Archiwum: Sierpień 2014

 

     Tusk rządził 2480 dni. W tym czasie rozłożył kraj od wewnątrz i skutecznie ograniczył jego potencjał na zewnątrz
wpis z dnia 31/08/2014

 

2480 dni trwały zmagania naszego kraju z Donaldem Tuskiem. Jego ucieczka do Brukseli nie załatwia jednak sprawy. Polską nadal będzie administrować ekipa Platformy Obywatelskiej. 

Mimo, że Tusk rządził blisko 7 lat, to nie udało mu się zmodernizować kraju. W zamian za to podwyższył nam podatki, zwiększył biurokrację, rozłożył armię, ograbił OFE, podwyższył wiek emerytalny i dwukrotnie zwiększyć dług publiczny. Ponadto w czasie swoich rządów skutecznie ograniczył potencjał naszego kraju na arenie międzynarodowej. Staliśmy się co najwyżej największym niemieckim wasalem, który jednak nie może mieć własnego zdania. Po 2480 dniach rządów ekipy Tuska wyłania się obraz Polski osłabionej, targanej korupcją czy kryminalnymi układami, w Europie zredukowanej do roli dostarczyciela taniej siły roboczej i łatwego kapitału dla innych gospodarek. Beneficjentami rządów ekipy Tuska stała się przede wszystkim wąska grupa osób. Tak zwana platformerska "sitwa", obstawiająca swoimi osobami zarządy spółek Skarbu Państwa i ustawiająca pod siebie intratne przetargi, ma się całkiem dobrze. Im żyje się lepiej. Wobec nich przedwyborcze hasło Platformy zostało zrealizowane. Co z resztą społeczeństwa? Niech się żywi emocjami kreowanymi przez pro-rządowe telewizje. Mama Madzi czy ksiądz Lemański skutecznie odwrócą uwagę. 

 

 

wpis z dnia 31/08/2014

    


  

     Unia może nałożyć na polskich rolników blisko miliard złotych kary, bo... produkują za dużo mleka!
wpis z dnia 29/08/2014 

 

Centralnie sterowana gospodarka nigdy nie przynosiła pozytywnych skutków. Podobnie może być i tym razem. Bruksela może nałożyć na polskich rolników około 900 mln zł kary, bo przekraczają odgórnie ustalone limity produkcji mleka (sic!). Po rosyjskim embargu będzie to kolejny cios w polskie rolnictwo. 

Agencja Rynku Rolnego ostrzega polskich rolników: Jeżeli tempo skupu mleka utrzyma się w kolejnych miesiącach, Polska może przekroczyć przyznaną jej kwotę mleczną o 8 proc. To oznacza, że nasi rolnicy będą zmuszeni zapłacić do brukselskiej kasy ponad 900 mln zł kary. Jak widać centralnie planowana gospodarka powróciła do Polski w nowym, unijnym opakowaniu. W tym kontekście warto zadać pytanie o sens brukselskich regulacji ograniczających rozwój naszej gospodarki. Jakkolwiek bowiem nie spojrzeć na tą sprawę i tak będziemy stratni. Jeśli nadal będziemy produkować tyle mleka co dotychczas, to zapłacimy gigantyczną karę, która skutecznie pozbawi nas wypracowanych zysków. Gdy się dobrowolnie dostosujemy do poleceń eurokratów, to - co prawda - kary nie zapłacimy, ale istotnie ograniczymy nasz gospodarczy potencjał. I tak źle i tak nie dobrze.

 

Czytaj więcej: Grożą nam rekordowe kary (Rp.pl)
wpis z dnia 29/08/2014 

  


 

     ZUS tonie! Polacy masowo przestali płacić składki
wpis z dnia 28/08/2014

 

To, że ZUS jest bankrutem wszyscy wiemy od dawna. Ale to, że Polacy masowo przestali płacić na niego składki jest nowością bez precedensu. Najwyższa Izba Kontroli właśnie ogłosiła raport, zgodnie z którym tylko w ciągu ostatniego ewidencjonowanego półrocza (I-VI 2013 r.) należności Polaków wobec ZUS-u z tytułu niezapłaconych składek emerytalnych wzrosły aż o 60 proc. z poziomu 33,8 mld zł do 55,4 mld zł.

Jeszcze nigdy w historii nie odnotowano tak skokowego wzrostu niezapłaconych należności wobec ZUS jak w ciągu pierwszego półrocza 2013 r. W 2010 roku całkowita kwota niezapłaconych składek ZUS wyniosła 34,2 mld zł. Rok później udało się już zmniejszyć do poziomu 32,5 mld zł (-5 proc.). Na koniec 2012 roku nastąpił wzrost do 33,8 mld zł (+4 proc.). Katastrofa zaczęła się w pierwszym półroczu 2013 roku, kiedy to należności z tytułu składek osiągnęły nagle poziom 55,4 mld zł (+60 proc.!). Wniosek z tego taki, że Polacy - szczególnie drobni przedsiębiorcy, prowadzący jednoosobowe działalności gospodarcze - nagle przestali płacić składki na ZUS. To oznacza, że poziom obciążeń fiskalnych (w tym przypadku poziom kosztów pracy) osiągną swoje maksimum, po przekroczeniu którego wpływy muszą zacząć spadać. Kłania się zatem tzw. krzywa Laffera, czyli podstawy makroekonomii. Niestety administrujący naszym krajem amatorzy haratania w gałę, z premierem Donaldem Tuskiem na czele, nie mogą pojąć tej prostej zasady, że im wyższe podatki, tym niższe wpływy.

 

Czytaj więcej: ZUS tonie, rząd rozdaje (Rp.pl)
Czytaj także: 55 mld długów w ZUS (Rp.pl)

wpis z dnia 28/08/2014

   


  

     Państwo Tuska drogo nas kosztuje. Fiskus nie ma litości dla Polaków
wpis z dnia 27/08/2014

 

Państwo Tuska ponad wszystko - wydaje się, że taką maksymą muszą się obecnie kierować urzędy skarbowe w Polsce w relacjach z podatnikami (Polakami). Katastrofalna sytuacja finansowa budżetu kraju, do której doprowadziła rządząca od 7 lat ekipa Tuska, wyraźnie determinuje decyzje podejmowane przez skarbowych urzędników.

Potrzeby wydatkowe kraju (m. in. kosztująca nas dziesiątki miliardów złotych rocznie obsługa zadłużenia) powodują, że urzędy skarbowe coraz częściej ignorują prawa podatników. Wszystko po to, by zmaksymalizować podatkowe wpływy. Urzędnicy, wykorzystując nieprecyzyjne przepisy prawne, interpretują je najczęściej na niekorzyść podatników. Równie dobrze jednak mogliby wydawać biegunowo odmienną decyzję. Mogliby, gdyby nie nastawienie Ministerstwa Finansów, które ratunek dla finansów państwa upatruje w "uszczelnieniu" systemu podatkowego. W praktyce równa się to wzmożonemu łupieniu Polaków przez fiskusa. By żyło się lepiej! 

 

Czytaj więcej: Prawo tylko dla fiskusa (Rp.pl)
wpis z dnia 27/08/2014

    


   

     Dlaczego Niemcy chcą rozbroić polską armię?
wpis z dnia 26/08/2014

 

Wygląda na to, że ściśle współpracująca z Moskwą niemiecka dyplomacja najchętniej wprowadziłaby w naszym kraju strefę zdemilitaryzowaną. Wczoraj okazało się, że zakupione przez rząd Tuska używane niemieckie czołgi Leopard 2A4 nie mogą być poddane modernizacji, bowiem Niemcy nie chcą się z nami podzielić technologicznym know-how. Jakby tego było mało rząd w Berlinie twierdzi, że planowana tarcza antyrakietowa w Polsce nie może być wymierzona w rosyjskie rakiety. Absurd? Raczej konsekwencja bezmyślnej polityki Donalda Tuska, który zrobi dosłownie wszystko aby Niemcom było dobrze.

