Wcale to jednak nie oznacza zmniejszenia liczby urzędników
wpis z dnia 13/02/2015

 

Właściciele zaprzyjaźnionych z rządem firm informatycznych muszą zacierać ręce - na rozbudowę systemu e-administracji (ePUAP, CEPiK czy ZUS-PUE oraz planowane e-Zdrowie i e-Podatki) w ciągu kilku najbliższych lat pójdzie minimum 4,6 miliarda złotych publicznych pieniędzy. Niestety wcale nie będzie to oznaczało zmniejszenia liczby urzędników. W tym roku znowu ich przybędzie, a na ich pensje wydamy o 500 mln zł więcej niż w 2014 roku.

od 2012 roku łączne koszty związane z realizacją projektu e-administracji pochłonęły 1,465 mld zł. Mimo tych gigantycznych środków liczba urzędników zatrudnionych w administracji publicznej na koszt podatnika wcale się nie zmniejszyła. Wręcz przeciwnie - nadal utrzymuje się tendencja wzrostowa (przypomnijmy, że w ciągu 7 lat rządów ekipy PO-PSL liczba urzędników zwiększyła się o około 80 tys.). Szacuje się, że rok 2015 będzie kolejnym, w którym liczba urzędniczych etatów się zwiększy. Obecna władza ma bowiem coraz więcej pomysłów na różnego rodzaju nowe instytucje, agencje i fundusze działające na koszt podatników. Dzięki temu na urzędnicze wypłaty wydamy o minimum 500 mln zł więcej, niż w roku ubiegłym, a średnia pensja pracownika administracji przekroczy 4,8 tys. zł.

W kontekście powyższego trudno cieszyć się z informacji o tym, że w ciągu kilku najbliższych lat władza wyda minimum 4,6 miliardów zł na rozbudowę e-administracji skoro prawdopodobnie nie przełoży się to na jakiekolwiek oszczędności. Potok publicznych pieniędzy zaleje konta właścicieli firm informatycznych zaprzyjaźnionych z rządem, jednak liczba urzędniczych etatów w administracji publicznej pozostanie na niezmienionym poziomie. A wszystko na koszt polskiego podatnika. By żyło się lepiej!

wpis z dnia 13/02/2015

   


  

     Gazoport w Świnoujściu - flagowa porażka Platformy. Jak w soczewce widać tam wszystkie patologie ekipy rządowej
wpis z dnia 12/02/2015

 

Warta blisko 2,5 miliarda złotych inwestycja miała być ukończona rok temu, tak aby od czerwca 2014 roku przyjmować skroplony gaz z Kataru i być argumentem w negocjacjach z Gazpromem na temat obniżenia ceny sprowadzanego z Rosji gazu (płacimy najwięcej w Europie). Niestety budowa gazoportu się przedłuża i generuje coraz większe koszty, a strona rządowa nie potrafi określić, kiedy w Świnoujściu będziemy mogli odbierać gaz LNG. Nieudolność i niekompetencję ekipy rządowej widać na tym przykładzie jak w soczewce.

Media donoszą o kolejnych problemach związanych z budową polskiego gazoportu. Tym razem odejściem z placu budowy grozi firma prowadząca testy szczelności gazociągu. Jej pracownicy od kilku miesięcy nie otrzymali wypłaty. Jakby tego było mało powiązany biznesowo z Rosjanami główny wykonawca gazoportu w Świnoujściu, włoska firma Saipem, zażądała nie tak dawno od polskich władz kolejnego aneksu do umowy. Dokument ten miałby regulować kwestie kolejnej podwyżki dla Włochów oraz przesuwać datę oddania do użytku gazoportu o kolejne kilka miesięcy. Wygląda zatem na to, że obietnice Ewy Kopacz o tym, że terminal zostanie oddany do użytku "latem 2015 roku" są mało prawdopodobne. 

Warto przypomnieć, że na ujawnionych w czerwcu ub. r. przez tygodnik "Wprost" nagraniach, były wiceminister finansów w rządzie Tuska, a od 2013 roku wiceprezes zarządu ds. korporacyjnych PGNiG - Andrzej Parafianowicz - w rozmowie ze Sławomirem Nowakiem stwierdził, że podpisane przez rząd Tuska umowy na realizację terminalu LNG w Świnoujściu są bardzo niekorzystne, bowiem pozwalają wykonawcy bezkarnie opóźniać budowę wspomnianej infrastruktury. Podczas nagranej rozmowy pada nawet stwierdzenie, że nasz kraj będzie mógł odbierać gaz z Kataru dopiero w... 2017 roku! 

Opóźnienia w realizacji tej strategicznej dla bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju inwestycji mają gigantyczne znaczenie. Wystarczy tylko sobie uświadomić, jak ważne w negocjacjach z rosyjskim gazpromem na temat ceny sprowadzanego gazu jest posiadanie "karty przetargowej" w postaci gazoportu. Oferowany przez Rosjan gaz natychmiast staje się tańszy, kiedy pojawia się argument sprowadzania większej ilości błękitnego paliwa z innego niż wschodni kierunku. Niestety niekompetencja i nieudolność ekipy rządowej doprowadziła do tego, że pomimo rocznego opóźnienia nadal nie wiemy kiedy terminal w Świnoujściu zostanie oddany do użytku. 

wpis z dnia 12/02/2015

  


  

     Kapitalizm po polsku: Jeszcze nigdy tak wielu, nie pracowało tak wiele, za tak niewiele, na tak niewielu
wpis z dnia 11/02/2015

 

Na pracę poświęcamy znacznie więcej czasu niż wynosi średnia unijna. Mimo to, zarabiamy kilkukrotnie mniej. Kapitalizm jaki zapanował nad Wisłą po 26 latach trwania III RP śmierdzi patologią. Jeszcze nigdy bowiem tak wielu, nie pracowało tak wiele, za tak niewiele, na tak niewielu...

