Archiwum wpisów: LIPIEC 2014

 

     Niemcy wytykają nam, że trujemy środowisko. Sami jednak stawiają na węgiel i opalane nim elektrownie
wpis z dnia 31/07/2014

 

Niemiecka hipokryzja w sprawie CO2: wytykają Polsce, że emituje za dużo gazów cieplarnianych, ale sami z miesiąca na miesiąc spalają coraz więcej węgla i planują budowę nowych elektrowni węglowych. Od 2008 r. nasz zachodni sąsiad zbudował pięć nowych elektrowni opalanych węglem o łącznej mocy ok. 4,3 tys. MW. W tym samym czasie nieudolny rząd Tuska dopuścił do likwidacji zaawansowanego projektu budowy elektrowni węglowej w Ostrołęce, dał się ograć ekologom w sprawie nowych bloków elektrowni w Opolu, a budowę elektrowni atomowej przesunięto w nieokreśloną przyszłość. Niemcy jednak nie próżnują, bo do 2018 r. zamierzają wybudować kolejne elektrownie węglowe o łącznej mocy 6,6 tys. MW.  

Zdaniem Niemców spalamy za dużo węgla i emitujemy przy tym zbyt wiele gazów cieplarnianych. Problem w tym, że niemiecka gospodarka spala o wiele więcej węgla niż polska, a poziom emisji CO2 na osobę jest znacznie wyższy niż w naszym kraju. Świadczą o tym statystyki Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) oraz Europejskiego Stowarzyszenia Węgla Kamiennego i Brunatnego. W roku 2011 Niemcy emitowały do atmosfery 802,3 mln ton CO2. W roku 2013 emisja CO2 naszego zachodniego sąsiada wyniosła 842,8 mln ton. W ciągu dwóch lat nastąpił zatem wzrost emisji o 5 proc. Jeśli chodzi o Polskę to w 2011 roku emitowaliśmy do atmosfery 337,0 mln ton CO2. Dwa lata później emisje spadły do poziomu 331,1 mln ton CO2. To oznacza procentowy spadek w wysokości -1,8 proc. Bardziej miarodajną statystyką jest poziom emisji CO2 na głowę jednego mieszkańca. W przypadku Niemiec wynosił on w 2013 roku 10,4 tony. W tym samym czasie statystyczny Polak emitował do atmosfery jedynie 8,6 tony CO2. Jeśli chodzi o węgiel brunatny to z danych Europejskiego Stowarzyszenia Węgla Kamiennego i Brunatnego wynika, że w 2012 roku Niemcy wyprodukowały 185,4 mln ton. W tym czasie Polska wydobyła 64,2 mln ton. Jeśli chodzi o węgiel kamienny to tutaj proporcje są odmienne: to Polska w 2012 roku wydobyła go więcej - 78,1 mln ton, podczas, gdy Niemcy jedynie 11,6 mln ton. Problem jednak w tym, że nasi zachodni sąsiedzi masowo importują ten węgiel z zagranicy. W 2012 roku zaimportowano do Niemiec 43 mln ton węgla kamiennego, podczas gdy w Polsce import węgla kamiennego wynosił jedynie 10,1 mln ton. Ogólny bilans kształtuje się następująco: 240 mln ton węgla w Niemczech - 152,4 mln ton w Polsce. Widząc powyższe statystyki jasnym się staje, że to niemiecka gospodarka spala o wiele więcej węgla niż polska, a statystyczny poziom emisji CO2 na osobę jest znacznie wyższy niż w Polsce. Dlaczego zatem nasi zachodni sąsiedzi uprawiają hipokryzję, twierdząc że jesteśmy "największym trucicielem" w Europie? Czy chodzi im o jeszcze wyraźniejsze osłabienie polskiej gospodarki i likwidacje resztek naszego przemysłu, który jest nadal groźny dla przemysłu niemieckiego?

 

Czytaj także: Niemcy stawiają na węgiel (Bankier.pl)
wpis z dnia 31/07/2014

        


    

     Szokujące dane: 36 proc. dzieci w Polsce rodzi się w biedzie lub nędzy!
wpis z dnia 30/07/2014

 

Bieda w Polsce najmocniej uderza w najmłodszych. Z danych opublikowanych przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej wynika, że niemal 36 proc. dzieci w Polsce rodzi się w rodzinach, gdzie miesięczny dochód netto na osobę nie przekracza kwoty 539 zł (kwota minimum egzystencji). 

"Zielona Wyspa" coraz częściej przypomina "Zgniłą wyspę". Okazuje się, że bardzo duża część dzieci przychodzi na świat w rodzinach cierpiących biedę i niedostatek. Według wyliczeń MPiPS w ubiegłym roku aż 133,2 tys. dzieci urodziło się w rodzinach, których miesięczny dochód netto na osobę nie przekracza dramatycznie niskiej kwoty - 539 zł. Jakby tego było mało w przypadku 735 tys. rodzin w Polsce, miesięczny dochód netto na osobę nie przekracza kwoty 400 zł! Warto te dane zestawić z informacją o tym, że spotykający się ze sobą politycy rządzącej ekipy podczas jednej tylko kolacji potrafią wydać z pieniędzy podatników 1300 zł na drogie wina i jedzenie. Za taką kwotę 735 tys. rodzin w naszym kraju jest zmuszona przeżyć ponad trzy miesiące! A oni wydają to w ciągu dwugodzinne narady, podczas której spiskują przeciwko Konstytucji...

 

Źródło informacji: Więcej dzieci urodziło się w skrajnej biedzie (Rp.pl)

wpis z dnia 30/07/2014

     


    

     W państwie Tuska szybciej postawisz fabrykę, niż podłączysz ją do prądu
wpis z dnia 29/07/2014

 

Aż 161 dni przeciętnie muszą czekać w Polsce firmy na wykonanie przyłącza energetycznego. Wynik ten plasuje nasz kraj na 137. miejscu w świecie - gdzieś pośród zacofanych gospodarczo byłych kolonii afrykańskich czy położonych na równikowej dżungli państewek Oceanii.

161 dni oczekiwania na przyłączenie do sieci elektrycznej daje Polsce - według przygotowywanego co roku przez Bank Światowy raportu "Doing Business" - 137. miejsce na świecie. Szybciej niż w naszym kraju firmy mogą uzyskać przyłączenie do prądu w takich potęgach infrastruktury jak: Kambodża, Afganistan, Tanzania, Rewanda czy w Strefa Gazy. Zdaniem ekspertów z Banku Światowego problem długotrwałego oczekiwania na przyłącze do sieci elektrycznej może poważnie ograniczać konkurencyjność polskiej gospodarki. Powód takiego słabego rezultatu naszego kraju jest właściwe jeden - rozbudowane i niejednoznaczne procedury biurokratyczne. Zdobycie pozwoleń z kilku urzędów oraz przejście wielu procedur administracyjnych skutecznie wydłuża termin na podłączenie statystycznego przedsiębiorcy do sieci. By żyło się lepiej!

 

Czytaj więcej: Ile się czeka w Polsce na łącze energetyczne? Długo, bardzo długo... (Wyborcza.biz)

Czytaj także: W Polsce łatwiej postawić fabrykę, niż podpiąć ją do prądu (Bankier.pl)
wpis z dnia 29/07/2014

     


     

     Zachowanie władz Australii i Holandii w/s MH17 pokazuje jak amatorsko działała ekipa Tuska w/s Smoleńska
wpis z dnia 28/07/2014

 

Odłóżmy na bok dyskusję czy w Smoleńsku mieliśmy do czynienia z błędem pilotów, błędem kontrolerów lotu czy zamachem. Zwróćmy uwagę na trzy podstawowe kwestię: odzyskanie czarnych skrzynek, sposób zabezpieczenia miejsca katastrofy oraz proces identyfikacji ofiar. W każdej z tych kwestii, w odróżnieniu od rządów Holandii i Australii, administracja Tuska poniosła sromotną klęskę. 

Właścicielowi zestrzelonego we wschodniej Ukrainie przez rosyjskich terrorystów Boeinga 777, czarne skrzynki zostały zwrócone już w kilka dni po katastrofie. Jak to było w przypadku Smoleńska? - Donald Tusk pozwolił zabrać czarne skrzynki rządowego Tu154M Putinowi, a ten przetrzymuje je już od ponad 4 lat i zwrócić nie zamierza. Uległość i słabość polskiego premiera została wykorzystana przez byłego agenta KGB także w kwestii identyfikacji ofiar. Rodziny zmarłych musiały udawać się osobiście do Moskwy na identyfikacje. Po zamknięciu trumien strona rosyjska zakazała ich ponownego otwierania w Polsce. To niestety przyczyniło się do kilku makabrycznych pomyłek. Jak do tej kwestii podszedł rząd Holandii? Zażądał wydania ciał od rosyjskich separatystów, a następnie przewiózł je do Holandii, gdzie sekcje zwłok zostaną dokonane przez własnych patologów, a pogrążone w żałobie rodziny nie muszą przemierzać tysięcy kilometrów, aby zidentyfikować swoich bliskich. Wreszcie trzecia kwestia, czyli zabezpieczenie miejsca katastrofy. Rządy Australii i Holandii na wieść o tym, że wrak MH17 jest plądrowany, a rzeczy osobiste zmarłych kradzione, wysyłają na miejsce katastrofy swoich komandosów. Co zrobił rząd Tuska w analogicznej sytuacji cztery lata temu? - Wysłał na miejsce tragedii Ewę Kopacz, Tomasza Arabskiego i Edmunda Klicha, którzy stwierdzili, że współpraca z Rosjanami przebiega wzorowo...

wpis z dnia 28/07/2014

    


     

     NIK: Farmy wiatrowe często powstają na gruntach należących do burmistrzów, wójtów lub urzędników. Powód? - Wysokie rekompensaty pieniężne
wpis z dnia 27/07/2014

 

Decydując o lokalizacji elektrowni wiatrowych władze gmin ignorowały głos mieszkańców, a wiatraki stawiano m.in. na działkach radnych, burmistrzów, wójtów, pracowników urzędów gmin. To jedna z kilku nieprawidłowości przy procesie stawiania farm wiatrowych w Polsce wskazanych przez NIK.