Niemcy sprzedali nie tak dawno Polsce 128 używanych czołgów Leopardów 2A4. Ministerstwo Obrony Narodowej w rządzie Tuska liczyło, że sprowadzone z Niemiec czołgi będzie można w Polsce zmodernizować (są już nieco przestarzałe). Okazało się jednak, że nasz zachodni sąsiad nie chce dopuścić do modernizacji tych czołgów i podniesienia ich zdolności bojowych. Problematyczny okazał się być niemiecki producent Leopardów, który nie zamierza przekazać Polakom niezbędnego do przeprowadzenia modernizacji  technologicznego know-how. Powyższa informacja zbiegła się z oświadczeniem niemieckiego rządu, zgodnie z którym "tarcza przeciwrakietowa nie może być skierowana przeciwko Rosji". Innymi słowy - Berlin uważa, że jeśli w kierunku Polski będzie wystrzelona rakieta z Rosji, to powinna ona spokojnie uderzyć w terytorium Polski ponieważ tarcza antyrakietowa nie może strącać rosyjskich rakiet. Strącanie ma być dopuszczalne jedynie w przypadku rakiet wystrzelone z Iranu lub Korei Północnej. A może Niemcy są zdania, że rakiety rosyjskie, nawet wyposażone w głowice termojądrowe, są "rakietami humanitarnymi", tak jak konwój, i nie stanowią jakiegokolwiek zagrożenia? Tak czy inaczej - Danke, herr Tusk!

 

Czytaj więcej: Leopardy nie zaostrzą nam pancernych pazurów (Rp.pl)
Czytaj także: Niemiecki rząd: tarcza przeciwrakietowa nie może być wymierzona w Rosję (Rp.pl)

wpis z dnia 26/08/2014

 


 

     Rząd Tuska przejadł już 1/3 z tego co w lutym zagrabił z OFE!
wpis z dnia 25/08/2014

 

Wszystko wskazuje na to, że przejadanie przez rząd Tuska oszczędności milionów obywateli zbieranych przez 15 lat w OFE potrwa zaskakująco krótko. Zaledwie pół roku wystarczyło, aby administrująca krajem ekipa PO-PSL wydała aż 1/3 oszczędności zrabowanych z OFE w lutym.

W ciągu zaledwie sześciu miesięcy rząd Tuska wydał około 1/3 części astronomicznej kwoty 153,5 mld zł zrabowanej Polakom w lutym bieżącego roku z kont OFE. Jeśli ekipa PO-PSL nadal będzie wydawać nasze oszczędności w takim tempie, to nie dalej jak za rok czasu z 15-letnich oszczędności gromadzonych przez Polaków w OFE zostanie jedynie wspomnienie. Naturalną konsekwencją takiej sytuacji będzie sięgnięcie po resztę pieniędzy, które rząd - w swojej łaskawości - pozostawił jeszcze w otwartych funduszach. Mówimy tutaj o kwocie około 150 mld zł. W ten sposób domknie się sprawa największego w historii III RP wywłaszczenia bez odszkodowania. 

 

Czytaj więcej: Tak przejadamy OFE (Rp.pl)
Czytaj także: Zadłużenie Polski ciągle rośnie. Ekipa Tuska nie ma koncepcji na poprawę stanu finansów państwa (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 25/08/2014

    


  

     Biedni Polacy są skazani na ultradrogie kredyty-chwilówki. To tylko pogarsza ich dramatyczną sytuację
wpis z dnia 23/08/2014

 

Tylko w ciągu pierwszych trzech miesięcy b.r. najbiedniejsza część polskiego społeczeństwa, w przeważającej mierze nie posiadająca żadnej zdolności kredytowej w bankach, pożyczyła w firmach świadczących usługi pożyczkowe przez internet ponad 500 mln zł. W wariancie optymistycznym będą musieli oddać 5 razy więcej. 

Rozwój rynku ultradrogich pożyczek pozabankowych świadczy tylko o jednym - polskie społeczeństwo jest coraz biedniejsze i nie kwalifikuje się do tego, aby pożyczać znacznie niżej oprocentowane pieniądze w bankach. Co gorsze - Polacy pożyczają pieniądze w tych firmach głównie w celu finansowania bieżących potrzeb egzystencjalno-życiowych (wydatki na jedzenie, szkolne podręczniki czy zakup niezbędnego do normalnego funkcjonowania sprzętu AGD). Warto odnotować, że w krajach takich jak Niemcy, Belgia czy Szwajcaria praktycznie nie istnieje rynek "kredytów chwilówek". Ludzie tam mieszkający nie są przymuszani warunkami życiowymi do zaciągania drogich pożyczek. Rynek "chwilówek" jest właściwy jedynie dla społeczeństw ubogich, nie posiadających własnych majątków, a jego rozwój nie zwiastuje niczego dobrego. 

 

Czytaj więcej: Polacy masowo ruszyli po pożyczki do internetu (Rp.pl)
wpis z dnia 23/08/2014

   


  

     Zachód zdecydował - Polska nie zasługuje na bazy NATO, bo... mogłyby rozdrażnić Putina 
wpis z dnia 22/08/2014

 

Powiązania jakie łączą Niemcy i Francję z Rosją są na tyle silne, że państwa te zdecydowały o zakazie budowy jakichkolwiek stałych baz wojskowych NATO na terytorium Polski. Ważniejsze od bezpieczeństwa 38 mln Polaków jest dla nich dbanie o dobre samopoczucie Putina. 

Wygląda na to, że wykastrowany z tożsamości i siły Zachód ulega presji nieobliczalnego oficera KGB, trzymającego w ręku kurki z gazem i ropą naftową. Historia zatacza zatem koło, bowiem w 1939 roku Zachód również uległ presji wywieranej przez niespełnionego artystę, dopuszczając tym samym do wybuchu II wojny światowej. Rządzący Polską powinni już dawno zrozumieć, że w razie wojny musimy liczyć przede wszystkim na siebie. Zbieg różnego rodzaju przypadków sprawił jednak, że sterują nami albo kolaboranci, albo nieudacznicy realizujący wytyczne płynące z Brukseli, Berlina lub Moskwy (w zależności od tego z której strony zawieje). Rząd Tuska, nie robiąc w ciągu 7 lat praktycznie nic w zakresie podniesienia poziomu bezpieczeństwa naszego kraju, istotnie przyczynił się do osłabienia pozycji Polski w potencjalnym konflikcie zbrojnym. Dodatkowo - rozwalenie kiełkującej sieci sojuszy z państwami skandynawskimi oraz nadbałtyckimi tylko dlatego, że pomysł ten wspierał Lech Kaczyński, było błędem o znaczeniu kardynalnym. Z drugiej strony - czego można się spodziewać po ludziach, którzy możliwość otrzymania medalu od zagranicznego państwa lub cotygodniowego poharatania w gałę przedkładają nad żywotne interesy własnego kraju.

 

Czytaj więcej: Nie będzie baz NATO w Polsce (Rp.pl)
wpis z dnia 22/08/2014 

    


  

     Udowodnione naukowo: Niższe podatki = mniejsza szara strefa = większe wpływy do budżetu. Socjaliści z PO tego nie rozumieją
wpis z dnia 21/08/2014

 

W ciągu siedmiu lat rządów PO-PSL w Polsce znacząco wzrosły obciążenia fiskalne. Obietnice Donalda Tuska jakoby jego partia miała stopniowo obniżać podatki okazały się zwykłymi kłamstwami. Efekty takiej polityki są dramatyczne - dwa miliony osób wyemigrowało na stałe wspierać swoją pracą i umiejętnościami zagraniczne gospodarki, a ponad milion osób w kraju pracuje w szarej strefie. 