Jak wynika z danych opublikowanych przez Eurostat - w 2013 r. przeciętny Polak w ciągu tygodnia pracował niemal 41 godzin, to jest o 3,5 godz. więcej niż wynosi średnia dla Unii Europejskiej. W tej kategorii Wyprzedzili nas tylko Grecy. Według oficjalnych danych rządowego GUS w 2013 r. ponad 14 proc. Polaków spędzało w pracy minimum 50 godz. tygodniowo. Statystyki te mają potwierdzenie innym raporcie - tym razem OECD z 2012 roku - w którym Polacy również byli wice-liderami w UE pod względem ilości przepracowanych godzin. Przeciętny Polak miał w ciągu roku przepracować 1929 godzin. Dla porównania - statystyczny Brytyjczyk w pracy spędził 1654 godziny, Francuz - 1479 godzin, Niemiec - 1397 godzin, a Holender jedynie 1381 godzin.

Ten sam Eurostat opublikował również dane na temat wydajność pracy. Ale uwaga! Nie należy mylić ekonomicznej wydajności pracy (w rozumieniu Eurostatu) z ogólnie rozumianą wydajnością (jako pracowitością)! I tak - wydajność pracy w Polsce mierzona wartością PKB w cenach stałych na przepracowaną godzinę była aż o 67,7 proc. niższa niż średnia dla Unii Europejskiej. Jak podaje Eurostat - zajmujemy 5. miejsce od końca w Unii (z wynikiem 10,6 euro na godzinę). Wyprzedzamy tylko Litwę, Łotwę, Rumunię i Bułgarię. W tym miejscu należy jednak wyraźnie podkreślić - nie oznacza to wcale, że Polacy są leniwi lub wkładają w pracę mniej wysiłku (jak czasem sugerują co niektórzy publicyści mediów pro-rządowych). Słynną "wydajność" pracy mierzy się bowiem przez pryzmat wartości pieniężnej danej czynności czy usługi, która zasili PKB danego kraju. Odwołując się do przykładu: Niemiec z fabryki akcesoriów biurowych ulokowanej pod Hamburgiem wyprodukuje w ciągu godziny 100 długopisów. Każdy z nich jest w Niemczech warty dla przykładu 1 euro, tj. równowartość około 4,30 zł. To znaczy, że w ciągu tylko jednej godziny pracy niemiecki robotnik jest w stanie powiększyć PKB swojego kraju o 100 euro (tj. ok. 430 zł). Polak z fabryki akcesoriów biurowych spod Warszawy jest w tym samym czasie wyprodukować, aż 200 takich samych długopisów. Problem w tym, że każdy z nich jest w naszym kraju warty tylko 0,80 zł, a to oznacza, że jego "wydajność" pracy mierzona wartością dodaną PKB wnosi tylko 160 zł na godzinę. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że bardziej produktywny jest Polak spod Warszawy. Wszak jest w stanie wyprodukować, aż 200 długopisów na godzinę. I to jest prawda - pracownik fabryki w Polsce wyprodukuje więcej, ale to pracownik fabryki za naszą zachodnią granicą będzie uznany w oficjalnych statystykach ekonomicznych jako ten bardziej "wydajny", mimo że w rzeczywistości potrafi wyprodukować w ciągu godziny dwa razy mniej niż Polak. Ponadto - w pracy w ciągu miesiąca spędzi o 1/4 czasu mniej, a mimo to otrzyma 4-krotnie wyższą pensję niż jego kolega z Polski...

Jaki z tego wniosek? W ciągu ćwierćwiecza "transformacji" w Polsce wykształciło się pokolenie ciężko pracujących niewolników, którzy za to, że przeciętnie pracują o 1/4 dłużej niż ludzie na Zachodzie dostają na konto jako wynagrodzenie 4-krotnie mniej pieniędzy. Tak wygląda nowoczesny kapitalizm po polsku!

wpis z dnia 11/02/2015

   


  

     Drogi krajowe płatne dla kierowców aut osobowych??!

- Tego nie można wykluczyć
wpis z dnia 10/02/2015

 

- "Docelowo za jazdę drogami krajowymi powinniśmy płacić wszyscy bez wyjątku, to nie ulega wątpliwości" - tak dwa lata temu twierdził Stanisław Żmijan, funkcjonariusz Platformy Obywatelskiej, który zasiadał na stanowisku wiceprzewodniczącego sejmowej komisji infrastruktury. Póki co władza wprowadza ten plan dla samochodów powyżej 3,5 tony. W tym roku łączna długość płatnych dróg krajowych, na których zainstalowano bramki ViaToll osiągnie blisko 3200 km. Kwestią czasu pozostaje kiedy ekipa Kopacz zgnębi kierowców zwykłych aut osobowych i nakaże im również płacić za możliwość korzystania z drogi krajowej. 

