B L O G  

     Niemcy chcą wydobywać węgiel i spalać go w swoich elektrowniach. Merkel właśnie wysyła niemieckich ekologów na drzewo (albo do Polski)
wpis z dnia 28/03/2017

 

Wbrew uprawianej na Zachodzie propagandzie, to Niemcy są wciąż największym trucicielem w Europie. Nasz sąsiad zużywa najwięcej na świecie węgla brunatnego (do opalania swoich elektrowni) oraz jest drugim co do wielkości konsumentem węgla kamiennego w UE. W najbliższym czasie nic się pod tym względem nie zmieni. Kanclerz Niemiec Angela Merkel właśnie skrytykowała postulat szybkiej rezygnacji ze spalania węgla w niemieckich elektrowniach. Do 2035 r. wszystko ma pozostać "po staremu", a ekolodzy mają szukać roboty w innych krajach Europy.

Przypomnijmy oficjalne statystyki - zgodnie z ubiegłorocznym raportem Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) Niemcy są niekwestionowanym liderem emisji CO2 w Unii Europejskiej. W skali roku posyłają ze swoich kominów do atmosfery aż 723,3 mln ton CO2 (Polska - 279 mln ton). W przeliczeniu per capita, czyli na "głowę" jednego mieszkańca, daje to wynik 9,04 tony/os. (w Polsce - 7,15 tony/os.). W 2015 roku Niemcy były największym na świecie konsumentem węgla brunatnego (173,7 mln ton) oraz drugim w UE konsumentem węgla kamiennego (72 mln ton). 

Po co naszym zachodnim sąsiadom takie ilości węgla? Odpowiedź jest prosta - Niemcy posiadają na swoim terytorium mnóstwo elektrowni opalanych tym surowcem. Co więcej - sporo z nich należy do czołówki największych europejskich "trucicieli". Aż cztery z nich (Neurath, Niederaußem, Weisweiler oraz Janschwalde) wchodzą w skład listy TOP-5 największych emitentów CO2 w UE.

W kontekście powyższego nie powinna nas dziwić postawa Angeli Merkel, która widząc coraz większe koszty produkcji "zielonej energii", jednoznacznie skrytykowała postulat szybkiej rezygnacji ze spalania węgla w niemieckich elektrowniach. Do 2035 roku absolutnie nic w tej kwestii nie ma się zmienić. Tym samym kanclerz naszego zachodniego sąsiada wysłała wszystkich ekologów na przysłowiowe drzewo.

Nie wykluczone, że wypowiedzenie się niemieckiej kanclerz po stronie węgla spowoduje, że niemieccy ekolodzy zaczną szukać pracy w innych krajach Europy, np. w Polsce? Wcale bym się nie zdziwił, gdyby taki scenariusz się zrealizował...

 

Źródło: Merkel w obronie energetyki węglowej w Niemczech (Osw.waw.pl)
Źródło: CO2 Emissions from fuel combustion (IEA.org)

wpis z dnia 28/03/2017

  


r e k l a m y


  

     KOD/PO znowu kłamią w/s Polski. To we Włoszech (46%), Austrii (33%) i Francji (29%), jest największe poparcie dla partii chcących opuścić UE
wpis z dnia 27/03/2017

 

Przedstawiciele KOD/PO demonstrowali w weekend domagając się pozostania Polski w strukturach UE. Problem polega na tym, że nikt Polski z Unii wyciągać nie chce. Wbrew sugestiom sympatyków Kijowskiego i Schetyny - PiS chce reformy europejskiej wspólnoty, a nie opuszczenia jej struktur. Tak samo pozostałe partie, które są dziś w Sejmie. Jeśli sprawdzić, gdzie partie polityczne, które chcą opuścić UE cieszą się największym poparciem, to okazuje się, że są to Włochy (46%), Austria (33%) oraz Francja (29%). Polska w tym zestawieniu w ogóle nie jest brana pod uwagę.

Ciekawą infografikę opublikował wczoraj na swoim twitterze Jacek Saryusz-Wolski. Przedstawia ona skumulowane poparcie społeczne dla anty-unijnych partii politycznych w poszczególnych państwach Europy. Okazuje się, że - wbrew temu co twierdzi KOD/PO - największą sympatią takie ugrupowania cieszą się na zachodzie Europy, a nie w Polsce.

 

 

Wygląda więc na to, że narracja KOD/PO, jakoby Polska pod wodzą PiS chciała opuścić struktury europejskiej wspólnoty, jest kolejnym kłamstwem, którego celem jest ugranie jakiegoś politycznego interesu. To nie Polska ma bowiem problem z UE. Jeśli już to UE ma problem z Polską, ale to nie jest powód, aby sądzić, że ktokolwiek chce z UE wychodzić. 

Źródło: Twitter.com

wpis z dnia 27/03/2017

   


r e k l a m y


     

     Ok. 5 rano, 24 III 1944 r. w Markowej, Niemcy mordują Józefa Ulmę, jego żonę Wiktorię (była w 9 miesiącu ciąży) oraz ich szóstkę dzieci. Za to, że byli dobrymi ludźmi...
wpis z dnia 24/03/2017

 

Zbrodnia dokonana przez Niemców na rodzinie Ulmów jest symbolem męczeństwa Polaków mordowanych za niesienie pomocy Żydom w czasie II wojny światowej. Wiktorię i Józefa Ulmów zabito na oczach ich dzieci. Wiktora w trakcie egzekucji zaczęła rodzić (była w zaawansowanej ciąży). Po zamordowaniu rodziców przeprowadzono rzeź ich szóstki dzieci. Najmłodsze z nich miało zaledwie 1,5 roku! Niemiec Eilert Dieken - dowódca komando, które dokonało mordu na rodzinie Ulmów - dożył spokojnie w RFN do lat 60-tych. Umarł śmiercią naturalną jako... policyjny emeryt.

Ulmowie zostali zamordowani bo ukrywali przed Niemcami w swoim gospodarstwie 8 Żydów. Do tej makabrycznej zbrodni może by nie doszło, gdyby nie Włodzimierz Leś - Polak "gorszego sortu". W czasie niemieckiej okupacji był on posterunkowym granatowej policji (współpracowała z Niemcami) w Łańcucie. To on doniósł swoim przełożonym o tym, że Ulmowie ukrywają Żydów. 

Na ranem, 24 marca 1944 r., do gospodarstwa Ulmów w Markowej wkracza niemieckie komando. Wyciągają przed dom Józefa Ulmę, jego żonę Wiktorię, która była w 9-tym miesiącu ciąży, ich szóstkę dzieci oraz ośmioro Żydów, których ukrywali. Sekwencja wydarzeń jest następująca: jako pierwszy ginie Józef Ulma. Zostaje zamordowany na oczach swojej rodziny. Wiktorii odchodzą wody. Zaczyna rodzić. Zostaje zastrzelona jako druga. Niemcy nie mają dosyć. Zabijają po kolei ich szóstkę dzieci. Najmłodsze z nich miało zaledwie 1,5 roku! Na końcu mordowani są Żydzi. Mord został "uwieńczony" zorganizowaną przez Niemców na miejscu libacją alkoholową...

AK nie miała litości dla Polaków "gorszego sortu". W kilka miesięcy po masakrze Ulmów Włodzimierz Leś został zastrzelony z wyroku polskiego podziemia. Niestety, podobnego losu nie podzielił porucznik Eilert Dieken - dowódca niemieckiego komando, które dokonało na Ulmach i ukrywających się u nich Żydach, egzekucji. Po wojnie, jakby nigdy nic, został on inspektorem policji w Essen na terenie RFN. W latach 60. niemieckie władze zaczęły węszyć w sprawie zbrodni popełnionych przez niego podczas służby w okupowanej Polsce. Zanim jednak Diekenowi postawiono jakiekolwiek zarzuty zdążył sobie spokojnie umrzeć z przyczyn naturalnych będąc już na policyjnej emeryturze.

wpis z dnia 24/03/2017

   


   

     W Niemczech cała prasa należy do Niemców. We Francji TV i radio nadające w języku francuskim muszą być kontrolowane przez francuski kapitał. A w Polsce?
wpis z dnia 23/03/2017

 

Rynek prasy codziennej w Niemczech jest w całości opanowany przez 10 wydawców niemieckich. We Francji obowiązuje ustawa z 1 sierpnia 1986 roku, która zabrania cudzoziemcom (traktowanym jako osoby fizyczne i prawne) posiadać więcej niż 20 proc. kapitału w spółce posiadającej licencję do nadawania sygnału radiowego lub telewizyjnego w języku francuskim. Na Zachodzie dobrze rozumieją, że media to zbyt ważny obszar, zbyt silnie oddziałujący na poglądy i decyzje obywateli, aby wpływ na niego oddawać podmiotom z zagranicy.

Nie powinniśmy mieć nic przeciwko czerpaniu pełnymi garściami dobrych wzorców z Zachodu. Takim dobrym wzorcem jest w mojej opinii ustawowe ograniczanie dostępu do rynku medialnego podmiotom z zagranicy. Idealny przykład dają nam Francja i Niemcy.

U naszego zachodniego sąsiada nie ma co prawda jednolitej regulacji w skali kraju, która ograniczałaby dostęp do rynku medialnego podmiotom z zagranicy, jednak umowy między władzami poszczególnych landów skutecznie zapobiegają zdominowaniu rynku przez jakiekolwiek przedsiębiorstwo medialne. Za Odrą nie możliwa byłaby zatem sytuacja, do której doszło w Polsce, gdzie zagraniczny (tj. niemiecki) kapitał niemal całkowicie zdominował rynek codziennej prasy lokalnej. 

Z kolei we Francji obowiązuje ustawa z 1 sierpnia 1986 roku, która zabrania cudzoziemcom (traktowanym jako osoby fizyczne i prawne) posiadać więcej niż 20 proc. kapitału w spółce posiadającej licencję do nadawania sygnału radiowego lub telewizyjnego w języku francuskim. Nad Sekwaną nie możliwa byłaby zatem sytuacja, do której doszło w Polsce, gdzie zagraniczny (tj. obecnie amerykański lub niemiecki) kapitał jest właścicielem telewizji TVN, Radia RMFFM czy też Radia ZET.

Dodatkowo we Francji przedsiębiorstwa prasowe wydające ogólnokrajowe dzienniki również muszą być kontrolowane przez rodzimy kapitał. To oznacza, że niemożliwa byłaby sytuacja do której doszło w Polsce, gdzie dziennik Fakt jest wydawany przed podmiot, którego właścicielem jest niemiecka spółka medialna.

Po co te wszystkie obostrzenia? Dlaczego zagraniczny podmiot nie przejmie we Francji ogólnokrajowej telewizji czy radia, a w Niemczech będzie miał gigantyczne problemy by wejść na tamtejszy rynek? Odpowiedź jest prosta. Na Zachodzie dobrze bowiem rozumieją, że media to zbyt ważny obszar, zbyt silnie oddziałujący na poglądy i decyzje obywateli, aby wpływ na niego oddawać innym (obcym). Nie mam nic przeciwko, aby ten wzór powielić również na naszym podwórku.

 

Źródło: Rynki we Francji i Niemczech należą do lokalnych koncernów medialnych (WirtualneMedia.pl)

wpis z dnia 23/03/2017

   


   

     Pożycz bankowi 100 zł, a po roku dostaniesz 101. Gdy jednak bank pożyczy 100 zł tobie, po roku musisz mu oddać 130!
wpis z dnia 22/03/2017

 

Działające na terytorium Polski banki przez ostatnie 10 lat zarobiły ponad 120 miliardów złotych na czysto. Udało im się to osiągnąć, mimo spadających z roku na rok stóp procentowych. Gdzie zatem tkwi tajemnica ich sukcesu? Otóż banki nieustannie podnoszą nam różnego rodzaju opłaty i prowizje. Efekt tego jest taki, że rzeczywisty koszt kredytu jest naszym kraju wyraźnie wyższy niż na zachodzie Europy, a Polacy muszą płacić instytucjom finansowym znacznie więcej niż obywatele innych państw należących do UE.

Porównując tzw. rzeczywiste roczne stopy oprocentowania kredytów bankowych (RRSO - czyli całkowity koszt kredytu ponoszony przez konsumenta rozumiany przez odsetki, prowizje i opłaty, wyrażony jako wartość procentowa całkowitej kwoty kredytu w stosunku rocznym), jakie obowiązują w różnych krajach Unii Europejskiej można dojść do wniosku, że Polacy dla banków, to zdecydowanie jakiś "gorszy sort" klienta. Jeszcze pod koniec 2013 roku Europejski Bank Centralny szacował, że przeciętne RRSO kredytu konsumpcyjnego w Polsce wynosiło aż 20,18 proc., kiedy w krajach strefy euro wynosiło ono zaledwie 7,04 proc. Obecnie przeciętne RRSO w Polsce spadło do około 16 proc., ale nadal są banki gdzie przekracza ono 30 proc. To oznacza, że za każde pożyczone na rok czasu 100 zł musimy do banku oddać 130 zł. Dla porównania - przeciętne oprocentowanie rachunków depozytowych nie przekracza 1 proc., tak więc kiedy my chcemy pożyczyć bankowi 100 zł (lokując pieniądze na rachunku bankowym), to po roku możemy odebrać najwyżej 101 zł. 

Właśnie dzięki dodatkowym opłatom i prowizjom okołokredytowym, które istotnie podbijają współczynnik RRSO, banki wciąż drenują niemiłosiernie kieszenie swoich klientów-kredytobiorców. W ubiegłym roku zyski sektora bankowego przekroczyły 13,9 mld zł, i to mimo funkcjonowania tzw. podatku bankowego. W ciągu ostatnich 10 lat banki zarobiły na czysto ponad 120 mld zł. Naprawdę spora część owoców naszego wzrostu gospodarczego jest zatrzymywana w bankach. Polacy mogliby być zamożniejszym narodem, gdyby nie zwykła chciwość instytucji finansowych...

Pikanterii sprawie dodaje fakt, iż jeszcze do niedawna zdecydowana większość banków działających na terytorium Polski była kontrolowana przez zagraniczny kapitał. Wnioski, jakie wyłoniły się z analizy sporządzonej w 2014 roku przez ekspertów Biura Analiz Sejmowych były jednoznaczne: - "Zagraniczne banki traktują Polskę jako idealne miejsce na maksymalizację swoich zysków i rekompensowanie niższych dochodów z tytułu obsługi klientów w macierzystym kraju UE".

Jakby tego było mało - w 2017 roku działające na terytorium Polski banki szykują dla swoich klientów kolejną falę podwyżek, by jeszcze bardziej zwiększyć swoje zyski. Niektóre z nich będą wprowadzały zupełnie kuriozalne opłaty, takie jak prowizje za możliwość skorzystania z własnego bankomatu. Taką opłatę wprowadził dla swoich klientów od 1 lutego kontrolowany przez niemiecki kapitał mBank.  

Wygląda więc na to, że chciwość bankierów nie zna granic. Z biegiem czasu będziemy musieli stawić czoła kolejnym opłatom i prowizjom. Only sky is the limit...

 

Źródło: Banki nakładają na Polaków wyższe koszty niż na Zachodzie (Forsal.pl)
Źródło: Festiwal podwyżek opłat w bankach: za bankomaty, przelewy, wpłaty, wypłaty (PolskieRadio.pl)

wpis z dnia 22/03/2017

    


  

     Niemcy wpadli w histerię, kiedy próbowano przejąć jedną z ich gazet. Sami jednak zdążyli objąć kontrolą 75 proc. rynku prasy w Polsce
wpis z dnia 21/03/2017

 

Kiedy w 2005 roku zagraniczny kapitał przejmował dziennik "Berliner Zeitung", w Niemczech wybuchła histeria. Protestowali dosłownie wszyscy - dziennikarze, politycy, elity intelektualne, ludzie kultury i sztuki. Wszyscy twierdzili, że nie jest dopuszczalne, aby ktoś zza granicy wpływał na poglądy niemieckiej opinii publicznej. Pojawiły się nawet argumenty, że przejęcie niemieckiej gazety przez zagraniczny kapitał może zagrozić wolności słowa i suwerenności dziennikarskiej. Tymczasem sami zdążyli przejąć w Polsce aż 75 proc. rynku prasy. 

"Berliner Zeitung" to centrolewicowy dziennik założony w Berlinie w 1945 roku. Jest jedyną wschodnioniemiecką gazetą wydawaną w całych Niemczech. W 2005 roku, kiedy amerykańsko-brytyjski inwestor próbował przejąć tę gazetę, w Niemczech wybuchła prawdziwa histeria. Przeciwko sprzedaży "Berliner Zeitung" protestowali dziennikarze, politycy, elity intelektualne, ludzie kultury i sztuki. Wszyscy twierdzili, że nie jest dopuszczalne, aby ktoś zza granicy wpływał na poglądy niemieckiej opinii publicznej. Pojawiły się nawet argumenty, że pierwsze w historii przejęcie niemieckiej gazety przez zagraniczny kapitał może zagrozić... wolności słowa i suwerenności dziennikarskiej! 

Ostatecznie amerykańsko-brytyjski inwestor wycofał się z transakcji odsprzedając przejęte, dopiero co, udziały w "Berliner Zeitung" niemieckiemu wydawnictwu DuMont Schauberg z siedzibą w Kolonii. 

Dlaczego warto przypomnieć tę historię. Ano dlatego, że coś, co było niedopuszczalne u naszych zachodnich sąsiadów (aby ktoś zza granicy wpływał na poglądy niemieckiej opinii publicznej), stało się możliwe w Polsce. Zgodnie z informacjami opublikowanymi przez Instytut Jagielloński, niemiecki kapitał w 2014 roku był właścicielem aż 133 tytułów prasowych, które miały aż 75 proc. udziału w polskim rynku prasy! Co jednak najistotniejsze - niemiecka prasa w Polsce prezentowała i cały czas prezentuje głównie niemiecki punkt widzenia. Jeśli ktoś w Polsce jest niewygodny dla interesów politycznych Berlina, nie będzie miał łatwego życia z polskojęzycznymi mediami kontrolowanymi przez niemiecki kapitał...

 

Źródło: Chcieli być jak Bauer w Polsce i założyli gazetę w Niemczech. Szybko zrobiono z nimi porządek (NaTemat.pl)
Źródło: Czy musimy repolonizować media? Analiza zagranicznego kapitału w Polsce (Jagiellonski24.pl)

wpis z dnia 21/03/2017

   


   

     Gigantyczna luka w CIT! Zagraniczne firmy masowo oszukują nasz kraj unikając płacenia podatków od osiąganych dochodów!
wpis z dnia 20/03/2017

 

Skala unikania przez zagraniczne firmy podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) jest gigantyczna. Międzynarodowe korporacje wykorzystują w Polsce około 600 schematów ukrywania swoich dochodów przed opodatkowaniem. Efekt jest taki, że straty naszego kraju spowodowane tymi działaniami sięgnęły w 2015 roku ok. 9,87 mld euro! Dla uzmysłowienia - kwota ta jest 400 razy większa od sumy zebranej w tegorocznym finale WOŚP lub stanowi równowartość wszystkich wypłat jakie będą dokonane w ramach programu 500+ przez okres ponad 2 lat!

Wpływy podatkowe z tytułu podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) z roku na rok są coraz mniejsze w relacji do osiąganego przez Polskę produktu krajowego brutto. Jeszcze w 2007 r. sięgały one 2,7 proc. PKB. W ubiegłym roku spadły do poziomu zaledwie 1,78 proc. PKB. Co jest tego powodem? Odpowiedź jest prosta - chciwość międzynarodowych korporacji, które nie chcą płacić podatków z tytułu osiąganych w naszym kraju dochodów.

Ocenia się, że istnieje około 600 sposobów unikania opodatkowania. Ich cechą wspólną jest generowanie przez zagraniczne korporacje działające na terytorium Polski różnego rodzaju sztucznych "kosztów działalności", które istotnie ograniczają dochód do opodatkowania CIT-em. Dobrym przykładem takiego "kosztu" jest stosowanie wszelkiego rodzaju opłat licencyjnych wobec spółek-córek w Polsce za możliwość wykorzystania loga, marki czy tzw. know-how zagranicznej spółki-matki. Międzynarodowe korporacje osiągają w tym przypadku dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze - działająca na terytorium Polski spółka kontrolowana przez zagraniczny kapitał wcale nie musi osiągać zysków, aby dywidendą zasilać konta swoich właścicieli. Wystarczy, że za możliwość wykorzystywania w materiałach reklamowych kwadraciku z takim, czy innym kolorem firma-córka w Polsce zapłaci z góry firmie-matce w Paryżu, Londynie czy Berlinie np. 200 mln zł. Po drugie - "koszt" takiej opłaty obniża dochód do opodatkowania. Dzięki takim działaniom firmy osiągające gigantyczne przychody mogą nie płacić w ogóle podatku dochodowego!

Prof. Dominik Gajewski ze Szkoły Głównej Handlowej szacuje, że w 2015 roku straty naszego kraju z tytułu unikania opodatkowania przez międzynarodowe korporacje sięgnęły 9,87 mld euro. W przeliczeniu na PLN to równowartość ok. 42 mld zł. By uświadomić sobie skalę problemu warto wiedzieć, że aby zebrać takową sumę Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy musiałaby zorganizować ponad 400 finałów takich, jak w tym roku (kiedy uzbierano 105,5 mln zł). Roczna luka CIT stanowi również odpowiednik kosztu funkcjonowania programu 500+ przez ponad dwa pełne lata!

 

Źródło: Ponad 40 mld zł luki w podatku CIT (Rp.pl)

Źródło: Jak korporacje unikają podatków? (OKWroclaw2018.org)

wpis z dnia 20/03/2017

   


  

     Dlaczego rząd Tuska utajnił instrukcje dla Pawlaka w/s negocjacji z Gazpromem? Specjalnie w tym celu zmienili ustawę!
wpis z dnia 17/03/2017

 

Przypomnijmy - od marca 2009 r. zespół negocjatorów Waldemara Pawlaka ustalał z przedstawicielami Gazpromu warunki cenowe nowej, długoterminowej umowy na dostawy gazu do Polski. Negocjacje zakończyły się w październiku 2010 r. podpisaniem skrajnie niekorzystnej dla Polski umowy. Nie wszyscy wiedzą, że rząd Tuska podjął wówczas decyzję, aby utajnić przed opinią publiczną instrukcje negocjacyjne jakie zatwierdzał i podsyłał Pawlakowi. W tym celu PO zmieniło nawet przepisy ustawy o ochronie informacji niejawnych! Czy były premier z wicepremierem czegoś się obawiali?

W ostatnich dniach za sprawą decyzji Komisji Europejskiej, aby nie karać rosyjskiego Gazpromu za nielegalne wyzyskiwanie krajów Europy Środkowo-Wschodniej, powróciła kwestia podpisanej w 2010 r. przez polskie władze umowy na dostawy gazu z Rosji. Negocjacje na temat jej treści rozpoczęły się w marcu 2009 roku. Polskiej grupie negocjacyjnej przewodził ówczesny minister gospodarki Waldemar Pawlak. Donald Tusk podsyłał Pawlakowi tzw. instrukcje negocjacyjne, w których wyznaczał wytyczne na temat stanowiska strony polskiej oraz margines do ustępstw wobec Gazpromu. Negocjacje zakończyły się w październiku 2010 roku podpisaniem bardzo niekorzystnego dla Polski wieloletniego kontraktu na dostawy gazu z Rosji, który skutkował narzuceniem gigantycznego haraczu wobec Gazpromu (ustalono, że cena sprzedawanego Polsce gazu będzie o około 40 proc. wyższa od ceny rynkowej).

Co istotne - w 2010 roku instrukcje Tuska do gazowych negocjacji z Rosją rząd uznał za tajemnicę służbową opatrzoną klauzulą "zastrzeżone". Zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami dostęp do dokumentów z taką klauzulą był zastrzeżony jedynie przez przez dwa lata. W między czasie posłowie PO-PSL zmienili jednak prawo (nowelizacja ustawy o ochronie informacji niejawnych z 2011 roku). Wprowadzono wówczas regułę, zgodnie z którą dostęp do tego typu dokumentów "decyzją kierownika jednostki organizacyjnej" może być zastrzeżony na czas nieokreślony. Rząd Tuska skrzętnie to wykorzystał i utajnił instrukcje negocjacyjne na czas nieokreślony. 

Powstaje pytanie - czego obawiali się Donald Tusk z Waldemarem Pawlakiem, że podjęli decyzję o utajnieniu instrukcji negocjacyjnych? Dlaczego o ich treści nie mogli się dowiedzieć wyborcy/podatnicy, którzy decyzjami ówczesnej elity rządowej zostali skazani na płacenie znacznie wyższych rachunków za gaz, a polska gospodarka musiała z tego tytułu ponosić dodatkowe, liczone w miliardach złotych koszta?

 

Źródło: Pawlak podpisał umowę z Rosją, ale utajniono... instrukcje (Gazeta.pl)
Źródło: Dlaczego Ministerstwo Gospodarki nie chce odtajnic dokumentów nt. umowy gazowej z Rosją? (BiznesAlert.pl)

wpis z dnia 17/03/2017

    


   

     PO z celebrytami szerzą histerię, bo wycięto 1,5 mln drzew. Kiedy rządzili w Polsce wycięto ich ok. 120 mln i nikt nie panikował
wpis z dnia 16/03/2017

 

Indolencja celebrytów i hipokryzja członków Platformy Obywatelskiej nie znają granic. - "W lasach trwa piekło" krzyczy ze swojego profilu facebookowego znana prezenterka telewizji TVN. - "Brońmy lasy!" - wtórują jej politycy od Grzegorza Schetyny, twierdząc, że "Polska jest w trocinach", bo w ostatnich miesiącach wycięto 1,5 mln drzew. Może ktoś im powinien przypomnieć, że w latach kiedy rządzili w Polsce wycięto ok. 120 mln drzew, a na Lasy Państwowe nałożono ustawę zmuszającą je specjalnym podatkiem do prowadzenia jeszcze większej wycinki?

Uprzedzając krytyków potwierdzam, że marny to argument, kiedy szukając usprawiedliwienia dla działań jednej opcji politycznej twierdzi się, że drudzy robili tak samo. Wbrew pozorom poniższy tekst nie idzie w tym kierunku, ale po kolei.

Po pierwsze należy zwrócić uwagę, że w ciągu roku w Polsce dokonywano - jak do tej pory - wycinki drzew na poziomie 30-35 mln metrów sześciennych. Zakładając, że jedno 20 metrowe drzewo o średnicy przy podstawie 40 cm (im wyżej, tym średnica mniejsza) daje 2 metry sześcienne drewna, można łatwo wyliczyć, że w skali roku znikało z naszych lasów między 15 a 17,5 mln drzew.

Równie łatwo można wyliczyć, że w latach kiedy rządziła Platforma Obywatelska z polskich lasów wycięto minimum ok. 120 mln drzew. Wynik poraża? Uwzględniając histerię jaka zapanowała wśród celebrytów i polityków PO - musi. Nic jednak bardziej mylnego. Okazuje się bowiem, że wycinka na poziomie 15 - 17,5 mln dojrzałych drzew rocznie i tak nie powoduje sytuacji, w której lasów w Polsce zaczyna ubywać. Leśnicy potwierdzają, że wycinają jedynie do 70 proc. tego, czego w tym samym czasie zdążą nasadzić. Bilans musi być na plus, co z resztą ma odzwierciedlenie w oficjalnych statystykach zalesienia polskiego terytorium. W stanie na 31 grudnia 2013 r. obszary leśne zajmowały 9177,2 tys. hektarów, co stanowiło 29,4 proc. powierzchni kraju. Obecnie zbliżamy się do 30,0 proc. zalesienia kraju, co jest zgodne z Narodowym Programem Zwiększania Lesistości (cel 30 proc. ma być osiągnięty w 2020 r.; w 2050 r. lesistość ma osiągnąć 33 proc. terytorium kraju). 

Uwzględniając powyższe należy zauważyć, że 1,5 mln drzew, o jakich mówią politycy Platformy Obywatelskiej, to zaledwie drobny ułamek z tego, co wycięto w czasach kiedy sami rządzili krajem. Twierdzenia, że "Polska jest w trocinach", a "w lasach trwa piekło" jest w tym kontekście zwykłym semantycznym nadużyciem, by nie powiedzieć ordynarnym kłamstwem. Hasła te mają służyć tylko i wyłącznie bieżącej walce politycznej, a ich skuteczność będzie tym większa, im wiedza ich odbiorców na temat wycinki lasów w Polsce będzie mniejsza.

Warto również zauważyć, że to za czasów PO i Bronisława Komorowskiego została przyjęta ustawa nakładająca na Lasy Państwowe 2 proc. podatek od przychodów (a nie dochodów), która de facto zmuszała to przedsiębiorstwo do maksymalizacji założeń w zakresie tzw. gospodarki leśnej (aby nie popaść w straty spowodowane wysokim podatkiem od przychodu, Lasy muszą wycinać więcej drzewa na sprzedaż). Jeśli już zatem coś realnie miało wpłynąć na trwały wzrost ilość wyciętych drzew w skali kraju, to była to ustawa wprowadzająca 2 procentowy podatek od przychodów Lasów Państwowych, niż obrzydzona już z każdej strony Lex Szyszko...

wpis z dnia 16/03/2017

   


  

     Absurdy unijnych funduszy: Polska musi wydać ponad 2 mld zł na remont torów kolejowych, które remontu nie potrzebują!
wpis z dnia 15/03/2017

 

Czas przejazdu pociągiem (ekspres InterCity) między Warszawą a Poznaniem wynosi dziś ok. 2 godz. 30 min. PKP Polskie Linie Kolejowe chce w czerwcu ruszyć z planowanym remontem i modernizacją linii kolejowej łączącej oba miasta. Pójdzie na ten cel 2,2 mld zł. Spora część pieniędzy ma pochodzić ze środków UE. Problem w tym, że po remoncie czas przejazdu skróci się zaledwie o... 5 min. (!), a sama linia kolejowa remontu nie wymaga, bowiem zużycie jej torów i trakcji wynosi zaledwie 30-40 proc.!

Ostatnia modernizacja linii kolejowej nr 3 (fragment magistrali E20) zakończyła się w 2007 roku. W jej efekcie pociągi kursujące na odcinku Warszawa - Poznań mogły zacząć się poruszać z prędkością do 160 km/h, a czas przejazdu między stolicą kraju a stolicą Wielkopolski skrócił się do ok. 2 godz. 30 min. W ciągu 10 lat eksploatacji tej zmodernizowanej linii zużycie torów i trakcji kolejowej wyniosło 30, miejscami 40 proc. To oznacza, że torami tymi (bez konieczności gruntownego remontu) można by jeszcze jeździć przez kolejne 10 lat.

Powyższe nie ma znaczenia dla należącej do Skarbu Państwa spółki PKP Polskie Linie Kolejowe, która zarządza infrastrukturą kolejową. W czerwcu planuje ona rozpocząć remont wspomnianej linii. Pójdzie na ten cel aż 2,2 mld zł. Remont ma trwać aż do 2019 roku, co będzie się równało z istotnymi utrudnieniami w ruchu.

Ktoś może zapytać - po co remontować linię kolejową, która remontu nie wymaga? Po co wymieniać tory, po których można dziś jeździć z prędkością 160 km/h, na tory, po których będzie można jeździć z... dokładnie taką samą szybkością? Odpowiedź jest prosta - chodzi o "przerobienie" unijnych funduszy. 

Otóż absurd tej sytuacji polega na tym, że jeśli remont linii kolejowej nr 3 nie rozpocznie się w tym roku, to Polska nie będzie mogła wykorzystać z unijnego budżetu sporej części ze wspomnianych powyżej 2,2 mld zł. Innymi słowy - środki te przepadną, nie mogąc być wykorzystane na inny cel, gdyż w unijnym planie zostały przypisane Polsce jako środki do modernizacji infrastruktury kolejowej w określonym czasie. I kropka. Nie można ich wykorzystywać w inny, bardziej - w danym momencie - pożądany sposób. Stąd pomysł, aby remontować linię kolejową, która remontu nie wymaga...

 

Źródło: 2 mld zł za przyspieszenie pociągu o pięć minut? Unijny absurd na torach (Dziennik.pl)
Źródło: 2 lata kolejowych objazdów między Warszawą a Poznaniem (Rynek-Kolejowy.pl)

wpis z dnia 15/03/2017

   


  

     Europa dwóch prędkości? Nic nowego! Produkty dla krajów "V4" już od dawna są gorszej jakości od tych przeznaczanych na rynek francuski czy niemiecki
wpis z dnia 14/03/2017

 

Kilka dni temu mający u siebie 5 proc. poparcie prezydent F. Holland wraz z A. Merkel opowiedzieli się za budową "unii dwóch prędkości". Większość mediów przyjęła to z niepokojem. Podział Europy wewnątrz Europy - pytali? Otóż nic z tych rzeczy - Europa dwóch prędkości już istnieje i to od dawna! Najlepszym tego przykładem jest sprzedawanie nam (krajom "nowej UE") przez koncerny z Zachodu gorszych jakościowo produktów w cenach zachodnioeuropejskich przy pełnej akceptacji ze strony Komisji Europejskiej.

Przypomnijmy - tydzień temu w Wersalu odbyło się spotkanie przywódców Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii. Tematem rozmów była przyszłość UE. Politycy opowiedzieli się za budową Europy różnych prędkości, co rzekomo miałoby umożliwić niektórym krajom członkowskim szybszą integrację w wybranych dziedzinach. - "Jedność nie oznacza jednolitości, dlatego opowiadam się za tym, by zaistniały nowe formy współpracy. (...) Chodzi o to, by iść szybciej i mocniej w gronie niektórych krajów, nie wykluczając innych, ale tak, by inni nie mogli się temu przeciwstawić" - stwierdził gospodarz spotkania, prezydent Francji F. Holland.

Problem w tym, że Europa "dwóch prędkości", kreślona wypowiedziami czołowych polityków z Francji czy Niemiec, istnieje już od dawna. Wszak, jak zauważył Hollande, "jedność nie oznacza jednolitości". Dlatego część państw - poprzez swoje koncerny - współpracuje w zakresie dystrybucji w państwach "nowej Unii" gorszych jakościowo produktów i usług w cenach zachodnioeuropejskich. Powtarzając słowa prezydenta Francji - "chodzi o to, by inni nie mogli się temu przeciwstawić" - no i nie mogą. Zgłoszenia Polski, Czech, Słowacji czy Węgier w zakresie produktowego rasizmu przedstawiciele Komisji Europejskiej kwitują zdaniem, że "międzynarodowe koncerny mają prawo adaptować swoje produkty do poszczególnych rynków, a co za tym idzie - możliwe są różnice w jakości i składzie poszczególnych produktów w zależności od kraju dystrybucji".

Kraje "starej Unii" nie mają nic przeciwko trwaniu podwójnych standardów. Dla nich ewentualne przełamanie dwustopniowego systemu jakości i zmuszenie do sprzedawania identycznych jakościowo produktów markowych na terytorium całej UE w porównywalnych cenach, najzwyczajniej w świecie się nie kalkuluje. Skoro bowiem dziś mogą zarabiać więcej na sprzedaży gorszych produktów w takich krajach jak Polska, to dlaczego mieliby zarabiać mniej...?

Europa dwóch prędkości, powiadacie? Dla mnie nic nowego.

 

Źródło: Europa wielu prędkości może pogrążyć euro (Stooq.pl)
Źródło: Nutella gorzej smakuje na Węgrzech niż w Niemczech? (Euractiv.pl)
Źródło: Central Europe resents double EU food standard (Politico.eu)

wpis z dnia 14/03/2017
     


   
     Pieniądze z 500+ nie poszły na alkohol. Okazało się, że media salonowe znowu szerzyły dezinformacje wśród Polaków!
wpis z dnia 13/03/2017

 

Magdalena Środa, autorytet lewicowego establishmentu, rok temu ostrzegała, że środki z programu 500+ "będą trafiały do mężów, na ich potrzeby". Precyzując co ma na myśli stwierdziła, że "pieniądze te będą w większości przepijane". Podobne opinie wygłaszała spora część mediów salonowych. Rzeczywistość okazała się być zupełnie inna. Program 500+ przyczynił przede wszystkim do likwidacji ubóstwa wśród dzieci (spadek o -94 proc.!) i wzrostu dzietności. Spożycie alkoholu pozostało natomiast na niezmienionym poziomie. 

Oficjalne dane GUS nie potwierdzają, aby program 500+ przyczynił się do rozpicia Polaków. Począwszy II kwartału 2016 r. (od tego kwartału zaczęto wypłacać świadczenia) do polskich sklepów trafiło zaledwie 2 proc. więcej mocnych alkoholi (wódki / likiery) niż w analogicznym okresie 2015 roku (II - IV kwartał). Dostawy piwa zwiększyły się zaledwie o 1 proc., natomiast wina spadły aż o ponad 10 proc. 

Wbrew obawom sporej części mediów salonowych i lewicowego establishmentu program 500+ nie przyczynił się zatem do pijaństwa Polaków. Na co jednak 500+ miało wpływ? Jeszcze w 2015 roku dzietność Polek była na jednym z najniższych poziomów na świecie. Jedna kobieta w Polsce rodziła statystycznie 1,29 dziecka. Rok 2016 był jednak pierwszym od wielu lat, który zakończył się odbiciem negatywnego trendu. Według danych GUS na świat przyszło 385 tys. dzieci, czyli o 4 proc. więcej niż w 2015 roku (+15,4 tys.). Co jednak istotne - jeśli weźmiemy pod uwagę tylko listopad i grudzień, tj. miesiące, w których przyszły na świat dzieci poczęte na początku roku, kiedy było już wiadomo, że uruchomiony zostanie program 500+, to okaże się, że w ostatnich miesiącach ubiegłego roku urodziło się aż o około 20 proc. więcej dzieci niż w tym samym okresie 2015 roku.

To nie jedyny pozytywny aspekt wprowadzenia 500+. Raport prof. Ryszarda Szartenberga z Europejskiej Sieci Przeciwdziałania Ubóstwu pokazuje, że po wprowadzeniu tego programu liczba dzieci żyjących w skrajnym ubóstwie zmniejszyła się z 700 tys. (11,9 proc. ogółu dzieci w wieku 0-14 lat) do zaledwie 40 tys. (ok. 0,7 proc. ogółu dzieci w wieku 0-14 lat). Zmniejszyła się także skala skrajnego ubóstwa w ogóle. Przed wprowadzeniem programu 500+ środków na egzystencję nie posiadało aż 7,5 proc. społeczeństwa. Po jego wprowadzeniu odsetek populacji Polski żyjącej w skrajnym ubóstwie zmniejszył się do zaledwie 3,9 proc.

Powstaje pytanie - dlaczego lewicowy establishment i salonowe media tak bardzo straszyły programem 500+? Czy obawiały się one pozytywnych zmian w demografii i likwidacji ubóstwa wśród dzieci?

 

Źródło: Polacy mieli przepić 500 plus. Nie sprawdziło się (Forsal.pl)
Źródło: Pokolenie 500+? Program działa, są dowody (GazetaPrawna.pl)
Źródło: 500+ wyciąga z ubóstwa setki tysięcy Polaków. To koniec z biedą w Polsce? (Money.pl) 

wpis z dnia 13/03/2017

   


  

     Wczorajsza katastrofa rządu musi się zakończyć dymisją Waszczykowskiego. Inaczej straty będą jeszcze większe
wpis z dnia 10/03/2017

 

Rząd poniósł wczoraj bardzo dotkliwą porażkę, która da mnóstwo wiatru w żagle całej totalnej opozycji, Wyborczej oraz TVN-owi. Otoczenie Beaty Szydło (Waszczykowski) przelicytowało grubo powyżej wagi kart, które miało w ręku. Straty wizerunkowe, które automatycznie przełożą się na sondaże i znaczny spadek społecznego poparcia, będą miały znaczenie, kiedy rząd PiS zacznie realizować kolejną wielką reformę (np. sądownictwa). Jej nie da się przeprowadzić mają poparcie tylko "betonu". 

Jedno jest pewne - totalna opozycja, która do tej pory była raczej bezradna wobec rządu PiS, nagle dostała gigantyczny prezent w postaci wczorajszej akcji wokół wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. Szantaż, że zerwie się szczyt unieważniając wszystkie jego postanowienia, mimo iż 27 państw było innego zdania, mógł być w języku dyplomatycznym odczytany jako szaleńcza szarża z zamkniętymi oczami, która musiała się zakończyć bolesnym upadkiem. Próba odwrócenia narracji ("Mamy premier, która działa dzielnie"), była skazana na porażkę. 

W takich okolicznościach rządowi powinno zależeć na szybkim wyciągnięciu wniosków. Niestety informacje o tym, że Beata Szydło nie uznaje konkluzji szczytu mogą tyko pogłębić, i tak już bardzo dotkliwą, klęskę. 

Kto za to odpowiada? W mojej ocenie minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. To on wymyślił koncepcję szantażu. To on zaczął o tym rozpowiadać w mediach. Wystawienie Jacka Saryusz-Wolskiego - jako kontrkandydata dla Donalda Tuska - było przemyślanym, dobrym posunięciem. Ale na tym powinno się poprzestać. Tusk i tak zostałby wybrany. Pójście na totalną konfrontację przeciwko 27 państwom UE, grożąc że zerwie się szczyt nie podpisując konkluzji, to jakaś paranoja. Za to właśnie Waszczykowski powinien czym prędzej być wyrzucony z MSZ. Tak się nie robi polityki międzynarodowej.

wpis z dnia 10/03/2017

                                              


      

Starsze wpisy dostępne w archiwum:

2017: 01 | 02 | 03

2016: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2015: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2014: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2013: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2012: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2011: 09 | 10 | 11 | 12

     


 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu

 

 


r e k l a m y


 POLECANE INFORMACJE i OPINIE: 

     Centrowi wyborcy uciekają od takich jak Waszczykowski - ociężałych nieudaczników będących wizerunkową katastrofą dla rządu

Do czasu, gdy PiS pokazywał (słusznie), że przyczyną niepokojów i destabilizacji jest donosząca na swój kraj totalna opozycja, a samemu zachowywał spokój realizując program partii dbającej o interesy "zwykłych Polaków", nic poważnego mu w sondażach nie groziło. Sielanka nie mogła trwać jednak wiecznie. Do gry weszli ludzie pokroju W. Waszczykowskiego, których działania zaczęły się charakteryzować niejasnym przekazem, niekompetencją czy wręcz śmiesznością. Centrowy "suweren" to dostrzegł, a to on - a nie tzw. beton - decyduje jaka opcja wygrywa w Polsce wybory...

(28/03/2017)

 

     Polska zapłaciła 2,04 mld zł, aby NBP miał dostęp do linii kredytowej w MFW. MFW nie zapłacił Polsce nic, aby mieć dostęp do linii kredytowej w NBP

Taka ciekawostka ze świata finansów - Polska musiała zapłacić równowartość 2,04 mld zł za sam tylko dostęp NBP do linii kredytowej w Międzynarodowym Funduszu Walutowym (MFW), z której i tak nigdy nie skorzystała. MFW nie zapłacił Polsce ani grosza, aby mieć dostęp do linii kredytowej w NBP w wysokości 6,27 mld euro (ok. 27 mld zł) na ratowanie Grecji. Oto jak się potrafią ustawić międzynarodowi bankierzy.

(28/03/2017)

 

     W czasie gdy krajem współrządziła partia Balcerowicza bezrobocie urosło z 10 do 18 proc., a wzrost PKB obniżył się z 6,6 do zaledwie 0,5 proc.

Kiedy czołowy autorytet ekonomiczny salonu, KOD-u i Wyborczej, krytykuje obecną sytuację "bo ludzie dostali 500+", warto przypomnieć jego największe dokonania. I wcale nie mam tutaj na myśli "terapii szokowej" z początku lat 90-tych. Chodzi o okres lat 1997-2001, kiedy Balcerowicz był wicepremierem i ministrem finansów, a jego partia (Unia Wolności) współrządziła krajem. Kiedy zaczynali rządzić bezrobocie wynosiło 10 proc., a wzrost PKB osiągał 6,6 proc. Kiedy kończyli (2001) bezrobocie wynosiło 18,2 proc., a wzrost PKB obniżył się do zaledwie 0,5 proc.

(27/03/2017)

 

     Niemcom nie podoba się Muzeum Ulmów. Twierdzą, że to "próba przedstawienia Polaków w lepszym świetle"

Niemiecka gazeta "Frankfurter Allgemeine Zeitung" stwierdziła, że otwarte w ubiegłym roku Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów w Markowej może być jedynie "próbą przedstawienia Polaków w lepszym świetle". Dlaczego? Bo pokazywanie losów Polaków, którzy z narażeniem własnego życia ratowali Żydów przed Niemcami skutecznie przykrywa historie o tych Polakach, którzy współpracowali z nazistami i byli wraz z nimi współodpowiedzialni za Holocaust. Oto próbka, jak współcześni Niemcy mogą pisać historię na nowo...

(25/03/2017)

 

     Koszt wywozu śmieci dla 4-os. rodziny w Dreźnie to 80 euro/rok. We Wrocławiu - 240 euro/rok. Oto efekt przyjętej za Tuska ustawy śmieciowej

Nie wiele osób zdaje sobie sprawę z tego jak potężne finansowe konsekwencje przyniosła obowiązująca od 2013 roku tzw. nowa ustawa śmieciowa. Miała ona zrewolucjonizować gospodarkę odpadami w Polsce. W praktyce doprowadziła do skokowego wzrostu kosztów wywozu śmieci. W niektórych miastach Polski opłaty z tego tytułu wzrosły nawet 3-krotnie i są dziś wyższe niż w dużo bogatszych niemieckich miastach. Problemy pozostały jednak wciąż takie same. Mimo formalnego obowiązku segregacji nadal większość śmieci trafia ostatecznie na "jedną hałdę".

(24/03/2017)

 

     CBA prześwietla umowy na 661,5 tys. zł, jakie firma T. Lisa otrzymała od rządowej instytucji w latach 2014-2015

Okazuje się, że Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) w latach 2014 - 2015 zawarło ze spółką Tomasza Lisa trzy umowy na łączną kwotę 661,5 tys. zł. Dotyczyły one publikacji komunikatów (artykułów) w portalu INNPoland.pl, a pierwsza z nich również samego stworzenia tego portalu. Problem w tym, że w umowie zawartej ze spółką dziennikarza nie znalazł się zapis o prawie własności do portalu dla NCBR, a w przypadku ostatniej umowy (o wartości 413,9 tys. zł) aż 70 proc. opublikowanych tekstów miała być niezgodna z zamówieniem.

(24/03/2017)



     Kiedy rządził Schetyna nie sadzono drzew lecz betonowe słupy pod wyciąg dla kumpla, a chronione lasy karczowano

W nawiązaniu do akcji wierchuszki PO z sadzeniem drzewka w blasku fleszy i pod okiem telewizyjnych kamer, warto przypomnieć nieco zapomnianą już historię nielegalnej wycinki pół hektara chronionego lasu państwowego, by firma należąca do kumpla "Mira" i "Zbycha" mogła swobodnie postawić betonowe słupy pod prywatny wyciąg narciarski. O wszystkim wiedzieli i wszystko nadzorowali ważni przedstawiciele rządu Tuska (gdzie Schetyna był szefem MSWiA) oraz członkowie Platformy Obywatelskiej. By żyło się lepiej. Swoim.

(23/03/2017)

 

     Politykom PO sadzącym pod publiczkę drzewa przypomnijmy raport NIK dot. masakry drzewostanu dokonanej w latach 2010-2014

Oglądając obrazki jak dzielni Grzegorz Schetyna i Ewa Kopacz pod czujnym okiem telewizyjnych kamer i aparatów sadzą jedno drzewko, przypomniał mi się raport NIK o ochronie drzew w miastach. Kontrolerzy wskazali w nim, że w latach 2010 - 2014 drzewa przegrywały z nowymi osiedlami, galeriami handlowymi i parkingami, gdyż politycy na pierwszym miejscu stawiali interes inwestorów, lekką ręką zgadzając się na wycinkę drzew. Pytanie - dlaczego Schetyna z Kopacz nie organizowali takich szopek w latach poprzednich? Czyż nie jest to zwykła polityczna hipokryzja?

(22/03/2017)

 

     Rząd Tuska sprzedał Ciech w 2014 r. za 619 mln zł. W 2016 r. Ciech osiąga 593,5 mln zł czystego zysku!

Przypomnijmy sekwencję wydarzeń - w czerwcu 2014 r. rząd Tuska sprzedał spółce z Luksemburga należącej do Kulczyka pakiet kontrolny nad państwowym gigantem chemicznym za 619 mln zł. W grudniu 2015 r. NIK publikuje raport nt. prywatyzacji Ciecha. Kontrolerzy nie mają wątpliwości - rząd Tuska dopuścił się niegospodarności i braku należytej dbałości o interesy państwa polskiego podczas prywatyzacji ww. spółki. Jakby na potwierdzenie ustaleń NIK, sprzedana za 619 mln zł spółka generuje w 2016 roku na czysto 593,5 mln zł zysku. To się nazywa "złoty deal"!

(22/03/2017)

 

     Jednolita cena książki, czyli co się dzieje, gdy wokół PiS zakręci się zbyt wielu lobbystów

W polskim parlamencie działa oficjalnie 102 lobbystów. Każdy z nich pracuje na rzecz określonych, przeważnie bardzo wąskich grup interesu. Każda z tych grup chce zarabiać jak najwięcej. Niestety, nie zawsze idzie to z interesem "ogółu" społeczeństwa. Co się dzieje, gdy lobbyści są zbyt silni? W zaciszu parlamentarnych gabinetów tworzone są wówczas różnego rodzaju "potworki legislacyjne". Ostatnie przykłady to koncepcja jednolitej ceny książki czy paragraf odraczający wejście w życie niekorzystnej dla banków ustawy o darmowym rachunku.

(21/03/2017)

 

     Dług ostro wyhamował, budżet notuje kolejny miesiąc nadwyżki, a bilans handlowy Polski jest najlepszy w historii

Salonowi ekonomiści z Balcerowiczem na czele muszą być mocno zawiedzeni kumulacją dobrych danych na temat długu, deficytu oraz bilansu handlowego naszego kraju. Warto zauważyć, że pierwszy raz od wielu miesięcy wzrost zadłużenia Skarbu Państwa ostro wyhamował, budżet kraju drugi miesiąc z rzędu nie notuje deficytu (wpływy są większe niż wydatki), a saldo bilansu handlowego Polski w styczniu było najwyższe w historii.

(21/03/2017)

 

     W 2010 r. z wojska odeszło 28 generałów i był spokój. W 2016 r. odeszło ich 26 i nagle wybuchła histeria

Interesujące musi być podłoże "generalskiej histerii", jaka zapanowała w polskojęzycznych mediach kontrolowanych przez niemiecki kapitał oraz w TVN. Wszak w 2010 roku z wojska odeszło aż 28 doświadczonych i wyszkolonych w strukturach NATO generałów. Wówczas jednak nikt nie panikował, a sam MON - kierowany przez lekarza psychiatrę Bogdana Klicha - wypuszczał komunikaty, że to "nic nadzwyczajnego". Kiedy jednak w 2016 r. z wojska odeszło 26 generałów, to nagle wspomniane media zaczęły krzyczeć o "wielkiej czystce" w polskim wojsku.

(20/03/2017)

 

     "W kraju przeciwnika zasiewaj niezgodę i wszelkimi siłami wprowadzaj zamieszanie" - czyli jak zagraniczne media stosują metody Sun Tzu w Polsce

Sun Tzu to jeden z największych starożytnych myślicieli Dalekiego Wschodu. W VI wieku p.n.e. popełnił on dzieło swojego życia pt. "Sztuka wojny", które dziś uznawane jest za najstarszy na świecie podręcznik prowadzenia wojny. Najwyższą umiejętnością zdaniem Sun Tzu jest złamanie oporu przeciwnika bez walki. Aby to osiągnąć należy "zasiewać waśnie i niezgodę między obywatelami wrogiego kraju, wszelkimi siłami wprowadzać zamieszanie i dyskredytować wszystko, co dobre". Niestety, ale metody te są dziś stosowane przez media należące do zagranicznego kapitału.

(20/03/2017)

 

     Spółki strategiczne dla bezpieczeństwa kraju nie mogą być prywatyzowane. Dokonana przez PO sprzedaż PKP Energetyki była tego totalnym zaprzeczeniem

Nie powinno podlegać dyskusji to, że spółki kluczowe dla bezpieczeństwa kraju, które zarządzają strategiczną infrastrukturą czy siecią przesyłową, nie mogą być prywatyzowane, a przynajmniej nie powinny być sprzedawane zagranicznym podmiotom nastawionym tylko na osiąganie zysku. Niestety, ekipa Platformy Obywatelskiej z jakiego powodu uważała inaczej. Dokonana tuż przed wyborami parlamentarnymi przez rząd Ewy Kopacz sprzedaż PKP Energetyki była tego najlepszym przykładem.

(17/03/2017)

 

     Media Sakiewicza, braci Karnowskich oraz fundacja Jana Pietrzaka otrzymują od rządu setki tysięcy złotych. Dobra zmiana? Czy może dojna?

51,5 tys. zł na wkładki do gazety o tematyce historycznej, 20,0 tys. zł na wydanie śpiewnika z kolędami, 67,7 tys. zł na wydanie sekcji w miesięczniku historycznym poświęconej odzyskaniu niepodleglości - to tylko niektóre zlecenia Narodowego Centrum Kultury, jakie w ostatnim czasie otrzymały media kontrolowane przez Tomasza Sakiewicza oraz braci Karnowskich. Na brak zleceń nie może również narzekać fundacja Jana Pietrzaka. Ich wartość przekroczyła 482,6 tys. zł. Dobra zmiana?

(17/03/2017)

 

     Solidarność europejska w praktyce: Unia nie chce kar dla Gazpromu za wyzyskiwanie Polski i innych krajów Europy Środkowej

Przez wiele lat rosyjski Gazprom, jako monopolista w zakresie dostaw gazu do Europy, stosował nieuczciwe praktyki wobec Polski i innych państw Europy Środkowej. Efektem jawnej dyskryminacji było to, że musieliśmy płacić za gaz o 30-35 proc. więcej, aniżeli kraje z Europy Zachodniej. W skali roku traciliśmy na tym procederze od 4 do 4,5 mld zł. Gdy problem w końcu dostrzegła Bruksela, jej urzędnicy łaskawie orzekli: Gazprom obiecał nam, że już tak robić nie będzie dlatego powstrzymamy się od nałożenia kary. Oto słynna europejska solidarność...

(16/03/2017)

 

     Francuski publicysta o Polsce: "Z podziwem i ogromną zazdrością patrzę na Wasz kraj, na Wasz spokój"

Dla Jeana Paula Oury, francuskiego publicysty, eksperta od mediów społecznościowych, dzisiejsza Francja nie daje poczucia bezpieczeństwa. W swoim kraju nie czuje się on pewnie, a polityka imigracyjna z dnia na dzień staje się coraz bardziej absurdalna. Co innego Polska. Na portalu WszystkoCoNajwazniejsze.pl opublikował on tekst, w którym przyznał: - "Z podziwem i ogromną zazdrością patrzę na Polskę. Na Waszą radość, na Wasz spokój, na to, że możecie spokojnie wypić w knajpce, na deptaku, poranną kawę".

(16/03/2017)

 

     Polityk PO bezprawnie pobierał unijne dotacje na eko-plantacje? Kontrola ARiMR nie pozostawia wątpliwości

Metody wyciągania unijnej kasy są wręcz nieograniczone. Wystarczy tylko wiedzieć co i jak. Jacek Chrzanowski, zachodniopomorski polityk PO, wiedział. Zawnioskował o unijne dotacje na uprawę tzw. eko-plantacji. Wszystko szło pięknie aż do czasu kontroli urzędników ARiMR. Okazało się, że na należących do niego 50 hektarach plantacji jabłoni ekologicznych, ponad 30 hektarów nie spełniało kryteriów do uzyskania dotacji. Mimo to Chrzanowski przez wiele lat je otrzymywał. W grę może wchodzić nawet ćwierć miliona złotych. Można? Można!

(15/03/2017)

 

     Jak Niemcy z Rosjanami, przy biernej postawie rządu Tuska, porty w Szczecinie i Świnoujściu zablokowali

Nie wszyscy wiedzą, że Rosjanie w porozumieniu z Niemcami tak ułożyli na dnie Bałtyku dwie pierwsze rury gazociągu Nord Stream, iż do portu w Świnoujściu i w Szczecinie nigdy nie będą mogły wpłynąć statki o zanurzeniu większym niż 13,5 metra (np. duże dalekomorskie kontenerowce). Co prawda w 2011 r. Merkel obiecywała Tuskowi, że w razie potrzeby (np. rozbudowa polskich portów) Niemcy zgodzą się na pogłębienie gazociągu, ale gdy przyszło co do czego, to niemiecki sąd odrzucił polski pozew w tej sprawie.

(14/03/2017)

 

     Holandia i Niemcy (członkowie NATO) są w konflikcie z Turcją (członek NATO). Ale to Polska ma być problemem...

Erdogan trzyma unijne elity na krótkiej smyczy. Oni panicznie boją się napływu kolejnych fal islamskich uchodźców. I właśnie dlatego Tusk, Schulz i Juncker tańczyli do tej pory, jak im Erdogan zagrał. Płacili Ankarze miliardy euro i przymykali oczy na łamanie praw człowieka, byleby tylko Turcja zatrzymała u siebie nową falę uchodźców. Aby odwrócić uwagę na plan pierwszy wysuwali Polskę, wskazując, iż to nasz kraj - a nie Turcja - ma być realnym problemem dla Europy. Jak bardzo plan ten był krótkowzroczny pokazują ostatnie dni.

(13/03/2017)

 

     Sztuka dezinformacji niemieckich mediów i policji na przykładzie ataku w Dusseldorfie

Na dworcu w Dusseldorfie napastnik ranił siekierą 7 osób. Niemiecka policja, a w ślad za nią niemieckie media, niemal natychmiast wypuściła narrację, że sprawca cierpiał na zaburzenia psychiczne. Wykluczono motyw ataku terrorystycznego. Ujawnili również, że "sprawca jest z Wuppertalu". Dopiero później zaczęli precyzować, że jedynie mieszkał w Wuppertalu, a w rzeczywistości pochodzi z "krajów byłej Jugosławii". Nadal jednak nie wspominali, że pochodzi z Kosowa, gdzie ponad 90 proc. ludności to muzułmanie...

(11/03/2017)

 

     Kinga Rusin (TVN) chciała przywalić Lasom Państwowym. Okazało się, że Lasy znokautowały Kingę Rusin!

Prezenterka telewizyjna TVN chciała zabłysnąć przed swoimi fanami atakując w niewybredny sposób Lasy Państwowe. Nie zdawała sobie jednak sprawy, że Lasy to konkretny przeciwnik i pijarowo mogą wyprowadzić nokautujące uderzenie. Tak też było w przypadku pani Rusin. Z drugiej strony - nie powinno to nas jednak dziwić. Wszak mamy do czynienia z telewizyjną celebrytką, która dziś protestuje przeciwko pozyskiwaniu drewna z lasów, kiedyś jednak lansowała się siedząc przy porąbanych kawałkach drzewa na tle drewnianego domku...

(10/03/2017)

 

     Kolejna skandaliczna prywatyzacja! Spółka będąca właścicielem wielu atrakcyjnych nieruchomości w Warszawie była warta 197 mln zł. Sprzedali ją za 115 mln...

Kontrolerzy NIK nie mają wątpliwości - przy prywatyzacji należącej do Skarbu Państwa spółki "Meble Emilia" doszło do poważnych nieprawidłowości. W opracowanym przez rząd Tuska memorandum w/s sprzedaży promowano nierentowny obrót mebli (spółka chciała się z tego wycofać). Nie eksponowano natomiast kwestii wielu nieruchomości w ścisłym centrum Warszawy, których spółka była właścicielem oraz zarządcą i które windowały jej szacunkową cenę. Ostatecznie Meble Emilia sprzedano za 115 mln zł, mimo iż wartość zbywanych udziałów wyceniano na ponad 197 mln zł.

(9/03/2017)

 

     Oficjalne dane UE: Polska jest najbezpieczniejszym krajem dla kobiet w całej Europie. Co na to feministki?

Gdy czarne feministki zaczynają wykrzykiwać, że czują się w Polsce "zniewolonymi ofiarami przemocy patriarchatu", warto im przypomnieć wyniki raportu Agencji Praw Podstawowych UE w/s przemocy stosowanej wobec kobiet. Zgodnie z jego treścią Polska jest obecnie najbezpieczniejszym krajem dla kobiet w całej Unii. W "postępowych" krajach takich jak Francja, Holandia, Szwecja czy Dania przemocy fizycznej lub seksualnej doświadcza od 44 do 52 proc. populacji kobiet! Tymczasem w Polsce ten niechlubny współczynnik wynosi zaledwie 19 proc.

(8/03/2017)

 

     Cztery działki w centrum Warszawy warte 100 mln zł zostały przejęte za 852 tys. zł! Reprywatyzacyjny horror trwa w najlepsze!

Czytając ostatnie doniesienia o reprywatyzacji w Warszawie, nóż w kieszeni sam się otwiera. Zgodnie z ujawnionym wczoraj raportem CBA, z powodu nieprawidłowości urzędników stołecznego magistratu, ktoś nabył 4 działki w samym centrum Warszawy o wartości 100 mln zł za kwotę... 852 tys. zł! Miasto w każdym z tych przypadków było tzw. ustawowym spadkobiercą i powinno uczestniczyć w postępowaniu spadkowym. Niestety, z uwagi na zaniechanie urzędników tak się jednak nie działo. Co było tego powodem? Odpowiednie dojścia? Układ? Zgoda ważnych polityków?

(8/03/2017)

 

     Jacek Saryusz-Wolski nigdy nie powiedział, że "polskość to nienormalność". Nigdy też nie wnosił o sankcje przeciw Polsce. I właśnie dlatego musiał być usunięty z PO

Jak bardzo Jacek Saryusz-Wolski nie pasował do Platformy Obywatelskiej pokazuje to, jakimi sprawami zajmował się jako poseł do Parlamentu Europejskiego. Bezpieczeństwo energetyczne, obronność, polityka gospodarcza - a wszystko to z uwzględnieniem interesów i punktu widzenia Polski. Saryusz-Wolski nigdy nie powiedział, że "polskość to nienormalność". Nigdy też nie wyraził zgody na nakładanie na Polskę sankcji gospodarczych w jakiejkolwiek postaci. I tutaj należy upatrywać rzeczywistych powodów jego usunięcia z PO.

(7/03/2017)

 

     Niemcy mogli wybudować tuż przy granicy z Polską kopalnie odkrywkową i elektrownie na węgiel. Polska przy granicy z Niemcami już nie...

Nie wszyscy wiedzą, że w oddalonej o kilka kilometrów od granicy z Polską niemieckiej miejscowości Janschwalde działa olbrzymia elektrownia na węgiel brunatny wydobywany z okolicznych kopalni odkrywkowych. 20 kilometrów dalej w polskim Gubinie, miała powstać elektrownia węglowa wraz z okalająca ją odkrywkową kopalnią węgla brunatnego. Miała, bowiem przedstawiciele niemieckich gmin przygranicznych oraz Greenpeace złożyli protesty, które przyczyniły się do wstrzymania realizacji tej inwestycji. Niemcy mogą. Polska już nie.

(7/03/2017)

 

     Kopalnia w Adamowie była warta 144,6 mln zł. Rząd Tuska sprzedał ją Solorzowi-Żakowi za 67,3 mln zł!

W 2012 roku ekipa Tuska sprzedała spółce ZE PAK (należącej do Zygmunta Solorza-Żaka) pakiet kontrolny akcji Kopalni Węgla Brunatnego Adamów S.A. za 67,3 mln zł, mimo że wartości księgowa tej spółki wynosiła 144,6 mln zł, nie była ona zadłużona, co roku przynosiła zyski i posiadała wolne środki obrotowe w wysokości 65,2 mln zł! Co ciekawe - Aleksander Grad, który jako minister Skarbu Państwa w rządzie Tuska rozpoczął proces prywatyzacji tej kopalni - został w 2016 r. prezesem zarządu ZE-PAK.

(6/03/2017)

 

     Prywatna spółka, która na podstawie tajnej umowy zarządza 60 km autostrady A4, miała aż 165 mln zł zysku za 2016 r.!

Zarządzająca ok. 60 kilometrowym odcinkiem autostrady A4 między Katowicami a Krakowem spółka Stalexport ogłosiła, że za ubiegły rok osiągnęła ponad 165 mln zł zysku na czysto. Przypomnijmy, że podpisana w 1997 r. między Stalexportem a państwem polskim umowa koncesyjna na zarządzanie wspomnianym odcinkiem autostrady (wybudowanym ze środków publicznych i z kredytów poręczonych przez polski rząd) jest do dzisiaj tajna! Jednorazowy przejazd tym krótkim fragmentem A4 jest za to bardzo drogi i kosztuje kierowcę auta osobowego aż 20 zł!

(6/03/2017)

 

     Nie LexSzyszko, a wichura. Nie drzewo, a gałąź. Nie rząd, a magistrat HGW. Afera wiewiórkowa jako symbol FAKE-news i manipulacji!

Słynna już na całą Polskę wiewiórka wkrótce może stać się symbolem FAKE-newsa i totalnej manipulacji. Zdjęcie trafia do sieci, a Wyborcza dopisuje narracje, jakoby biedna wiewiórka była ofiarą "rzezi" drzew urządzonej przez "pisowskiego ministra środowiska". Na Facebooku płomień - ponad 30 tys. udostępnień i histeria internautów. Jaka jest rzeczywistość? Rzekomo ścięte w wyniku LexSzyszko drzewo z wiewiórką w środku okazało się być... uszkodzoną przez wichurę gałęzią, zaś na jego ewentualną wycinkę zgodę musiałby wydać magistrat Gronkiewicz-Waltz.

(3/03/2017)

 

     Największe prywatyzacje w epoki Tuska. Zobacz jak pięknie wyprzedawali majątek Skarbu Państwa

W latach kiedy premierem był Donald Tusk (2008-2014) władze naszego kraju dokonały wyprzedaży majątku należącego do Skarbu Państwa za łączną kwotę 58,615 mld zł (prywatyzowano m.in. banki, kopalnie czy zakłady produkcyjne). O skali tej wyprzedaży niech świadczy fakt, że po odsunięciu od władzy ekipy Tuska przychody z prywatyzacji spadły KILKUSETKROTNIE! w 2016 roku Ministerstwo Skarbu Państwa sprywatyzowało majątek o łącznej wartości zaledwie... 44 mln zł.

(3/03/2017)

 

     Skoro obrażanie żydów jest antysemityzmem, a obrażanie muzułmanów - islamofobią, to dlaczego obrażanie chrześcijan nazywane jest sztuką?

Kilka dni temu Jacek Żakowski na antenie radia TOK FM powiedział o "Klątwie", że jest "wielkim dziełem sztuki" i "wielkim spektaklem". Skoro przedstawienie, gdzie odbywa się m.in. scena seksu oralnego z figurą św. Jana Pawła II przy akompaniamencie nagrania papieskiego kazania, a aktorzy niszczą krzyże uderzając nimi w podłogę, jest wg publicysty Gazety Wyborczej "wielkim dziełem sztuki", to dlaczego obrażanie na scenie żydów lub muzułmanów uchodzi raczej za antysemityzm i islamofobie?

(3/03/2017)

 

     Sąd: Wejście do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO było legalne! Czy tefałeny odszczekają histerię jaką wówczas wywołały?

Przypomnijmy - pod koniec 2015 r. do Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO weszli urzędnicy MON w asyście Żandarmerii Wojskowej. Znaleziono dokumenty z różnymi klauzulami tajności, które nigdy nie powinny tam trafić. Niesamowity ryk i histerię wszczęły wszystkie media salonowe. Padały nawet stwierdzenia, że urzędnicy MON dokonali "zamachu" na jedną z placówek NATO w Polsce. Co się jednak okazało? Że nie była to żadna placówka NATO, sąd zaś uznał, iż wszystko było legalne i przedstawiciele MON mieli prawo tam wejść. Czy tefałeny odszczekają?

(2/03/2017)

 

     Tempo przyrostu polskiego długu było ponad 4-krotnie wyższe od tempa przyrostu polskiego PKB!

Zgodnie z ostatnimi odczytami GUS - tempo wzrostu polskiego PKB na koniec czwartego kwartału 2016 r. wyniosło 2,7 proc. Wynik nie najgorszy, który jednak marnieje, gdy go się zestawi z tempem przyrostu polskiego długu. Zgodnie z ogłoszonymi wczoraj przez Ministerstwo Finansów danymi, zadłużenie Skarbu Państwa na koniec 2016 r. wyniosło 928,6 mld zł i w ciągu roku zwiększyło się o 11,3 proc. (+94,1 mld zł). To oznacza, że procentowy przyrost długu był ponad 4-krotnie wyższy od procentowego przyrostu polskiego PKB. 

(1/03/2017)

 

     Pomoc publiczna dla niemieckich i francuskich stoczni była legalna. Dla polskich już nie, bo rząd PO uznał, iż "nie wypada" spierać się z Brukselą

Stocznie francuskie i niemieckie, tak samo jak stocznie polskie, otrzymały swego czasu pokaźną pomoc publiczną, która pozwoliła im na przetrwanie. W odróżnieniu od stoczni polskich nie musiały jej jednak później zwracać jako nielegalnej. Rządy tych państw weszły bowiem w spór z Komisją Europejską lub też potrafiły racjonalnie uargumentować powody przyznania pomocy. Rząd Platformy uznał, że od decyzji Brukseli w zakresie polskich stoczni "nie wypada się odwoływać" (sic!).

(1/03/2017)

 

     Grali prowokatorem do samego końca! Fakty TVN emitują spot z Hadaczem tuż przed wyborami. Chodziło o wywołanie negatywnych emocji

Okazuje się, że Andrzej Hadacz - najsłynniejszy "obrońca krzyża" z Krakowskiego Przedmieścia - był pod koniec lat 80-tych tajnym współpracownikiem komunistycznej SB o pseudonimie Matka. Jego niezwykłe wręcz zaangażowanie w wydarzenia jakie miały miejsce w 2010 roku można zrozumieć dopiero po czasie. Chodziło o generowanie skrajnych emocji, aby wykorzystywać je do celów politycznych. Między innymi dlatego PO zrobiła spot wyborczy z agresywnym Hadaczem, jako wyborcą PiS, który "pójdzie na wybory", a TVN wypuścił go w Faktach tuż przed ciszą wyborczą.

(28/02/2017)

 

     Pycha kroczy zawsze przed upadkiem. Morawiecki: "Jestem pewien, że będziemy rządzić co najmniej 12 lat"

Beata Szydło, w trakcie wygłaszanego w 2015 roku expose, obiecywała pokorę, umiar, roztropność w działaniu i odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Pod tym względem ostatnia wypowiedź Mateusza Morawieckiego, w której wyraził pewność, że będzie rządził jeszcze przez co najmniej 12 lat, jest zupełnym zaprzeczeniem tego co obiecywała pani premier w w trakcie swojego expose. Wygląda na to, że co niektórym w PiS sodówa uderzyła mocno do głowy. Więcej pokory, panowie. Pokory, umiaru, roztropności i odpowiedzialności.

(28/02/2017)

 

     Kto zyskał na dziwnej uldze podatkowej z 2000 r. i dlaczego A. Kwaśniewski & TK zadbali o to, aby jej nie skasować?

Pod koniec 2000 roku z inicjatywy Ministerstwa Finansów przyjęto projekt ustawy, który zwalniał z podatku dochody uzyskane ze sprzedaży akcji w okresie od 1 stycznia 2001 r. do 31 grudnia 2003 r. Na pierwszy rzut oka - nic nadzwyczajnego. Ciekawego spostrzeżenia dokonuje jednak prof. Ryszard Bugaj. Zauważa on, że tuż przed wejściem w życie tej ustawy założyciele i współpracownicy Gazety Wyborczej otrzymują za darmo potężne pakiety akcji Agory, które mogą potem spieniężyć na giełdzie nie płacąc za to żadnego podatku. Ot przypadek...

(27/02/2017)

 

     Zatroskanym obrońcom drzew warto przypomnieć, jak to bohater afery hazardowej wyciął nielegalnie 0,5 ha chronionego lasu, a prokuratura sprawie cichutko ukręciła łeb

W ostatnim czasie wiele osób ujawniło się nagle, jako zagorzali miłośnicy drzew, którzy sprzeciwiają się wszelkim wycinkom. Powinna ich zatem zainteresować historia Ryszarda Sobiesiaka (kumpla Rycha i Zbycha z afery hazardowej), którego firma wycięła nielegalnie pół hektara państwowego lasu na chronionym terenie. Co ciekawe prokurator nie zakwalifikował tego wyrębu jako przestępstwa przeciw środowisku, które jest ścigane z urzędu, lecz jako "uszkodzenie cudzej rzeczy", ścigane na wniosek. Lasy Państwowe wniosku oczywiście nie złożyły...

(24/02/2017)

 

     Prezes SN: "Za 10 tys. brutto dobrze żyć można tylko na prowincji". Czy "6 tys. dla idioty" Bieńkowskiej nic ich nie nauczyło?

Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości mają ostatnio jakąś dziwną tendencję do zupełnie niefortunnych wypowiedzi. Najpierw Irena Kamińska, sędzia Naczelnego Administracyjnego stwierdziła, że środowisko sędziowskie jest "zupełnie nadzwyczajną kastą ludzi". Teraz pierwsza prezes Sądu Najwyższego, Małgorzata Gersdorf uważa, że "za uposażenie w wysokości 10 tys. brutto dobrze żyć można tylko na prowincji". Powstaje pytanie - czy do określania swoich potrzeb muszą oni używać języka nacechowanego pogardą?

(24/02/2017)

 

     Afera z "ludzkimi panami", czyli klasyczny przykład jak media salonowe potrafią zmanipulować wypowiedź Kaczyńskiego. Taki "gorszy sort" cz. 2

Wczoraj mogliśmy zaobserwować istne wzmożenie mediów salonowych. O co poszło? Kaczyński przemawia z mównicy sejmowej. W pewnej chwili wypowiada słowa: "Myśmy nie używali wobec was siły", na co ktoś z sali krzyczy: "Ooo, ludzcy panowie!". Kaczyński to słyszy i zupełnie ironicznie odpowiada: "Tak, jesteśmy ludzkimi panami, w przeciwieństwie do was". Co robią media salonowe? Wycinają z całości fragment "Jesteśmy ludzkimi panami" i twierdzą, że "Kaczyński ogłosił PiS nową klasą panów".

(23/02/2017)

 

     Gdzie byli "Reporterzy bez Granic", kiedy służby zakładały podsłuchy opozycyjnym dziennikarzom, a prawicowe media całkowicie dyskryminowano?

Członkowie francuskiej organizacji "Reporterzy bez Granic" twierdzą, że polscy dziennikarze są "szykanowani" tak, jak dziennikarze w Rosji i wnioskują do Komisji Europejskiej o nałożenie na nasz kraj sankcji gospodarczych. Reporterów bez Granic niepokoi szczególnie sytuacja dziennikarzy i prezenterów (w dużej części sympatyzujących z KOD), którzy odeszli (w zdecydowanej większości dobrowolnie) z TVP po przejęciu władzy przez PiS oraz fakt, że Wyborcza, Newsweek i Polityka nie otrzymują reklam państwowych spółek. Rzeczywiście - "szykany" jak w Rosji.

(23/02/2017)

 

     Repolonizujmy media z głową. Zróbmy to tak jak Francuzi, aby żadna Komisja Europejska się do nas nie przyczepiła

PiS zapowiada przyspieszenie prac nad projektem ustawy o repolonizacji mediów. OK, ale niech repolonizują z głową. Żadnych nacjonalizacji! Żadnego przymusowego wykupu wydawnictw przez państwowe spółki! Niech wzorują się na Francji, gdzie kapitał zagraniczny może być właścicielem maksymalnie 20 proc. udziałów w firmie wydającej medium ogólnokrajowe. Niech to zagraniczne spółki martwią się jak sprostać wymogom prawa polskiego, tak by przy okazji Komisja Europejska nie mogła się do niczego przyczepić.

(22/02/2017)

 

     Był hejt na Tuska za to, że lata samolotami do domu. Musi być hejt na Szydło za to, że do domu lata wojskową CASĄ

Pamiętamy falę krytyki, jaka spadła na Tuska, gdy wyszły na jaw spore koszty jego częstych przelotów na linii Gdańsk - Warszawa? Ta sama fala nie może teraz ominąć premier Szydło, która - jak się okazało - do domu lata wykorzystując poza procedurami sprzęt wojska polskiego. Standardy muszą być równe dla wszystkich polityków. Tym bardziej, gdy władza prawdopodobnie używa wojskowych samolotów po to, by ukryć przed opinią publiczną koszty swoich przelotów do domu.

(22/02/2017)

 

     Policja utraciła kontrolę nad Malmö. Czy to oznacza, że Kaczyński miał jednak racje i w Szwecji istnieją strefy "NO-GO"?

Mimo usilnych zabiegów szwedzkich władz, aby przybywający z Afryki i Bliskiego Wschodu imigranci integrowali się z resztą społeczeństwa, około 300-tysięczne Malmö może być antyprzykładem polityki multi-kulti. Zabójstwa, gwałty, strzelaniny, strefy szariatu i "no-go". Doszło do sytuacji, że lokalni politycy proszą wojsko o interwencję. W niechlubnym rankingu najniebezpieczniejszych miast Europy Malmö właśnie awansowało na 2. pozycję. Czy Jarosław Kaczyński miał zatem rację przestrzegając przed skutkami nielimitowanego przyjmowania imigrantów?

(21/02/2017)

 

     Wystarczy nie kraść. Budżet państwa w styczniu zanotował rekordową nadwyżkę, a dochody z VAT urosły o 25 proc. porównując ze styczniem 2016!

Wygląda na to, że złodziejstwo mafii wyłudzającej z budżetu państwa podatek VAT zostało mocno ukrócone. Uruchomienie kilku ważnych instrumentów oraz zapowiedz uruchomienia kolejnych (Centralny Rejestr Faktur, centralna kasa rejestrująca czy jednolity plik kontrolny), jak również zwiększona skuteczność CBŚ w walce ze złodziejami spowodowały, że po styczniu budżet państwa zanotował rekordową nadwyżkę (+6,7 mld zł), a wpływy z tytułu podatków urosły o 21,4 proc. (w tym z tytułu VAT aż o 25,3 proc. porównując z analogicznym okresem rok temu)!

(21/02/2017)

                        

Przegląd wiadomości:

2017: 01 | 02

2016: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2015: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2014: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2013: 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu