Blog niewygodne.info.pl stosuje pliki cookies. 

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. 

Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.

  B L O G  

     Niemcy dyktują Polakom ceny wyższe niż u siebie. Wcześniej dostali z Banku Światowego kredyty na ekspansję w Polsce
wpis z dnia 24/11/2017

 

Wczoraj przez internet przetoczyła się informacja o audycie cen produktów tzw. "marek własnych" sprzedawanych w polskich i niemieckich Lidlach. Okazało się, że ceny w sklepach ulokowanych w Polsce są średnio o 10% wyższe, niż w sklepach ulokowanych za Odrą. Koszyk z 86 identycznymi towarami różni się o blisko 60 zł. W Polsce aż 70% asortymentu kosztuje więcej. Przypomnijmy, że wcześniej Grupa Schwarz (właściciel Lidla) dostała z Banku Światowego i EBOiR blisko miliard dolarów kredytu, który umożliwił ekspansję Lidla w krajach Europy środ.-wschodniej.

W 2015 roku brytyjski dziennik "The Guardian" opublikował materiały, z których wynikało, że Bank Światowy oraz Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) pożyczyły w latach 2003 - 2014 blisko miliard dolarów właścicielowi niemieckich sieci handlowych Lidl i Kaufland w celu ekspansji w krajach Europy środkowo-wschodniej. Kuriozalnie brzmiało tłumaczenie przedstawicieli EBOiR w sprawie udzielonych Grupie Schwarz pożyczek (sam EBOiR pożyczył łącznie 700 mln dolarów). - "Daliśmy im kredyt. Oni, owszem, byli raczej agresywną nastawioną na zysk firmą, ale z drugiej strony dawali ludziom dostęp do produktów, których nie mieliby oni szansy inaczej zdobyć" (sic!).

W lipcu 2016 roku EBOiR przyznał Grupie Schwarz kolejne 100 mln euro pożyczki na wsparcie ekspansji i rozwoju działalności sieci Kaufland w Polsce. Według specyfikacji pożyczki, środki zostały przeznaczone m.in. na "kwestie związane z ochroną środowiska, zdrowia, bezpieczeństwa pracy i operacjami w sklepach a także społeczną odpowiedzialnością biznesu". 

Efekt jest taki, że Lidl z Kauflandem zdobyli w Polsce całkiem sporą część rynku handlu detalicznego. Obie sieci handlowe osiągają łącznie w naszym kraju przychody przekraczające 20 miliardów złotych. W kontekście powyższego ciekawi mnie niezmiernie pytanie, czy jakaś polska firma mogłaby liczyć na podobne wsparcie Banku Światowego i EBOiR-u (czyli instytucji publicznej dysponującej środkami pozyskanymi od podatników) w celu dokonania ekspansji na Zachodzie?

Osiągnięcie tak silnej pozycji na rynku polskim przez sklepy należące do Grupy Schwarz oraz polityka koncernu, który nastawiony jest na jak największe wolumeny zamówień w centrali europejskiej (Niemcy) powoduje, że ceny takich samych produktów mogą być inne w różnych państwach. Najdobitniej ukazał to ujawniony wczoraj audyt agentów TakeTask dotyczący cen produktów tzw. "marek własnych" sprzedawanych w polskich i niemieckich Lidlach. Wykazał on, że ceny w sklepach ulokowanych w Polsce są średnio o 10% wyższe, niż w sklepach ulokowanych za Odrą. Koszyk z 86 identycznymi towarami marki by Lidl różni się o blisko 60 zł na niekorzyść naszego kraju. W Polsce aż 70% badanego asortymentu kosztuje więcej niż w Niemczech!

 

Źródło: Zakupy w Lidlu. W niemieckim sklepie sieci wiele produktów jest tańszych niż w polskim. Nawet o 85 proc. (Wyborcza.pl)
Źródło: 100 mln euro pożyczki z EBOR dla Kauflandu w Polsce (DlaHandlu.pl)
Źródło: Lidl has received almost $1bn in public development funding (TheGuardian.com)

wpis z dnia 24/11/2017

  


r e k l a m y


     

     Polska na 51. miejscu pod względem skomplikowania systemu podatkowego. Dlaczego nie możemy skopiować systemu Irlandii (4. miejsce)?

wpis z dnia 23/11/2017

 

Ustawy o podatku PIT, CIT oraz VAT mają łącznie kilkaset stron objętości. Na ich podstawie polskie organy skarbowe wydały już - uwaga - 335 tys. indywidualnych interpretacji niejasnych i niejednoznacznych przepisów podatkowych. Przeciętny polski przedsiębiorca musi poświęcać aż 260 godz. rocznie na spełnienie wszystkich podatkowych wymogów. W tym kontekście nie powinno nas dziwić, że nasz system podatkowy zajmuje 51. miejsce na świecie pod względem skomplikowania. Dlaczego nie możemy zastosować rozwiązań jakie funkcjonują w Irlandii (4. miejsce)?

Pisałem o tym już kiedyś, ale nie zaszkodzi powtórzyć - lobby podatkowo-administracyjne w naszym kraju jest niezwykle silne. Dziesiątki tysięcy urzędników (po jednej stronie) oraz księgowych (po drugiej stronie), mają pracę tylko dlatego, że wyliczają, sprawdzają lub optymalizują prawidłową wysokość podatku do zapłaty. Wszystko to jest możliwe, gdyż w Polsce istnieje niezwykle skomplikowany, najeżony wielką ilością różnego rodzaju ulg, progów, wyjątków i zwolnień, system podatkowy.

Powyższe potwierdza najnowszy raport PwC i Banku Światowego, gdzie polski system podatkowy został sklasyfikowany na 51. miejscu na świecie pod względem skomplikowania. Okazuje się, że przeciętny polski przedsiębiorca musi poświęcać aż 260 godz. rocznie na spełnienie wszystkich podatkowych wymogów, a całkowita stopa podatkowa dla Polski wynosi 40,5 proc. (tyle uzyskiwanego dochodu statystyczny polski przedsiębiorca musi przeznaczać na podatki i daniny publiczne). Dla porównania - średnia liczba godzin w skali roku potrzebnych do załatwienia wszystkich spraw podatkowych w UE wynosi jedynie 161, a średnia całkowita stopa podatkowa to 39,6 proc.

W kontekście powyższego warto również odnotować wyniki innego raportu autorstwa OECD (pt. Tax Administration), z których wynika, że administracja podatkowa w naszym kraju na swoje utrzymanie pochłania proporcjonalnie największą część środków pieniężnych zabranych podatnikom spośród wszystkich administracji podatkowych państw należących do UE. 

Dlaczego rządzący nami politycy nie kwapią się do przeprowadzenia gruntownej reformy systemu podatkowego? Dlaczego nie chcą wdrożyć rozwiązań, jakie funkcjonują np. w Irlandii (według raportu PwC zajęła 4. miejsce na świecie pod względem nieskomplikowania systemu podatkowego i 1. miejsce w Europie)? Dlaczego nie ma odważnych parlamentarzystów, którzy stworzyliby projekt ustawy likwidującej połowę funkcjonujących w Polsce podatków (z niezwykle kosztownym podatkiem dochodowym PIT na czele), dziesiątki ulgi czy wyjątków, w których można się pogubić i zostawili tylko dwie, góra trzy daniny o charakterze liniowym oraz powszechnym? Czy lobby podatkowo-administracyjne jest w naszym kraju naprawdę aż tak silne, że blokuje przeprowadzenie tego typu reform?

 

Źródło: Paying Taxes 2018 (PwC.com)
Źródło: Tax Administration 2015 (OECD.org)

wpis z dnia 23/11/2017

  


r e k l a m y


  

     Brytyjczycy chcą odkupić od Polski zamkniętą kopalnie i przywrócić ją do życia. Chodzi o ukryte pod ziemią 40 mld zł!
wpis z dnia 22/11/2017

 

Sektor górniczy w Polsce znowu przynosi gigantyczne zyski. Po trzech kwartałach bieżącego roku działające na terytorium naszego kraju kopalnie węgla kamiennego odnotowały 1,66 mld zł czystego zysku. W tych okolicznościach nie powinno nas dziwić, że pojawiła się firma z Wlk. Brytanii, które chce odkupić od Polski zamkniętą nie tak dawno (z uwagi na nierentowność) kopalnie Krupiński, zainwestować w nią swoje pieniądze i powrócić do wydobywania zalegającego pod ziemią węgla, którego wartość ocenia się na 40 miliardów złotych! 

Jak ustalił "Dziennik Gazeta Prawna", brytyjska spółka Tamar Resources (zarejestrowana w Londynie, choć posiadająca kapitał amerykański) chce wznowić pracę zamkniętej nie tak dawno kopalni Krupiński. 

Warto podkreślić, że kopalnia ta była nierentowna (w 10 lat przyniosła 1 mld zł straty), bowiem jej poprzedni właściciel, tj. państwowa Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW), skupił się głównie na eksploatacji głębokich (a więc kosztownych w wydobyciu) złóż słabej jakość węgla energetycznego. Tymczasem Krupiński słynie z najwyższej jakości złoża węgla koksowego (niezbędnego do produkcji stali). Chodzi o złoże nr 405/1. Przy obecnych cenach wartość zlokalizowanego tam węgla przekracza 40 mld złotych!

Problem w tym, że JSW nie miała odpowiednio wielkich środków finansowych, które pokryłyby koszty inwestycji niezbędnych, aby dotrzeć do złoża nr 405/1. Stąd decyzja o wygaszeniu Krupińskiego, którego dalsze funkcjonowanie (w warunkach eksploatacji tylko i wyłącznie złóż węgla energetycznego) przynosiłoby same straty. 

Nie wykluczone jednak, że Tamar Resources takie środki posiada. Powstaje pytanie - czy w dobie "renesansu" sektora górniczego w Polsce (po trzech kwartałach bieżącego roku działające na terytorium naszego kraju kopalnie węgla kamiennego odnotowały 1,66 mld zł czystego zysku) państwo polskie powinno się godzić na zagranicznego inwestora, który uzyskałby dostęp do złóż węgla o gigantycznej wartości rynkowej?