Zgodnie z planami rządu w tym roku przybędzie 250 km płatnych tras. To oznacza, że łączna długość dróg zarządzanych przez GDDKiA, na których zainstalowano bramki ViaToll wzrośnie do 3170 kilometrów. Póki co, za wjazd na takie drogi płacą jedynie kierowcy samochodów, których masa przekracza 3,5 tony. Niewykluczone jednak, że obowiązek ten zostanie niebawem rozszerzony także na kierowców samochodów osobowych. Taki wniosek można wysnuć, kiedy posłuchamy Stanisława Żmijana - funkcjonariusz Platformy Obywatelskiej, który zasiadał na stanowisku wiceprzewodniczącego sejmowej komisji infrastruktury.

Przypomnijmy, że na początku 2013 roku na antenie Polskiego Radia Żmijan przyznał, że Polacy powinni płacić za korzystanie z 20 tys. kilometrów dróg krajowych: "Jeśli przyjęliśmy zasadę, że jeździmy, mamy wpływ na zużywanie się dróg, to powinniśmy po prostu płacić. Taki system wdrażamy" - powiedział podczas radiowej debaty poseł PO. W rozmowie z dziennikiem "Fakt" był jeszcze bardziej stanowczy: "Docelowo za jazdę drogami krajowymi powinniśmy płacić wszyscy bez wyjątku, to nie ulega wątpliwości". Opłaty za korzystanie z dróg mogłyby być pobierane od kierowców samochodów osobowych poprzez wspomniany system viaTOLL, który obecnie obowiązuje jedynie kierowców samochodów ciężarowych. W ten sposób nie tylko zyskałoby państwo (poprzez znaczący wzrost pobieranych opłat za przejazd drogami krajowymi), ale również firmy produkujące czytniki ViaToll (wszak, aby można było pobrać opłatę, samochód musi mieć wmontowany specjalny czytnik naliczający płatność pod każdą przejechaną bramką). Wszystko to oczywiście w ramach spełniania postulatu "By żyło się lepiej". Obstawiam, że jeżeli Platforma do spółki z PSL lub innym koalicjantem utrzyma się przy władzy na kolejną kadencję, to opłaty za podróżowanie samochodem osobowym drogami krajowymi zostaną wprowadzone najdalej za 2 lata...

wpis z dnia 10/02/2015

  


 

     Zobacz jakie polskie miasta mogą być zniszczone przez rosyjskie Iskandery. Dlaczego politycy PO przez 8 lat wstrzymywali budowę tarczy??!
wpis z dnia 9/02/2015

 

W Obwodzie Kaliningradzkim, wzdłuż granicy z Polską, Rosjanie rozmieścili rakiety balistyczne typu Iskander-M, które zdolne są również do przenoszenia ładunków nuklearnych. Nie musielibyśmy się tym specjalnie martwić, gdyby na terytorium naszego kraju istniał system obrony przeciwrakietowej. Problem w tym, że politycy Platformy Obywatelskiej przez 8 lat rządów nie zrobili praktycznie nic, aby taki system powstał. Obecnie nie jesteśmy chronieni w ogóle przed rakietowym atakiem z powietrza, który w ciągu 10 - 20 minut może zniszczyć większość polskich baz wojskowych, fabryk produkujących broń, kluczowych elektrowni czy lotnisk.

Poniższa mapa prezentuje zasięg rozmieszczonych wzdłuż granicy z Polską w Obwodzie Kaliningradzkim rosyjskich wyrzutni rakiet balistycznych Iskander-M. Mogą one niszczyć cele oddalone nawet o 500 kilometrów. W praktyce oznacza to, że niemal cała Polska jest w ich zasięgu. Aby całkowicie sparaliżować nasz kraj rakiety te wcale nie muszą być uzbrojone w ładunki nuklearne. Precyzyjne uderzenie ładunkami konwencjonalnymi w takie cele jak bazy wojskowe, lotniska z myśliwcami szturmowymi, największe elektrownie czy fabryki produkujące broń, w ciągu maksymalnie 20 minut może istotnie obniżyć zdolności bojowe naszej armii, a wśród ludności cywilnej wywołać chaos i panikę:

 

 

Niestety politycy Platformy Obywatelskiej oraz PSL przez ostatnich 8 lat rządów nie zrobili praktycznie nic, aby w naszym kraju powstał system obrony przeciwrakietowej. Warto podkreślić, że plany budowy "tarczy antyrakietowej" zaczęto kreślić jeszcze w 2005 roku. Po przejęciu władzy przez ekipę Tuska i Komorowskiego o potrzebie budowy obrony przeciwrakietowej już tylko mówiono. Ale słowa nigdy nie przerodziły się w realne działanie. Podejrzewam, że ciągłe powtarzanie przez polityków Platformy - ze szkolonymi w Moskwie doradcami Komorowskiego na czele - o potrzebie budowy tarczy, było tylko elementem dywersyjnej gry operacyjnej. System obrony antyrakietowej w warunkach rządów ludzi, których Kreml trzyma w kieszeni, nie miał prawa powstać. No i nie powstał.