NIK szacuje, że około 39 proc. farm wiatrowych w Polsce stoi na gruntach osób zatrudnionych w gminach. To oznacza, że proces powstawania farm mógł przebiegać często w warunkach zagrożenia konfliktem interesów, brakiem przejrzystości i korupcją. Warto odnotować, że firmy stawiające farmy płacą spore pieniądze właścicielom terenów, na których są stawiane jako rekompensatę za niedogodności (zajęcie pasa ziemi, drogi konieczne, infrastruktura itp.). NIK w swoim raporcie zauważył również, że brakuje precyzyjnych przepisów dotyczących lokalizacji farm wiatrowych (norm odległości, poziomu infradzwięków, występowania efektów stroboskopowych). Ponadto brakuje kontroli ich bezpieczeństwa technicznego. 

 

Czytaj więcej: NIK: farmy wiatrowe na działkach radnych, burmistrzów, wójtów (Cire.pl)
wpis z dnia 27/07/2014

    


  

     Szok! Powiązany intere- sami z Rosją wykonawca gazoportu w Świnoujściu grozi przerwaniem prac!
wpis z dnia 25/07/2014

 

Główny wykonawca prac przy budowie strategicznego dla bezpieczeństwa energetycznego Polski gazoportu w Świnoujściu - włoska spółka Saipem - zażądała kolejnego aneksu do umowy i większych pieniędzy za swoją pracę. W razie odmowy grozi przerwaniem prac!

Warto odnotować, że już raz włoska spółka wynegocjowała aneks do umowy, dzięki któremu przesunięto o pół roku termin realizacji inwestycji (pierwotnie terminal LNG w Świnoujściu miał być gotowy na czerwiec 2014). Ponadto, na mocy podpisanego aneksu, rząd musiał dopłacić Włochom ok. 280 mln zł. Obecnie, wykorzystując słabość ekipy Tuska i spartaczoną treść pierwotnej umowy, Włosi zażądali nowego aneksu, który prawdopodobnie przesunąłby termin oddania inwestycji o kolejne kilka- może kilkanaście miesięcy. 

Taśmy "Wprost" ujawniły śmiertelne zagrożenie
W tym kontekście warto wspomnieć o dwóch kwestiach. Po pierwsze - na ujawnionych przez tygodnik "Wprost" nagraniach były wiceminister finansów w rządzie Tuska, a od 2013 roku wiceprezes zarządu ds. korporacyjnych PGNiG Andrzej Parafianowicz w rozmowie ze Sławomirem Nowakiem stwierdził, że podpisane przez rząd Tuska umowy na realizację terminalu LNG w Świnoujściu są bardzo niekorzystne, bowiem pozwalają wykonawcy bezkarnie opóźniać budowę wspomnianej infrastruktury. Podczas nagranej rozmowy pada nawet stwierdzenie, że nasz kraj będzie mógł odbierać gaz z Kataru dopiero w 2017 roku, mimo że kontrakt przewiduje rozpoczęcie dostaw skroplonego surowca już od drugiej połowy bieżącego roku. Po drugie - główny wykonawca gazoportu, włoska spółka Saipem, w ostatnich miesiącach związała się poważnymi relacjami biznesowymi z Rosją. Czy może to mieć wpływ na obecne żądania w sprawie drugiego aneksu? - Nie sposób stwierdzić, ale warto mieć świadomość z kim główny wykonawca strategicznej dla polskiego bezpieczeństwa energetycznego inwestycji robi interesy.

Gigantyczne straty PGNiG wiszą w powietrzu
Kto najbardziej straci na zamieszaniu z terminem oddania gazoportu w Świnoujściu? Po pierwsze - państwo polskie (czytaj: podatnicy). Przez nieudolność i niekompetencję ekipy Tuska, która zgodziła się na zawarcie z Włochami umowy dopuszczającej praktycznie bezkarnie opóźniać budowę wspomnianej infrastruktury, Polska będzie musiała wyłożyć dodatkowe setki milionów złotych. Kwestią wtórną jest to, czy pieniądze te trafią do Włochów (którzy łaskawie zgodzą się kontynuować inwestycję), czy do nowego wykonawcy (wybór takiego wykonawcy spowoduje kolejną, kilkunastomiesięczną obsuwę w terminie realizacji inwestycji). Najbardziej jednak dostanie po kościach PGNiG. Konsekwencje opóźnień w budowie gazoportu niosą ze sobą dla tej spółki bardzo poważne skutki. Kontrakt na dostawę gazu z Kataru zawiera bowiem klauzulę "take or pay" (bierz lub płać), która wymusza na odbiorcy - czyli PGNiG - płacenie za zakontraktowany surowiec nawet wtedy, gdy nie zostanie on odebrany. W grę wchodzą olbrzymie pieniądze - roczna wartość kontraktu opiewa bowiem na kwotę 550 mln USD. Wszystko zatem wskazuje na to, że już niebawem PGNiG zacznie ponosić gigantyczne straty finansowe. Będzie musiało płacić Katarczykom spore pieniądze za gaz, którego nie dostanie, bowiem nie będzie można dostarczyć gazu do nieukończonego terminala LNG w Świnoujściu.

Ostateczny cel to fiasko polskich łupków?
W ubiegłym roku "Dziennik Gazeta Prawna" informował, że PGNiG zaczął badać możliwość awaryjnego odbioru LNG za granicą. W grę miały wchodzić gazoporty w Holandii, Belgii lub Norwegii. Problem jednak w tym, że żaden z tych zagranicznych terminali - gdzie Katarczycy mogliby awaryjnie zostawić gaz dla PGNiG - nie ma połączenia gazociągowego z Polską. Jedyna nadzieja w możliwości odsprzedaży katarskiego gazu innym podmiotom. Tutaj niestety też mogą się pojawić problemy - w kontraktach na dostawę gazu często stosuje się klauzulę zakazującą podmiotowi kupującemu gaz, dalszej jego sprzedaży lub reeksportu. To, z kolei, oznacza dla PGNiG potężne problemy, które będą mogły się przełożyć na wyniki finansowe tej spółki. Jeśli PGNiG zacznie ponosić straty z tytułu braku możliwości odbioru katarskiego gazu, to nie można wykluczyć, że odbije się to negatywnie na innych inwestycjach spółki, takich jak poszukiwanie i eksploatacja gazu łupkowego w Polsce. A może o to właśnie chodzi?

 

Czytaj więcej: Polskie LNG: Włosi chcą zmienić umowę (Forsal.pl)
Czytaj także: Za chwile wybuchnie kolejna wielka afera! Tym razem chodzi o miliardy złotych! (Niewygodne.info.pl)
Czytaj także: Komisja śledcza ws. gazoportu dopełni upadek rządu Tuska? (Niewygodne.info.pl)
wpis z dnia 25/07/2014

 


 

     Polak otrzymujący średnią krajową musi oszczędzać 50 lat, by kupić mieszkanie za gotówkę
wpis z dnia 24/07/2014

 

Statystyczny Kowalski, zarabiający miesięcznie 2700 zł na rękę, aby uzbierać odpowiednią ilość gotówki na zakup 50-metrowego mieszkania w dużym mieście, musiałby oszczędzać przez... 50 lat. Statystycznemu Niemcowi uda się to o 33 lata szybciej.

Zakładamy, że cena 50-metrowego mieszkania w dużym mieście kształtuje się na poziomie 260-280 tys. zł, a przeciętny Polak, otrzymujący wynagrodzenie w wysokości średniej krajowej (ok. 2700 zł na rękę), jest w stanie miesięcznie odłożyć 10 proc. z tego co zarobi (chociaż oficjalne statystyki NBP mówią, że w latach 2008-2012 przeciętny Polak był w stanie odkładać jedynie ok. 5 proc. z tego co zarobi, tak więc dwukrotnie zawyżyłem tą wartość). Z prostego wyliczenia wychodzi, że osoba, która co miesiąc odkłada 10 proc. swojego wynagrodzenia (270 zł) na konto oszczędnościowe w banku (oprocentowane w wysokości 2 proc. w skali roku), aby uzbierać kwotę pozwalającą na zakup za gotówkę 50-metrowego mieszkania na przedmieściach dużego miasta, potrzebuje około... 50 lat!

Dla porównania weźmy statystycznego Mullera zza Odry. Okazuje się, że Niemiec zarabiający statystyczną średnią krajową (2865 € na rękę - dane za 2012 rok), który co miesiąc odkłada 16 proc. swojego wynagrodzenia (wg Eurostatu tyle wynosi średnia stopa oszczędności u Niemców za ostatnie 5 lat) na konto oszczędnościowe w banku (oprocentowane w wysokości 2 proc. w skali roku), aby uzbierać kwotę pozwalającą zakupić 50 metrowe mieszkanie w dużym mieście (sprawdziłem, że średnia cena 50-metrowego mieszkania w stolicy Niemiec kosztuje ok. 110 tys. €), potrzebuje na to około 17 lat, czyli o 33 lata krócej niż statystyczny Polak.