Warto to podkreślać za każdym razem: żaden inny rząd w historii III RP nie zafundował Polakom tak wielkiego wzrostu obciążeń podatkowych co rząd Donalda Tuska. Naczelną zasadą jego polityki finansowej miało być stopniowe obniżanie podatków i danin publicznych. Tak przynajmniej twierdził Tusk w listopadzie 2007 roku podczas wygłaszania swojego expose. Tymczasem po wypowiedzeniu tych słów premier lekką ręką - przy wsparciu posłów swojej partii, która w nazwie ma "obywatelskość" (!) - podniósł podatek VAT, kilkukrotnie podnosił akcyzę, podwyższył składki na ZUS, podwyższył składkę rentową dla przedsiębiorców, zlikwidował ulgi: budowlaną i internetową, obniżył o 1/3 zasiłek pogrzebowy, opodatkował lokaty 1-dniowe, kilkukrotnie podnosił maksymalne limity na podatki lokalne oraz zamroził na 5 lat kwotę wolną od podatku i progi podatkowe. Obecnie zaś pracuje nad nowym podatkiem od garaży i obowiązkową dla wszystkich opłatą audiowizualną.

Zamordyzm podatkowy wprowadzony w naszym kraju przez ekipę Donalda Tuska przyczynił się do stałej emigracji około dwóch milionów ludzi - głównie młodych i obrotnych, którzy dzisiaj swoją pracą i pomysłami zasilają gospodarki państw zachodnioeuropejskich. Jakby tego było mało według oficjalnych danych GUS 1,078 mln osób w Polsce pracuje w tzw. szarej strefie. Ich praca wyceniana jest na około 50 mld zł. Z tych pieniędzy rząd nie dostaje ani złotówki, bo zamiast pomyśleć i obniżyć podatki, woli je nieustannie podnosić. Rozwiązanie jest proste i udowodnione naukowo: niższe podatki są równoznaczne z mniejszą szarą strefą, a to z kolei oznacza znaczny wzrost wpływów do budżetu z tytułu... podatków właśnie. Niestety ta prosta logika jest nie do pojęcia przez ekipę Tuska. 

 

Czytaj także: Milion pracuje na czarno (Rp.pl)
Czytaj także: Zwiększy się kwota wolna od podatku. Ile na tym zyskamy? (Forsal.pl)

wpis z dnia 21/08/2014

   


  

     Aby nam się w głowach nie poprzewracało od tego bogactwa! Wg GUS przeciętny Polak zarabia 3964,91 zł brutto miesięcznie
wpis z dnia 20/08/2014

 

GUS ogłosił, że przeciętne wynagrodzenie w polskich przedsiębiorstwach podskoczyło w lipcu do kwoty 3964,91 zł brutto. Niestety "przeciętne" wynagrodzenie jest dla większość Polaków nieosiągalne. 

Według GUS Polakom z roku na rok żyje się coraz lepiej. Ostatnie odczyty mówią, że średnio zarabia się u nas 3964,91 zł brutto na miesiąc. Niestety przeciętne wynagrodzenie ustalane przez GUS to ściema. Po pierwsze: GUS wylicza przeciętne wynagrodzenie na podstawie danych z przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 pracowników. Jednoosobowe działalności gospodarcze oraz mikro-firmy zatrudniające do 9 osób, w ogóle nie są uwzględniane. Po drugie: szacuje się, że jedynie 30 proc. zatrudnionych otrzymuje tzw. przeciętne wynagrodzenie (lub wyższe). Zdecydowana większość (około 70 proc.) dostaje pensje poniżej kwoty średniego wynagrodzenia. Średnie wyniki zawyżają pensje prezesów zarabiających po kilkaset tysięcy złotych miesięcznie.  

Mając na względzie powyższe o wiele bardziej miarodajną, uwzględniająca panujące w naszym kraju realia byłaby mediana wynagrodzenia, czyli statystyczna wartość, która dzieli ludzi dokładnie na pół - jedni zarabiają mniej niż wynosi mediana, a drudzy więcej. Zgodnie z ostatnim raportem GUS za 2012 rok, medianą wynagrodzenia była kwota 3115 zł (około 2200 zł "na rękę"). I taka właśnie wartość jest bliższa przeciętnemu-realnemu wynagrodzeniu statystycznego Kowalskiego, niż to co podaje GUS w comiesięcznych raportach na temat "przeciętnego wynagrodzenia" w sektorze przedsiębiorstw (gdzie o medianie wynagrodzenia nie ma mowy).

 

Źródło: 3964,91 zł brutto - tyle zarabia dziś statystyczny Kowalski. GUS podał najnowsze dane (Forsal.pl)
wpis z dnia 20/08/2014

    


  

     To już niemal pewne - w ciągu dwóch lat nad Polską zapanują ciemności. Wszystko przez nieudolność rządu Tuska
wpis z dnia 19/08/2014

 

Siedem lat rządów ekipy, która woli "poharatać w gałę" niż zajmować się realnymi problemami kraju, zaczyna przynosić wymierne efekty. Eksperci są zgodni - w ciagu 2 lat w Polsce mogą zacząć występować tzw. black-outy, czyli rozległe deficyty mocy w sieci przesyłowej skutkujące brakiem prądu. Konsekwencje wystąpienia takich deficytów są uciążliwe nie tylko dla gospodarstw domowych (zapanują ciemności), ale przede wszystkim niezwykle groźne dla całej gospodarki.

Z uwagi na nie spełnianie unijnych norm środowiskowych w 2016 roku nasz kraj będzie musiał wyłączyć elektrownie węglowe o łącznej mocy 3000 MW. W ich miejsce rząd Tuska w ciągu 7 lat nie wybudował ani jednej nowej elektrowni. Co gorsza - nadzorowana przez Skarb Państwa spółka Energa podjęła w 2012 roku niezrozumiałą decyzję o anulowaniu budowy nowej elektrowni w Ostrołęce (na którą, według szacunkowych danych, wydała już 200 mln zł). To oznacza tylko jedno - nad Polską będą mogły zapanować ciemności. Deficyty mocy w sieci przesyłowej poskutkują brakiem prądu w gniazdkach, co będzie nie tylko uciążliwe dla zwykłych odbiorców, ale - przede wszystkim - groźne dla całej gospodarki. Przyznało to nawet samo Ministerstwo Gospodarki, które w sierpniu 2013 roku wydało dokument pt. "Sprawozdanie w wyników monitorowania bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej". Zgodnie z jego treścią w latach 2016-2017 Polsce realnie grożą energetyczne blackouty w okresach zimowym i letnim. Co istotne - pierwsze niewielkie niedobory mocy mogą pojawić się już za kilka miesięcy - w szczycie zimowym 2015 r., ale najcięższa zima czeka nas prawdopodobnie w 2017 roku, kiedy brakować będzie rekordowych 1100 MW. Latem też nie wystarczy prądu: w 2016 r. może zabraknąć 520 MW, a rok później - 680 MW.

Powstaje pytanie, czy uprawiana przez obecny rząd całkowicie nieudolna polityka dotycząca bezpieczeństwa energetycznego, nie jest przypadkiem ukierunkowana właśnie na to, aby wspierać - kosztem polskich obywateli - zagraniczny przemysł energetyczny? Wszak aby konsekwencje tzw. "blackoutów" dotknęły jak najmniejszą liczbę gospodarstw domowych, Polska będzie zmuszona kupować energię potrzebną do zbilansowania całego systemu poza swoimi granicami. Na sytuacji kryzysowej w naszym kraju najbardziej zyskają wówczas Niemcy, którzy - czując co się święci - już w ubiegłym roku zapowiedzieli wybudowanie w krótkim czasie dodatkowych połączeń energetycznych z Polską. Cel takiej inwestycji jest oczywisty - nasz zachodni sąsiad chce być gotowy na sytuacje, w której przesłonięta ciemnościami blackoutu Polska poprosi o możliwość wykupu nadwyżek astronomicznie-drogiej zielonej energii z niemieckich wiatraków. By żyło się lepiej! Angeli Merkel...

 

Czytaj więcej: Nie nadążamy z budową bloków energetycznych. Może zabraknąć prądu (Forsal.pl)
wpis z dnia 19/08/2014

    


  

     Polacy powinni sami oszczędzać na emerytury. Problem w tym, że ich nie stać
wpis z dnia 18/08/2014

 

Eksperci ds. ubezpieczeń społecznych nie mają wątpliwości - Polacy, szczególnie ci, których składki emerytalne są w całości przekazywane do ZUS, powinni jak najwcześniej zacząć dodatkowo oszczędzać na emeryturę. Jeśli nie będą tego robili, to po przejściu na emeryturę czekają na nich jedynie głodowe świadczenia wypłacane z ZUS (prawdopodobnie nie wystarczą na jedzenie). Problem w tym, że dla większości Polaków regularne odkładanie kwoty 300-500 zł miesięcznie jest poza ich finansowym zasięgiem. 

Według oficjalnych statystyk GUS przeciętne wynagrodzenie w Polsce kształtuje się na poziomie ok. 3900 zł brutto. Niestety jedynie 30 proc. pracujących może liczyć na pensję w takiej (lub wyższej) wysokości. Około 70 proc. pracujących zarabia mniej niż wynosi przeciętne wynagrodzenie. Co gorsze - 1,3 mln pracujących na etacie Polaków zarabia nie więcej niż wynosi minimalne wynagrodzenie, a 2,8 mln osób żyje poniżej minimum egzystencji (z powodu biedy zagrożona jest ich biologiczna egzystencja). Jak w takich warunkach możliwe jest regularne oszczędzanie? Czy przeciętny Kowalski, który zarabia 2400 zł na rękę, jest w stanie dodatkowo odkładać po 300-500 zł miesięcznie? Odpowiedź brzmi: nie, a potwierdzają ją badania przeprowadzone przez SMG/KRC oraz Fundacji Kronenberga. Według nich od 37 proc. do nawet 56 proc. dorosłych Polaków nie posiada jakichkolwiek oszczędności, bowiem całe swoje zarobki przeznacza na bieżące potrzeby egzystencjalno-bytowe. Jeśli nic się nie zmieni, to ludzie ci osiągając wiek emerytalny będą skazani na głód i niedostatek. 

wpis z dnia 18/08/2014

    


  

     "W Moskwie są komputery i ludzie na bieżąco analizujący to, co się dzieje tutaj"
wpis z dnia 17/08/2014

 

Michał Falzmann, który jako pierwszy odsłonił kulisy afery FOZZu, tuż przed swoją niewyjaśnioną śmiercią napisał, że: "Sieć władzy w Polsce zaczyna się w Moskwie. Tam są komputery i ludzie na bieżąco analizujący to, co się dzieje tutaj, tam są przygotowywane i uchwalane decyzje (...)". Czy demaskator afery FOZZ miał na myśli SOUD, czyli Połączony System Przetwarzania Danych o Przeciwniku?

W 1977 roku utworzony został zintegrowany system gromadzenia, przetwarzania i wymiany danych wywiadowczych służb specjalnych państw bloku komunistycznego (stosowane nazwy to: SOUD - Połączony System Przetwarzania Danych o Przeciwniku lub ewentualnie PSED - tzw. Połączony System Ewidencji Danych o Przeciwniku). Siedzibą SOUD była Moskwa, gdzie znajdował się główny komputer systemu. W założeniu państwa uczestniczące w projekcie miały mieć zapewniony dostęp do gromadzonych danych w ciągu 4 godzin. Sygnatariusze porozumienia dotyczącego SOUD (ZSRR, PRL, NRD, Bułgaria, Czechosłowacja, Węgry, Mongolia, Wietnam i Kuba) zobligowani byli do przekazywania danych do centrali w Moskwie z częstotliwością raz na dwa tygodnie. Dotyczyły one w szczególności danych personalnych i innych charakterystyk osób pozostających z różnych powodów w kręgu zainteresowania służb specjalnych państw komunistycznych, przede wszystkim krajowych opozycjonistów, ale także cudzoziemców. Informacje o rejestrowanej osobie, przekazywane do Moskwy charakteryzowały się dużym poziomem szczegółowości. Oprócz danych personalnych zawierały także charakterystykę psychologiczną, opis stanu majątkowego i szczegółowe informacje o rodzinie.

Czy system SOUD działał także po upadku Związku Radzieckiego? Oficjalnie wiemy, że aż do 1996 roku wchodził w struktury wywiadu Federacji Rosyjskiej. Później jego kompetencje podzielono pomiędzy Służbę Wywiadu Zagranicznego Rosji oraz Federalną Agencję ds. Komunikacji i Informacji Rządowej.

wpis z dnia 17/08/2014

   


  

     Sankcje wobec Rosji są nic nie warte! Łukoil bez problemu uzyskał 1,2 mld USD pożyczki od zachodnich banków
wpis z dnia 15/08/2014

 

Konsorcjum zachodnich banków udzieliło rosyjskiemu gigantowi paliwowemu Łukoil pożyczkę w wysokości 1,2 mld USD. To koronny dowód na to, że tzw. "sankcje" państw Zachodu wobec Rosji, ustanowione z uwagi na nielegalną okupację Krymu, są w rzeczywistości nic nie warte. Zysk zachodnioeuropejskich i amerykańskich bankierów nie może być przecież uszczuplony. Za sankcje zapłaci Polska i kraje nadbałtyckie. 

Konsorcjum zachodnich banków, w skład którego wchodzą m. in. JP Morgan (USA), Citigroup (USA), Barclays Capital (Wlk. Brytania), BNP Paribas (Francja), ABN Amro (Holandia), Deutsche Bank (Niemcy), ING (Holandia), Tokyo-Mitsubishi (Japonia) oraz Societe Generale (Francja), udzieliło rosyjskiemu gigantowi paliwowemu Łukoil 3-letniej pożyczki pomostowej w wys. 1,2 mld USD. Pożyczka ma być przeznaczona na "ogólne potrzeby koncernu, refinansowanie długu i sfinansowanie eksportu paliw". Wygląda na to, że sankcje dotkną głównie Polski i kraje nadbałtyckie. Rosja i reszta świata zachodniego ma je głęboko gdzieś. Biznes i chęć pomnażania zysków jest silniejsza niż polityczna solidarność wobec nielegalnie okupowanego kraju.

 

Czytaj więcej: WSJ: Łukoil uzyskał 1,2 mld USD pożyczki od zachodnich banków (Bankier.pl)
wpis z dnia 15/08/2014 

   


 

     Wydłuża się lista nieżyjących osób, które były powiązane ze Smoleńskiem
wpis z dnia 14/08/2014

 

W swoim domu w podwarszawskich Ząbkach został znaleziony martwy major Marek K. - oficer BOR, który brał udział w przygotowaniu feralnego lotu z 10.04.2010 do Smoleńska. To kolejna osoba, która będąc bezpośrednio lub pośrednio powiązana ze sprawą katastrofy smoleńskiej, zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach. Zapewne przypadek, ale...

Major Marek K. w 2010 r. brał udział w przygotowaniu wizyty Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. Z tego powodu zeznawał nawet w cywilnym śledztwie smoleńskim. Ciało 44-letniego oficera BOR zostało znalezione w jego własnym domu. - "Rodzina funkcjonariusza od kilku dni nie miała z nim kontaktu, chciała sprawdzić, co się dzieje. Drzwi do mieszkania były zamknięte, a nikt nie reagował na telefony, więc wezwano ślusarza" - powiedział prasie jeden z policjantów prowadzących dochodzenie. Pewnie to przypadek, ale warto zwrócić uwagę, że mjr Marek K. jest kolejną osobą, która będąc pośrednio powiązana ze sprawą katastrofy smoleńskiej, zmarła w tajemniczych okolicznościach. Wcześniej samobójstwa popełnili lub zostali zamordowani: Eugeniusz Wróbel, gen. Konstantin Moriew, Dariusz Szpineta, gen. Sławomir Petelicki oraz chor. Remigiusz Muś. 