Na marginesie: ktoś kiedyś słusznie zauważył, że większość naszego ciężkiego sprzętu wojskowego, w tym czołgów i artylerii, jest ulokowana na... południowo-zachodniej granicy Polski. Wygląda to tak, jakby potencjalnego ataku mielibyśmy się spodziewać ze strony Niemiec lub Czech. Nic bardziej mylnego. W kontekście zasięgu rosyjskich Iskanderów-M ma to sens. Na poniższej mapie widać, że 10, 11 oraz 34 Brygada Kawalerii Pancernej polskich sił zbrojnych swoje bazy ma poza granicą zasięgu rosyjskich rakiet:

 

 

Stąd można wysnuć wniosek, że strategia obrony antyrakietowej w czasach rządów PO-PSL polega głównie na tym, aby jak największą ilość sprzętu przerzucić jak najdalej na południowo-zachodnie krańce kraju, tak aby uciec spod zasięgu niszczycielskich Iskanderów...

 

wpis z dnia 9/02/2015

    


   

     Najpierw rozbrojenie polskiej armii, a później prowokacyjne wypowiedzi. Platforma przybliża rosyjską agresję?
wpis z dnia 8/02/2015

 

Dywersyjne działania polityków PO i prezydenta Komorowskiego, mające na celu maksymalne osłabienie polskiego wojska, przybierają na sile: MON chce zwolnić ze służby zawodowej 34,6 tys. z 41 tys. posiadanych przez polską armię żołnierzy frontowych, plan modernizacji armii z 2013 roku nie jest realizowany w ogóle, a kolejne przetargi na zakup strategicznego sprzętu są odkładane w nieokreśloną przyszłość. W tym samym czasie odpowiadająca za ten stan rzeczy władza zaczyna prowokować Rosjan coraz bardziej bezmyślnymi wypowiedziami. A może wszystko to dzieje się według z góry nakreślonego scenariusza?

Pamiętacie jak pod koniec 2013 roku kilkadziesiąt tys. rosyjskich żołnierzy ćwiczyło tuż przy granicy polsko-białoruskiej atak na Warszawę? Nie można wykluczyć tego, że wspomniane ćwiczenia zostaną niebawem zrealizowane w rzeczywistości. Wszak Komorowski i Tusk uchodzą za ludzi, których Putin trzyma w garści (szczególnie Komorowski, który po objęciu urzędu prezydenta RP otoczył się wianuszkiem generałów szkolonych w latach 80-tych w ZSRR przez KGB). To może tłumaczyć dywersyjne decyzje jakie ekipa Platformy podejmowała w ostatnim czasie wobec polskiego wojska. Ich ostatecznym celem ma być maksymalne osłabienie zdolności bojowych, tak aby w przypadku rozpoczęcia konwencjonalnego konfliktu zbrojnego armia rosyjska mogła zdobyć nasz kraj przy jak najmniejszych stratach własnych. Innymi słowy - cała niekompetencja i nieudolność obecnej władzy w zakresie bezpieczeństwa narodowego była gruntownie przemyślana, szczegółowo zaplanowana i realizowana z niemal chirurgiczną precyzją. 

Teraz, kiedy po 8 latach rządów PO-PSL polskie siły zbrojne są w naprawdę dramatycznym stanie, a ze strony NATO nie ma co liczyć na jakąkolwiek pomoc, wystarczy znaleźć odpowiedni pretekst do drastycznego ochłodzenia stosunków między Polską a Rosją. Takim pretekstem mogą być ostre (lecz z góry zaplanowane) wypowiedzi czołowych polityków Platformy kierowane wobec Rosjan, dodatkowo poparte jakąś akcją wymierzoną w obywateli Federacji Rosyjskiej, których w ostatnim czasie bardzo wielu przebywa w Trójmieście. Przypomnijmy, że nasze władze 3 lata temu otworzyły granice z Obwodem Kaliningradzkim (każdy Rosjanin wjeżdża do Polski jak chce i kiedy chce), tak więc pole do prowokacji dla służb specjalnych np. w województwie pomorskim jest bardzo duże, a udana prowokacja stanowiłaby punkt zapalny dla rozpoczęcia konfliktu.

wpis z dnia 8/02/2015

  


  

     PO-PSL uwaliło w Sejmie projekt zwiększający kwotę wolną od podatku. Polacy zapłacą fiskusowi w ciągu roku o 13,6 mld zł więcej!
wpis z dnia 6/02/2015

 

W Polsce obowiązuje najniższa w Europie kwota wolna od podatku (3091 zł), która na domiar złego nie była aktualizowana od 8 lat, czyli czasu kiedy do władzy dostała się ekipa Tuska i Komorowskiego. Taka polityka przyczyniła się do kuriozalnej i niespotykanej nigdzie indziej sytuacji, kiedy podatek dochodowy ludzie muszą płacić nawet od dochodów, które mają im zapewnić biologiczną egzystencję. Grupa posłów chciała to zmienić i wniosła do Sejmu projekt ustawy zwiększającej kwotę wolną do poziomu ok. 6500 zł, czyli równowartości rocznego minimum egzystencji. Niestety chorzy na fiskalizm politycy PO-PSL byli innego zdania i projekt ten uwalili już na pierwszym czytaniu. 