Nie to jednak może być największym problemem w tej sprawie. "Dziennik Gazeta Prawna" zwraca bowiem uwagę na fakt, iż Komisja Europejska wyraziła zgodę na wydanie przez polski rząd kwoty 8 mld zł (w ramach pomocy publicznej na ratowanie górnictwa) w zamian za zamknięcie m.in. kopalni Krupiński. Co z tego zatem, że brytyjski inwestor / JSW lub ktokolwiek inny będzie chciał reaktywować Krupińskiego mając przy tym odpowiednie środki na inwestycje, skoro na drodze może stanąć Bruksela z żądaniem zwrotu 8 mld zł pomocy publicznej. Takiej kwoty raczej nikt nie posiada...

 

Źródło: Czy nieczynne kopalnie dostaną drugie życie? (GazetaPrawna.pl)
Źródło: DGP: Nowi inwestorzy zainteresowani reaktywacją kopalni Krupiński i Makoszowy (BiznesAlert.pl)
Źródło: Ministerstwo Energii prowadzi likwidację kopalni Krupiński (RadioWnet.pl)

wpis z dnia 22/11/2017

   


 

     W 2016 roku w Niemczech miało miejsce 466 demonstracji neonazistowskich. Ale to Polska ma być "faszystowska"
wpis z dnia 21/11/2017

 

W sprawie faszyzmu i neonazizmu Zachód drzazgę dostrzega w oku Polski, lecz belki we własnym nie widzi. Zgodnie z oficjalnymi informacjami niemieckiego MSW - w ubiegłym roku na terytorium naszego zachodniego sąsiada odbyło się aż 466 demonstracji o charakterze neonazistowskim. Jakby tego było mało odnotowano aż 3533 ataki o podłożu ksenofobicznym lub rasistowskim na uchodźców bądź na ośrodki, w których mieszkają. W wyniku tych ataków rannych zostało 560 osób, w tym 43 dzieci. Problemem dla świata ma być jednak Polska i jej Marsz Niepodległości.

Spora grupa środowisk nieprzychylnych Polsce rozpoczęła bezpardonowy atak na nasz kraj po tym, jak kilkadziesiąt osób na liczącym 60 tys. uczestników Marszu Niepodległości wzięła ze sobą kilka transparentów zawierających treści ksenofobiczne. Na tej podstawie ukuto narrację, jakoby 11 listopada ulicami Warszawy przeszedł marsz "60 tys. nazistów". Ten fake-news przebił się na niemal wszystkie czołówki mediów na świecie. Ilość czarnego pijaru jaka wylała się na nas w ciągu ostatnich kilku dni była bezprecedensowa, jeśli spojrzymy przez pryzmat okresu po 1989 roku. 

Co ciekawe - kilka głupich transparentów na Marszu Niepodległości przyczyniło się do światowej histerii. Jednak, gdy chodzi o niemal "cykliczne" imprezy neonazistów u naszych zachodnich sąsiadów, to mało kto w ogóle to zauważa i się tym przejmuje. Zainteresowanie z jakim światowe media relacjonują kwestię wzrastających w siłę niemieckich ruchów neonazistowskich jest bliskie zeru. A byłoby o czym opowiadać - tylko w ubiegłym roku na terytorium naszego zachodniego sąsiada doszło bowiem do 466 demonstracji o charakterze neonazistowskim. Jakby tego było mało odnotowano aż 3533 ataki o podłożu ksenofobicznym lub rasistowskim na uchodźców bądź na ośrodki, w których mieszkają. W wyniku tych ataków rannych zostało 560 osób, w tym 43 dzieci. O coraz większej popularności Alternatywy dla Niemiec (AfD), która oficjalnie kultywuje pamięć o żołnierzach Wermachtu z okresu II wojny światowej nawet nie będę wspominał. 

Wydaje się zatem, że w sprawie faszyzmu i neonazizmu Zachód drzazgę dostrzega w oku Polski, lecz belki we własnym nie widzi. Zrobienie światowej afery z powodu kilku (dosłownie - kilku!) transparentów, jakie pojawiły się na 60-tysięcznym Marszu Niepodległości, było zupełnie nieadekwatne do skali neonazistowskiego zagrożenia, jakie płynie choćby ze strony Niemiec czy innych państw Europy Zachodniej, gdzie ideologia ksenofobii i nietolerancji wobec np. Żydów jest znacznie silniejsza niż w Polsce. Niestety, ktoś zdecydował, że to Polska ma być dziś "faszystowska".

 

Źródło: Cezary Gmyz (Twitter.com)
Źródło: Ponad 3,5 tysiąca ataków na uchodźców w Niemczech (PolsatNews.pl)

wpis z dnia 21/11/2017

    


  

     Na każdym metrze autostrady A4 jej prywatny zarządca zarabia na czysto po 2750 zł rocznie!
wpis z dnia 20/11/2017

 

Mająca koncesję na zarządzanie 60-km odcinkiem autostrady A4 spółka Stalexport Autostrady zarobiła netto w ubiegłym roku 165,3 mln zł. To oznacza, że każdy jeden metr tej państwowej autostrady przyniósł prywatnej spółce 2750 zł zysku na czysto! W tym roku może być jeszcze lepiej - po trzech kwartałach Stalexport miał bowiem 123,6 mln zł zysku netto i jeśli natężenie ruchu się utrzyma, to ubiegłoroczny rekord może być przełamany o dodatkowe kilka milionów złotych. A wszystko reguluje tajna umowa, której nikt nie może ujawnić.

W 2015 roku spółka Stalexport Autostrady (na której czele stoi były minister skarbu z rządu AWS-UW - Emil Wąsacz) zarobiła na czysto 113,6 mln zł. Rok później zysk wzrósł do 165,3 mln zł. Po trzech kwartałach 2017 roku spółka zarobiła 123,6 mln zł. Oznacza to w praktyce, że ten zarządca płatnego odcinka autostrady A4 pomiędzy Krakowem a Katowicami (60 kilometrów) na każdym zarządzanym przez siebie metrze drogi zarobił przez niespełna 3 lata kwotę 6700 zł na czysto (w najlepszym - jak do tej pory - roku 2016 było to 2750 zł zysku na każdym metrze autostrady). 

Oto jak w praktyce wygląda wykorzystywanie uprzywilejowanej pozycji nadanej przez państwo i niemal całkowity monopol na narzucanie cen do nierealnych wysokości. Przypomnijmy - umowa koncesyjna dotycząca zarządzania i pobierania opłat na 60 kilometrowym odcinku autostrady A4 między Katowicami a Krakowem została zawarta w 1997 roku. Treść tej umowy od wielu lat wzbudza wielkie kontrowersje. Po pierwsze - jest ona utajniona, co oznacza, że żaden zwykły śmiertelnik nie dowie się na jakich dokładnie zasadach państwo polskie zdecydowało się oddać na 30 lat zarządzanie wspomnianym fragmentem autostrady prywatnej spółce. Po drugie - zgodnie z publikowanymi w prasie i mediach przeciekami na temat treści tej umowy, każde podniesienie jakości lub przepustowości dróg równoległych do A4 może być traktowane jako droga konkurencyjna i skutkować wypłaceniem Stalexportowi Autostrada odszkodowania przez państwo polskie.

W kontekście powyższego warto odnotować, że rząd PiS początkowo (marzec 2016 r.) skłaniał się ku odtajnieniu zapisów umowy koncesyjnej ze Stalexportem. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa zamierzało wówczas skontrolować warunki podpisanej w 1997 roku umowy. Jakie były efekty tej kontroli? Tego niestety nie wiemy. Fakt jest jednak taki, że ponad półtora roku później umowa ta jest nadal tajna.

 

Źródło: Kierowcy płacą, zarządca autostrady A4 zarabia. Zysk ponad 123 mln zł (Wyborcza.pl)
Źródło: Rząd ujawni umowę koncesyjną Stalexportu? (Wnp.pl)

wpis z dnia 20/11/2017

   


  

     Wyprzedawali polski majątek za śmieszne pieniądze. Dziś są elitą eurokratów w Brukseli
wpis z dnia 17/11/2017

 

Donald Tusk w sierpniu 1993 r. powiedział: "Polskie przedsiębiorstwa są mało albo nic nie warte. Dlatego są i będą tanio sprzedawane". Okazało się, że czołobitnym realizatorem tych słów w pierwszej połowie lat 90-tych był nie kto inny, jak Janusz Lewandowski. "Kupić tanio od państwa - drogo sprzedać zagranicznym inwestorom" - zastosowanie tej przynoszącej gigantyczne zyski zasady przez Jana Kulczyka w stosunku do np. Browarów Wielkopolskich było możliwe tylko dlatego, że Lewandowski pełnił wówczas funkcję ministra ds. przekształceń własnościowych.

Janusz Lewandowski to niezwykle kontrowersyjna postać w historii III RP. Szczególnie jeśli spojrzymy na jego dokonania w zakresie przekształceń własnościowych z początku lat 90-tych. Funkcje ministra przekształceń własnościowych pełnił dwukrotnie - pierwszy raz w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego (1991), a drugi raz w rządzie Hanny Suchockiej (1992 - 1993).

To za kadencji Lewandowskiego dochodziło do budzących duże wątpliwości prywatyzacji polskich przedsiębiorstw, które według dzisiaj obowiązujących standardów mogłyby być przez niektórych uznane za działania o charakterze kryminalnym. Przypomnijmy, że w 1992 roku doszło do głośnej prywatyzacji należących do Skarbu Państwa Zakładów Celulozowo-Papierniczych w Kwidzynie. Zakłady te zostały wielkimi nakładami zmodernizowane i na początku lat 90-tych stanowiły prawdziwą perłę wśród wszystkich zakładów produkcyjnych w Polsce. Lewandowski zgodził się je sprywatyzować za 120 mln USD, mimo iż niektóre szacunki mówiły, iż są warte dwukrotnie więcej.

Innym przykładem jest prywatyzacja Browarów Wielkopolskich z 1993 roku. Nabywcą w tym przypadku okazał się być Jan Kulczyk, który w tym przypadku chyba po raz pierwszy o zastosował zasadę: kupić tanio od państwa - drogo sprzedać zagranicznym inwestorom. Za pakiet 40 proc. akcji zapłacił wówczas 20 mln zł. Na transakcję zgodził się Janusz Lewandowski, który później tłumaczył się, że sądził, iż sprzedaje browary kapitałowi polskiemu. Kulczyk jednak do kooperacji zaprosił South African Breweries International (później SABMiller). Kiedy spadkobiercy Kulczyka w 2016 roku żegnali się ostatecznie z przemysłem browarniczym, zainkasowali łącznie na sprzedaży posiadanych przez siebie akcji SABMillera ok. 10,5 mld zł. To, że akcje światowego giganta produkcji piwa trafiły do Kulczyka, to w linii prostej konsekwencja przejęcia Browarów Wielkopolskich za śmieszne 20 mln zł.