Przypomnijmy zatem czym zasłynęła i w jakich okolicznościach zmarły wspomniane powyżej osoby:

1) dr Eugeniusz Wróbel - jako pierwszy wydał opinię, że zniszczenia Tu-154M nie mogły powstać w wyniku zderzenia z ziemią. Został zamordowany 15 października 2010 roku. Jego ciało zostało poćwiartowane i wrzucone do jeziora. Według oficjalnej wersji miał tego dokonać jego syn, który podczas pierwszego przesłuchania przyznał się do zarzucanych mu czynów, ale później swoje zeznania odwołał. Prokuratura umorzyła postępowanie, bowiem stwierdzono że syn Wróbla jest niepoczytalny i umieszczono go na czas nieokreślony w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

2) gen. Konstantin Moriew - naczelnik FSB w obwodzie twerskim. Pod koniec sierpnia 2011 roku zginął "śmiercią samobójczą" (strzał w głowę ze służbowego pistoletu). Gen. Moriew jako pierwszy przesłuchiwał kontrolerów lotu znajdujących się na wieży smoleńskiego lotniska 10 kwietnia 2010 r. (strona rosyjska w lipcu 2010 r., za zezwoleniem strony polskiej, anulowała treść tego przesłuchania, przesyłając zmienione stenogramy).

3) Dariusz Szpineta - niezależny ekspert lotniczy, instruktor, pilot oraz prezes spółki lotniczej Ad Astra S.A. Z pozycji eksperta lotniczego kwestionował on rządowe ustalenia na temat katastrofy smoleńskiej (wskazywał jednoznacznie, że lot Tu-154M z 10/04/2010 był lotem wojskowym, a nie cywilnym). Na początku grudnia 2011 roku powiesił się w hotelowej łazience w egzotycznej miejscowości turystycznej na wschodnim krańcu Indii, pomiędzy Himalajami a Birmą. 

4) gen. Sławomir Petelicki - bezkompromisowego krytyk działań rządu Tuska w sprawie katastrofy smoleńskiej. Petelicki ujawnił treść sms wysłanego do członków PO tuż po katastrofie, którego autorami mieli być najważniejsze osoby w tej partii: "Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 m. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił". Według generała SMS musiał wyjść z kręgu: Donald Tusk, Tomasz Arabski, Paweł Graś. 16 czerwca 2012, tuż przed meczem EURO2012 Polska-Czechy, którym żyła wówczas cała Polska, gen. Petelicki we własnym garażu popełnia samobójstwo strzelając sobie w głowę.

5) chor. Remigiusz Muś - technik pokładowy z Jaka-40 (wylądował w Smoleńsku na godzinę przed planowanym lądowaniem rządowego Tu-154M). Chor. Muś zeznał, że słyszał trzy wybuchy tuż przed rozbiciem polskiego tupolewa. Ponadto słyszał jak wieża kontroli lotów nakazuje zejść pilotom Tu-154M do wysokości 50 metrów (a nie 100, jak jest w oficjalnych stenogramach MAK-u). Pod koniec października 2012 roku powiesił się w piwnicy swojego bloku.

 

Czytaj więcej: Tragicznie zmarły major BOR to Marek K. "Koper". Brał udział w przygotowaniu lotu do Smoleńska (Niezalezna.pl)
Czytaj również: Tajemnicza śmierć w kierownictwie BOR (Rp.pl)
wpis z dnia 14/08/2014

    


  

     Jeszcze nigdy w historii Polacy nie zadłużali się tak szybko jak w ciągu ostatniego półrocza
wpis z dnia 13/08/2014

 

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy bieżącego roku Polacy pożyczyli w bankach i SKOK-ach rekordowe 37,7 mld zł. Jeszcze nigdy w historii instytucje finansowe (głównie zagraniczne banki) nie pożyczyły Polakom tak wiele w tak krótkim czasie. Uwzględniając fakt, że średnie oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych w naszym kraju jest jednym z najwyższych w Europie, banki mogą liczyć na potężne zyski. 

"Zagraniczne banki traktują Polskę jako idealne miejsce na maksymalizację swoich zysków i rekompensowanie niższych dochodów z tytułu obsługi klientów w macierzystym kraju UE" - to wnioski jakie wyłoniły się ze sporządzonego kilka miesięcy temu raportu Biura Analiz Sejmowych na temat oprocentowania kredytów konsumpcyjnych. Z tego powodu sejmowa podkomisja do spraw instytucji finansowych wezwała w kwietniu na swoje posiedzenie prezesów największych banków działających na terytorium Polski. Na posiedzeniu rozmawiano na temat zbyt wysokich odsetek stosowanych przez banki wobec polskich pożyczkobiorców. Okazuje się bowiem, że właściciele banków działających na terytorium Polski, w swoich macierzystych jednostkach na zachodzie stosują 2-, 3-krotnie mniejsze oprocentowanie w przypadku pożyczek i kredytów odnawialnych aniżeli w Polsce. Statystyki są pod tym względem bardzo bolesne: na koniec 2013 r. średnie rzeczywiste oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych w naszym kraju wynosiło 20,18 proc., podczas gdy średnie rzeczywiste oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych w strefie euro (skąd pochodzi większość właścicieli największych banków działających w Polsce) na koniec grudnia 2013 roku było niemal trzykrotnie niższe i wynosiło zaledwie 7,04 proc. Wniosek z tego taki, że pożyczone w ciągu ostatnich sześciu miesięcy 37,7 mld zł powinno przynieść działającym na terytorium Polski bankom tylko w ciągu najbliższego roku około 7,5 mld zł odsetkowego zysku. Te same pieniądze pożyczone w strefie euro przyniosłyby jedynie 2,6 mld zł odsetkowego zysku. To kolejny dowód na to, że III RP jest gospodarczą kolonią oraz łatwym dostarczycielem kapitału i taniej siły roboczej dla zagranicznych koncernów.

 

Czytaj więcej: Polacy zaciągnęli w I poł. roku rekordową wartość kredytów konsumpcyjnych (Forsal.pl)
wpis z dnia 13/08/2014

    


   

     Bezwzględny ZUS: 41 tys. kontroli w pierwszym półroczu 2014 r.
wpis z dnia 12/08/2014

 

Skok na pieniądze zgromadzone w OFE nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Deficyt ZUS nadal sięga kilkudziesięciu miliardów złotych. Rząd Tuska próbuje go zasypać wysyłając na konta FUS miliardy złotych pieniędzy podatników. To jednak nie wystarcza. ZUS musi jeszcze mocniej zacisnąć pętle na szyi polskich przedsiębiorców.

O gigantycznych przelewach z budżetu państwa na konta obsługującego ZUS Funduszu Ubezpieczeń Społecznych pisaliśmy niedawno (Rząd nadal brnie w kreatywną księgowość. Miliardy złotych bezzwrotnej pożyczki dla ZUS?!). Mimo wpompowania wielu miliardów złotych pieniędzy podatników, emerytalnego deficytu nie udało się przykryć. Na niewiele musiał też się zdać skok rządu na oszczędności Polaków zgromadzone w OFE. ZUS nadal potrzebuje kilkudziesięciu miliardów złotych, aby móc wypłacać bieżące emerytury. Z tego tytułu urzędnicy naszego państwowego ubezpieczyciela wzmożyli wszelkiego rodzaju kontrole polskich przedsiębiorców. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku przeprowadzono ich już 41 tys. Wszystko po to, aby mieć 100 procentową pewność, że firmy ustaliły składki na ubezpieczenia społeczne, zdrowotne, Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych na odpowiednim poziomie. Pracodawcy i eksperci alarmują, że ZUS jest bezwzględny i za wszelką cenę szuka nawet najmniejszych nieprawidłowości w sposobie ustalania wysokości podstawy wymiaru składek. By żyło się lepiej!

 

Czytaj więcej: ZUS szuka pieniędzy. Przedsiębiorcy zapłacą składki od wszystkiego (GazetaPrawna.pl)
wpis z dnia 12/08/2014

   


  

     Zachód ma gdzieś rosyjskie sankcje, bo go one nie dotkną. Najmocniej oberwie Polska i kraje nadbałtyckie
wpis z dnia 11/08/2014

 

Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego ze wszystkich państw objętych rosyjskimi sankcjami gospodarczymi najmocniej oberwie Litwa, Estonia, Łotwa oraz Polska. Kraje Europy zachodniej praktycznie ich nie odczują. 

Kluczowy dla wyliczenia istotności rosyjskich sankcji jest udział eksportu objętych embargiem dóbr w całym PKB danego państwa. Według tego wskaźnika największe straty poniesie Litwa, bowiem objęty embargiem eksport dóbr z tego nadbałtyckiego kraju do Rosji odpowiada za 0,6 proc. jego PKB. Drugim najbardziej poszkodowanym rosyjskimi sankcjami krajem będzie Estonia (udział eksportu objętych embargiem dóbr wynosi 0,37 proc. PKB). Pudło zamyka Łotwa (eksport objętych embargiem towarów odpowiada za 0,33 proc. PKB). Polska plasuje się w tym zestawieniu na 4. miejscu. Eksport towarów i dóbr, które zostały objęte sankcjami odpowiada za 0,25 proc. rocznego PKB. Dla porównania udział eksportu objętych embargiem dóbr w całym PKB dla Niemiec wynosi ok. 0,03 proc., zaś dla Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii zaledwie ok. 0,01 proc. 

 

Czytaj więcej: Rosyjskie embargo uderzy przede wszystkim w kraje bałtyckie i Polskę (Forsal.pl) 
wpis z dnia 11/08/2014

    


   

     Historia artykułu 585 KSH. Platforma zmieniła prawo. Zyskał Ryszard Krauze
wpis z dnia 30/10/2011

 

9 czerwca 2011 głosami PO i PSL sejm usunął z Kodeksu Spółek Handlowych (KSH) art. 585, który dawał prokuraturze możliwość ścigania z urzędu osób, które działały na szkodę spółek, w których pracowały. Dzięki usunięciu wspomnianego artykułu procesu uniknął znany biznesmen - Ryszard Krauze. 21 lipca 2011 Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia umorzył przeciwko niemu postępowanie. Innego wyjścia nie miał bowiem kilka dni wcześniej weszła w życie przegłosowana przez posłów nowelizacja, na skutek której z KSH zniknął w całości art. 585.

Poniżej zaprezentowana została historia postawienia Ryszardowi Krauzemu aktu oskarżenia z art. 585 KSH (działanie na szkodę spółki, w której się pracuje) oraz ciąg wydarzeń legislacyjnych, których końcowym efektem było usunięcie art. 585 z KSH, a w konsekwencji umorzenie postępowania karnego prowadzonego przeciwko biznesmenowi z Trójmiasta.

 

King & King
W latach 2009-2010 prokuratura prowadziła postępowanie w sprawie działania na szkodę spółki Prokom Investments. Działanie to miało polegać na udzieleniu przez Prokom Investments pożyczki w wysokości 3 mln zł firmie King & King (dalej K&K), na bardzo korzystnych warunkach i bez zabezpieczeń, mimo że firma ta była już winna spółkom Krauzego 28 mln zł.

Geneza postawienia zarzutów Krauzemu leży jeszcze w 2006 roku, kiedy to Tomasz Sakiewicz (redaktor naczelny tygodnika "Gazeta Polska") zawiadomił organy ścigania o podejrzeniu prania brudnych pieniędzy. Chodziło o zakup przez spółkę K&K udziałów w Nowym Wydawnictwie Polskim, które było właścicielem tygodnika. (...)

 

Czytaj więcej: Historia artykułu 585 KSH. Platforma zmieniła prawo. Zyskał Ryszard Krauze (Niewygodne.info.pl)

wpis z dnia 30/10/2011

    


  

     Rząd nie chce pozwolić na reklamy polskiego cydru. Ale zagranicznym koncernom pozwala reklamować swoje piwa
wpis z dnia 08/08/2014

 

Ministerstwo Zdrowia nadal zakazuje reklamowania w środkach masowego przekazu polskiego cydru tłumacząc, że mogłoby to przyczynić się do wzrostu alkoholizmu wśród Polaków. Warto jednak zauważyć pewną niekonsekwencję. To samo Ministerstwo Zdrowia pozwala zagranicznym koncernom na reklamowanie swoich piw, które sprzedają na polskim rynku. 

Kompania Piwowarska (Tyskie, Lech, Żubr, Dębowe Mocne, Redd's) oraz Grupa Żywiec (Żywiec, Warka, Tatra, Królewskie, Leżajsk) należą obecnie do zagranicznych właścicieli (SABMiller oraz Heineken International BV), którzy mogą w polskojęzycznych telewizjach reklamować swoje piwa. Lokalni producenci cydru niestety tego robić nie mogą. Resort zdrowia uważa bowiem, że reklama cydru może być wyjątkowo szkodliwa z punktu widzenia interesu zdrowia publicznego (szerzenie alkoholizmu), a podatni na nią byliby głównie młodzi ludzie. Co ciekawe - argumenty te nie dotyczą... piwa, które dla szerzenia alkoholizmu ma znacznie większe znaczenie niż niskoprocentowy cydr.

 

Czytaj więcej: Resort zdrowia przeciwko reklamowaniu cydru (Bankier.pl) 
wpis z dnia 08/08/2014

   


  

     Starsi ludzie w Polsce mają żyć krótko. Czy taki jest plan zarządców "Zielonej Wyspy"?
wpis z dnia 07/08/2014

 

Jakość życia seniorów w Polsce istotnie odbiega od europejskich norm. Dla większości z nich okres emerytury kojarzy się z marazmem, wegetacją oraz problemami z dostępem do podstawowej opieki medycznej. Z badań przeprowadzanych przez międzynarodowe organizacje wyjawia się raczej ponury obraz: Polska, to nie jest kraj dla starych ludzi. Tutaj powinni oni umierać zaraz po przejściu na emeryturę.

Zgodnie z wynikami Międzynarodowego Badania Zdrowia, Starzenia się i Przechodzenia na Emeryturę w Europie (SHARE) - Polacy, którzy przekroczyli 55. rok życia, są w ogonie Europy wszelkich klasyfikacji. Najwcześniej idą na emeryturę oraz najgorzej wypadają w testach percepcyjnych. Spośród wszystkich Europejczyków to właśnie polscy seniorzy, obok Węgrów i Estończyków, deklarują najgorszy stan zdrowia, zaś emerytura kojarzy im się z marazmem lub wegetacją. 

Badania SHARE potwierdza raport "Badanie gotowości emerytalnej 2013" przygotowany przez firmę Aegon. Spośród 12 nacji biorących udział w badaniu, to właśnie Polacy najczęściej przywołują negatywne wizje w postaci złego stanu zdrowia, ubóstwa i braku poczucia bezpieczeństwa. Poza tym aż 55 proc. badanych w naszym kraju ludzi "zdecydowanie nie wierzy" w to, że na emeryturze będzie w stanie utrzymać swój obecny poziom życia. Jest to najgorszy wynik spośród wszystkich państw biorących udział w badaniu. Pod tym względem średnia dla pozostałych 11. nacji (Węgrzy, Hiszpanie, Francuzi, Brytyjczycy, Szwedzi, Japończycy, Amerykanie, Holendrzy, Kanadyjczycy, Niemcy i Chińczycy) wynosi jedynie 21 proc.

Obawy Polaków o swój status życiowy po przejściu na emeryturę są niestety bardzo uzasadnione. W rankingu ONZ pt. "Global Age Watch", badającym jakość życia osób powyżej 60. roku życia, nasz kraj zajął odległe 62. miejsce (na 91. państw klasyfikowanych). Z krajów należących do Unii Europejskiej Polska zajęła ostatnie miejsce. Wszystko przez fatalny dostęp do opieki zdrowotnej. Zdaniem analityków ONZ rozwój gospodarczy w Polsce nie przekłada się na poprawę jakości życia ludzi starszych, bo nie jesteśmy w stanie zapewnić im godziwej opieki medycznej (pod tym konkretnym względem nasz kraj zajął dopiero 87. miejsce na świecie).

Jakby tego było mało według raportu GUS aż 44,3 proc. polskich emerytów otrzymuje świadczenia o charakterze głodowym. Do ręki ZUS przesyła im kwotę mniejszą niż 1358 zł. Niestety z roku na rok będzie coraz gorzej, bowiem coraz więcej emerytur będzie wyliczanych według formuły kapitałowej. To jednak nie koniec złych informacji. Zdaniem ekspertów około 2022 roku ZUS może zbankrutować. To wszystko wpisuje się idealnie w strategię, według której starsi ludzie w Polsce mają szybko umierać. Żyjąc za głodowe emerytury, nie mając pieniędzy na jedzenie i leki (nie mówiąc już o dobrach kultury czy przedmiotach zbytku) pozostanie im szybciutko i po cichutku umrzeć. Jeśli rząd będzie łaskawy, to zostawi rodzinie skromny zasiłek pogrzebowy na wykupienie prościutkiej trumienki. Oto rzeczywistość zaprojektowanej przez komunistów przy okrągłym stole III RP.

 

Czytaj więcej: Marazm po polsku, czyli jak żyje senior (Gazetaprawna.pl)
Czytaj także: Polska: tu się nie da żyć. Łatwiej umrzeć (Gazetaprawna.pl)
Czytaj także: Emerytura w Polsce? „Ubóstwo, bieda, problemy zdrowotne” (Bankier.pl)
Czytaj także: Wielki przewał, na który niewielu zwraca uwagę: w ciągu 5 lat obniżyli ludziom emerytury o połowę! (Niewygodne.info.pl)
wpis z dnia 07/08/2014

    


  

     Licznik długu Tuska przekroczył bilion złotych?
wpis z dnia 06/08/2014

 

Licznik jawnego długu publicznego znowu rośnie. Tym razem z poziomu 976,8 mld zł na koniec marca 2014 r. do poziomu 1032,3 mld zł na koniec grudnia 2014 r. Wygląda zatem na to, że lata rządów ekipy Tuska doprowadziły do przekroczenia bariery 1 biliona złotych całkowitego długu sektora instytucji rządowych i samorządowych. 

Aby uświadomić sobie szkodliwość działań w kwestii nieustającego zadłużania naszego kraju, wystarczy wspomnieć o gigantycznych odsetkach jakie polscy podatnicy muszą płacić za kolejne długi zaciągane bez umiaru przez ludzi Tuska. Te pieniądze wypływają bezpowrotnie z Polski. Obsługa tuskowego długu kosztuje nas rocznie około 40 mld zł, które - zabrane Polakom w podatkach - można by było przecież przeznaczyć na bardziej pożyteczne projekty czy inicjatywy takie jak budowa innowacyjnej gospodarki. Zamiast tego pieniądze szerokim strumieniem są wysyłane na konta zagranicznych wierzycieli trzymających Tuska na krótkim sznurku. Niestety nic nie wskazuje na to, aby polityka rządu miała się w tej materii zmienić. Tylko w ciągu pięciu pierwszych miesięcy tego roku zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło o 36,5 mld zł. To efekt ciągłego rolowania starych długów oraz zaciągania nowych.

 

Czytaj więcej: FOR: Dług publiczny na mieszkańca urósł do 27 768 zł (Bankier.pl)
wpis z dnia 06/08/2014

     


  

     Pensje w Polsce i na Zachodzie nadal dzieli wielka przepaść. Jesteśmy Bangladeszem Europy
wpis z dnia 05/08/2014

 

Mimo, że w ciągu ostatnich 10 lat pensje w Polsce realnie wzrosły o 36 proc., to wciąż dzieli nas przepaść do przeciętnych pensji jakie otrzymują ludzie na Zachodzie. Średnie wynagrodzenie wg GUS wynosi obecnie 3,9 tys. zł (70 proc. pracujących w Polsce może jednak zapomnieć o takich zarobkach). Przeciętne wynagrodzenie w Niemczech czy Wielkiej Brytanii to równowartość około 14 tys. zł.

Średnia pensja w polskiej gospodarce w pierwszym kwartale 2014 r. wyniosła 3895 zł brutto - tak przynajmniej głosi oficjalny komunikat GUS. W praktyce jedynie 30 proc. pracujących może liczyć na takie wynagrodzenie. Reszta otrzymuje pensje w kwocie niższej niż wynosi przeciętna pensja wg GUS. Te informacje stawiają nasz kraj w bardzo słabej pozycji jeśli mamy się porównywać z innymi państwami Europy Zachodniej. Okazuje się bowiem, że przeciętne wynagrodzenie w takich krajach jak Niemcy, czy Wielka Brytania jest ponad 3,5-krotnie wyższe niż w Polsce. W Holandii czy Irlandii średnia pensja jest 3-krotnie wyższa niż w naszym kraju. Warto w tym miejscu zauważyć, że życie w tych krajach jest droższe niż w Polsce o 30-, góra 40 proc. Co zatem uzasadnia przebitkę 300-350 proc. w przypadku przeciętnych wynagrodzeń? Wyjaśnienie w tej kwestii jest bolesne - Polska ma być dostarczycielem taniej siły roboczej. Ma być swego rodzaju neokolonią, czy jak kto woli - Bangladeszem Europy - gdzie ludzie, aby związać koniec z końcem, są gotowi pracować 40 godz. w tygodniu za równowartość 400 euro. Niestety rząd Tuska nie tylko nie robi nic, aby zmienić tą sytuację. Ekipa ta w oficjalnej retoryce zachęca zagranicznych inwestorów do budowania jak największej ilości montowni, call-center i magazynów przeładunkowych twierdząc, że tubylcy są w stanie pracować za grosze, więc jeśli chcecie się obłowić to zapraszamy. Nie wierzysz? Zobacz zatem żenujący rządowy spot dla zagranicznych inwestorów, w którym kładzie się nacisk na niskie płace polskich pracowników. Aktorzy tańczą w nim najpierw w słuchawkach jako pracownicy call-centrów, a potem w budowlanych kaskach:

 

 

Czytaj więcej: Porównujemy pensje polskie do zagranicznych (Pb.pl)
Czytaj także: Rząd Tuska kusi zagranicznych inwestorów: u nas pracownicy mało zarabiają! Polska Bangladeszem Europy! (Niewygodne.info.pl)
wpis z dnia 05/08/2014

    


   

     Wielki przewał, na który niewielu zwraca uwagę: w ciągu 5 lat obniżyli ludziom emerytury o połowę!
wpis z dnia 04/08/2014

 

W kontekście dokonań emerytalnych ekipy Tuska przeważnie mówi się tylko o podwyższeniu wieku emerytalnego oraz skoku na oszczędności zgromadzone w OFE. Zapomina się jednak o pierwszym, "epokowym dokonaniu" Platformy Obywatelskiej, to jest o obniżeniu w ciągu 5 lat wypłacanych emerytur niemal o połowę! Wszystko przez wprowadzoną w 2009 roku kapitałową formułę obliczania świadczeń emerytalnych z ZUS. 

Na początek trochę historii - 21 listopada 2008 r. ekipa Tuska uchwaliła w Sejmie nowelizację ustawy o emeryturach i rentach, która wprowadziła w życie tzw. kapitałową formułę obliczania świadczeń emerytalnych z ZUS (zamiast solidarnościowej). W praktyce oznaczało to, że wysokość wypłacanej emerytury miała zależeć od ilości zgromadzonego - za pośrednictwem składek emerytalnych - kapitału, według następującego algorytmu: 

 

Całkowita kwota zebranego kapitału : 216 miesięcy* = miesięczna kwota brutto emerytury

 

*Ekipa Tuska przyjęła, że przeciętny polski emeryt na emeryturze 

przeżyje 216 miesięcy, tj. 18 lat (sic!) 

 

Przed nowelizacją ustawy o emeryturach i rentach obowiązywała tzw. solidarnościowa formuła obliczania świadczeń emerytalnych. Dzięki niej osoba, która osiągała wiek emerytalny mogła liczyć na emeryturę w wysokości około 60 proc. ostatniej pensji. Niestety od 1 stycznia 2009 roku zaczęła obowiązywać formuła kapitałowa i dla większości Polaków osiągnięcie wysokości emerytury na poziomie 60 proc. ostatniego wynagrodzenia stało się zupełnie nierealne. Okazało się bowiem, że emerytury kapitałowe oznaczały drastyczny spadek wypłacanych świadczeń. Eksperci mnożyli przykłady: jeśli ktoś przez 35 lat zarabiał równowartość dzisiejszych 2,5 tys. zł miesięcznie, to na koncie w ZUS uzbierał prawie 205 tys. zł. Łatwo można wyliczyć, że otrzyma za to 766 zł netto emerytury, czyli jedynie 1/3 wysokości ostatniego wynagrodzenia. 

Aby ograniczyć negatywny wydźwięk zmian i uśpić nastroje społeczne ekipa Tuska podjęła ponadto decyzje, aby przez 4 kolejne lata podnosić stopniowo (o 20 proc. rocznie) udział formuły kapitałowej kosztem formuły solidarnościowej przy wyliczaniu wysokości świadczenia dla osób urodzonych po 1953 roku, które postanowiły przejść na emeryturę. Efekty powyższych zmian są katastrofalne - według danych ZUS w 2013 roku przeciętna emerytura przyznawana według formuły solidarnościowej (osoby urodzone w 1953 roku i wcześniej) wynosiła 3036 zł brutto. Z kolei przeciętna emerytura przyznawana według formuły kapitałowej (osoby urodzone powyżej 1953 roku) wyniosła jedynie 1856 zł brutto. Różnica między przeciętną emeryturą wyliczaną według starych zasad, a przeciętną emeryturą wyliczaną według nowych zasad wynosiła zatem aż 1180 zł. W tym roku różnica będzie jeszcze większa. Wielki przewał Tuska, na który niewielu zwraca uwagę. Warto o tym wspominać w kontekście "osiągnięć" tej ekipy.

Czytaj więcej: Głodowe emerytury (NaszDziennik.pl)
wpis z dnia 04/08/2014

    


  

     Tajemnica śmierci Grzegorza Michniewicza
wpis z dnia 22/10/2011

 

W nocy z 22 na 23 grudnia 2009 roku powiesił się w swoim domu Grzegorz Michniewicz - dyrektor generalny Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, członek rady nadzorczej PKN Orlen, posiadacz certyfikatu dostępu do najściślej strzeżonych tajemnic państwowych. Ostatnią osobą z którą kontaktował się przed śmiercią był... Tomasz Arabski, ówczesny szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Prokuratura okręgowa w Warszawie badająca przyczyny śmierci Michniewicza stwierdziła, że było to samobójstwo. Jednocześnie uznała, że nikt Michniewicza do powieszenia się nie namawiał i nie podżegał. Warto jednak zwrócić uwagę, że w toku śledztwa mającego wyjaśnić okoliczności śmierci Michniewicza, nie ustalono kilku - wydawałoby się - ważnych informacji. Po pierwsze: lekarz prowadzący sekcję zwłok nie określił godziny zgonu Michniewicza. Ostatni znak życia Michniewicz dał 22 grudnia o godz. 23:09. Wysłał wówczas do szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasza Arabskiego SMS o następującej treści:

 

Panie Ministrze wieczorem skontaktował się ze mną Andrzej Papierz, polski ambasador w Bułgarii, który poinformował mnie, że cofnięto mu poświadczenie bezpieczeństwa. Znam go od czasów PRM Buzka (był wtedy pracownikiem KPRM). Informuję o tym, bo pewnie zaraz dowie się Pan (od służb), że kontaktuję się z wrogim elementem. W razie pytań jestem do dyspozycji. gm

 

Ten SMS to ostatnia znana prokuraturze wiadomość od Michniewicza. Śledczy nie mają jednak pojęcia co zdarzyło się przez następne godziny. Urzędnika znalazł martwego jego kierowca 23 grudnia o godz. 9:20. W tym kontekście drugim rażącym uchybieniem prokuratury wydaje się być nie wystąpienie do operatora telefonicznego o billingi rozmów, które feralnego dnia Michniewicz odbył. Wykonano jedynie oględziny jego telefonu komórkowego.

Kolejnym niezbadanym przez prokuraturę wątkiem jest fakt, że Michniewicz - jako jedna z nielicznych osób w Polsce - posiadał certyfikat dopuszczenia do najściślej strzeżonych państwowych tajemnic. Kierując Biurem Ochrony Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (za rządów AWS-UW, SLD i PiS) oraz będąc pełnomocnikiem ds. informacji niejawnych w kancelarii, miał wgląd do ściśle tajnych dokumentów. Dodatkowo - jako członek rady nadzorczej PKN Orlen otrzymywał informacje na temat funkcjonowania tej spółki. Prokuratura jednak nie przesłuchała nikogo, by sprawdzić jaką wiedzę mógł posiadać i czy ewentualnie ta wiedza mogła się przyczynić do tego co stało się w nocy z 22 na 23 grudnia 2009 roku.

Pewne jest to, że Michniewicz w chwili zgonu był pod wpływem alkoholu. Badania wykazały, że miał 1,5 promila alkoholu we krwi. O godz. 22:34 Michniewicz rozmawiał jeszcze przez Skype ze swoim znajomym - Pawłem Gutowskim, który zeznał:

 

Pierwsze moje wrażenie, gdy odebrał, było takie, że jest pijany, mówił na granicy bełkotu. Gdy go zapytałem, on nie potwierdził tego, że jest pijany. W czasie późniejszej rozmowy odniosłem wrażenie, jakby płakał i rozmawiając ze mną, tłumił płacz. (...) Na koniec rozmowy Grzegorz obiecał mi, że następnego dnia zadzwoni do mnie z pociągu, którym będzie jechał do Białogardu.

 

Później otrzymał SMS od żony, ale na niego nie odpowiedział. O 23:09 Michniewicz wysyła wiadomość do Arabskiego, o której mowa powyżej. Czy były jeszcze jakieś kontakty telefoniczne po godzinie 23? Tego nie wiemy, bowiem prokuratura nie wystąpiła o billingi. 

Źródło informacji: artykuł Piotra Nisztora pt.: "Jak zmarł urzędnik premiera" (Rp.pl)

Zobacz także: To ja rozmawiałem z Michniewiczem ostatni" - rozmowa z Pawłem Gutkowskim, przyjacielem Grzegorza Michniewicza (Wprost.pl)

wpis z dnia 22/10/2011

    


   

     Skandal: TVP nie chce uczcić 70 sekundową ciszą Powstańców z '44, bo widzowie uciekną do konkurencji!
wpis z dnia 01/08/2014

 

Władze publicznej TVP odmówiły wzięcia udziału w akcji "70 sekund ciszy dla Powstańców" polegającej na emisji w godzinę "W" 70-sekundowego spotu, w którym przeplatają się archiwalne odgłosy walk z momentami ciszy. Absurdalne w tej sprawie było tłumaczenie rzecznika prasowego TVP Jacka Rakowieckiego, który powiedział: - "70 sekund to w telewizji wieczność. My będziemy nadawać 70 sekund ciszy, a pięć milionów widzów odpłynie do konkurencji" (sic!)

Jakby tego było mało TVP na swojej kontrowersyjnej decyzji prawdopodobnie... zarobi. Otóż PZU, która objęła swoim patronatem obchody 70. rocznicy Powstania., zamierza wykupić czas antenowy w TVP, tak aby w godzinę "W" spot "70 sekund ciszy dla Powstańców" został jednak wyemitowany. W ten oto sposób realizowana jest "misja" publicznej telewizji - kasa i zyski ważniejsze od symbolicznego uczczenia Powstańców '44. 

 

Czytaj więcej: 70 sekund ciszy dla Powstańców za drogie dla TVP? Zapłaci PZU (Rp.pl)
wpis z dnia 01/08/2014