Za podniesieniem kwoty wolnej od podatku głosowało 200 posłów (PiS, SLD, KPSP i TR). Przeciwko temu pomysłowi była jednak Platforma z PSL-em (232 głosy), co w konsekwencji doprowadziło do odrzucenia poselskiego projektu już na pierwszym czytaniu. Taka decyzja rządzącej koalicji będzie miała bardzo poważne skutki finansowe dla całego społeczeństwa. Polacy w ciągu roku będą musieli zapłacić o 13,6 mld zł więcej podatku dochodowego. Co istotne - odrzucenie przez ekipę Tuska i Komorowskiego pomysłu podniesienia kwoty wolnej od podatku najmocniej uderza w grupę około 3 milionów najbiedniejszych, którzy na co dzień zmagają się z ubóstwem i nędzą. Dla nich niezwykle istotne jest to czy kwota od której nie muszą płacić podatku wyniesie 3091 zł czy 6500 zł. Niestety, tak jak syty głodnego nie zrozumie, tak i chorzy na fiskalizm politycy PO-PSL także nie są w stanie pojąć, że utrzymując podatki dla najbiedniejszych na tak wysokim poziomie mogą doprowadzić do wielu życiowych dramatów.

Na marginesie warto przypomnieć, że w Wielkiej Brytanii kwota wolna od podatku jest obecnie 19 razy większa niż w Polsce rządzonej przez rzekomych "liberałów"...

 

wpis z dnia 6/02/2015

    


  

     Największym osiągnięciem prezydentury Komorowskiego jest czekoladowy orzeł i przemalowanie polskich flag na różowo
wpis z dnia 6/02/2015

 

Rehabilitacja WSI, pomysły aby Rosja była gwarantem bezpieczeństwa Polski, porzucenie idei Polski jako lidera regionu, podpisywanie jak leci wszystkich ustaw uchwalonych przez Platformę oraz mnóstwo kompromitujących wpadek - w tych kilku słowach można streścić blisko 5 lat prezydentury Bronisława "Bula" Komorowskiego. Oddanie podczas najbliższych wyborów głosu na tą osobę będzie niezwykle szkodliwe dla polskiej racji stanu, a już na pewno obciachowe.

Trudno nie zgodzić się ze słowami publicysty tygodnika "wSieci" Stanisława Janeckiego, który ironicznie napisał na swoim twitterze, iż największym osiągnięciem prezydentury Komorowskiego jest czekoladowy orzeł i przemalowanie polskich flag na różowo. Niestety oprócz kompromitujących wpadek (różowego morła, obok "bulu i nadzei", można przedstawiać jako flagową kompromitacje Komorowskiego) obecny prezydent otoczył się także wianuszkiem doradców, których kariery zaczynały się w PZPR, a część z nich kończyła specjalne kursy w Moskwie. Efektem tego są kuriozalne "plany", "doktryny" i "strategie" powstające w zaciszu belwederskich gabinetów, które według ich autorów mają poprawić stan bezpieczeństwa naszego kraju, w rzeczywistości jednak przyczyniają się do dalszego pogłębiania kryzysu obronności (w opublikowanym w 2012 roku dokumencie pt. "Budowa zintegrowanego systemu bezpieczeństwa narodowego Polski" mogliśmy przeczytać, że to Rosja - a nie NATO - powinna być gwarantem bezpieczeństwa naszego kraju). Jakby tego było mało wybrany w 2010 roku prezydent idealnie spoił ze sobą establishment PRL-u i obecnej władzy związanej z PO-PSL. Istotnie wzrosła pozycja i znaczenie środowiska związanego z WSI. To co jeszcze 5 lat temu było niedopomyślenia (zapraszanie do rządowych telewizji byłych funkcjonariuszy WSI w roli "ekspertów" od komentowania bieżących wydarzeń) dzisiaj stało się normą. 

Wiążąc ze sobą powyższe fakty zasadnym staje się pytanie: Czy służby mają na Bronisława Komorowskiego poważne haki? Czy szantażują go ujawnieniem kompromitujących materiałów, gdy ten zacznie działać wbrew ich woli? Dziennikarz śledczy Witold Gadowski ujawnił kilkanaście tygodni temu, że kiedy Bronisław Komorowski obejmował urząd prezydenta RP otrzymał od gen. Wojciecha Jaruzelskiego przesyłkę. Oprócz gratulacji, było w niej także coś, co sprawiło, że Komorowski bardzo się zdenerwował. Czy to może tłumaczyć dlaczego Komorowski jest wobec otoczenia sowieckich służb taki uległy?

 

Źródło: Twitter.com (Stanisław Janecki)
Źródło: Roztrzęsione dłonie Komorowskiego (Stefczyk.info)
Czytaj także: Stratedzy bezbronności (Bezdekretu.blogspot.com)
wpis z dnia 6/02/2015

  


  

     By żyło się lepiej... Swoim! Kto naprawdę zyskał po 8 latach rządów PO? Zobacz jak rosły zarobki ludzi ze świty Tuska
wpis z dnia 5/02/2015

 

Osiem lat temu ekipa Tuska szła po władze z hasłem "By żyło się lepiej. Wszystkim!". Szybko okazało się jednak, że slogan ten miał zastosowanie jedynie do wąskiej grupy ludzi. Poniżej porównanie zarobków ludzi z najbliższego otoczenia Tuska sprzed kilku lat i obecnie. Widać wyraźnie komu żyje się dziś lepiej...