Wszystko w myśl tego, co powiedział swego czasu Donald Tusk, że: "Polskie przedsiębiorstwa są mało albo nic nie warte. Dlatego są i będą tanio sprzedawane". Wyprzedaż zakładów w Kwidzynie i Browarów w Poznaniu, to tylko dwa z wielu przykładów tego jak wyglądała "dzika" prywatyzacja w latach 90-tych. Aby była jasność - nie mam nic przeciwko inwestorom, którzy wykorzystując okazje postanowili wyłożyć określone środki finansowe, by przejąć dany biznes i zarabiać na nim pieniądze. Pretensje (i to uzasadnione) można mieć za to do neoliberalnych polityków, którzy uznali, że jedną szansą dla polskiej gospodarki jest jej wyprzedaż poniżej rzeczywistej wartości odpowiadającej potencjałowi i mocom wytwórczym.

 

Źródło: Na czym Jan Kulczyk zarabiał najwięcej (Gazeta.pl)
Źródło: Prywatyzacyjne bezprawie (TygodnikPrzeglad.pl)
Źródło: Historia prywatyzacji polskiego przemysłu (Bibula.com)

wpis z dnia 17/11/2017

    


   

     Krótka historia o tym, jak Kulczyk z Francuzami państwową TPSA sprytnie przejmowali
wpis z dnia 16/11/2017

 

Telekomunikacja Polska SA (TPSA) pod koniec lat 90-tych była monopolistą na rynku telekomunikacyjnym w naszym kraju. Ta potężna firma obsługiwała nie tylko 10 mln klientów (stan na 2000 r.), lecz także zarządzała krytyczną infrastrukturą obronną kraju (na którą wydano wcześniej setki milionów złotych). Z jakiegoś jednak powodu rządzący nami politycy zdecydowali, aby TPSA sprywatyzować. Problem w tym, że prywatyzacja okazała się być pseudoprywatyzacją, bowiem TPSA kupiła państwowa spółka francuska, która weszła w układ z lokalnym oligarchą.

Pomysł prywatyzacji TPSA pojawił się jeszcze w 1997 r. (za rządów SLD), jednak finalnie zaczął być zrealizowany w czasach rządów AWS (1997 - 2001). Przypomnijmy - w pierwszym etapie prywatyzacji (w 1998 roku) sprzedano w ofercie publicznej na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie pakiet 210 milionów akcji, które stanowiły 15 proc. kapitału akcyjnego spółki. Ta część prywatyzacji nie wzbudziła kontrowersji. Państwo polskie sprzedało wówczas tylko mniejszościową część udziałów TPSA, dostało za to bardzo dużo pieniędzy, a przy tym zachowało pakiet większościowy akcji dla siebie. 

W lipcu 2000 r. Rada Ministrów zdecydowała o sprzedaży 35 proc. akcji Telekomunikacji Polskiej. Jako nabywcę wybrano France Telecom - kontrolowanego przez francuski rząd giganta telekomunikacyjnego. 

Bardzo szybko pojawiły się jednak głosy, aby nie oddawać w Francuzom pakietu kontrolnego nad TPSA. Wówczas do gry wkroczył Jan Kulczyk, który w toku negocjacji z rządem ustalił, że w ramach sprzedawanych 35 proc. akcji przejmie blisko 13,6 proc., tak aby sami tylko Francuzi nie mieli pakietu kontrolnego nad TPSA. Kulczyk nie wyjawił jednak skąd weźmie pieniądze na zakup wspomnianego pakietu, a to okazało się być "ukrytą opcją francuską". Ale po kolei.

Kulczyk (a dokładnie Kulczyk Holding) wraz z France Telecom na potrzeby prywatyzacji TPSA stworzyli konsorcjum. Za wspomniane 35 proc. akcji polskiego giganta telekomunikacyjnego zapłacili łącznie 4,3 mld zł. Zgodnie z umową Kulczykowi przypadło blisko 13,6 proc. Problem polegał na tym, że Kulczyk Holding nie miał odpowiedniej ilości gotówki na zakup TPSA i musiał zaciągnąć kredyty w zagranicznych bankach. Te zaś zażądały, aby gwarancji na spłatę kredytu udzieliła Kulczykowi... France Telecom. W umowie z bankami, które udzieliły Kulczykowi kredytu na zakup TPSA stwierdzono, że jeśli międzynarodowe agencje ratingowe obniżą France Telecom oceny wiarygodności kredytowej, to banki będą mogły zażądać, aby Kulczyk Holding sprzedał przymusowo France Telecom posiadane 13,6 proc. akcji TPSA. Oczywiście Skarb Państwa nic o takiej konfiguracji umownej nie wiedział. Przedstawiciele rządu AWS uwierzyli za to deklaracjom Kulczyka, że zamierza być długookresowym współwłaścicielem TPSA. 

Sytuacja przewidziana w umowie kredytowej zmaterializowała się bardzo szybko. W czerwcu 2002 r. agencje ratingowe Standard & Poor's oraz Moody's obniżyły rating wiarygodności kredytowej France Telecom i zażądały od Kulczyka, aby ten sprzedał Francuzom posiadane przez siebie akcje TPSA (co spowoduje, że France Telecom przejmie pełną kontrolę nad TPSA).

Ostatecznie Kulczyk sprzedał France Telecom posiadane przez siebie akcje TPSA w 2005 roku. Zgodnie z umową Francuzi otrzymali nie tylko 13,6 proc. akcji, ale również wzięli na siebie spłatę zaciągniętego przez polskiego biznesmena kredytu. W zamian Kulczyk zainkasował od France Telecom 40 mln euro na czysto.

Sprzedaż TPSA z 2000 roku jest doskonałym przykładem na to jak nie powinna wyglądać prywatyzacja państwowego przedsiębiorstwa. Po pierwsze: była to pseudoprywatyzacja, bowiem kontrolę nad TPSA przejęła inna państwowa firma (tyle, że z zagranicy). Po drugie: jak można było dopuścić do sytuacji, w której lokalny oligarcha (poprzez niejasny system finansowania) był de facto "słupem" potrzebnym do przejęcia pełnej kontroli nad polskim monopolistą. Wszak gdyby nie Kulczyk Francuzi nie przejęliby kontroli nad TPSA, a historia tej spółki mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej (pakiet kontrolny akcji mógłby pozostać nadal w rękach Skarbu Państwa, tak jak ma to miejsce w przypadku innych strategicznych spółek takich jak PKO BP, Orlen, KGHM, Lotos czy PZU).

Na koniec warto odnotować, że Orange Brand Services Limited (spółka zależna od France Telecom) pobiera dziś od Orange Polska (czyli dawna TPSA) opłaty licencyjne za sprzedaż usług i produktów pod marką Orange, które - co do zasady - wynoszą 1,6 proc. osiąganych przychodów operacyjnych. W tym miejscu warto odnotować, że w 2016 roku Orange Polska miała ponad 11,5 mld złotych przychodów. W ten oto sprytny sposób Francuzi zapewnili sobie stałe źródło finansowania i to niezależnie od tego, czy Orange Polska osiąga zyski czy przynosi stratę. Kasa za opłaty licencyjne zawsze będzie płynąć poza granice naszego kraju. A wszystko zaczęło się od nieprzemyślanej decyzji polityków o pseudoprywatyzacji polegającej na sprzedaży monopolisty innemu państwowemu monopoliście, tylko że z zagranicy.

 

Źródło: 45/2012 Orange marką handlową TP S.A. - Orange Polska (Orange-ir.pl)
Źródło: Kulczyk może stracić akcje TP S.A. (GSMonline.pl)
Źródło: Kulczyk – nagrywany biznesmen (Polityka.pl)
Źródło: Na czym Jan Kulczyk zarabiał najwięcej (Gazeta.pl)

wpis z dnia 16/11/2017

   


  

     Marsz Niepodległości był "marszem 60 tys. nazistów", tak samo jak Przystanek Woodstock był "zlotem gwałcicieli i narkomanów"
wpis z dnia 15/11/2017

 

Ilość czarnego pijaru, jaka globalnie wylała się na nasz kraj w ciągu ostatnich kilku dni jest chyba bez precedensu. Na Zachodzie rzeczywiście uwierzyli w fake-newsa rozsyłanego przez byłego doradcę Hilary Clinton, jakoby 11 listopada na ulice Warszawy wyszło 60 tys. nazistów. Oczywiście - Marsz Niepodległości był marszem "60 tys. nazistów" w takim samym stopniu, jak Przystanek Woodstock jest zlotem "200 tys. gwałcicieli i narkomanów". Kłamliwa propaganda jednak chwyciła, a stąd już prosta droga do odpowiedzialności za Holocaust i całe zło świata. Czy ktoś jest w stanie to powstrzymać?

Jesse Lehrich to były rzecznik Hillary Clinton ds. zagranicznych. Tuż po zakończeniu Marszu Niepodległości opublikował on tweeta, z którego wynika, iż 11 listopada na ulice Warszawy wyszło 60 tys. nazistów. Niestety, ta kłamliwa informacja obiegła cały świat. 12 listopada tweet Lehricha był najbardziej komentowanym i rozpowszechnianym tweetem w całym internecie. Tysiące (a może miliony?) osób uwierzyło, że w Warszawie rzeczywiście doszło do największej w powojennej historii świata manifestacji nazistów. 

Na początek słowo wyjaśnienia - to, że pod marsz organizowany przez narodowców podpinają się idioci wyznający ideologie nazistowską (których populacja nie przekracza 0,5 proc. uczestników Marszu) nie oznacza, że to "Marsz nazistów". Marsz Niepodległości to marsz Polaków, którzy czują się po prostu dumni z faktu bycia Polakami i chcą godnie świętować Dzień Niepodległości. A z racji tej, że tego dnia nie ma innej alternatywy, idą w marszu organizowanym przez narodowców. 