 

Źródła informacji:
- Ile pensji trzeba na 50 mkw.? (Rp.pl)
- List of countries in Europe by monthly average wage (en.wikipedia.org)
- Zastosowanie wielowymiarowych metod statystycznych w typologii strategii oszczędnościowych gospodarstw domowych w Polsce (NBP.pl)
wpis z dnia 24/07/2014

     


   

     Chytry rząd wie jak zwiększyć wpływy z podatku VAT. Chce wprowadzić cenę minimalną na piwo
wpis z dnia 23/07/2014

 

Dwa złote - tyle minimalnie miałaby kosztować pół-litrowa puszka piwa według pomysłu wiceministra zdrowia Igora Radziewicza-Winnickiego. Obecnie napój ten można kupić już za 1,50 zł. W założeniach wprowadzenie ceny minimalnej miałoby ograniczyć spożycie tego trunku. W praktyce jednak może się przyczynić jedynie do... wzrostu wpływów do budżetu z tytułu podatku VAT. I tutaj upatrywałbym główny cel tego zamysłu.

Ekipa Tuska chytrze kombinuje. Pod płaszczykiem walki z alkoholizmem zaczęli rozważać postulat wprowadzenia ceny minimalnej na piwo. Według przemyśleń wiceministra zdrowia w rządzie Tuska - Igora Radziewicza-Winnickiego - jeśli rząd wprowadziłby cenę minimalną na piwo, to nagle spora grupa alkoholików przestałaby pić. Jest to oczywiście bzdura wierutna, mająca na celu odwrócić uwagę od prawdziwego powodu wprowadzenia ceny minimalnej. Warto bowiem podkreślić, że wprowadzenie takiej ceny będzie jednoznaczne ze sporym wzrostem wpływów budżetowych z tytułu podatku VAT. Jest oczywiste, że 23 procentowy podatek od towarów i usług będzie większy jeśli zostanie naliczony od kwoty 2,00 zł, niż miałby być liczony od kwoty np. 1,50 zł (jak do tej pory). Do ustalenia pozostaje skala wzrostu wpływów podatkowych (czy będą liczone w milionach, czy w dziesiątkach milionów złotych w ciągu roku). Nikt nie powinien mieć jednak wątpliwości, że w koncepcji wprowadzenia ceny minimalnej na piwo chodzi właśnie o podatki, a nie o walkę z alkoholizmem. 

 

Czytaj więcej: Piwo będzie droższe, bo rząd chce jego ceny minimalnej? (NaTemat.pl)
wpis z dnia 23/07/2014 

    


   

     Zadłużenie Polski ciągle rośnie. Ekipa Tuska nie ma koncepcji na poprawę stanu finansów państwa
wpis z dnia 22/07/2014

 

Tylko w ciągu pięciu pierwszych miesięcy tego roku zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło o 36,5 mld zł. Ekipa Tuska nadal nie ma koncepcji na poprawę stanu finansów państwa. Potrafi jedynie rolować zadłużenie, zaciągać nowe długi i proponować coraz to bardziej wymyślne podwyżki podatków.

Brak kompetencji w zarządzaniu finansami spowodował w ciągu kilku lat gigantyczny wzrost zadłużenia naszego państwa. Szacuje się, że całkowity dług sektora instytucji rządowych i samorządowych przekroczył już pułap 970 mld zł (nie uznaje tutaj rządowego skoku na oszczędności zgromadzone w OFE jako operacji, która miała częściowo obniżyć zadłużenie). Sama obsługa tego zadłużenia kosztuje nas w ciągu roku dziesiątki miliardów złotych. Miliardów, które zamiast być przeznaczane na budowę innowacyjnej gospodarki, są szerokim strumieniem wysyłane na konta zagranicznych wierzycieli. Wydaje się, że jedyną koncepcją ekipy Tuska na walkę z deficytem budżetowym jest... dalsze zadłużanie, rolowanie długów oraz wzrost obciążeń fiskalnych. Ministerstwo Finansów, aby spłacić stare długi (wraz z odsetkami) musi brać nowe pożyczki odpowiednio powiększone o odsetki, które wynikają ze starych długów. W ten sposób nieustannie rośnie spirala zadłużenia i nie widać perspektyw, aby proces ten miał się odwrócić. Dobrze widać to w statystykach na temat zapadalności (wymagalności) długu. O ile do końca tego roku trzeba będzie oddać wierzycielom jedynie 15,7 mld zł, o tyle w 2015 r. kwota ta powiększy się blisko 7-krotnie do wysokości 102,4 mld zł! W dłuższej perspektywie takie postępowanie nie może pomóc, a wręcz zaszkodzi i to nie tylko finansom publicznym, ale również całej gospodarce. To przypomina zaciskanie wokół szyi grubej pętli, która zaczyna coraz mocniej uwierać. Ostatecznie ograniczy całkowicie dopływ tlenu, a wówczas wszystko bezpowrotnie runie jak domek z kart. 

 

Czytaj więcej: MF: Zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło o 0,4 proc. w maju (Forsal.pl)
wpis z dnia 22/07/2014

    


   

     Miliardy złotych "klimatycznego haraczu"
wpis z dnia 21/07/2014

 

Polacy ponoszą olbrzymie koszty związane z realizacją unijnej "polityki klimatycznej". Co gorsze - cena energii elektrycznej będzie nieustannie rosnąć, a pracę w polskim przemyśle może stracić setki tysięcy osób. 

Wszystko przez obowiązek wykupu praw do emisji CO2. Każde polskie przedsiębiorstwo, które emituje do atmosfery CO2 (elektrownie, fabryki, zakłady produkcyjne), aby móc funkcjonować musi wykupić na specjalnych aukcjach odpowiednią ilość praw do emisji. Problem w tym, że prawo do emisji 1 tony CO2 kosztuje obecnie około 6 euro (~25 zł). Polska gospodarka emituje rocznie 331,1 mln ton CO2 (dane za 2013 rok). Łatwo można zatem wyliczyć, że zapłata za wszystkie emisje, to gigantyczny koszt 1,98 mld euro (~8,2 mld zł). Na szczęście nasz kraj nadal korzysta z pewnych przywilejów w postaci pakietów darmowych emisji (będą obowiązywały do 2020 roku, z tym że im bliżej tej daty, tym stopniowo coraz mniejsza ilość darmowych praw do emisji będzie nam przysługiwać). Mimo to szacuje się, że w ubiegłym roku sama tylko energetyka na pozwolenia emisyjne wydała około 1,2 mld zł. Z każdym kolejnym rokiem kwota ta będzie się zwiększała, co istotnie odczują wszyscy Polacy płacąc rachunki za prąd. Co gorsze - ekologiczny amok znacznie ograniczy konkurencyjność polskiego przemysłu i zniweczy rozwój gospodarczy naszego kraju. Eksperci szacują, że w Polsce pracę z tego powodu może stracić nawet 400 tys. osób, które są żywicielami dla 1,5 mln osób. Z opracowań wykonanych przez firmę Energsys wynika, że "koszty społeczne i gospodarcze wdrożenia pakietu klimatycznego w Polsce przekroczą znacznie granicę społecznej akceptowalności oraz spowodują utratę konkurencyjności przez polską gospodarkę". Z kolei według wyliczeń Instytutu Kościuszki oraz firmy doradczej Ernst & Young - ograniczenie emisji CO2 jakie jest forsowane przez Komisję Europejską, może obniżyć PKB Polski w latach 2014-2030 średnio nawet o 1 proc. w skali roku! Czarny scenariusz jest możliwy szczególnie wówczas, gdy cena uprawnienia do emisji wzrośnie. Warto podkreślić, że według części analityków około 2020 roku za możliwość emisji 1 tony CO2 trzeba będzie zapłacić nawet 15-20 euro. Dla polskiej gospodarki będzie to oznaczało całkowitą katastrofę.

wpis z dnia 21/07/2014

    


  

     W 2015 roku nastąpi załamanie produkcji przemysłowej w Polsce
wpis z dnia 20/07/2014

 

Produkcja przemysłowa co prawda nadal rośnie, ale od kilku miesięcy w coraz bardziej ślamazarnym tempie. Niektórzy ekonomiści uznają to za zwiastun nadchodzącego załamania gospodarczego, które w naszym kraju najmocniej dotknie sektor przemysłowy. 

Zdaniem prof. Jerzego Hausnera - nadchodzi moment, w którym pozytywny trend w gospodarce ulegnie przełamaniu. Objawi się to przede wszystkim w zahamowaniu (już obserwujemy), a później także załamaniu produkcji przemysłowej, która w przyszłym roku osiągnie wartości ujemne. 

 

Czytaj więcej: Przemysł może nie odbić (Rp.pl)
wpis z dnia 20/07/2014

    


  

     MAK: pijani malezyjscy piloci trafili w lecącą na wysokości 10 km rakietę. Do ustalenia pozostaje kto ich do tego skłonił
wpis z dnia 18/07/2014

 

Informacja jakoby przebieg zamachu na Boeinga 777 malezyjskich linii lotniczych miał badać rosyjski MAK nie wróży niczego dobrego. Nie wykluczone bowiem, że oficjalne ustalenia rosyjskich ekspertów będą mniej więcej następujące: pijani malezyjscy piloci naruszyli korytarz powietrzny lecącej na wysokości 10 km rakiety. Do ustalenia pozostaje kto ich do tego skłonił.

W kontekście zestrzelenia Boeinga 777 warto odnotować, że 29 czerwca rosyjscy separatyści zajęli pod Donieckiem bazę wojskową armii ukraińskiej, w której znajdują się systemy rakietowe "Buk". Nieco ponad dwa tygodnie później - 14 lipca - w obwodzie ługańskim separatyści zestrzelili samolot transportowy An-26 należący do sił zbrojnych Ukrainy. Dwa dni później zestrzelony został ukraiński myśliwiec Su-25. Wczoraj o 15:50 Igor Striełkow - rosyjski oficer wywiadu wojskowego GRU będący zarazem dowódcą sił zbrojnych "Republiki Donieckiej" - poinformował na portalu społecznościowym WKontak, że w rejonie Toreza (czyli dokładnie tam, gdzie spadł malezyjski boeing) siły separatystów zestrzeliły ukraiński samolot transportowy An-26. Jego wpis został kilka godzin później usunięty. Jakby tego było mało Ukraińska Służba Bezpieczeństwa przechwyciła dwie rozmowy telefoniczne rosyjskich separatystów ze wschodu Ukrainy. W obydwu z nich przyznają się do tego, że wczoraj zestrzelili samolot. Jednocześnie byli zdziwieni, że zestrzelili samolot cywilny, a nie wojskowy. Warto podkreślić, że rosyjscy dywersanci kontrolują teren katastrofy. Jednocześnie zapowiedzieli, że czarne skrzynki przekażą do... Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK).

wpis z dnia 18/07/2014

    


   

     Rząd Tuska chce odroczyć górnikom płatność 356 mln zł zaległych składek ZUS. A ty - drobny przedsiębiorco - spróbuj zalegać choćby z jedną...
wpis z dnia 18/07/2014

 

Kompania Węglowa od 8 lat zalega z płatnościami obowiązkowych składek ZUS na kwotę 356 milionów złotych. Rząd Tuska przychyla się do pomysłu kolejnego odroczenia ich płatności, mimo że to właśnie branża górnicza jest jednym z głównych beneficjentów przywilejów emerytalnych, o których zwykli przedsiębiorcy mogą tylko pomarzyć. 

W 2007 roku Sejm uchwalił prawo, zgodnie z którym kopalniom odroczono spłatę długów wobec ZUS na 8 lat. Z uwagi na to, że termin spłaty zbliża się coraz szybciej, rząd Tuska postanowił przychylić się do opcji kolejnego odroczenia terminu spłaty. Chodzi o kwotę 356 mln zł, którą Kompania Węglowa zalega wobec ZUS z tytułu składek. Drogi przedsiębiorco - a teraz pomyśl co by się stało, gdybyś postanowił nie zapłacić tylko jednej składki ZUS? Czy przypadkiem przyjaźnie nastawione do górniczych przywilejów emerytalnych państwo nie rozprawiłoby się z tobą w ekspresowym tempie? Czy też może mógłbyś liczyć na kilkuletnią prolongatę terminu spłaty zaległej składki? Na marginesie tej sprawy warto zauważyć, że rząd Tuska już od 2007 roku obiecywał zlikwidowanie lub znaczące ograniczenie odrębnego systemu emerytalnego dla górników. Takie zapowiedzi pojawiały się zarówno podczas pierwszego jak i drugiego exposee premiera Tuska. Niestety ekipę rządzącą opanował paraliż przed najazdem górników na Warszawę i zapowiedzi zmian pozostały jedynie pustymi słowami.

 

Czytaj więcej: Kopalnie nie muszą płacić ZUS. A Ty? (ZUS.pox.pl)
Czytaj także: Pierwsze ustalenia premiera z górnikami: Odroczenie zaległych składek Kompanii Węglowej do ZUS (GazetaPrawna.pl)
wpis z dnia 18/07/2014

    


  

     Platforma znowu psuje państwo. Rząd Tuska puchnie od wiceministrów w randze sekretarzy stanu

wpis z dnia 17/07/2014

 

Konstytucja zakazuje łączenia mandatu parlamentarzysty z innymi funkcjami. Wyjątkiem jest stanowisko ministra lub sekretarza stanu w danym ministerstwie. Od tych ostatnich rząd Tuska zaczął puchnąć.

Przepisy prawa pozwalają na powołanie tylko jednego sekretarza stanu w jednym ministerstwie. Niestety za złamanie tej regulacji nie przewidziano żadnych sankcji, co skrzętnie zaczęła wykorzystywać ekipa Platformy Obywatelskiej. W ten sposób coraz więcej posłów i senatorów Platformy trafia do rządu otrzymując posadę sekretarza lub podsekretarza stanu. W ślad za nowym stanowiskiem idzie oczywiście druga pensja. By żyło się lepiej. I tak, dla przykładu, w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju jest już dwóch sekretarzy stanu: Zbigniew Rynasiewicz (poseł PO) oraz Adam Zdziebło (senator PO). Tak samo jest w Ministerstwie Finansów. Tam sekretarzami są Izabela Leszczyna (posłanka PO) oraz Janusz Cichoń (poseł PO). - "Od takich rzeczy zaczyna się psucie państwa. Ministrowie sami pokazują, że nie należy respektować prawa" - twierdzi dla Dziennika Gazety Prawnej prof. Genowefa Grabowska, konstytucjonalistka z Uniwersytetu Śląskiego. - "Dla mnie to chore, bo zanika wówczas podział na władzę wykonawczą i ustawodawczą" - dodaje. 

 

Czytaj więcej: Sekretarzy stanu ponad stan. Nie ma sankcji na przekroczenie limitów zatrudnienia (GazetaPrawna.pl)

wpis z dnia 17/07/2014

      


  

     "Murzyńskość" wyborców Platformy, czyli dlaczego od 7 lat rządzi ekipa Tuska
wpis z dnia 16/07/2014

 

Jak to możliwe, że targany aferami, nepotyzmem i korupcją polityczną rząd Tuska nadal utrzymuje się przy władzy? Jak to możliwe, że ekipa, która odpowiada za bezprecedensowy wzrost obciążeń podatkowych oraz zadłużenia kraju w ostatnich wyborach (do Europarlamentu) dostaje wynik gwarantujący jej zwycięstwo? Jak to możliwe, że mimo tylu niepowodzeń i kompromitacji, Donald Tusk może nadal liczyć na całkiem spore poparcie? Odpowiedź jest prosta - wszystko przez "murzyńskość" wyborców Platformy.

Wachlarz antyobywatelskich decyzji, kompromitujących afer czy zakończonych totalną klapą inicjatyw ekipy Donalda Tuska jest bardzo szeroki. Począwszy od polityki fiskalnej (ciągły wzrost podatków), poprzez niespotykane do tej pory tempo zadłużania kraju, wydłużenie wieku emerytalnego, grabież oszczędności Polaków z OFE, masową emigrację, rozłożenie na łopatki obronności, służby zdrowia, przemysłu stoczniowego czy bezpieczeństwa energetycznego, a skończywszy na poważnych aferach o charakterze politycznym lub korupcyjnym. Skala niekompetencji ekipy Platformy jest porażająca. Mimo to, Platforma wygrywa 7. wybory z rzędu, nadal ciesząc się poparciem około 2,5 - 3,0 mln wyborców. Kim są ci ludzie? Kto stoi za zwycięstwami ekipy Tuska w wyborach? W mojej ocenie około 500 - 600 tys. osób, ze wspomnianych powyżej 2,5 - 3,0 mln wyborców - to bezpośredni beneficjenci systemu stworzonego przez Tuska. Mam tu przede wszystkim na myśli członków PO, którzy utrzymują się z publicznych pieniędzy oraz członków ich rodzin. Znacznie większą grupą (2,0 - 2,5 mln osób) są jednak - idąc słowami Radosława Sikorskiego - "Murzyni", czyli ludzie nie mający własnych poglądów politycznych, czy społecznych, po części dlatego, że nie widzą takiej potrzeby, po części dlatego, że nie umieją ich sobie wyrobić, skutkiem czego zawsze będą głosować wedle wskazań mediów jedynie słusznych, a więc na Platformę. Ludzie ci są spełnionym marzeniem Donalda Tuska, który kilka lat temu wołał z billboardów i spotów telewizyjnych: "Nie róbmy polityki. Budujmy boiska!". Nie róbmy polityki, a więc nie zajmujmy się sprawami publicznymi, nie interesujmy się tym co się dzieje wokół nas. Nie wnikajmy w to, co robi władza. Jedynie słuszna narracja wiodących mediów polskojęzycznych zrobiła resztę. W ten sposób spoglądające na świat przez pryzmat swojej "murzyńskości" lemingi, od siedmiu lat wybierają kastę Tuska. Na szczęście dla nas wszystkich, coraz częściej popieranie PO jest utożsamiane z obciachem i żenadą. A nic nie działa na umysły lemingów bardziej skutecznie jak pedagogika wstydu. 

 

Czytaj także: Tuska i PO u władzy trzyma trzymilionowa armia pasożytów, walcząca o życie na wolności, za to, co nakradli i zachachmęcili (wPolityce.pl)
wpis z dnia 16/07/2014

   


 

     Będzie kolejny skok cen za wywóz śmieci. Nawet o 75 proc.!
wpis z dnia 15/07/2014

 

Po pierwszym roku obowiązywania nowej ustawy o selekcji odpadów szykuje się kolejny drastyczny wzrost cen za wywóz śmieci. Tym razem mogą one urosnąć nawet o 75 proc.!

Setki gmin w Polsce miało jedynie 1-roczne umowy na wywóz śmieci zawierane z firmami wywożącymi odpady. Z uwagi na to, że regulacje nowej ustawy dotyczącej selekcji odpadów weszły w życie 1 lipca ubiegłego roku, obecnie trzeba było przeprowadzić nowe przetargi na wywóz nieczystości. Zwycięzcami tych przetargów były niejednokrotnie podmioty żądające istotnych podwyżek w porównaniu do cen jakie funkcjonowały w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Tak było między innymi w gminie Ładzice (woj. łódzkie), gdzie mieszkańcy do niedawna płacili za śmieci zmieszane 8 zł, a za segregowane – 5 zł miesięcznie od osoby. Od 1 lipca 2014 roku będą jednak płacić odpowiednio: 14 zł i 8,30 zł miesięcznie. W przypadku śmieci niesegregowanych oznacza to wzrost o 75 proc.! Podobnie rzecz się ma w gminie Trzebownisko (woj. podkarpackie). W przypadku śmieci niesegregowanych wzrost wyniesie 60 proc. - z 10 zł do 16 zł miesięcznie za osobę.

 

Czytaj więcej: Kolejna rewolucja w śmieciach: ceny za odbiór odpadów będą jeszcze wyższe (GazetaPrawna.pl) 
wpis z dnia 15/07/2014

    


  

     Ciekawe początki Grupy ITI
wpis archiwalny z dnia 27/03/2012

 

Kasety video, raje podatkowe oraz zaufanie komunistycznych władz reżimowych do Jana Wejcherta i Mariusza Waltera, a w tle wojskowy wywiad PRL. Czyli - ciekawe początki Grupy ITI.

 

Poniżej fragment zeznań Grzegorza Żemka, głównego oskarżonego w aferze FOZZ, złożonych pod przysięgą podczas jego procesu przed Sądem Okręgowym w Warszawie (sygn. akt VIII K37/98 t. IV):

 

Ja dostałem od służb specjalnych wojskowych zadanie po konsultacjach z Pospieszyńskim, aby znaleźć za granicą firmę, która mogłaby pełnić rolę "konia trojańskiego", to znaczy, która mogłaby służyć do wprowadzenia agentów na obszar na Zachodzie w dziedzinie mediów. Był to rok 1987. Jedyną firmą zagraniczną w dziedzinie mediów, którą znałem, była firma należąca do Jana Wejcherta, ulokowana w Irlandii (...). Firma ta nazywała się Cantal, a później zmieniono jej nazwę na ITI. Zapytałem służby wojskowe, czy mogę podjąć kontakt z Wejchertem. Otrzymałem wówczas informację, że on już współpracuje ze służbami wojskowymi, więc będzie to proste (...)

 

Spółka ITI (pełna nazwa brzmi: International Trading and Investments Holding S.A. Luxemburg) została założona w 1984 roku przez Jana Wejcherta i Mariusza Waltera. Zgodnie z informacjami zawartymi na oficjalnej stronie internetowej ITI (www.iti.pl - wejście 26/03/2012) - "w momencie rozpoczęcia swojej działalności, Grupa ITI była jedną z pierwszych prywatnych firm w Polsce". Początkowo spółka ta miała się zajmować importem i eksportem sprzętu elektronicznego Hitachi oraz produkcją chipsów i ulepszaczy do pieczywa. Od władz PRL dzisiejszy właściciel TVN otrzymał także koncesję na dystrybucję i rozprowadzanie filmów kinowych oraz kaset wideo, a także prowadzenie agencji reklamowej (na stronie internetowej Grupy ITI można znaleźć informację, że ITI od początku swojego istnienia była zaangażowana w produkcję reklam - spółka ITI Film Studio pierwsze reklamy wyprodukowała jeszcze w 1985 roku). Poniżej dalsze fragmenty zeznań Grzegorza Żemka:

 

(...) firma należąca do Jana Wejherta, ulokowana w Irlandii, na obszarze doków portowych, które stanowiły wydzielony w Irlandii obszar tzw. „raju podatkowego". Mechanizmy działań tego raju podatkowego były analogiczne do tych, które funkcjonowały na Guernsey (...). W tym czasie byłem dyrektorem Departamentu Kredytów w Banku Handlowym International. Poznałem w czasie tych rozmów z Wejhertem jego współpracowników m.in. Marcina Waltera (Żemkowi zapewne chodziło o Mariusza Waltera - dopisek: niewygodne.info.pl). Zasugerowali mi, że jeżeli jest potrzeba zorganizowania - znalezienia przykrycia dla agentów działających w dziedzinie mediów i ich finansowanie, to najlepiej stworzyć międzynarodowy koncern z udziałem Filmu Polskiego. (...) Przekazałem te sugestie do wojska, ale postawiłem warunek że jeżeli mam się tym zająć to muszę dostać ludzi którzy znają się na mediach i byliby w stanie taki koncern zorganizować. (...) Ten biznesplan przekazałem do WSI oraz Wejchertowi, do oceny.(...) Przyznaję jednak, że przez cały czas miałem naciski ze służb specjalnych czy to ze strony Pospieszyńskiego żeby jak najszybciej zorganizować ten koncern medialny na zachodzie. W związku z tym rozpoczęła się pierwsza faza tworzenia tego koncernu; muszę przyznać że trochę „na wariackich papierach". (...)

 

Powyższe słowa Grzegorza Żemka zostały także opublikowane w aneksie nr 9 do Raportu z weryfikacji WSI, który został sporządzony przez Komisję Weryfikacyjną WSI działającą pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza. W samym Raporcie możemy przeczytać, że wywiad wojskowy PRL "podejmował wysiłki powołania firmy telewizyjnej. Pierwotnie zamierzonym celem tych działań miało być ułatwienie plasowania agentury na Zachodzie. Tak tłumaczy swoje działanie Grzegorz Żemek, który na zlecenie wywiadu miał podjąć w tej sprawie rozmowy z firmą ITI i reprezentującymi ją Janem Wejchertem i Mariuszem Walterem".

W jaki sposób ITI została "jedną z pierwszych prywatnych firm w Polsce"? Jak to możliwe, że w 1984 roku - kiedy zwykły obywatel PRL nie miał szans na prowadzenie prywatnej działalności gospodarczej - władze przyzwalają na powstanie spółki o charakterze medialnym, z kontaktami sięgającymi poza granice kraju? Nie wykluczone, że odpowiedzi na te pytania można się doszukiwać w "uprzywilejowanej", w tamtym okresie, pozycji Wejcherta i Waltera. Zgodnie z informacjami ujawnionymi na łamach "Gazety Polskiej" w artykule pt.: "Jak SB pomagała przyszłemu właścicielowi TVN" - Jan Wejchert dzięki wsparciu służby bezpieczeństwa i urzędników rządu PRL mógł wyjeżdżać za granicę już od lat 70-tych, zaś w kilka miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego "ze względów operacyjnych" otrzymał tzw. paszport wielokrotny, ważny na wszystkie państwa świata. Jeśli chodzi o Mariusza Waltera (w latach 1967-1983 członek PZPR), to o jego "uprzywilejowaniu" w PRL świadczy chociażby list Jerzego Urbana, rzecznika komunistycznego rządu PRL, skierowany do Czesława Kiszczaka, w którym ukuta została koncepcja stworzenia oddzielnego pionu "służby propagandowej" kierowanej przez MSW. Urban na "głównego konsultanta" takiej służby wskazywał właśnie Mariusza Waltera. Poniżej prezentuje fragmenty tego listu. Zwracam uwagę na dokonane przeze mnie podkreślenia:

 

Sekretarz Stanu przy Radzie Ministrów. Warszawa 22 lutego 1983r.
Rzecznik Prasowy Rządu

Tow.Generał Czesław Kiszczak
Minister Spraw Wewnętrznych

Proponuję utworzenie w MSW oddzielnego pionu ( służby) propagandowej, działającej także w obrębie MO. Znaczna część politycznie ważnych w skali kraju przedsięwzięć polityczni-propagandowych ma związek domeną działalności MSW. Dopóki w kraju toczyć się będzie walka polityczna, MSW będzie planować i realizować przedsięwzięcia o największym znaczeniu z punktu widzenia jej przebiegu. Niezbędny jest, więc poważny, instytucjonalny instrument umożliwiający lepsze wykorzystanie propagandowe tych operacji, bezpośrednie oddziaływanie na społeczeństwo w pożądanym kierunku. (...)

Służba propagandowa MSW powinna mieć możliwość dawania do TV, radia i prasy gotowych programów do druku, albo też dostarczania TV, radiu i prasie półproduktów, którym ostateczny kształt nadadzą redakcje TV, radia i prasy.(...) W przypadku tego rodzaju rozbudowy służby propagandowej, decydujące znaczenie będzie mieć obsada kadrowa. Trudno jednak znaleźć dobrych dziennikarzy, którzy zdecydują się przejść do MSW. Nie mniej mam pewne propozycje, które jak uważam, warto przynajmniej rozważyć:

1. Mariusz Walter - nadaje się na głównego konsultanta, jakiegoś szefa programowania, szefa realizacji programów radiowych i TV - jednym słowem nie kierownika pionu propagandy, lecz główną siłę koncepcyjno-fachową. Najzdolniejszy w ogóle redaktor telewizyjny w Polsce, organizator i koncepcjonista. Przedstawia tow. Mieczysławowi Rakowskiemu i mnie sporo interesujących koncepcji ogólnopolitycznych i propagandowych. W latach siedemdziesiątych był twórcą i naczelnym redaktorem Studia 2 w TV. Wykładowca dziennikarstwa TV na Uniwersytecie Śląskim. Znalazł się w konflikcie z grupą ludzi TV skupionych głównie w Komitecie Zakładowym PZPR. Kilkukrotnie wysuwano wobec niego fałszywe oskarżenia: o nadużycia finansowe (upadło), o członkostwo w "Solidarności" - zupełnie nieprawdziwe. Jedynie co mu można było zarzucić to to, że część jego współpracowników związała się z "Solidarnością", ale w której redakcji tak nie było (u Rakowskiego też). Pozytywnie zweryfikowany w 1982 r. Sam się usunął z TV mając dość nękania go. Sprawę zna gen. Wojciech Jaruzelski. Dwukrotnie polecał przyjąć go na powrót do TV. (...) Walter zwleka z decyzją powrotu, żądając satysfakcji i pognębienia jego wrogów. Na razie pracuje w firmie polonijnej, gdzie robią wideo-kasety. Nie jest tą pracą usatysfakcjonowany. Materialnie też nie uznaje jej za dobrą. Walter jest więc w tej chwili do wzięcia i wkrótce będzie za późno, bo ma otrzymać wysokie stanowisko w TV, jak tam mu się oczyści przedpole. Wielki talent i wulkan energii. Oczywiście członek PZPR, ale raczej profesjonalista niż polityk.

(...) Gdyby udało się pociągnąć Waltera, on zaproponuje dużo młodych, zdolnych ludzi. Ja dalej będę myśleć, rozglądać się, szukać.

Jerzy Urban

 

Poniżej prezentuje dodatkowo fragment opinii internauty o nicku "~jacek", zamieszczonej 25/04/2008 na forum serwisu bankier.pl (http://www.bankier.pl/forum/temat_jak-powstalo-tvn,5829667.html - wejście: 26/03/2012). W kontekście powyższych informacji opinia ta z pewnością może stać się przyczynkiem do rozpoczęcia dyskusji nad rolą medialnego imperium Grupy ITI w kształtowaniu polskiego układu politycznego po 1989 roku: 

 

Dalekowzroczna strategia służb sowieckich, zakładała proces transformacji ustrojowej, w której przeprowadzeniu szczególną rolę przypisano "wolnym mediom". W tworzeniu pozorów państwa demokratycznego, konieczne były struktury propagandy, kamuflowane pod przykryciem prywatnych mediów, dające solidne zaplecze finansowe i służące manipulacji opinią publiczną. Innym sposobem, była zgoda komunistycznych służb na powołanie mediów, zarządzanych przez koncesjonowaną opozycję - czego przykładem może być Gazeta Wyborcza, powstała na skutek ustaleń, zawartych przy Okrągłym Stole.

Jeżeli z tej perspektywy spojrzeć na informacyjną działalność TVN-u, nietrudno dostrzec, że jej priorytetem jest obrona status quo, zwanego umownie 'III Rzeczpospolitą'. To wokół mediów takich jak TVN czy Gazeta Wyborcza, powstały środowiska opiniotwórcze i tam należy szukać pierwszej linii obrony frontu - ustaleń Okrągłego Stołu. Łatwość, z jaką tego typu media, posługują się materiałami uzyskanymi od służb specjalnych, znajduje swoje uzasadnienie w słowach Jerzego Urbana - "Służba propagandowa MSW powinna mieć możliwość dawania do TV, radia i prasy gotowych programów do druku, albo też dostarczania TV, radiu i prasie półproduktów, którym ostateczny kształt nadadzą redakcje TV, radia i prasy."

 

Źródło informacji i cytatów:
- Artykuł Aleksandra Ściosa pt.: "Czas służby propagandowej" opublikowany w tygodniku "Gazeta Polska", nr 12 (972) / 2012, s. 13
- http://www.iti.pl/index.php/History/History/ (wejście 26/03/2012)
- Artykuł pt.: "Jak SB pomagała przyszłemu właścicielowi TVN" opublikowany na łamach "Gazety Polskiej" (wejście 27/03/2012)
- Biuro Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej, IPN BU MSW, II 1013, k. 36-41, oryginał, mps.
- http://www.bankier.pl/forum/temat_jak-powstalo-tvn,5829667.html (wejście 26/03/2012)
- RAPORT o działaniach żołnierzy i pracowników WSI

wpis archiwalny z dnia 27/03/2012

      


  

     Twierdzisz, że polski rząd nie uprawia zamordyzmu fiskalnego? Zobacz poniższą tabelkę!

wpis z dnia 13/07/2014

 

Z roku na rok coraz większą część naszych dochodów zabierają podatki nakładane przez rządzących. Wszystko przez wzrost obciążeń fiskalnych (wyższy VAT, wyższe składki ZUS, wyższe podatki lokalne), jak również likwidowanie ulg oraz nieaktualizowanie wysokości progów podatkowych i kwoty wolnej od podatku.

 

 

Polecane linki:
- Raport OECD: za rządów PO-PSL nieustannie podnoszone są obciążenia podatkow 
- Do 2017 roku rząd zamierza ciągle podwyższać podatki
- 15940,00 zł - tyle w 2013 roku przeciętny Kowalski oddał w podatkach
- Tusk wprowadził w Polsce zamordyzm podatkowy
- Czy wiesz, że nasz pazerny fiskus opodatkowuje nawet dochód niezbędny do biologicznego przeżycia?

wpis z dnia 13/07/2014

    


  

     Kuriozalny sondaż kontrolowanego przez rząd CBOS: po ujawnieniu afery Platforma ma 29 proc. poparcia i zdecydowanie wygrywa wybory
wpis z dnia 11/07/2014

 

Według najnowszego sondażu nadzorowanego przez rząd Tuska CBOS-u - skompromitowana Platforma Obywatelska wygrałaby wybory uzyskując 29 procentowe poparcie. Największa partia opozycyjna mogłaby liczyć jedynie na 24 procent głosów.

Gdyby wybory parlamentarne odbywały się po ujawnieniu kompromitujących rządowych polityków nagrań wygrałaby je... Platforma Obywatelska z poparciem sięgającym 29 proc. Na drugim miejscu PiS (24 proc.). Na dalszych pozycjach SLD (8 proc.), PSL (6 proc.) i Nowa Prawica Janusza Korwin-Mikkego (6 proc.). Na szczęście autorem tego sondażu jest CBOS - czyli uzależniony finansowo od rządu ośrodek badania opinii publicznej. Powołany do życia w stanie wojennym na zlecenie Wojciecha Jaruzelskiego, dziś formalnie jest fundacją, nad którą nadzór sprawuje Prezes Rady Ministrów. Warto podkreślić, że działalność CBOS jest współfinansowana z budżetu państwa. W 2011 dotacja podmiotowa dla CBOS wyniosła 3,124 mln zł, zaś w 2012 oraz 2013 roku - po 3,2 mln zł. Dlatego spokojnie - coś, co zostało powołane przez Jaruzelskiego, a obecnie jest nadzorowane przez Tuska, nie może być wiarygodne.

 

Czytaj także: CBOS: PO zdecydowanie przed PiS-em (Bankier.pl)
wpis z dnia 11/07/2014

     


   

     Paradoks polskiej gospodarki? Oficjalnie inflacja bliska zeru. Mimo to, ceny podstawowych produktów drastycznie rosną
wpis z dnia 10/07/2014

 

Według oficjalnych odczytów GUS inflacja w okresie styczeń-maj 2014 wyniosła jedynie 0,5 proc. Mimo tak niskiego poziomu, ceny podstawowych produktów żywnościowych drastycznie rosną. Czyżby kolejny paradoks gospodarki "Zielonej Wyspy"? 

Mimo, że inflacja za okres styczeń-maj 2014 wyniosła jedynie 0,5 proc., to ceny niektórych produktów żywnościowych poszybowały ostro do góry. Sery, twarogi i jogurty zanotowały w przedmiotowym okresie wzrost cen o 5,9 proc. Mleko - wzrost o 7,9 proc. Masło - wzrost o 8,5 proc. Ma to olbrzymie znaczenie dla zwykłych Polaków, którzy jeszcze przed tymi wzrostami przeznaczali na jedzenie jedną z największych części swoich miesięcznych dochodów uwzględniając wszystkie nacje Unii Europejskiej. Czy to oznacza, że Polacy dużo jedzą? - Nie. To oznacza, że Polacy statystycznie zarabiają bardzo niewielkie pieniądze. Dlatego - w porównaniu z nacjami zachodnioeuropejskimi - proporcjonalnie większą część swoich dochodów muszą przeznaczyć na jedzenie, którego ceny (w odróżnieniu od zarobków) nie są niestety trzy- czterokrotnie niższe.

 

Czytaj także: Niska inflacja nie oznacza, że jest tanio (Rp.pl) 
wpis z dnia 10/07/2014

    


  

     Rząd nadal brnie w kreatywną księgowość. Miliardy złotych bezzwrotnej pożyczki dla ZUS?!
wpis z dnia 09/07/2014

 

Rząd Tuska przekazuje do ZUS grube miliardy zebrane od obywateli w podatkach nazywając to zgrabnie "pożyczką". Problem w tym, że ZUS od początku 2009 roku nie zwrócił jeszcze ani grosza i prawdopodobnie nigdy tego nie zrobi. A wszystko po to, aby ukryć rzeczywistą skalę deficytu budżetowego jaki powstał od kiedy krajem rządzi ekipa Platformy Obywatelskiej.

Do 2009 roku rząd Tuska przekazywał do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych obsługiwanego przez ZUS dotację z pieniędzy podatników na wypłatę bieżących emerytur i rent. Problem w tym, że wspomniana dotacja zaliczała się do wydatków państwa i wpływała na wysokość deficytu budżetowego. Z uwagi na to, że każdego roku kwota dotacji do FUS była coraz większa (przez co rosła także dziura budżetowa), ekipa Tuska ulokowana w Ministerstwie Finansów wpadła na "genialny" pomysł: oto zamiast dotacji będzie udzielać ZUS-owi "pożyczek", które nie będą musiały być spłacane. Niby drobna różnica, ale mająca kolosalne znaczenie dla wysokości deficytu budżetowego oraz możliwości dalszego zadłużania naszego kraju. Pożyczki rządu dla ZUS nie są bowiem zaliczane do wydatków państwa, a przez to nie powiększają deficytu budżetowego. Dzięki temu rząd może się wykazywać większą "zdolnością" do zaciągania nowych długów. 

Warto podkreślić, że proceder udzielania ZUS-owi (formalnie do FUS) bezzwrotnych "pożyczek" trwa od 2009 roku. Od tego czasu, aż do końca 2013 roku, rząd Tuska przekazał do ZUS (FUS) w tej formie blisko 31 mld zł. ZUS (FUS) - mimo, że mówimy formalnie o pożyczkach - nie zwrócił do budżetu państwa ani grosza. Jakby tego było mało rząd nadal brnie w tą kreatywną księgowość, bowiem od początku tego roku "pożyczył" ZUS-owi (FUS) kolejne 4,3 mld zł.

 

Czytaj więcej: FUS pożycza pieniądze z budżetu państwa. Ekspert: to kreatywna księgowość i mydlenie oczu (Forsal.pl)
wpis z dnia 09/07/2014

   


  

     Ranking Eurostatu miażdży polską gospodarkę: To nie jest kraj dla poszukujących pracy
wpis z dnia 08/07/2014

 

Znaleźć pracę na "Zielonej Wyspie" to nie lada wyzwanie. Okazuje się bowiem, że procentowy udział wolnych etatów w liczbie etatów ogółem jest w Polsce niemal najniższy w całej Unii Europejskiej. Na każdy tysiąc miejsc pracy w gospodarce przypadają u nas zaledwie cztery wolne wakaty!

Eurostat co jakiś czas publikuje ciekawe statystyki i zestawienia dotyczące gospodarek państw należących do Unii Europejskiej. Tym razem pod lupę wzięto rynek pracy wyliczając dla poszczególnych krajów wskaźnik wolnych etatów, tj. procentowy udział wolnych miejsc pracy w ogólnej liczbie miejsc pracy (zagospodarowanych i wolnych). Okazuje się, że w I kwartale 2014 roku najlepsza pod tym względem sytuacja panowała u naszego zachodniego sąsiada. Na każdy tysiąc miejsc pracy w niemieckiej gospodarce przypadało aż 29 wakatów (wskaźnik 2,9 proc.). Na kolejnych miejscach uplasowały się gospodarki Wielkiej Brytanii i Belgii, gdzie przypadało odpowiednio 21 i 20 wakatów na tysiąc miejsc pracy (wskaźnik 2,1 proc. i 2 proc.). Niestety w zestawieniu Eurostatu polska gospodarka wypada dramatycznie słabo. Ze wskaźnikiem 0,4 proc. (na każdy tysiąc miejsc pracy przypadają zaledwie cztery wolne wakaty) nasz kraj zajął przedostatnie miejsce w Unii Europejskiej wyprzedzając jedynie Cypr (wskaźnik 0,2 proc.). W takich okolicznościach znalezienie pracy stanowi nie lada wyzwanie.

 

Czytaj więcej: Wskaźnik wolnych miejsc pracy - Polska tylko przed Cyprem (Bankier.pl) 
wpis z dnia 08/07/2014

   


  

     Już teraz niemal połowa emerytów otrzymuje głodowe świadczenia. Co będzie za 10-15 lat?
wpis z dnia 07/07/2014

 

Według raportu GUS aż 44,3 proc. polskich emerytów otrzymuje do ręki kwotę mniejszą niż 1358 zł. Niestety z roku na rok będzie coraz gorzej. Jakby tego było mało - zdaniem ekspertów około 2022 roku ZUS może zbankrutować.

Zdaniem prof. Krystyna Iglicka-Okólska (demograf i rektor Uczelni Łazarskiego) ZUS już jest bankrutem, a ostateczny jego upadek nastąpi około 2022 roku. Podobnego zdania są eksperci z Fundacji Republikańskiej oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców bez głębokich reform systemu bądź bez podniesienia podatków ZUS zbankrutuje w ciągu 5-8 lat. To nie wróży niczego dobrego pokoleniu, które większość swojego zawodowego życia przepracowało w III RP i za kilka- kilkanaście lat zacznie osiągać wiek emerytalny. Zakładając, że ZUS jednak nie zbankrutuje, pewne jest to, że ich emerytury będą i tak znacznie niższe od tych, które są wypłacane obecnie. Tendencja już teraz jest wyraźna, co pokazują oficjalne statystyki ZUS: w 2012 roku przechodzący na emeryturę wg "starych zasad" otrzymywał średnio 2480 zł na rękę, natomiast osoba przechodząca na emeryturę według nowych zasad - jedynie 1450 zł na rękę. Z roku na rok różnica ta będzie coraz większa. Co zatem pozostanie biednym polskim emerytom, jeśli nie oddać swoje mieszkanie czy dom do banku na zasadzie odwróconej hipoteki (rząd Tuska właśnie pracuje nad ustawą regulującą tą kwestię). Żyjąc za głodowe emerytury, aby mieć pieniądze na jedzenie i leki, starsi ludzie będą niestety na to skazani. Pod tym względem sytuacja już teraz nie jest za ciekawa. Według raportu GUS aż 44,3 proc. polskich emerytów otrzymuje do ręki kwotę mniejszą niż 1358 zł. Nie powinno zatem dziwić, że Polacy obawiają się o swój status życiowy po przejściu na emeryturę. Potwierdza to ranking ONZ pt. "Global Age Watch", który bada jakość życia osób powyżej 60. roku życia. Nasz kraj zajął w nim odległe 62. miejsce (na 91. państw klasyfikowanych). Z krajów należących do Unii Europejskiej Polska zajęła ostatnie miejsce. Wszystko przez fatalny dostęp do opieki zdrowotnej. Zdaniem analityków ONZ rozwój gospodarczy w Polsce nie przekłada się na poprawę jakości życia ludzi starszych, bo nie jesteśmy w stanie zapewnić im godziwej opieki medycznej (pod tym konkretnym względem nasz kraj zajął dopiero 87. miejsce na świecie).

 

Czytaj więcej: Niemal połowa emerytur to kwoty niższe od 1350 zł (Zus.pox.pl)
Czytaj także: Na przyzwoitą emeryturę trzeba zaoszczędzić samemu (Rp.pl)
Czytaj także: Polska: to nie jest kraj dla starszych ludzi (Niewygodne.info.pl)
wpis z dnia 07/07/2014

   


  

     Rząd Tuska kusi zagranicznych inwestorów: u nas pracownicy mało zarabiają! Polska Bangladeszem Europy!
wpis z dnia 06/07/2014

 

Rząd chciałby, aby w Polsce było jak najwięcej fabryk, montowni, call-center i magazynów należących do zagranicznych firm. Problem w tym, że zagranicznych inwestorów zachęca do robienia biznesu w naszym kraju poprzez sugerowanie, że Polska to taki Bangladesz w Europie i tutaj ludzie zarabiają grosze, więc jeśli chcecie się obłowić to zapraszamy. Tak ekstensywne podejście do sprawy nie wróży niczego dobrego.

Dlaczego podejście rządu jest ekstensywne? Po pierwsze - zagraniczni inwestorzy robią biznes w Polsce tylko dlatego, że mogą zatrudniać ludzi za 400 euro miesięcznie. W ten sposób utwierdza się rola naszego kraju jako dostarczyciela taniej siły roboczej. Ludzie, którzy zarabiają tak niskie kwoty nie mają szans na rozwój, nie mogą odkładać pieniędzy i się bogacić. Po drugie - zachęceni niskimi kosztami pracy zagraniczni inwestorzy budują w Polsce przede wszystkim montownie wytwarzające na masową skalę w dużej mierze to, co koncepcyjnie powstaje gdzie indziej. Taka sytuacja obniża innowacyjność naszego kraju, co z resztą ma potwierdzenie we wszelkiego rodzaju rankingach, w których nasz kraj okupuje ostatnie miejsca wśród państw europejskich. 

A teraz zobacz żenujący rządowy spot dla zagranicznych inwestorów, w którym kładzie się nacisk na niskie płace polskich pracowników. Aktorzy tańczą w nim najpierw w słuchawkach jako pracownicy call-centrów, a potem w budowlanych kaskach:

 

http://youtu.be/BBbtig6-kFQ

 

Czytaj więcej: Polska promuje się tanią siłą roboczą. Taki mamy klimat, przegrywamy z USA (Biztok.pl)
Czytaj także: Dobrobyt dla zuchwałych (Rp.pl)
wpis z dnia 06/07/2014

    


  

     Sprawa prof. Chazana, czyli temat zastępczy na miarę mamy Madzi
wpis z dnia 05/07/2014

 

To niewiarygodne, aby w blisko 40-milionowym państwie od kilku dni tematem nr 1 w niemal wszystkich ogólnokrajowych mediach była sprawa pojedynczej decyzji lekarza dotyczącej jednostkowego przypadku, która nie ma jakiegokolwiek wpływu na losy Polski czy Polaków. No chyba, że postanowiono zrobić z tego temat zastępczy...

Obecna władza, aby móc trwać na swoich stanowiskach i nadal czerpać finansowe benefity z tego tytułu, musi skutecznie przesłaniać swoje przekręty, niekompetencję czy nieudolność. Najlepiej nadają się do tego zbudowane na fundamencie silnych emocji i mocno promowane przez główne telewizje tematy zastępcze. To pozwala zająć uwagę milionów odbiorców medialnego przekazu i zmieść pod dywan (przesłonić) tematy naprawdę ważne dla funkcjonowania całego państwa. Pro-rządowi dziennikarze nie muszą tworzyć narracji tłumaczących rząd z fatalnego stanu finansów, nepotyzmu i kolesiostwa, podwyżek podatków, złej sytuacji w służbie zdrowia, słabej obronności, masowej wyprzedaży majątku narodowego czy ograniczających wolności obywatelskie zmian w prawie. To wszystko jest przesłaniane przez tematy, które nie mają absolutnie jakiegokolwiek znaczenia dla funkcjonowania kraju, czy jakości życia mieszkańców Polski. W pro-rządowym przekazie medialnym możemy zatem spotkać mamę Madzi, księdza z Dominikany, jałowe dyskusje o związkach partnerskich, wychodzącego na wolność Trynkiewicz czy sprawę prof. Chazana. Nie twierdzę, że media powinny całkowicie milczeć i pomijać te sprawy, ale robienie z tego najważniejszych tematów w ogólnopolskich serwisach informacyjnych jest zdecydowanie grubą przesadą, której prawdziwym celem jest działanie na korzyść obecnej władzy. Im więcej bowiem tematów zastępczych, tym mniej czasu antenowego na mówienie o grabieży OFE, konsekwencjach infoafery, nepotyzmie, fatalnej sytuacji w służbie zdrowia, ciągłym zadłużaniu kraju, nowych podatkach, ustawie o „bratniej pomocy”, grabieży Lasów Państwowych czy konsekwencjach afery taśmowej. Nikt z dziennikarzy nie musi rozliczać władzy z nieudolności i niekompetencji. Medialną jedynką będzie za to, zbudowany na silnych emocjach, temat decyzji prof. Chazana. Z pewnością ku radości Tuska i jego świty.

wpis z dnia 05/07/2014

  


 

     Emerytura z ZUS dla dzisiejszych 30-latków? Tylko głodowa!
wpis z dnia 04/07/2014

 

Według szacunków Eurostatu około 2060 roku ponad połowa populacji naszego kraju będzie miała 50 lub więcej lat. Demograficzne tsunami spowoduje, że jeden pracujący będzie musiał zapewnić świadczenia ze swoich składek ZUS dla trzech emerytów. To oznacza, że pokolenie dzisiejszych 30-latków może liczyć jedynie na głodowe emerytury. Co gorsze - aby utrzymać cały system trzeba będzie znacznie podnieść podatki oraz, po raz kolejny, wydłużyć wiek emerytalny. Kto zatem nie dorobi się za życia zawodowego, ten szybko zginie na emeryturze. 

Według wyliczeń ekspertów emerytury dzisiejszych 30-latków będą wynosiły jedynie około 30 proc. tego, co będą zarabiali przed przejściem na emeryturę. Niektórzy szacują jednak, że tzw. stopy zastąpienia ostatniej pensji mogą być mniejsze niż wspomniane 30 proc. Mowa tutaj o wartości nie przekraczającej 15-20 proc. pensji, jaką będzie się zarabiało przed przejściem na emeryturę. Świadczenie emerytalne tej wysokości będzie równoznaczne z nieustającą walką o biologiczną egzystencję. W tym kontekście racje ma prezes ZUS - Andrzej Derdzik - który, pytany o państwowe emerytury w przyszłości, nie owija w bawełnę: "Polacy powinni sobie dodatkowo odkładać".

 

Czytaj więcej: Na przyzwoitą emeryturę trzeba zaoszczędzić samemu (Rp.pl)
wpis z dnia 04/07/2014 

  


  

     Czy Tusk trafi na 3 lata do więzienia? Do Prokuratury trafiło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez premiera
wpis z dnia 03/07/2014

 

Do Prokuratury Generalnej wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Donalda Tuska. Chodzi o złamanie art. 231 Kodeksu karnego (nie dopełnienie obowiązków i działanie na szkodę interesu publicznego lub prywatnego) w kontekście spółki Amber Gold.

Premier miał bowiem wiedzieć o nielegalnej działalności wspomnianej spółki, ale przez kilka miesięcy nie podejmował jakichkolwiek działań, które proceder ten by ukróciły (dla spółki OLT Express pracował bowiem jego syn). Tym samym, jako funkcjonariusz publiczny nie dopełnił swoich obowiązków, co spowodowało naruszenie interesu publicznego oraz prywatnego. Zgodnie z treścią art. 231 Kodeksu karnego funkcjonariusz publiczny, który nie dopełniając obowiązków działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech. Jeśli jednak miałoby się okazać, że Donald Tusk nie dopełnił obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej (kwestia syna pracującego dla OLT Express), to może mu grozić nawet 10 lat odsiadki.

 

Czytaj więcej: PiS składa zawiadomienie na Tuska. Za to, że wiedział o Amber Gold (Rp.pl)
wpis z dnia 03/07/2014

    


  

     Platforma ma w d... obywateli. W tej kadencji Sejmu może zostać zmielonych kilka milionów podpisów dot. obywatelskich inicjatyw!
wpis z dnia 02/07/2014

 

Pogarda polityków Platformy wobec wyborców przejawia się także w ilości odrzuconych i nie rozpatrzonych inicjatyw obywatelskich. Obecna kadencja może być pod tym względem rekordowa: do kosza może trafić nawet kilka milionów podpisów!

Ilość przesłanek, które pozwalają stwierdzić, że Platforma jest w rzeczywistości partią anty-obywatelską, jest porażająca. Pod obywatelskim projektem w/s referendum dotyczącego obowiązku szkolnego 6-latków oraz przywrócenia pełnego kursu historii w szkołach średnich podpisało się milion obywateli. Dla partii Donalda Tuska nie miało to jednak żadnego znaczenia, bowiem projekt ten został odrzucony już w pierwszym czytaniu. Wcześniej podobnie potraktowano inne obywatelskie inicjatywy. Przypomnijmy tylko milion "zmielonych" podpisów pod wnioskiem o referendum w/s okręgów jednomandatowych czy 2 mln podpisów pod wnioskiem o referendum w/s wieku emerytalnego. W sejmowej "zamrażarce" czeka obecnie 8 innych obywatelskich inicjatyw, pod którymi podpisało się łącznie 1,8 miliona osób. Problem w tym, że te inicjatywy są również zagrożone, bowiem posłowie przeciągają nad nimi pracę. Zgodnie zaś z zasadą dyskontynuacji po zakończeniu kadencji (jesień 2015) projekty te trafią do kosza, a podpisy obywateli zostaną zmielone. Wszystko przez indolencję i niechęć do obywatelskich projektów przejawianą otwarcie przez posłów Platformy. W tym kontekście dopisek "obywatelska" powinien być tej partii odebrany.

 

Czytaj więcej: Projekty do kasacji (Rp.pl)
wpis z dnia 02/07/2014

   


  

     Min. Finansów: przy grillu się ogrzewamy i to jest powód, aby nałożyć nowy podatek (sic!)
wpis z dnia 01/07/2014

 

Ministerstwo Finansów, pod sterami ministra Mateusza Szczurka, wpadło na kolejny genialny pomysł, przybliżający nas do upragnionego przedwyborczego hasła Platformy Obywatelskiej ("By żyło się lepiej!"). Zaproponowało, aby ludzie, którzy chcą smażyć kiełbaski na świeżym powietrzu zapłacili dodatkowy podatek - akcyzę za brykiet węglowy do grilla. 

Minister Finansów bardzo pokrętnie tłumaczy powody nałożenia nowego podatku. Jego zdaniem używając brykiet węglowy do grilla możemy się... ogrzać. A to jest wystarczający podwód, aby nałożyć na wspomniany produkt stosowną akcyzę. Ustawa o podatku akcyzowym stanowi bowiem, że "węgiel i wyroby węglowe podlegają akcyzie, gdy są przeznaczone na cele opałowe". Zatem pamiętajcie - gdy robimy grilla, to nie po to, aby coś zjeść, ale przede wszystkim po to, aby się ogrzać. Tak przynajmniej twierdzi Ministerstwo Finansów, tłumacząc swój najnowszy, genialny pomysł rozszerzenia akcyzą kolejnego produktu. By żyło się lepiej!

 

Czytaj więcej: Minister finansów chce akcyzy na brykiet węglowy do grilla. Będą podwyżki cen? (GazetaPrawna.pl)
wpis z dnia 01/07/2014

 

  

     R    E    K    L    A    M    A