# Donald Tusk - kiedyś, jako premier Polski zarabiał ok. 16,5 tys. zł. Dzisiaj, jako szef Rady Europejskiej otrzymuje ok. 120 tys. zł
# Elżbieta Bieńkowska - kiedyś, jako minister w rządzie Tuska zarabiała ok. 15 tys. zł. Dzisiaj, jako eurokomisarz otrzymuje ok. 87 tys. zł
# Michał Boni - kiedyś, jako minister w rządzie Tuska zarabiał ok. 15 tys. zł. Dzisiaj, jako europoseł otrzymuje ok. 33,5 tys. zł
# Piotr Serafin - kiedyś, jako podsekretarz stanu i wiceminister w MSZ zarabiał ok. 13,5 tys. zł. Dzisiaj, jako szef gabinetu przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska otrzymuje ok. 61,5 tys. zł
# Paweł Graś - kiedyś, jako sekretarz stanu i rzecznik rządu Tuska zarabiał ok. 13,5 tys. zł. Dzisiaj, jako współpracownik Tuska odpowiedzialny za kontakty z Parlamentem Europejskim zarabia ok. 32,8 tys. zł
# Julia Pitera - kiedyś, jako sekretarz stanu w rządzie Tuska zarabiała 12,5 tys. zł. Dzisiaj, jako europoseł otrzymuje ok. 33,5 tys. zł
# Łukasz Broniewski - kiedyś, jako szef Gabinetu Politycznego w rządzie Tuska zarabiał 8 tys. zł. Dzisiaj, jako szef prywatnego biura Tuska w Brukseli otrzymuje ok. 24 tys. zł.

Źródło: Chinaski (Twitter)
wpis z dnia 5/02/2015

   


   

     Kolejny sukces rządu! Polska najgorsza w Europie w rankingu badającym skomplikowanie przepisów dotyczących prowadzenia biznesu
wpis z dnia 4/02/2015

 

Osiem lat rządów ekipy Platformy i PSL-u kończy się fantastycznymi wynikami naszego kraju w różnego rodzaju rankingach porównawczych. Tym razem Polska wypadła najgorzej w Europie i zajęła 7. miejsce od końca na świecie pod względem stopnia skomplikowania i niejasności przepisów dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej. Brawo rządowa ekipo! Ręce same układają się do oklasków! Wasza nieudolność, niekompetencja i partactwo doprowadziły do tego, że już gorzej być nie może!

Ranking "Global Benchmark Complexity Index" przygotowany przez firmę TMF Group ukazuje poziom skomplikowania i niejasności przepisów prawnych dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej w poszczególnych państwa. Okazuje się, że najprostsze i najbardziej czytelne przepisy w tej materii funkcjonują w Nowej Zelandii, Irlandii oraz na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych. Czwartą pozycję zajęła Dania. Wysoko jest także Holandia (6. miejsce) oraz Wielka Brytania (8. miejsce). 

Polska zajęła w tym rankingu 75. miejsce (na 81 państw badanych) i była najgorsza spośród wszystkich badanych przez TMF Group państw europejskich. Wynik ten nie powinien nas jednak dziwić. Przez 8 lat rządów ekipy PO-PSL nie zrobiono nic, aby ułatwić przedsiębiorcom prowadzenie działalności gospodarczej. Wręcz na odwrót - nowe przepisy i rozporządzenia jeszcze bardziej komplikowały, i tak już trudny do ogarnięcia, system prawny, o flagowej inicjatywie Platformy Obywatelskiej pt. "Jedno okienko" bardzo szybko zapomniano, zaś swoje 3 gorsze dorzuca aparat fiskalny państwa, który niejednokrotnie podatkowe decyzje podejmuje na zasadzie uznaniowej. Sądownictwo gospodarcze to temat na osobny artykuł. Wystarczy tylko wspomnieć, że procesy cywilne o odzyskanie należności potrafią ciągnąć się latami, a sąd wyższej instancji może kilkanaście razy zwracać daną sprawę do sądu niższej instancji. Ekipa Platformy miała 8 lat, aby to zmienić. Nie zrobili nic! Swoją nieudolnością i partactwem udowodnili jedynie, że już gorzej - przynajmniej w Europie - być nie może. Pozostaje jeszcze zajęcie ostatniego miejsca w rankingu światowym. Nie wykluczone, że cel ten zostanie niebawem osiągnięty. Wszak osoby na stanowisku premiera i prezydenta dają ku temu rękojmie. 

Źródło informacji: Global Benchmark Complexity Index
wpis z dnia 4/02/2015

    


   

     Drenaż demograficzny trwa w najlepsze. Polska wśród państw, z których ucieka najwięcej dobrze wykształconych ludzi
wpis z dnia 3/02/2015

 

Masowa emigracja to jeden z największych problemów współczesnej Polski. Rząd PO-PSL przez 8 lat trwania u władzy nie zrobił nic, aby w jakikolwiek sposób powstrzymać ten proces. Demograficzną "wyrwę" można porównać jedynie do strat poniesionych przez nasz kraj podczas II wojny światowej. Co gorsze - z Polski ucieka coraz więcej specjalistów i dobrze wykształconych ludzi, których pomysły, idee i pracowitość najszybciej przełożyłyby się na siłę i rozwój naszej gospodarki. 

Instyt Gallupa opublikował raport na temat "drenażu mózgów", czyli emigracji specjalistów wysokiej klasy do innych państw (przeważnie powodowanej względami finansowymi). Okazało się, że nasz kraj w tej klasyfikacji wypadł bardzo słabo. Z klasyfikowanych państw europejskich gorzej jest obecnie tylko na Ukrainie, gdzie współczynnik "Potential Net Brain Gain Index" kształtuje się na poziomie -27 proc. W Polsce wynosi on -12 proc., czyli o tyle więcej specjalistów wyjeżdża na stałe poza granice naszego państwa niż postanawia znaleźć u nas pracę. Dla porównania Francja i USA mogą się pochwalić wynikiem +7 proc., Włochy +13 proc., Wlk. Brytania +21 proc. Niemcy +24 proc., zaś Kanada aż +105 proc. Rekordowy wynik Kanady oznacza, że do tego państwa emigruje ponad 2-krotnie więcej wysokiej klasy specjalistów, niż sama jest w stanie takich specjalistów wyedukować. 

Szkoda, że nasze władze nie robią praktycznie nic, aby powstrzymać negatywne tendencje demograficzne. Szkoda, że ostatnie 8 lat upłynęło głównie na robieniu pustego pijaru, z którego nic nie wynikało. Ekipa PO-PSL nie ma żadnej koncepcji czy strategii w tej mierze. Co więcej - jeszcze do niedawna można było odnieść wrażenie, iż masowa emigracja Polaków jest na rękę Tuskowi i jego poplecznikom. Wszak grupa społeczna, która jako pierwsza wyszłaby na ulice protestować, dzisiaj w większości siedzi na zmywaku lub innej podobnej pracy w Wielkiej Brytanii. Ponadto z tylnych szeregów Platformy dochodziła narracja, zgodnie z którą "masowa emigracja" jest czymś wspaniały, bo wreszcie młodzi i zdolni Polacy nie muszą pracować nad Wisłą, lecz mogą sobie swobodnie zasilać swoim potencjałem gospodarki innych państw... Niestety taki sposób myślenia jest niezwykle szkodliwy, bowiem dobrze wykształceni specjaliści, których pomysły, idee i pracowitość najszybciej przełożyłyby się na siłę naszej gospodarki, pracują w takim układzie na rzecz innych gospodarek. No ale czego można oczekiwać od ludzi powiązanych z ekipą rządową...

 

Czytaj więcej: Potential Net Migration Shows Aging Countries Attract Young (Gallup.com)
wpis z dnia 3/02/2015

  


  

     Szpica NATO to kpina! W przypadku agresji wroga na reakcje części sił wchodzących w jej skład będziemy musieli czekać nawet... 45 dni!
wpis z dnia 2/02/2015

 

W ubiegłym roku NATO podjęło decyzję o utworzeniu tzw. szpicy, czyli wyspecjalizowanych sił szybkiego reagowania. Problem w tym, że tylko 5 tys. żołnierzy wchodzących w skład tej jednostki będzie gotowa do interwencji w ciągu 5-7 dni. Pozostałe siły szpicy (ok. 10 tys. żołnierzy komponentu lądowego, morskiego i powietrznego) będą gotowe do walki dopiero w ciągu 30-45 dni! Uwzględniając fakt stopniowej likwidacji polskiego wojska przez ekipę Platformy, pomoc NATO w ciągu 45 dni może być zdecydowanie zbyt późna.

Eksperci są zgodni - lata zaniedbań ekipy Platformy i PSL doprowadziły do znaczącego obniżenia zdolności bojowych polskich sił zbrojnych. Niektórzy twierdzą nawet, że w przypadku konwencjonalnego ataku na nasz kraj, polskie wojsko byłoby w stanie bronić tylko niektórych jego terytoriów i to przez krótki okres czasu (od 3 do 5 dni). Stąd też ubiegłoroczny pomysł stworzenia sił szybkiego reagowania w ramach NATO wydawał się być niezwykle potrzebny. Kłopoty zaczęły się jednak już na początku, kiedy okazało się, że NATO może mieć ogromne problemy z utworzeniem tzw. "szpicy" z uwagi na cięcia finansowe w europejskich budżetach wojskowych. Jakby tego było mało siły szybkiego miałyby liczyć w wersji podstawowej do 5 tys. żołnierzy. Dwie kolejne brygady (ok. 10 tys. żołnierzy) miałoby być gotowych do walki dopiero po upływie 30-45 dni. 

Nie trzeba być wojskowym strategiem, aby stwierdzić, że - po pierwsze: siły szybkiego reagowania NATO są raczej niewielkich rozmiarów (5 tys. żołnierzy podstawowej brygady może skutecznie walczyć na terytorium o wielkości powiatu, a nie całego państwa). Po drugie - gotowość do walki dwóch kolejnych brygad "szpicy" pozostawia wiele do życzenia. Okres 30-45 dni na froncie walki oznacza często epokę. To może znaczyć, że w przypadku agresji wroga posiłki wyspecjalizowanych wojsk NATO mogą przyjść zdecydowania za późno. Nie musielibyśmy się martwić niską zdolnością bojową "szpicy", gdybyśmy sami posiadali silną armię (na wzór na przykład Turcji). Niestety ostatnie 8 lat rządów PO-PSL pokazało dobitnie ich dywersyjne zamiary. Zamiast rozwijać i modernizować polskie wojsko, ekipa Tuska i Komorowskiego zaczęła stopniowo je likwidować. Efekt jest taki, że w większości nadal mamy przestarzały sprzęt, a oficjalnie 100 tysięczna armia, ma w swoich zasobach jedynie 41 tys. żołnierzy frontowych (z których większość zostanie niebawem decyzją MON zwolniona ze służby). 

Reasumując: z okresu umizgów do Rosji i cięć wydatków na zbrojenia, nic dobrego z tego nie wynikło. Straciliśmy tylko 8 lat. Przykład Ukrainy pokazuje do czego prowadzi rozbrajanie się i liczenie na to że ktoś pomoże. Chcesz pokoju? To szykuj się do wojny.

wpis z dnia 2/02/2015

     


   

     Dramatyczny list polskich żołnierzy: "Władza doprowadza do degradacji Wojska Polskiego. Z roku na rok staje się coraz słabsze i papierowe!"
wpis z dnia 1/02/2015

 

"III Rzeczpospolita Polska w swojej 25-letniej historii nigdy dotąd nie była w stanie tak wielkiego i realnego zagrożenia (...) Przez ostatnie dwie kadencje Sejmu koalicja rządząca doprowadza do sukcesywnej degradacji Wojska Polskiego. (...) Wojsko Polskie z roku na rok staje się coraz słabsze i papierowe - mamy blisko 23 tys. oficerów, 41 tys. podoficerów i tylko 33 tys. szeregowych! Nasze 90-tysięczne wojsko ma więcej generałów w służbie czynnej od armii II Rzeczpospolitej Polskiej, choć wówczas dywizji było 10 razy więcej niż obecnie" - możemy przeczytać w liście napisanym przez grupę polskich żołnierzy, który został wysłany do posłów. 

Niestety powyższe słowa potwierdzają nasze wcześniejsze domysły - członkowie ekipy PO-PSL prowadzą w rzeczywistości dywersyjne działania, których celem jest maksymalne osłabienie polskiej armii. Zdolności bojowe naszego wojska mają być symboliczne, najlepiej ograniczone do umiejętności zorganizowania defilady na 15 sierpnia. Żołnierzy frontowych, zdolnych do walki z agresorem, ma być jak najmniejsza ilość, ot tyle aby ochronić terytorium o łącznej powierzchni najwyżej trzech powiatów. Nie więcej. Modernizacja idzie jak po grudzie. Kolejne strategiczne przetargi są odkładane w nieokreśloną przyszłość. Żołnierze nie mają wątpliwości. W liście do posłów piszą między innymi:

"Niestety dzięki zmianom wprowadzonym przez Ministra Obrony Narodowej Bogdana Klicha polska armia pozbywa się wykształconych fachowców, wybitnych specjalistów i prawdziwych żołnierzy, doświadczonych na polu walki. Żołnierze szeregowi nie mogą służyć dłużej niż 12 lat z powodu braku możliwości przejścia na służbę stałą. (...) W większości jednostek nie jest obsadzone nawet 40 proc. etatów szeregowych, ale za to wszystkie oficerskie i podoficerskie. Morale w korpusie są najniższe od lat, można powiedzieć że sięgają dna. Nie można mówić o zmotywowanym wojsku, gdy praktycznie codziennie żegnasz profesjonalnego żołnierza, który niejednokrotnie uratował ci życie. (...) Jesteśmy traktowani niesprawiedliwie i z ogromną stratą dla obronności kraju. Władza wykorzystuje fakt naszego podporządkowania oraz to, że nie mamy związków zawodowych. Zawsze wszystkie niedogodności znosiliśmy z honorem i szacunkiem do ojczyzny, której szczerze i godnie chcemy służyć. (...) Media, do których się zwracamy, odmawiają przyjrzenia się temu tematowi, niektóre wprost odpowiadają, że istnieje „rozkaz z góry”, aby o tym nie mówić."

Przypomnijmy, że obecnie nasz kraj ma jeden z najniższych współczynników zdolności mobilizacyjnych w całej Europie. Wskaźnik ten wynosi jedynie 0,26 proc. populacji własnych obywateli (0,26 proc. z ogólnej liczby osób zamieszkujących Polskę to ok. 100 tys. osób - tyle ile liczy sobie oficjalnie polska armia). Średnia dla Europy wynosi w tej materii 1,66 proc. populacji obywateli danego państwa. Modernizacja sprzętu to fikcja oparta na jałowych deklaracjach prezydenta i rządu, a MON zamierza w latach 2016-2022 zwolnić ze służby zawodowej 34,6 tys. z 41 tys. żołnierzy frontowych, czyli takich którzy w przypadku konfliktu zbrojnego idą jako pierwsi walczyć. Innymi słowy wdrażany jest pełną parą scenariusz, w którym obce wojska zajmują nasz kraj w najdalej 3 dni, powodując przy tym po naszej stronie gigantyczne straty, a same nie odnosząc praktyczne żadnych (nie będą miały z kim walczyć). 

 

Źródło: Facebook
wpis z dnia 1/02/2015