Twierdzić, że 11 listopada ulicami Warszawy przeszedł pochód 60 tys. nazistów, to tak jakby twierdzić, że Przystanek Woodstock to zlot 200 tys. gwałcicieli i narkomanów. Obie narracje są oczywiście zupełnie kłamliwe. Wyciąganie wniosków na podstawie kilku transparentów jest tak samo niesprawiedliwe, jak ocenianie imprezy Jerzego Owsiaka tylko i wyłącznie przez pryzmat kryminalnych incydentów, które w konfrontacji z liczbą uczestników tego wydarzenia stanowią jakiś drobny ułamek wszystkich interakcji. 

Niestety, w dobie mediów społecznościowych na kłamliwych narracjach można budować fałszywe przekazy o danym wydarzeniu lub sprawie, które dotrą do wielu milionów odbiorców. Tak właśnie było z tweetem Jesse Lehricha. W efekcie ilość czarnego pijaru, jaka globalnie wylała się na nasz kraj w ciągu ostatnich kilku dni, była bez precedensu. Zaryzykuje stwierdzenie, że jeszcze nigdy nikt nie przysporzył nam tyle złej prasy co były doradca Hilarii Clinton swoim tweetem.

Powstaje pytanie - czy w tych okolicznościach Polska jest w stanie wygrać globalną wojnę informacyjną? Odpowiedź jest prosta: Tak. Wystarczy tylko narzucać innym skuteczne narracje/kontrnarracje oraz - broń Boże - nie obrażać się na tych, którzy zostali przez kłamliwe narracje zmanipulowani. Syndrom "oblężonej twierdzy" jest w tych okolicznościach najgorszym co sami sobie możemy zrobić.

Eryk Mistewicz w jednym ze swoich tekstów publicystycznych celnie zauważył, że Polska po 1989 roku nie potrafiła skutecznie opowiedzieć światu swojej historii. Nie potrafiła zarządzać swoją przeszłością dla osiągnięcia własnych, bieżących celów - choćby dla stworzenia poczucia jedności i godności narodu. Pozwoliliśmy, aby inni w sposób dowolny rysowali naszą historię, zgodnie z fundamentalną w tym przypadku zasadą, że niedopilnowane mity i narracje zostają w końcu przejmowane. Jesse Lehrich przejął naszą narrację dotyczącą święta niepodległości i przedstawił ją w nowym, nazistowskim wydaniu. Stulecie niepodległości, które będziemy obchodzić w przyszłym roku będzie idealną okazją, aby tę utraconą narrację nie tylko odzyskać, ale napisać ją na nowo - w jednoznacznie korzystnym dla nas świetle. Wymaga to oczywiście dużego poświęcenia oraz współdziałania na wielu frontach, ale nie jest niemożliwe. Zróbmy to wspólnie. Na złość Lehrichowi i jemu podobnym.

 

Źródło: Jesse Lehrich (Twitter.com)

Źródło: Piotr Kozłowski (Twitter.com)

wpis z dnia 15/11/2017

   


   

     Francuzi wstawiają się za Rosjanami w/s Nord Stream 2. Reżim Putina przestaje być reżimem, gdy chodzi o pieniądze
wpis z dnia 14/11/2017

 

Nie ma Europy solidarnej. Nie ma nawet Europy "dwóch prędkości". Jest za to Europa wykluczających się wzajemnie interesów, gdzie - co do zasady - wygrywają silniejsi lub sprytniejsi. I właśnie dlatego nie powinno nas już dziwić to, że największa francuska spółka energetyczna broni publicznie rosyjskiego Gazpromu oraz forsowanego przez Kreml projektu gazociągu Nord Stream 2. Liczy się bowiem kasa i własne bezpieczeństwo, a nie interesy obcych krajów. Oto przykład dla polskich polityków, jak powinni postrzegać współczesne stosunku międzynarodowe.

Engie to jedna z największych spółek energetycznych Europy, która jest kontrolowana przez francuski rząd. Szef tej spółki - Gerard Mestrallet - już w ubiegłym roku w wywiadzie dla francuskiego wydania Russia Today przekonywał, iż rosyjski Nord Stream 2 "przyczyni się do wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego państw Europy Zachodniej" oraz, że "robi wszystko, aby przekonać przywódców UE nie tylko do umożliwienia, ale także wsparcia budowy Nord Stream 2". 

Engie wchodzi w skład 5 zachodnioeuropejskich koncernów energetycznych (oprócz francuskiego Engie są to również niemiecki Uniper i Wintershall, austriacki OMV, jak i holenderskie Shell), które chciały wraz z Gazpromem utworzyć wspólne konsorcjum niezbędne do realizacji gazociągu Nord Stream 2. Zgody na takie rozwiązanie nie dał jednak polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. UOKiK uznał, iż powstanie międzynarodowej spółki (w skład której wszedłby kapitał rosyjski, niemiecki, francuski, holenderski i austriacki) odpowiedzialnej za finansowanie, budowę i eksploatację gazociągu Nord Stream 2, mogłoby doprowadzić do ograniczenia konkurencji na rynku polskim. Rosyjski Gazprom już teraz posiada bowiem pozycję dominującą w dostawach gazu do Polski, a to oznacza, że budowa gazociągu Nord Stream 2 mogłaby doprowadzić do dalszego wzmocnienia siły negocjacyjnej kontrolowanej przez Kreml spółki wobec odbiorców w naszym kraju.

Po decyzji UOKiK-u zachodnie koncerny niemal natychmiast zaczęły poszukiwać sposobów na wsparcie finansowe projektu Nord Stream 2 z ominięciem konieczności zakładania wspólnego konsorcjum. Wówczas pojawił się pomysł udzielenia Rosjanom preferencyjnych pożyczek (mimo istnienia sankcji za nielegalne zajęcie Krymu), dzięki czemu Gazprom uzyskałby odpowiednio wysokie finansowe wsparcie i samodzielna budowa, tego omijającego nasz kraj gazociągu, byłaby możliwa. 

Wówczas do gry wkroczyła administracja Donalda Trumpa. W sierpniu br. USA przyjęły ustawę zgodnie z którą Waszyngton będzie mógł nakładać sankcje na zachodnie firmy, które zdecydują się podjąć współpracę z Rosjanami przy budowie Nord Stream 2. To oczywiście nie mogło się spodobać Francuzom z Engie, którzy w projekcie drugiego rurociągu omijającego nasz kraj upatrują sposób na zarobienie sporych pieniędzy. - "To skandal! Jeżeli USA uda się ograniczyć dostawy rosyjskiego gazu do Europy, co oczywiście doprowadzi do zmniejszenia konkurencyjności europejskiego rynku paliwa oraz do wyższych cen dla europejskich klientów przemysłowych i gospodarstw domowych" - powiedział dyrektor ds. zarządzania dostawami gazu we francuskim Engie Phillipe Vedrenne.

Przykład Nord Streamu 2 pokazuje, że to, co dla Francuzów jest szansą na zrobienie dobrego deal'u (więcej dostaw gazu z Rosji), dla innych państw może być poważnym zagrożeniem bezpieczeństwa energetycznego. Pod tym względem nie ma Europy solidarnej. Nie ma nawet Europy "dwóch prędkości". Jest za to Europa wykluczających się wzajemnie interesów, gdzie - co do zasady - wygrywają silniejsi lub sprytniejsi. Warto, aby nasi politycy o tym wiedzieli.

 

Źródło: Engie broni Nord Stream 2 przed sankcjami USA (BiznesAlert.pl)

wpis z dnia 14/11/2017

   


   

     Prywatni zarządcy autostrad tylko w 2016 r. otrzymali od państwa aż 1,55 mld zł! A wszystko na podstawie tajnych umów!
wpis z dnia 13/11/2017

 

Nóż w kieszeni się otwiera, kiedy człowiek czyta takie informacje. Okazuje się, że w 2016 roku z Krajowy Fundusz Drogowy przekazał zarządcom płatnych autostrad w Polsce kwotę aż 1 mld 555 mln zł! To o 177 mln więcej niż wpływy z całego systemu Viatoll za 2016 rok! Wszystko to dzieje się na bazie tajnych umów, których ani Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, ani sami koncesjonariusze nie chcą ujawnić. Powód? - Umowy te mają rzekomo zawierać informacje o "charakterze gospodarczym", a na ich ujawnieniu "mogłaby skorzystać konkurencja" (sic!).

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że opłaty jakie pobierane są na bramkach za wjazd na autostradę A1 (odcinek Toruń - Gdańsk) oraz za wjazd na autostradę A2 (odcinek Świecko - Nowy Tomyśl) są w całości przekazywane do... polskiego państwa. Mimo, że poborcą opłat są prywatne spółki zarządzające tymi odcinkami autostrad, to wszystkie środki z tego tytułu trafiają na konto Krajowego Funduszu Drogowego (KFD). Na czym zatem zarabiają spółki zarządzające tymi odcinkami? Otóż na wypłacanej przez KFD tzw. "opłacie za dostępność".

Problem w tym, że wypłacana prywatnym koncesjonariuszom przez państwo polskie "opłata za dostępność" jest kilkukrotnie większa niż kwoty, jakie koncesjonariusze przekazują do KFD za opłaty pobierane od kierowców na bramkach. W 2013 roku skumulowana kwota opłat jakie KFD zapłacił za dostępność wspomnianych odcinków wyniosła nieco ponad 1,2 mld zł. W 2014 roku było to już 1,271 mld zł! Tymczasem, według informacji podanych przez "Gazetę Wyborczą", spółki "GTC" (koncesjonariusz A1 na odcinku Toruń - Gdańsk) i "AWSA II" (koncesjonariusz A2 na odcinku Świecko - Nowy Tomyśl) przekazały we wspomnianym 2014 roku na konta Funduszu jedynie 132 mln zł z tytułu opłat pobranych od kierowców na bramkach.

Warto dodać, że "opłata za dostępność" wypłacona prywatnym zarządcom odcinków autostrad w 2016 roku była jeszcze większa i wyniosła 1,555 mld zł. Kwota ta okazała się być o 177 mln zł wyższa od wszystkich wpływów z ViaTolla za cały 2016 tok!

Jak to możliwe, że prywatni zarządcy otrzymują od polskiego państwa aż tak gigantyczne "opłaty za dostępność"? Niestety, nie jest nam dane poznać w szczegółach mechanizmu naliczania tych opłat, bowiem rządy SLD i PO-PSL zdecydowały się utajnić treść umów, jakie były podpisywane ze spółkami GTC i AWSA II. Sieć Obywatelska Watchdog Polska poskarżyła się nawet do sądu na odmowę ujawnienia treści tych umów (które powinny być jawne, choćby z powodu gigantycznych kwot publicznych pieniędzy, jakie są co roku przekazywane na konta prywatnych firm). Niestety Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oddalił skargę w części wnoszącej o udostępnienie umów, stwierdzając, że "zachodzi przypadek ograniczenia konstytucyjnego prawa dostępu do informacji publicznej, (...) ze względu na określoną w ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji ochronę wolności i praw podmiotów gospodarczych".

Innymi słowy - sąd uznał, że "deal stulecia" nadal musi być tajny, bowiem konkurencja dla spółek GTC i AWSA II (ktokolwiek nią jest?) mogłaby jeszcze na takim ujawnieniu przypadkiem skorzystać. Oto cała esencja postkolonialności III RP.

 

Źródło: Rekordowe wpływy z Viatoll trafiają do prywatnej kieszeni (Interia.pl)
Źródło: Zatajona autostrada (SiecObywatelska.pl)
Źródło: Ponad miliard złotych dopłat do prywatnych dróg w Polsce (Wyborcza.biz) 
Źródło: Rząd płaci hojnie i potajemnie zarządcom autostrad (Wyborcza.pl)

wpis z dnia 13/11/2017 

          


    

Starsze wpisy dostępne w archiwum:

2017: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11

2016: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2015: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2014: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2013: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2012: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2011: 09 | 10 | 11 | 12

     


 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu

 

 

         


r e k l a m y


 POLECANE INFORMACJE i OPINIE: 

     Macron mięknie, gdy chodzi o kasę za okręty. A jeszcze nie dawno Polska była dla niego "niedemokratycznym reżimem"

- "Żaden z krajów UE nie ma prawa osądzać reform, które przeprowadza inny kraj. Polska jest w dialogu z Komisją Europejską. Ja nie jestem sędzią ani aktorem w tej sprawie" - powiedział wczoraj Emmanuel Macron podczas spotkania z premier Beatą Szydło. Co się stało, że ten nieprzejednany wróg Polski, który stawiał nasz kraj w jednym szeregu z reżimem Putina, nagle postanowił zmienić zdanie? Śpieszę z wytłumaczeniem - otóż chodzi o kasę, a dokładnie o 10 mld zł, jakie może trafić do francuskich stoczni w zamian za wybudowanie okrętów podwodnych dla Polski.

(24/11/2017)

 

     W czasie gdy krajem rządziła partia Balcerowicza bezrobocie urosło z 10 do 18%, a wzrost PKB obniżył się z 6,6 do zaledwie 0,5%

Kiedy czołowy autorytet ekonomiczny totalnej opozycji, krytykuje obecną sytuację "bo ludzie dostali 500+", warto przypomnieć jego największe dokonania. I wcale nie mam tutaj na myśli "terapii szokowej" z początku lat 90-tych. Chodzi o okres lat 1997-2001, kiedy Balcerowicz był wicepremierem i ministrem finansów, a jego partia (Unia Wolności) współrządziła krajem. Kiedy zaczynali rządzić bezrobocie wynosiło 10 proc., a wzrost PKB osiągał 6,6 proc. Kiedy kończyli (2001) bezrobocie wynosiło 18,2 proc., a wzrost PKB obniżył się do zaledwie 0,5 proc.

(27/03/2017)

 

     Duża niemiecka firma, wymagane 2 języki obce, oferuje w Trójmieście pracę za 2,2 tys. zł. I jak tu ma być lepiej?

Lech Wałęsa obiecywał kiedyś, że Polska będzie drugą Japonią. No i stało się. Jesteśmy "Japonią Europy" pod względem czasu spędzanego w pracy. Jednocześnie jednak jesteśmy "Bangladeszem Europy" pod względem zarobków za wykonywaną pracę. Po 13 latach spędzonych w UE nasze płace są na tyle niskie, by nadal traktować nas jak tanią siłę roboczą. Co jednak najgorsze - gdy spojrzymy przez pryzmat tempa wzrostu płac za lata 2008 - 2016, to okaże się, iż pod względem wysokości wynagrodzeń nigdy nie dogonimy krajów Europy Zachodniej!

(23/11/2017)

 

     PO chce komisji śledczej ws. Puszczy. Popieram. Wyjdzie na jaw, że za ich czasów wycinka była znacznie większa niż obecnie!

Przypomnijmy, że "konflikt o puszczę" zaczął się od ubiegłorocznej decyzji ministra Szyszki dotyczącej zwiększeniu rocznego limitu wycinki drzew w nadleśnictwach gospodarczych wchodzących w skład Puszczy Białowieskiej (nie zaś w skład parku narodowego) z 6,4 do 18,8 tys. m/3. Dzisiaj posłowie PO chcą powołania komisji śledczej w/s Puszczy. Popieram. Wyjdzie wówczas na jaw, że wycinka drzew w Białowieży w latach, kiedy rządziła PO, była o połowę większa niż obecnie, a mimo to Unia Europejska w ogóle się tym nie przejmowała.

(22/11/2017)

 

     Orzecznicy z ZUS przeciwko ustawie o jawności życia publicznego. Nie chcą zdradzić jakie mają majątki

Ustawa o jawności życia publicznego nakłada m.in. na lekarzy orzeczników z ZUS obowiązek składania od 1 stycznia 2018 r. oświadczeń majątkowych. W efekcie każdy z nas będzie mógł się dowiedzieć jakie mają majątki czy oszczędności, a za kłamstwo lub nieujawnienie informacji będzie im groził proces (vide: przypadek prezydenta Adamowicza z Gdańska). To wywołało olbrzymie protesty ze strony lekarzy orzeczników, którzy grożą nawet, że w przypadku konieczności ujawnienia informacji o majątku będą rezygnowali z pracy.

(22/11/2017)

 

     W wyniku konfiskaty rozszerzonej przestępcom zajęto już pół miliarda zł majątku! A ile było krzyku, gdy tę ustawę wprowadzano...

Ustawa o konfiskacie rozszerzonej miała uniemożliwić przestępcom czerpanie korzyści z nielegalnie zdobytych majątków. Wszystko wskazuje na to, że tak właśnie się stało. Po zaledwie pół roku od wejścia w życie tej ustawy skonfiskowano bowiem przestępcom na poczet kar majątki o wartości pół miliarda zł! Udało się zatem coś, czego nie można było zrobić przez 28 lat trwania III RP. A teraz zagadka - kto głosował przeciwko wprowadzeniu w życie tej ustawy? Tak, drodzy państwo, przeciwko byli przedstawiciele totalnej opozycji z PO i N.

(21/11/2017)



     Zbudowali farmę fotowoltaiczną za 10 mln zł. Dziś przynosi same długi i nie wiadomo co z nią zrobić

Farma w Wierzchosławicach była pierwszą tak dużą (moc pow. 1 MW) inwestycją fotowoltaiczną w Polsce. Otwierana w 2011 roku z wielką pompą przez Waldemara Pawlaka, miała być wzorem dla innych samorządów w Polsce w zakresie inwestowania w solarne systemy energii odnawialnej. Po upływie 6 lat okazało się, że farma ta stała się największą porażką inwestycyjną w historii Wierzchosławic. Zadłużenie spółki zarządzającej farmą przekracza już 3 miliony złotych i nadal rośnie, a lokalne władze nie mają koncepcji jak poradzić sobie z tym problemem.

(21/11/2017)

 

     Tusk, aby przejąć władzę w Polsce jest zdolny do wszystkiego. Nie wolno go lekceważyć pod żadnym pozorem!

Donald Tusk jest coraz mocniej sfrustrowany. Jego Platforma Obywatelska od czasu ostatnich wyborów ciągle traci poparcie, a kolejne próby "puczów" i przewrotów się nie udają. Dlatego Tusk nie cofnie się przed niczym, aby odmienić niekorzystne dla siebie trendy. Decydując się na poświęcenie dobrego imienia Polski bez wątpienia osłabi potencjał naszego kraju. To zaś może wpłynąć na losy i jakość życia milionów zwykłych Polaków. I właśnie dlatego Tusk jest wciąż niezwykle groźnym politykiem, którego nie można lekceważyć.

(20/11/2017)

 

     Amerykańskie Patrioty mają być Polsce. Kremlowski "nasz człowiek w Warszawie" natychmiast się uaktywnił

Z jednej strony mamy stałą obecność sił USA w Polsce, miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, LNG w Świnoujściu, WOT, Baltic Pipe, przekop Mierzei, koncept budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego / Centralnego Portu Morskiego, a ostatnio - "zielone światło" na system antyrakietowy Patriot. Z drugiej strony pojawia się Donald Tusk, który nagle ogłasza alarm i twierdzi, że to wszystko "kremlowski plan". Pytanie - kto ma rację i kto kogo plan realizuje?

(20/11/2017)

 

     W sprawie kłamstwa Guy'a odpowiedzmy prawdą: W hitlerowskim Waffen-SS służyło aż 40 tys. Belgów!

Belgijski europoseł Guy Verhofstadt, w trakcie debaty nt. rzekomo łamanej w Polsce praworządności, stwierdził, że 11 listopada na ulice Warszawy wyszło tysiące faszystów, neonazistów i białych suprematystów. - "Marsz ten miał miejsce 300 km od obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. To nie powinno nigdy wydarzyć się w Europie" - kontynuował. Panie Verhofstadt - to co nie powinno nigdy się wydarzyć, to służba blisko 40 tys. Belgów w Waffen-SS, hitlerowskiej organizacji, która mordowała Polaków i Żydów.

(18/11/2017)

 

     Rumunia drastycznie obniżyła podatki. Efekt? Blisko 9 proc. wzrost PKB. Teraz szykują kolejne obniżki

MFW i UE w 2015 r. odradzały władzom Rumunii drastyczne obniżenie stawek VAT i innych obciążeń podatkowych dla małych przedsiębiorców. Rząd w Bukareszcie jednak nie posłuchał swoich unijno-międzynarodowych doradców i zaryzykował. Efekty były rewelacyjne! Ludzie zachowali więcej pieniędzy dla siebie, sprzedaż detaliczna wzrosła, a budżet kraju zanotował rekordowe wpływy. Potem podatki obniżono po raz kolejny, w efekcie czego wzrost PKB Rumunii wystrzelił dziś do 8,8 proc. PKB. Może ktoś w naszym resorcie finansów to zanalizuje?

(17/11/2017)

 

     Spółkę wyceniano na 200 mln zł. Posiadała atrakcyjne nieruchomości w Warszawie. Ekipa Tuska sprywatyzowała ją za 115 mln

Kontrolerzy NIK nie mieli wątpliwości - przy prywatyzacji należącej do Skarbu Państwa spółki "Meble Emilia" doszło do poważnych nieprawidłowości. W opracowanym przez rząd Tuska memorandum w/s sprzedaży nie wiedzieć czemu położono nacisk na nierentowny obrót mebli (spółka chciała się z tego wycofać). Nie eksponowano natomiast kwestii wielu nieruchomości w ścisłym centrum Warszawy, których spółka była właścicielem oraz zarządcą i które windowały jej wartość na blisko 200 mln zł. Ostatecznie ekipa Tuska Meble Emilia sprywatyzowała deweloperowi za 115 mln zł.

(9/03/2017)

 

     Nazwali tysiące Polaków mianem faszystów tylko dlatego, że są patriotami. Czas na tysiące pozwów!

Bezpodstawne nazwanie kogoś faszystą, to jedna z najgorszych inwektyw jaką można zastosować publicznie. Jeśli europosłowie nazywają tym mianem zwykłych Polaków tylko dlatego, że zdecydowali się zamanifestować swój patriotyzm oraz radość z odzyskania niepodległości w trakcie Marszu Niepodległości, to potrzeba zdecydowanej reakcji. W tym kontekście racje ma prezydent Duda, który stwierdził, że: "Zachowanie i język posłów PO i ich koalicjantów w PE jest nie do zaakceptowania. To mowa kłamstwa, która uderza w Polaków, Polaków i nasze prawo wyboru".

(16/11/2017)

 

     J. Lewandowski to nie tylko referent antypolskiej rezolucji. To przede wszystkim pomysłodawca rabunkowej "powszechnej prywatyzacji"!

W kontekście wczorajszej aktywności Janusza Lewandowskiego w Parlamencie Europejskim i przyjęciem antypolskiej rezolucji, warto przypomnieć wcześniejsze "osiągnięcia" tego europosła. Jednym z nich jest niewątpliwie Program Powszechnej Prywatyzacji, nazywany również "najdroższą porażką III RP". W trakcie przymusowej prywatyzacji ponad 500 przedsiębiorstw doszło bowiem do mnóstwa afer i przekrętów, na których wzbogacili się pseudobiznesmeni i koledzy polityków. Tradycyjnie straciło nasze państwo, czyli my wszyscy.

(15/09/2016)

 

     Odlot eurokratów! W treści rezolucji w/s Polski chcą potępić prześladowania wobec "komunistów i innych demokratów" (sic!)

Kiedy pierwszy raz to przeczytałem myślałem, że to głupi żart. Okazało się jednak, że to ponura prawda. Grupa posłów do Parlamentu Europejskiego wniosła o wprowadzenie poprawki do treści rezolucji przeciwko Polsce. Zgodnie z jej projektem Parlament Europejski miałby "potępić środki represji i akty prześladowania politycznego ze strony władz Polski, wymierzone przeciwko komunistom, antyfaszystom i innym demokratom". Zrównanie komunistów z demokratami pokazuje jak głęboki jest "separatyzm intelektualny" co niektórych eurokratów i jak niewiele wiedzą oni o współczesnej Polsce.

(15/11/2017)

 

     Fatalny błąd legislacyjny PiS-u skutkujący nowym obowiązkiem podatkowym. Sytuację może uratować veto prezydenta!

W ubiegłym tygodniu zakończył się parlamentarny proces legislacyjny dotyczący nowelizacji ustawy o podatku CIT. Problem w tym, że w projekcie noweli posłowie i senatorowie przemycili (prawdopodobnie w wyniku błędu) fatalny w skutkach przepis nakazujący spółkom kapitałowym płacić podatek od pieniędzy inwestowanych w inne spółki czy start-upy (sic!). Wkłady tego rodzaju zawsze były uznawane za neutralne z punktu widzenia podatkowego. Sytuacja ma się zmienić od 1 stycznia 2018 r., o ile prezydent Duda ustawy nie zawetuje.

(15/11/2017)

 

     Wzięli kredyt na budowę autostrady. Na spłatę odsetek od tego kredytu też wzięli kredyt. A wszystko poręczył Skarb Państwa!

Jak to się stało, że obsługa około 250 km płatnych autostrad kosztuje państwo polskie ponad miliard złotych rocznie? Przecież za tę kwotę można by co sezon budować po kilkadziesiąt km nowych autostrad i dróg szybkiego ruchu. No cóż - tak się dzieje, gdy prywatna spółka z rządową koncesją na autostradę bierze gigantyczny kredyt nie tylko na jej budowę, ale również na spłatę odsetek od tego kredytu, a następnie żąda gigantycznych opłat za "utrzymanie dostępności" (generując dla siebie po pół miliona zł zysku dziennie). Astronomiczne koszty nie powinny nas w takich okolicznościach szokować.

(14/11/2017)

 

     Macron, czołowy hipokryta Europy: - "Nie mam w zwyczaju mieszać się do polityki wewn. innych państw". Co innego, gdy chodzi o Polskę

Emmanuel Macron poproszony kilka dni temu przez dziennikarzy o komentarz do sytuacji, jaka zapanowała w Arabii Saudyjskiej (aresztowania wysokich urzędników, zabójstwa na szczytach władzy) odpowiedział, że "nie ma w zwyczaju mieszać się do polityki wewnętrznej innych państw". Powyższe oświadczenie może szokować, szczególnie jeśli przypomnimy sobie ataki prezydenta Francji na Polskę z okresu ostatnich kilku miesięcy. Z drugiej strony warto wiedzieć, że nie tak dawno Francja podpisała z Arabią Saudyjską kontrakty gospodarcze o łącznej wartości 23 mld $. A pieniądz nie śmierdzi...

(13/11/2017)

 

     Miały być masowe zwolnienia nauczycieli. Okazało się, że przybyło setki nowych etatów

Zdaniem Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) reforma edukacji miała objawić się przede wszystkim masowymi zwolnieniami nauczycieli. Prezes ZNP Stanisław Broniarz jeszcze rok temu twierdził, że w wyniku likwidacji gimnazjów pracę straci łącznie 74,5 tys. osób (w tym 37 tys. nauczycieli). Z czasem jednak szacunki ZNP zaczęły się zmniejszać. W sierpniu br. Broniarz wskazywał na 10 tys. nauczycieli, a w październiku ZNP mówiła już tylko o liczbie 6,5 tys. Jaka jest rzeczywistość? Okazuje się, że w samych tylko gminach wiejskich przybyło blisko 800 etatów!

(13/11/2017)

 

     HGW wydała 110 tys. zł z kasy miasta na doradztwo w zakresie ratowania swojego wizerunku

Wypływają informacje o kolejnych fakturach obciążających Hannę Gronkiewicz-Waltz. Okazało się, że obecna prezydent Warszawy w okresie od 19 kwietnia do 28 sierpnia br. wydała z kasy miasta aż 109.929,20 zł na "doradztwo w zakresie zarządzania ryzykiem". Pod tą nazwą kryją się trzy umowy podpisane z Izabellą Laskowską - specjalistką d/s wizerunku, komunikacji kryzysowej oraz budowania reputacji. Powstaje pytanie - dlaczego HGW, konsultując swój wizerunek u specjalistki, obciąża rachunek kasy miasta? Dlaczego nie zrobiła tego z prywatnych środków?

(10/11/2017)

 

     Nie jest dobrze - będzie nowy podatek "emerytalny". Statystyczny Kowalski zapłaci rocznie o ponad 1 tys. zł więcej

Minister Mateusz Morawiecki twierdzi, że mające wejść w życie od 1 stycznia 2019 r. Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) "wzmocnią bezpieczeństwo finansowe polskich rodzin oraz podniosą ich standard życia". Super i fajnie. Szkoda tylko, że minister nie mówi, że płacenie na PPK będzie de facto nowym podatkiem. Nasze pensje zostaną bowiem pomniejszone od 2 do 4 proc., a to oznacza, że statystycznemu Kowalskiemu zostanie odebrane - w zależności od wariantu - od nieco ponad 1 do 2 tys. zł w skali roku! O kosztach, które będą musieli ponieść pracodawcy nawet nie wspominam.

(10/11/2017)

 

     Od czasu kiedy Tusk chciał sprzedać LOT (2013), spółka ta osiągnęła 641 mln zł zysku na czysto!

Wiosną 2013 r. ówczesny premier Donald Tusk stwierdził, że PLL LOT to "studnia bez dna", i że "jedyną realną alternatywą dla scenariusza ciągle powtarzających się kłopotów jest prywatyzacja". Niedługo później LOT zaczął przynosić spore zyski. Licząc od momentu wypowiedzenia wspomnianych słów przez Tuska, aż do dziś nasz narodowy przewoźnik lotniczy osiągnął już 641 mln zł zysku na czysto! Ciekawe do kogo ta kwota by trafiła, gdyby zamierzenia Tuska zostały jednak zrealizowane, a LOT zostałby sprywatyzowany?

(9/11/2017)

 

     Pracownik GW krytykuje nasz kraj w szwedzkiej TV, gdzie Polskę zestawiono w jednym szeregu z afrykańskim Kongo

To jest niesamowite. Mają wszystkie swobody obywatelskie. Mogą do woli i bez przeszkód krytykować rząd, organizować protesty, zrzeszać ludzi o podobnych poglądach. Wolność słowa i swobody obywatelskie w Polsce są obecnie chyba w czołówce światowej. A mimo to są ludzie którzy wierzą, że "reżim PiS" zabrał im wszystko, że cofną nasz kraj w rozwoju o co najmniej 50 lat. Wiem, że utrata reklam spółek Skarbu Państwa boli, ale to nie jest jeszcze powód, aby występować w programie, w którym sytuacje Polski zestawia się w jednym szeregu z sytuacją jaka panuje w afrykańskim Kongo.

(9/11/2017)

 

     Zakaz e-handlu w niedzielę, czyli jak Unia (!) poskromiła socjalistyczną utopię PiS

PiS nazywany jest czasem "partią socjalistyczną", która zbyt wiele kwestii chce ograniczyć lub uregulować prawnie (mimo, iż nie ma takiego zapotrzebowania). Trudno się z tą opinią nie zgodzić, kiedy czytamy projekt ustawy o zakazie handlu w niedzielę. Okazuje się, że przy okazji przemycono w nim regulacje ograniczające handel jaki odbywa się w... internecie. Mimo, iż e-commerce ma tyle wspólnego z niedzielnym kupowaniem w galerii handlowej, co Petru z błyskotliwymi ripostami, to w pierwotnej wersji projektu chciano nam zafundować to ograniczenie. Na przeszkodzie stanęła... UE (!).

(8/11/2017)

 

     Dlaczego rząd Tuska utajnił instrukcje dla Pawlaka w/s negocjacji z Gazpromem? Specjalnie w tym celu zmienili ustawę!

W kontekście ostatnich doniesień o nieprawidłowościach przy kontrakcie jamalskim warto wiedzieć, że rząd Tuska z jakiegoś powodu podjął decyzję, aby utajnić przed opinią publiczną instrukcje negocjacyjne jakie podsyłał W. Pawlakowi podczas rozmów z Rosjanami. Przypomnijmy, że podpisano wówczas skrajnie niekorzystną dla Polski umowę (ustalono, że cena sprzedawanego nam gazu będzie o ok. 40 proc. wyższa od ceny rynkowej). Rząd Tuska uznał instrukcje za tajemnicę służbową opatrzoną klauzulą "zastrzeżone", a posłowie PO-PSL zmienili prawo, tak aby dostęp do takich dokumentów był decyzją premiera zastrzeżony na czas nieokreślony (a nie tylko na 2 lata, jak było wcześniej).

(8/11/2017)

 

     ONZ przyznaje: Porozumienie Paryskie nie wpłynie na zahamowanie zmian klimatu. Nawet, gdyby wszystkie kraje je przestrzegały

Porozumienie klimatyczne podpisane w 2015 r. w Paryżu przez przedstawicieli 195 państw świata przewidywało stopniowe ograniczanie emisji CO2. W efekcie do 2100 roku tzw. globalne ocieplenie klimatu nie miało przekroczyć 2 stopni Celsjusza (porównując z temperaturami jakie panowały przed epoką przemysłową). Obecnie ONZ przyznaje, że nawet gdyby wszystkie państwa na świecie w pełni zrealizowały obietnice w/s redukcji emisji gazów cieplarnianych, to globalna temperatura do końca XXI wieku i tak wzrośnie o minimum 3 stopnie Celsjusza.

(7/11/2017)

 

     W kraju UE mordowana jest dziennikarka. Komisja Europejska nie widzi problemu. Będzie za to nowa rezolucja w/s Polski

Morderstwo Daphne Caruana Galizia, maltańskiej dziennikarki śledczej, która współpracowała m.in. przy ujawnianiu "Panama Papers", wstrząsnęło całą międzynarodową opinią publiczną. Przedstawiciele czołowych mediów w Europie wezwali Komisję Europejską, aby wszczęła dochodzenie w sprawie niezależności mediów na Malcie. Co na to Komisja? Eurokraci uznali, że śledztwo w sprawie zabójstwa należy do władz Malty i to wewnętrzna sprawa tego kraju. Będzie za to nowa rezolucja w/s Polski.

(7/11/2017)

 

     Kto wyjaśni fenomen okładek Newsweeka? Dlaczego ich wydźwięk tak często jest antypolski?

Na okładkach wydawanego przez koncern medialny Ringier Axel Springer tygodnika "Newsweek Polska" dość często pojawiają się antypolskie motywy. Raz jesteśmy "męczarnią", innym razem "Kokolandem" lub "krajem wściekłych ludzi". Wszystko co złe musi być "polskie" lub z Polską związane. Czytelnik kupujący ten tygodnik ma prawo wstydzić z Polski oraz z faktu bycia Polakiem. Ciekawe, czy gdyby Polacy przejęli kontrolę nad którymś z niemieckojęzycznych tygodników i zaczęli w nim pisać o Niemczech jako "męczarni", to jak długo utrzymaliby się na rynku?

(6/11/2017)

 

     1,5 roku w zawieszeniu za wyłudzanie 341 mln zł! Tak, proszę Państwa, to Sąd Apelacyjny w Warszawie

18-letni chłopak, który na drukarce atramentowej wyprodukował kilkanaście sztuk 20-złotówek dostał 3 lata bezwzględnej odsiadki w pace. Pięciu biznesmenów-cwaniaków (wśród nich był także radca prawny), którzy metodą "na reaktywowaną przedwojenną spółkę" próbowali dokonać mega-szwindla i wyłudzić od Skarbu Państwa odszkodowanie w wysokości 341 milionów złotych, dostali od 1,5 do 2 lat więzienia... w ZAWIESZENIU! Czasami totalnie nie rozumiem decyzji polskiego wymiaru sprawiedliwości. Ta sprawa się do tego kwalifikuje.

(6/11/2017)

 

     Jeżeli Niemcy mają wypłacić Włochom 6,6 mln euro za śmierć 128 cywili, to Polakom powinni wypłacić 309 mld euro

Włoski sąd w Sulmonie (region Abruzji) uznał Niemcy za "sukcesora III Rzeszy" i nakazał rządowi federalnemu w Berlinie wypłatę 6,6 mln euro odszkodowania za masakrę 128 włoskich cywilów, jaką dokonali niemieccy żołnierze w listopadzie 1943 r. w miejscowości Pietransieri. Uśrednione odszkodowanie dla gminy, w której doszło do masakry oraz spadkobierców zamordowanych za jedną ofiarę wyniesie 51,5 tys. euro. Przyjmując tę miarę Niemcy powinni wypłacić Polakom ok. 309 mld euro.

(3/11/2017)

 

     Spośród 94 kandydatów KRS wybrała na sędziego żonę swojego wiceprzewodniczącego. To tak apropos standardów Rady

Krajowa Rada Sądownictwa (KRS) podjęła kilka dni temu kontrowersyjną decyzję o zamrożeniu karier 265 młodych prawników, którzy z listy Min. Sprawiedliwości mieli zostać asesorami sędziowskimi. Oficjalny powód? - Braki formalne spowodowane rzekomo nieaktualnymi zaświadczeniami o stanie zdrowia. W tym kontekście warto przypomnieć o innej, równie kontrowersyjnej decyzji KRS z marca 2015 roku. Wówczas to Rada decydowała kto spośród zgłoszonych 94 kandydatów otrzyma urząd sędziego w Sądzie Rejonowym Warszawa-Mokotów. Wszystkie głosy otrzymała... żona wiceprzewodniczącego KRS (!).

(3/11/2017)

 

     KRS nie przeszkadzało, gdy Buremu stawiano zarzuty. Przeszkadzają jej kandydaci na asesorów z listy Min. Sprawiedliwości

Przypomnijmy - Jan Bury (były poseł z ramienia PSL) zasiadał w Krajowej Radzie Sądownictwa przez 15 lat (14.XII.2001 r. - 25.XI.2015 r.). W połowie listopada 2015 r. Bury został zatrzymany przez CBA. Usłyszał 6 zarzutów o charakterze korupcyjnym. KRS wówczas tylko bezradnie rozłożyła ręce (zarzuty p-ko Buremu zamieniły się później w akt oskarżenia). Co innego, gdy chodzi o listę 265 kandydatów na asesorów sądowych wskazanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Tutaj podjęto "polityczną" decyzję, aby uwalić wszystkich, bo są ze wskazania MS.

(2/11/2017)

 

     Sąd po raz 17 (!) odesłał jej sprawę do ponownego rozpatrzenia. Ona nie wytrzymała i popełniła samobójstwo

Ostatnio głośno było o samobójstwie Piotra S., który nie mógł już dłużej żyć w państwie rządzonym przez PiS. W tym kontekście warto przypomnieć o sprawie Krystyny Chojnackiej, właścicielki firmy kosmetycznej z Kartuz, która przez blisko 20 lat walczyła z aparatem sądowo-administracyjnym o zwrot pieniędzy niesłusznie zabranych jej przez fiskusa. W ciągu tych 20 lat wyczerpującej walki straciła dosłownie wszystko. Kiedy w 2014 roku sąd po raz 17 skierował jej sprawę do ponownego rozpatrzenia, ta nie wytrzymała i popełniła samobójstwo.

(2/11/2017)

 

     Jak Czesi pogonili Niemców ze swojego rynku prasy bez żadnych ustaw dekoncentracyjnych

Mało kto zdaje sobie sprawę, że jeszcze 10 lat temu prawie wszystkie tytuły prasowe wydawane w Czechach należały do niemieckiego kapitału. Większość dzienników i opiniotwórczych magazynów należała do niemieckich Ringier Axel Springer, Verlagsgruppe Passau czy Verlagsgruppe Handelsblatt. Dziś Niemcy zostali z Czech niemal całkowicie pogonieni i zrobiono to bez jakichkolwiek zmian w prawie. Czy taka zmiana jest możliwa również w Polsce?

(31/10/2017)

 

     Francja ma problem z jednym krzyżem, ale z setkami nowych półksiężyców problemu już nie ma

Jeszcze nie tak dawno (2015 r.) rektor Wielkiego Meczetu w Paryżu wzywał w sposób następujący: "Mamy we Francji 2200 meczetów i musimy podwoić ich liczbę w ciągu dwóch lat". Wtórował mu ówczesny premier Francji, który stwierdził, że "islam zostanie we Francji". W tym kontekście co najmniej dziwnie brzmi sentencja francuskiej Rady Stanu (odpowiednik polskiego NSA), która nakazała usunięcie jednego tylko krzyżyka z pomnika JP II, bo jest sprzeczny z ustawą o rozdziale kościoła od państwa. Rozumiem, że setki nowych półksiężyców sprzeczne z ustawą już nie są?

(30/10/2017)

 

     Lekarz przepisał cały majątek na żonę i daje jej po 19 tys. alimentów, bo nie chce płacić odszkodowania wobec pacjentki

W tej historii patologia goni patologię. 12 lat temu lekarz anestezjolog podczas operacji zaczął rozmawiać przez swój telefon. W tym czasie nie zauważył, że jego pacjentka zaczęła się dusić, bo chwilę wcześniej uszkodził jej tchawicę. Efekt? Poważne niedotlenienie mózgu i przykucie do łóżka do końca życia. Sąd stwierdził, że doszło do rażącego błędu i nakazał lekarzowi wypłacić 400 tys. zł odszkodowania i 5 tys. zł comiesięcznej renty. Co zrobił lekarz? Przepisał cały majątek na żonę i zaczął jej wypłacać po 19 tys. alimentów tak, aby poszkodowana pacjentka nie otrzymała ani grosza!

(30/10/2017)

 

     Co się dzieje z Trybunałem? Liczba wydawanych wyroków i postanowień spadła o ponad połowę w porównaniu z 2015 r.!

Jednym z głównych zarzutów (również publikowanym na tym blogu) wobec Trybunału Konstytucyjnego epoki Rzeplińskiego była przewlekłość poszczególnych postępowań. Okazuje się jednak, że Trybunał pod rządami sędzi Przyłębskiej zajmuje się znacznie mniejszą liczbą spraw niż Trybunał pod rządami Rzeplińskiego. Dla przykładu: na listopadowej wokandzie TK znaleźć można obecnie tylko 1 sprawę. W grudniu mają się odbyć raptem 2 rozprawy. Spowolnienie tempa pracy w skali całego roku pomiędzy TK z 2015 r., a TK z 2017 r. jest naprawdę widoczne. Dobra zmiana?

(27/10/2017)

 

     Niemcy i Holandia blokują informacje o rozmiarach skażenia fipronilem! Czy tak wygląda wypełnianie unijnych standardów?

Agencja informacyjna DPA zwróciła się do Komisji Europejskiej o dane na temat skali skażenia jaj i produktów jajecznych toksycznym fipronilem. Niestety Komisja odmówiła ujawnienia takich informacji. Powód? Sprzeciw ze strony Niemiec i Holandii. W obu tych państwach skażenie jaj fipronilem było największe. Oto jak w praktyce może wyglądać dostęp do ważnych - z punktu widzenia interesu społecznego - unijnych informacji, gdy jakieś silne państwo (w tym przypadku Niemcy z Holandią) nie ma interesu w tym, aby to robić.

(27/10/2017)

 

     W 2016 r. do Polski przybyło 585,969 imigrantów spoza UE. Zaraz po Wlk. Brytanii to najwyższy wynik w całej UE

Zgodnie z najnowszymi danymi Eurostatu w ciągu 2016 roku do Polski przybyło 585,969 imigrantów z krajów znajdujących się poza strukturami UE. To nieco ponad 17,6 proc. wszystkich imigrantów, jacy w ubiegłym roku przybyli legalnie do UE. Pod tym względem Polska zajęła 2. miejsce w UE (wyprzedziła nas tylko Wlk. Brytania). Nasz kraj był jednak bezkonkurencyjny jeśli chodzi o liczbę imigrantów, którzy przybyli z powodów ekonomicznych. Spośród wspomnianych 585,969, aż 493,960 przyjechało do nas za pracą. To 58,3 proc. wszystkich imigrantów ekonomicznych, jacy przybyli do UE w 2016 r.

(26/10/2017)

 

     Tusk w 2011 r. groził lekarzom. Media potakiwały. Gdyby jego słowa powieliła teraz Szydło, histeria sięgnęłaby zenitu

- "Lekarze, którzy będą zachowywali się niegodnie, którzy będą utrudniali pacjentom życie będą podlegali konsekwencjom. Jeśli oni chcą korzystać z pieniędzy publicznych, muszą pracować tak, żeby pacjent na tym nie stracił" - powiedział Donald Tusk pod koniec 2011 roku odnosząc się do zarzutów lekarzy, którzy planowali rozpocząć ogólnopolski protest. Media przyjęły wypowiedź ówczesnego premiera ze zrozumieniem. A teraz wyobraźcie sobie, że te słowa wypowiada do lekarzy rezydentów premier Beata Szydło. Podejrzewam, że te same media wpadłyby w histerię trwającą co najmniej 3 dni.

(25/10/2017)

 

     Gdy przedstawiciele byłej władzy kpią z rozwiązań antykorupcyjnych, to znaczy że tkwią jeszcze głęboko w Azji Środkowej

Dwa dni temu światło dzienne ujrzał projekt ustawy o jawności życia publicznego. Projekt ten zakłada powołanie do polskiego porządku prawnego instytucji tzw. sygnalisty (z ang. "Whistleblower"), czyli kogoś kto otrzymuje specjalną ochronę prawną, gdy ujawni mechanizmy korupcyjne lub patologiczne. Niestety, nie wszystkim to się spodobało. Krzysztof Luft, były członek PO, zasiadający przez 6 lat w KRRiTV z nadania B. Komorowskiego, porównał sygnalistę do donosiciela. Jeszcze dalej poszedł Janusz Kaczmarek, który napisał w tym kontekście, że "lepiej być kurtyzaną niż k..rwą".

(25/10/2017)

 

     Orlen podbija Niemcy i Czechy. Polska firma ma tam coraz więcej stacji oraz jeszcze większe przychody!

PKN Orlen notuje w tym roku rekordowe wyniki. Zysk "na czysto" polskiego giganta petrochemicznego po pierwszym półroczu wyniósł blisko 3,5 mld zł i był aż o 78 proc. wyższy od uzyskanego w analogicznym okresie rok wcześniej. Wspaniałe rezultaty finansowe pozwalają Orlenowi na dalszą ekspansję i to nie tylko na polskim rynku. Polacy (działając pod marką "Star") mają w Niemczech już 580 stacji. Z kolei w Czechach w ciągu ostatniego roku Orlenowi przybyło 41 nowych stacji, a ich łączna liczba osiągnęła pułap 394 obiektów.

(24/10/2017)

 

     Niemców w Polsce jest 150 tys. i mają status mniejszości. Polaków w Niemczech jest 800 tys. i mogą zapomnieć o takim statusie

Żyjących w Polsce osób deklarujących narodowość niemiecką jest około 150 tys. Mają oni oficjalnie status mniejszości narodowej oraz swojego reprezentanta w polskim parlamencie. W Niemczech żyje obecnie około 800 tys. osób, które deklarują narodowość polską (najczęściej mają podwójne obywatelstwo). Mimo to nie mogą oni liczyć na status mniejszości narodowej. Co ciekawe - przed II wojną światową Polaków z Zagłębia Ruhry zaliczano oficjalnie do mniejszości narodowej. Obecnie jednak władze w Berlinie nie chcą słyszeć o takim rozwiązaniu.

(23/10/2017)

 

     Historia z happy endem: Za Tuska LOT był "studnią bez dna" przeznaczoną na sprzedaż. Dziś jest nadal państwowy i generuje miliony zł zysku

Jeszcze nie tak dawno, bo w 2013 roku, ówczesny premier Polski Donald Tusk twierdził, że PLL LOT jest "studnią bez dna", a jedyną realną alternatywą dla scenariusza ciągle powtarzających się kłopotów miała być prywatyzacja. Ledwie 3 lata później LOT przewiózł w ciągu roku rekordową w historii liczbę pasażerów (6,89 mln osób) i za cały rok osiągnął ok. 200 mln zł zysku. W tym roku, od stycznia do lipca osiągnął już ok. 150 mln zł zysku na czysto. Co takiego się stało, że ze "spółki specjalnej troski" LOT stał się wiodącym przewoźnikiem regionu?

(6/09/2017)

 

     Minister w rządzie PiS nie chce ujawnić informacji, bo... tak samo robił B. Komorowski. Ręce opadają

Fundacja "Przestrzeń dla Edukacji" zawnioskowała do Ministerstwa Edukacji Narodowej o ujawnienie listy nazwisk autorów podstaw programowych. MEN uparło się, że z jakiś powodów tego nie zrobi. Poszła skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i ten nakazał MEN ujawnić tę listę. Wczoraj minister Anna Zalewska powiedziała, że nadal tego nie zrobi i powołała się na - uwaga - Bronisława Komorowskiego, który w podobnej sytuacji również tego nie zrobił. Pani minister - nie tędy droga! Dlaczego powtarzacie błędy swoich politycznych przeciwników, którym wyborcy dali już czerwoną kartkę?!

(20/10/2017)

 

     Córka ministra z rządu PO przejmowała kamienice? Nie dziwmy się, że wg elit prawniczych zwroty tych kamienic są "niekonstytucyjne"

Kiedy powoływano Komisję Weryfikacyjną d/s zbadania reprywatyzacji, cała elita prawników III RP usilnie nas przekonywała na antenie TVN24, że "zgodnie z prawem" i "konstytucją" nie można odebrać adwokatom przejętych przez nich kamienic. Słowa te nabierają nowego znaczenia szczególnie teraz, kiedy na jaw wychodzi sprawa córki Zbigniewa Ćwiąkalskiego. W czasie kiedy był on ministrem w rządzie PO-PSL, miała ona wziąć udział w procesie przejęcia kamienicy w centrum Warszawy metodą na kuratora osoby nieznanej z miejsca pobytu, która w rzeczywistości nie żyła od 50 lat.

(20/10/2017)

 

     Wiatraki zrujnują Polskę! Kolejne zagraniczne firmy chcą od nas wielomiliardowych odszkodowań za brak zysków

W tej sprawie skupia się co najmniej kilka patologii ostatnich lat - począwszy od forsowania rozwoju nierentownej zielonej energii, poprzez traktowanie naszego kraju, jako dostarczyciela kapitału, wykorzystywanie neokolonialnych umów o ochronie inwestycji, a skończywszy na niespójnym prawodawstwie serwowanym przez rodzimych posłów. Zagraniczni inwestorzy, którzy chcieli na wiatrakach zarobić sporo pieniędzy ostro się przeliczyli. Tylko w ubiegłym roku farmy wiatrowe wygenerowały aż 3 mld zł strat. Teraz chcą od polskich podatników gigantycznych odszkodowań.

(19/10/2017)

                       

Przegląd wiadomości:

2017: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10

2016: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2015: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2014: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2013: 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu