Blog niewygodne.info.pl stosuje pliki cookies. 

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. 

Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.

  B L O G  

     Powody dyfamacji i oczerniania Polski stają się jasne, gdy popatrzymy przez pryzmat miliardów za mienie bezspadkowe
wpis z dnia 26/04/2018

 

Organizacje żydowskie niemające bezpośredniego związku z ofiarami Holocaustu uważają, że mienie pozostawione przez ofiary Zagłady powinno należeć do nich. Stoi to w sprzeczności z polskim prawem - zarówno tym, które obowiązywało przed wojną, jak i tym które obowiązywało po wojnie (mienie bezspadkowe przechodzi na rzecz Skarbu Państwa). Wymyślono zatem, aby - po pierwsze - umoczyć Polskę w Holocaust (po to była akcja dyfamacyjna), a - po drugie - uruchomić kontakty w USA do wywarcia politycznej presji (i to właśnie się dzieje). Konsekwencje mogą być tragiczne. 

Mało kto wie, że roszczenia ofiar Holocaustu, które po wojnie uzyskały obywatelstwo USA, zostały uregulowane umową międzynarodową między PRL a USA z 16 lipca 1960 r. Zgodnie z jej treścią USA otrzymały od PRL kwotę 40 milionów ówczesnych $. W zamian władze USA przejęły na siebie wszelkie zobowiązania z roszczeń odszkodowawczych ofiar Holocaustu, które pozostawiły majątek w Polsce, a po wojnie otrzymały obywatelstwo USA i zobowiązały się, że nie będą wysuwały, ani popierały żadnych nowych roszczeń. 

Umowa z 16 lipca 1960 r. nie regulowała kwestii tzw. mienia bezspadkowego, czyli nieruchomości, dzieł sztuki, środków finansowych pozostawionych przez obywateli Polski narodowości żydowskiej, którzy zostali zamordowani w czasie II wojny światowej i nie pozostawili po sobie spadkobierców. Umowa między USA a PRL tego nie regulowała, bo nie musiała. Obowiązywało bowiem polskie prawo cywilne, zgodnie z którym mienie bezspadkowe finalnie przechodziło na rzecz Skarbu Państwa. 

Teorie, jakoby miało być inaczej pojawiły się dopiero na początku lat 90-tych, w środowisku Światowego Kongresu Żydów. Organizacja ta zaczęła forsować pogląd, jakoby mienie bezspadkowe pozostawione przez ofiary Zagłady powinno należeć do nich (ewentualnie powinni oni otrzymać stosowne rekompensaty finansowe). W tym celu Światowy Kongres Żydów powołał nawet specjalną organizację, tj. World Jewish Restitution Organization (WJRO).

Niewątpliwym sukcesem WJRO było podpisanie w 2009 r. tzw. Deklaracji Terezińskiej. Dokument ten wprowadził do obrotu międzynarodowego pojęcie własności bezspadkowej ("heirlees property"). Na tej podstawie podmioty żydowskie niemające bezpośredniego związku z ofiarami Zagłady coraz częściej zaczęły sobie przypisywać prawo do wspomnianego mienia. 

Jak jednak ugryźć temat w Polsce, gdzie takiego mienia było najwięcej, a jednocześnie obowiązujące prawo dosyć precyzyjnie określało jego status własnościowy? Po pierwsze trzeba umoczyć Polskę we współudział w Holocauście, a z samej Polski zrobić kraj nieomal neonazistowski. Po to właśnie propagowano fake-newsy o "marszu 60 tys. faszystów", czy o Warszawie, jako "stolicy europejskiego nazizmu". Po to forsowano bez umiaru historię o neonazistach z lasu, tak jakoby stanowili oni co najmniej realne zagrożenie dla funkcjonowania państwa. Po to w końcu Izrael odpalił międzynarodową akcję dyfamacyjną, z której wynikało, że Polska nie tylko neguje Holocaust, ale w istocie była jego współorganizatorem. 

Chodziło o pokazanie, że nad Polską nie ma co się litować, szczególnie, że to kraj neofaszystowski, a roszczenia organizacji żydowskich powinny być uwzględnione. Przekaz okazał się być niezwykle skuteczny. Podziałał szczególnie na członków amerykańskiego Kongresu, którzy najpierw listem otwartym wezwali rząd Mateusza Morawieckiego do restytucji żydowskiego mienia, a wczoraj - przez aklamację (!) - przyjęli ustawę "Justice for Uncompensated Survivors Today" (w skrócie: JUST), która obliguje Departamentu Stanu do tworzenia corocznego raportu dla Kongresu w/s realizacji ustaleń zawartych w Deklaracji Terezińskiej (a przypomnijmy - akt ten odnosi się również do własności bezspadkowej).

Gra toczy się potencjalnie o roszczenia warte dziesiątki miliardów złotych, dlatego każde ciosy były, są i będą dozwolone. Zupełnie prawdopodobna może być sytuacja, w której ustawa JUST stanie się narzędziem politycznego nacisku. Pisałem o tym wczoraj, ale nie zaszkodzi powtórzyć. Amerykańska administracja może pewnego dnia powiedzieć tak: "Nie będziecie wypłacać organizacjom żydowskim odszkodowań za mienie bezspadkowe? OK, ale jednocześnie w razie "W" nie będziecie mogli liczyć na nasze militarne wsparcie, naszych żołnierzy, którzy stacjonują na Mazurach przerzucimy z powrotem do Niemiec". Podejrzewam, że tak postawiony szantaż, przy skoordynowanej, agresywnej postawie Rosji, może być bardzo skuteczny i znacząco przybliży sukces różnego rodzaju podmiotów żydowskich niemających bezpośredniego związku z ofiarami Zagłady, w zakresie wielomiliardowych restytucji za mienie bezspadkowe.

 

Źródło: USA: Izba Reprezentantów przyjęła ustawę JUST ws. zwrotu mienia ofiar Holokaustu (Stooq.pl)
Źródło: Tammy Baldwin (Senate.gov)
Źródło: USA: senatorowie apelują do Premiera RP o przyjęcie "sprawiedliwej" ustawy reprywatyzacyjnej (PolskieRadio.pl)

Źródło: Leszek Miller (Twitter.com)

wpis z dnia 26/04/2018

  


r e k l a m y


  

     Wysokie odszkodowania za wiatraki i roszczenia dot. mienia bezspadkowego - ktoś chce wyciągnąć z Polski grube miliardy
wpis z dnia 25/04/2018

 

Amerykanie z firmy Invenergy chcą pozwać Polskę przed międzynarodowy arbitraż. Chodzi o wiatraki, a dokładnie o to, że w naszym kraju farmy wiatrowe przestały być bezwzględnie dochodowe. W październiku ub.r. szacowali swoje roszczenia na równowartość ok. 2,51 mld zł. Ale to nie wszystko. Coraz częściej mówi się również o roszczeniach międzynarodowych organizacji, które chcą odszkodowań za tzw. pożydowskie mienie bezspadkowe. Tutaj jednak kwoty potencjalnych roszczeń szacowane są na dziesiątki miliardów złotych!

Invenergy to koncern z USA, działający głównie w branży energii odnawialnej (farmy wiatrowe, fotowoltaika) oraz w sektorze gazowy i magazynowania energii. W 2010 roku Amerykanie podpisali ze spółką Polska Energia - Pierwsza Kompania Handlowa Sp. z o.o. (w skrócie: "PE-PKH", która była w całości kontrolowana przez Tauron) 15-letnią umowę na sprzedaż energii elektrycznej i zielonych certyfikatów produkowanych przez farmy wiatrowe należące do Invenergy. Problematyczne w tej umowie było porozumienie w zakresie ceny odsprzedaży energii wyprodukowanej przez Amerykanów. PE-PKH zgodziła się bowiem, aby cena zakupu energii od Invenergy była niższa o 15-20 proc. od ówczesnych cen rynkowych, lecz w zamian miała być niezmienna przez - uwaga - 15 lat! 

Problemy zaczęły się już w 2012 roku kiedy ceny "zielonej energii" w Polsce zaczęły drastycznie spadać. W ciągu roku obniżyły się one o ponad 70 proc. i nagle PE-PKH znalazło się w czarnej d... ze swoim "stałym" kontraktem z Invenergy, na dostawy zielonej energii po zupełnie już nieaktualnej cenie. Tauron (jako właściciel PE-PKH) rozpoczął próby zmiany kontraktu z Amerykanami, tak aby dostosować go do nowych realiów. Niestety, nie przyniosło to rezultatu, dlatego władze spółki postawiły PE-PKH w... stan likwidacji (2014 rok), tak aby umowy zawarte z Amerykanami w 2010 roku przestały obowiązywać. To rozsierdziło Amerykanów, którzy czując się pozbawieni gigantycznego zarobku, postanowili walczyć o wysokie odszkodowanie od Skarbu Państwa. Co ciekawe - w kontaktach z Ministerstwem Energii przedstawiciele spółki Invenergy powoływali się na ustawę o inwestycjach w elektrownie wiatrowe z 2016 r., wprowadzającą wyższe podatki dla wiatraków i blokującą możliwość rozwoju nowych farm, a także na nowelę ustawy o odnawialnych źródłach z 2017 r., które miały zdestabilizować otoczenie regulacyjne dla inwestujących w energię odnawialną w Polsce.

W październiku ub.r. pojawiły się informacje jakoby Invenergy chciało od Polski kwotę 700 mln dolarów odszkodowania (równowartość ok. 2,5 mld zł). 

Powyższe odszkodowanie może być jednak tylko drobną wypłatą, jeśli uwzględnimy coraz częściej pojawiające się w obiegu publicznym roszczenia międzynarodowych organizacji w zakresie tzw. pożydowskiego mienia bezspadkowego. Przypomnijmy, że miesiąc temu 59 amerykańskich senatorów opublikowało list otwarty, w którym wzywali oni polski rząd do przyjęcia ustawy umożliwiającej wypłacenie rekompensat za pożydowskie mienie bezprawnie przejęte przez nazistów, a następnie znacjonalizowane przez komunistów. Co istotne - płatnikami tych rekompensat mieliby być polscy podatnicy, którzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za decyzje podejmowane w latach 1939-1956 w Berlinie i Moskwie (!).

Gdyby polskie władze posłuchały amerykańskich senatorów i zgodziły się na wprowadzenie ustawy uwzględniającej postulaty Światowej Organizacji ds. Restytucji Mienia Żydowskiego (WJRO) czy Światowego Kongresu Żydów (rekompensaty również za tzw. mienie bezspadkowe, należące przed wojną do Żydów, którzy nie przeżyli Holocaustu i nie pozostawili spadkobierców), to z polskiego budżetu można by wyciągnąć nawet kilkadziesiąt miliardów złotych.

Wczoraj w amerykańskiej Izbie Reprezentantów głosowano nad ustawą pt. "Justice for Uncompensated Survivors Today Act". Nakazuje ona Departamentowi Stanu stałe raportowanie do Kongresu, które kraje nie wywiązują się z "obowiązku restytucji mienia nielegalnie przejętego w czasie Holokaustu i przez rządy komunistyczne". 

Mając na względzie powyższe zupełnie prawdopodobna może być sytuacja, w której wspomniany "obowiązek restytucji" może być narzędziem nacisku. Amerykańska administracja może pewnego dnia powiedzieć tak: "Nie będziecie wypłacać odszkodowań? OK, ale jednocześnie nie będziecie mogli liczyć na nasze militarne wsparcie, a swoich żołnierzy, którzy stacjonują na Mazurach przerzucimy z powrotem do Niemiec". Podejrzewam, że tak postawiony szantaż, przy skoordynowanej, agresywnej postawie Rosji, może być bardzo skuteczny i uruchomi potężny potok kasy na restytucje, roszczenia i odszkodowania.

 

Źródło: Rząd pozwany za wiatraki (Rp.pl)
Źródło: Tammy Baldwin (Senate.gov)

wpis z dnia 25/04/2018

  


r e k l a m y


     

     Wszystkie "konstytucje dla biznesu" będą nic nie warte, jeśli fiskus nadal będzie niszczył przedsiębiorców swoimi zabójczymi interpretacjami
wpis z dnia 24/04/2018

 

Prawo podatkowe w Polsce jest niezwykle skomplikowane. Potwierdzeniem tego faktu są oficjalne statystyki w zakresie liczby indywidualnych interpretacji podatkowych. Od 2003 roku urzędy skarbowe wydały ich ponad 330 tys.! Jedna interpretacja mogła zaprzeczać drugiej, zmieniać stosowanie prawa o 180 stopni lub - co gorsze - sięgać swoimi konsekwencjami w przeszłość. Niestety, ostatnie historie o tym, jak to fiskus chce dopłat za pięć lat wstecz od informatyków, którzy wcześniej korzystali z 50-proc. kosztów w PIT, pokazują że w istocie nic się nie zmienia...

Prawo podatkowe winno być bowiem na tyle proste i jasne, by nie musiało być interpretowane przez urzędników. Niestety, nie żyjemy w świecie idealnym, mnogość ustaw i przepisów generuje wiele "pól szarości", kiedy nie wiadomo jak się zachować i ile podatku zapłacić. Przedsiębiorcy, zamiast skupiać się na rozwoju swojego biznesu, nieraz toczą z fiskusem krwawą i męczącą walkę o każdą złotówkę.

Zachodniopomorski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie (ZZMiUW) zorganizował przetarg na konserwację cieków naturalnych oraz kanałów stanowiących urządzenia melioracji wodnych. Co istotne - w specyfikacji istotnych warunków zamówienia usługi te zostały oznaczone jako opodatkowane stawką 8-proc. VAT. Przetarg wygrała firma "X", która rozliczyła się według stawki 8 proc. VAT (tak, jak wskazano w specyfikacji warunków przygotowanych przez jednostkę Skarbu Państwa, jaką jest ZZMiUW).

Problem polega na tym, że urzędnicy skarbowi uznali, iż wspomniana firma "X" powinna się rozliczać według dwóch stawek (8 i 23 proc.), a nie tak, jak wskazano w specyfikacji warunków, według jednej niższej stawki. Fiskus wprost potwierdził, że informacja przekazywana przez jednostkę Skarbu Państwa oferentom w warunkach przetargu była błędna, ale konsekwencje (w postaci dopłaty wielu milionów złotych zaległego podatku) winna ponieść firma, która przetarg wygrała.

Inny przykład z ostatnich dni, to sprawa informatyków i inżynierów, którzy odliczali 50 proc. koszty uzyskania przychodu od honorariów z praw autorskich, a dzięki temu płacili niższy PIT. Robili to na podstawie obowiązującej przez kilka lat i korzystnej dla nich interpretacji podatkowej fiskusa, która jednak w ostatnim czasie uległa zmianie. Efekt tego jest taki, że dziś muszą dopłacać PIT za pięć poprzednich lat podatkowych.

Powyższe problemy nie istniałyby, gdyby obowiązujące podatki oraz zasady ich stosowania były maksymalnie proste i pozbawione wyjątków generujących interpretacyjne "szare pola". W tym kontekście premier Morawiecki może sobie mówić o różnych "konstytucjach dla biznesu". Póki jednak nie nastąpi realne uproszczenie systemu podatkowego, póki przedsiębiorcy będą musieli uwzględniać w swojej działalności różnego rodzaju podatkowe patologie (takie jak wydawanie różniących się, a często sprzecznych ze sobą, interpretacji), póty najpiękniej brzmiące deklaracje i plany polityków będą tylko pustym, pijarowym wabikiem dla betonowego elektoratu.

 

Źródło: Fiskus chce dopłat za pięć lat wstecz od informatyków, którzy korzystali z 50-proc. kosztów w PIT (Rp.pl)
Źródło: Fiskus szuka podatku nawet w rowach (Interia.pl)

wpis z dnia 24/04/2018

   


  

     Chcieli wykończyć polską konkurencję w Danii. Wymyślili, że nasza żywność jest szkodliwa i zabija (!)
wpis z dnia 23/04/2018

 

W ostatnich latach polskie firmy stały się potęgą w eksporcie łososia wędzonego (w 2016 r. wartość eksportu = 6,5 mld zł). Firma BK Salmon z woj. pomorskiego dostarczała go na rynek duński. W sierpniu ub.r. w duńskich mediach pojawiła się informacja, że 1 osoba zmarła, a 2 inne poważnie się zatruły, po tym jak zjadły łososia z Polski. Kilka miesięcy później duńskie władze sanitarne jednoznacznie wykluczyły, aby powodem śmierci i zachorowań były produkty z polskiej firmy. Cóż jednak z tego - BK Salmon stracił do tego czasu wszystkie kontrakty w Danii.

Raport Warsaw Enterprise Institut (WEI) na temat barier i utrudnień dla polskich firm w UE wskazuje, iż w debacie publicznej i mediach na zachodzie Europy nie raz podważa się jakość, a czasami także bezpieczeństwo produktów pochodzących z Polski. Tego typu działania polegają głównie na nagłaśnianiu i wyolbrzymianiu skali rzekomych zagrożeń związanych z polską żywnością: - "W licznych kampaniach informacyjnych czy marketingowych (stanowiących klasyczny przykład tzw. czarnego PR) następują bezpośrednie ataki na polskich producentów żywności i jakość produktów z branży spożywczej. Tymczasem faktycznym powodem takich ataków jest obawa przed konkurencyjnością polskich firm i napływem
rzeczywiście tańszej, polskiej żywności" - czytamy w raporcie WEI.

Historia firmy BK Salmon jest potwierdzeniem uwag poczynionych przez WEI. Pokazuje ona jak czarnym pijarem i oszczerstwami można wykończyć konkurencję z Polski, która przebojem wdarła się na rynki unijne i coraz lepiej sobie tam radziła.

Polska firma z Żelistrzewa (województwo pomorskie) zajmuje się przede wszystkim wędzeniem łososia norweskiego. Spora część ich produktów jest eksportowana (na marginesie warto wspomnieć, że w 2016 r. wartość eksportu łososia wędzonego wyniosła ok. 6,5 mld zł). BK Salmon miała podpisane kontrakty z Dansk Supermarked Group (DSG) - operatorem znajdujących się na terenie Danii sklepów Netto, Fotex, Bilska czy Salling. Wszystko jednak do czasu. Pod koniec sierpnia 2017 r. w Danii wybuchła afera w związku ze śmiercią 1 osoby i zatruciem 2 kolejnych. Duńskie media informowały, że wszystkie te osoby zjadły wędzonego łososia wyprodukowanego w Polsce przez BK Salmon, który miał zawierać w sobie bakterię listerii. 

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Dansk Supermarked Group (DSG) natychmiastowo i całkowicie zerwała współpracę z BK Salmon, a polska żywność została napiętnowana jako "gorsza" i "niebezpieczna". 

Co istotne - po kilku miesiącach duńskie władze sanitarne opublikowały wyniki badań przeprowadzonych na obecność szczepów bakterii. Badania jednoznacznie wykazały, że powodem śmierci i zachorowań nie były produkty z polskiej firmy. Cóż jednak z tego - BK Salmon stracił wszystkie kontrakty biznesowe w Danii, a straty wizerunkowe dla polskiej żywności spowodowane rozdmuchaniem przez duńskie media afery w oparciu o zupełnie niesprawdzone źródła informacji mogą być liczone w miliardach euro (o sprawie było bowiem głośno nie tylko w Danii, ale również w innych państwach UE). 

 

Polskie firmy straciły. Ktoś inny jednak zyskał, gdyż unijny rynek nie lubi próżni...

 

Źródło: Bariery i utrudnienia dla polskich firm w Unii Europejskiej (WEI.org.pl)
Źródło: BK Salmon komentuje sprawę zatruć w Danii (PortalSpozywczy.pl)

 

wpis z dnia 23/04/2018

  


  

     J. Kaczyński (2011): "Ponad połowa ceny benzyny to podatki. Ja obniżyłbym akcyzę, ale do tego trzeba odwagi"
wpis z dnia 20/04/2018

 

Prezes PiS Jarosław Kaczyński w sierpniu 2011 roku wyraził się w sposób klarowny: – "Ponad połowa ceny benzyny to podatki. Rząd może je zmniejszyć. Ja obniżyłbym akcyzę, przez co spadłyby ceny benzyny, ale do tego trzeba odwagi i odpowiedzialności". Obecnie, mimo iż PiS rządzi już 2,5 roku i decyduje o wszystkim, nadal nie widać wspominanej przez prezesa "odwagi i odpowiedzialności" do forsowania obniżek. Zamiast tego mamy próby podbicia ceny paliwa nowymi podatkami. Najpierw tzw. podatkiem drogowym, a jak to nie wyszło - nową opłatą emisyjną. 

Fakty są następujące - cena kupowanego w Polsce paliwa jest istotnie wypaczona przez mnogość i wysokość naliczonych przy okazji podatków. VAT, podatek akcyzowy, opłata paliwowa czy zapasowa przyczyniają się do tego, że rachunek za tankowanie na stacji rośnie o minimum 110 proc. (w relacji do ceny nie zawierającej podatków).

Pod tym względem racje miała premier Beata Szydło, która w 2016 roku powiedziała, iż podnoszenie podatków nie jest dobrym sposobem na rozwój gospodarczy. Jednocześnie potwierdziła, że rząd PiS nie będzie tego robił.

Deklaracje jedno, rzeczywistość drugie. Na początku kwietnia do Sejmu wpłynął projekt ustawy o zmianie ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych oraz niektórych innych ustaw, który zawiera on w sobie przepisy wprowadzające nowy podatek - opłatę emisyjną. Jej stawka miałaby wynieść 80 zł za 1000 litrów - zarówno dla benzyn silnikowych jak i olejów napędowych. W praktyce oznacza to podwyżkę rzędu 10 groszy na każdym litrze paliwa (8 groszy opłaty emisyjnej + 2 grosze VAT). Część z tej kwoty miałaby trafić do nowoutworzonego, specjalnego Funduszu Niskoemisyjnego Transportu, który miałby się zajmować "systemowym wsparciem dla rozwoju rynku oraz infrastruktury paliw alternatywnych w transporcie w związku ze zobowiązaniami Polski, wyznaczonymi w dyrektywie ws. wspierania rozwoju rynku i infrastruktury paliw alternatywnych" (czytaj: mrzonki o milionie elektrycznych pojazdów do 2025 roku).

Warto odnotować, że to nie pierwsza próba PiS podniesienia podatków płaconych w cenie paliwa. 6 lipca 2017 roku do Sejmu wpłynął projekt ustawy powołujący Fundusz Dróg Samorządowych (druk sejmowy nr 1712). W celu jego finansowania uznano, iż tankujący legalnie paliwa będą mieli obowiązek płacenia nowej opłaty drogowej. Finalnie jednak okazało się, że projekt tej ustawy trafił do kosza, a opłata drogowa nie weszła w życie.

Powstaje pytanie - jak się mają projekty ustaw forsujące nowe podatki (opłata drogowa, opłata emisyjna) do bardzo klarownej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego z 2011 roku, w której to stwierdził, że (gdyby rządził) obniżyłby podatki doliczane do ceny benzyny? Kiedy u partii rządzącej pojawi się wywoływana przez jej prezesa "odwaga i odpowiedzialność" do przeforsowania takich zmian, które doprowadzą do obniżenia ceny paliwa?

 

Źródło: Opłata drogowa to nie wszystko. PiS już wcześniej okłamywało Polaków ws. podatków (Newsweek.pl)
Źródło: Rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych oraz niektórych innych ustaw (Sejm.gov.pl) 

wpis z dnia 20/04/2018

   


  

     Milion aut elektrycznych rządu PiS do 2025 roku będzie jak elektrownia atomowa rządu PO do 2020 roku
wpis z dnia 19/04/2018

 

Jednym z pomysłów rządu PiS było wprowadzenie Polski do grona państw "elektromobilnych". Zgodnie z planem auta elektryczne winny przebojem wedrzeć się na polski rynek i polskie drogi, a pomóc w osiągnięciu tego celu miała założona w 2016 roku spółka ElectroMobility Poland. Po upływie ponad 1,5 roku od powołania jej do życia (w tym celu kasę wyłożyły państwowe PGE, Tauron, Enea i Energa), wizja miliona "elektryków" jeżdżących po Polsce w 2025 roku nadal pozostaje tylko wizją i coraz bardziej upodabnia się do pomysłu "ATOM 2020" forsowanego przez PO. 

Przypomnijmy - 13 stycznia 2009 roku rząd Tuska, w blasku fleszy i przy sporym zainteresowaniu mediów, przyjął uchwałę, zgodnie z którą do 2020 roku miał wybudować pierwszą polską elektrownie atomową. W tym celu ówczesne władze powołały specjalne spółki wraz z zarządami i radami nadzorczymi oraz utworzyły stanowisko pełnomocnika rządu ds. budowy elektrowni atomowej. 

Nikt wówczas (2009 rok) nie spodziewał się, że hasło "pierwszej polskiej elektrowni atomowej" będzie jedynie pustą narracją, kolorowym wabikiem dla mediów i platformianego elektoratu, wymysłem czysto politycznym, który da ciepłe posadki i wymiernie korzyści dla stosunkowo wąskiej grupy ludzi. Warto podkreślić, że "projekt atomowy" trwa już 9 lat i - jak do tej pory - pochłonął 958 milionów złotych, a mimo to nadal nie znamy nawet lokalizacji, w jakiej miałaby powstać pierwsza polska siłownia jądrowa.

Im dłużej przypominam sobie wymyśloną przez Tuska historię "polskiego atomu", co to miał być do 2020 roku, z tym większym niepokojem spoglądam na projekt "miliona aut elektrycznych" do 2025 roku. Koncept rozwoju elektromobilności miał być jednym z "kół zamachowych" polskiej gospodarki oraz polskiej innowacyjności wg PiS. Zakładał on, że do 2025 roku po polskich drogach jeździć będzie milion samochodów elektrycznych (to nic, że aby zasilić taką flotę pojazdów elektrycznych potrzeba dodatkowej podaży energii na poziomie 4,3 TWh, której obcenie nikt nie jest w stanie w naszym kraju wyprodukować).

Aby projekt "miliona aut" był możliwy do zrealizowania w październiku 2016 r. powołano - tak, jak w przypadku elektrowni atomowej - specjalną spółkę celową, którą nazwano ElectroMobility Poland. Na stronie internetowej tej spółki czytamy, że jej misją jest "budowa spójnego ekosystemu elektromobilności w Polsce", a głównym celem "opracowanie koncepcji polskiego samochodu elektrycznego". Ponadto ElectroMobility Poland planuje "stworzyć podstawy dla powstania nowego rynku w Polsce i stać się częścią globalnego przemysłu pojazdów elektrycznych".

Wszystko brzmi pięknie. Problem w tym, że od momentu powołania spółki do życia minęło już ponad 18 miesięcy. W tym czasie spółka przeprowadziła konkurs na wizualizację pierwszego polskiego pojazdu elektrycznego i... w sumie to by było na tyle. Kolejnym krokiem ma być "wyłonienie partnerów, których zadaniem w postępowaniu na budowę prototypu było opracowanie koncepcji technicznej i biznesowej samochodu elektrycznego, umożliwiającej jego przyszłą produkowalność". Kiedy to jednak nastąpi? Dokładnie nie wiadomo.

To wszystko sprawia, że zaczynam dostrzegać analogię między "milionem elektryków" do 2025 roku a "projektem atomowym", który miał być ukończony w 2020 roku. Czy rządowy "Plan Rozwoju Elektromobilności" będzie tylko pustą narracją, kolorowym wabikiem dla mediów i elektoratu, tak jak pustą narracją oraz wabikiem dla mediów i elektoratu okazała się być elektrownia atomowa Tuska? Niestety, są podstawy do tego, aby tak twierdzić.

 

Źródło: Piotr Zaremba nowym prezesem ElectroMobility Poland (businessinsider.com.pl)
Źródło: Elektromobilność w Polsce (emobilitypoland.pl)
Źródło: Jest dyrektor zarządzający ElectroMobility Poland (Cire.pl)

wpis z dnia 19/04/2018

   


  

     Władza zapowiada obniżenie CIT dla przedsiębiorców. Po cichu jednak będzie podwyższać VAT dla 180 kategorii produktów!
wpis z dnia 18/04/2018

 

Premier Morawiecki ogłosił kilka dni temu, że obniży podatek CIT z 15 do 9 proc. W rzeczywistości zmiana ta będzie się odnosić do stosunkowo niewielkiej grupy mikroprzedsiębiorców. To jednak nie ma znaczenia. Ważne jest bowiem to, że narracja o "obniżce CIT" przykryje planowaną podwyżkę stawek VAT (z 8 do 23 proc.) dla 180 kategorii produktów, która przyczyni się do tego, że w całkowitym bilansie podatkowym zapłacimy więcej, niż obecnie. O tym jednak we Wiadomościach TVP raczej już nie usłyszymy.

Żeby była jasność - każda propozycja obniżenia podatków, nawet symboliczna i odnosząca się tylko do określonej grupy płatników jest dobra. Pod tym względem premierowi Mateuszowi Morawieckiemu należą się brawa za zapowiedzi obniżenia CIT-u dla małych firm z 15 do 9 proc. To, że zmiana będzie dotyczyć stosunkowo niewielkiej grupy mikroprzedsiębiorców (większość bowiem rozlicza się według PIT, a nie CIT) nie ma tutaj znaczenia. 

Problemy zaczynają się, kiedy na temat podatków spojrzymy nieco szerzej. Otóż w dwa dni po ogłoszeniu przez premiera Morawieckiego obniżek podatku CIT, do gry wkracza wiceminister finansów Paweł Gruza. Na otwarciu II Kongresu Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan oświadczył on, że resort finansów planuje zmniejszenie liczby towarów z obniżoną stawką podatku VAT. 

- "Jest zidentyfikowanych 240 kategorii, które mają przywilej stawki obniżonej i chcemy zredukować to czterokrotnie, do mniej więcej 60" - stwierdził Gruza. 

No cóż - jeśli zapowiadana przez wiceministra Gruzę zmiana wejdzie w życie i ceny ok. 180 kategorii produktów wzrosną (wszak wzrośnie stawka VAT z poziomu 8 proc. do 23 proc.), to obawiam się, że w całkowitym bilansie podatkowym (uwzględniając nawet obniżkę CIT dla mikroprzedsiębiorców w wersji proponowanej przez premiera Morawieckiego) i tak zapłacimy więcej, niż mniej. 

Oczywiście prorządowe media głównego nurtu, pokroju Wiadomości TVP czy serwisów internetowych wPolityce / Niezależna, raczej nie będą punktować władzy za wspomnianą podatkową niekonsekwencję (z jednej strony obniżka CIT dla wybranych, z drugiej podwyżka VAT dla wszystkich). Więcej - obawiam się, że spora grupa osób, przytłoczona wiadomościami o "entuzjastycznie przyjętej obniżce CIT", nawet nie będzie miała okazji się dowiedzieć, że doszło do podwyższenia płaconych przez nich podatków. Niestety, obserwując dotychczasowe poczynania obecnej władzy na odcinku propagandy wcale nie wykluczałbym takiego scenariusza.

 

Źródło: Gruza: będzie zmniejszenie liczby towarów z obniżoną stawką VAT (Pap.pl)
Źródło: Z obniżką CIT-u przez premiera Morawieckiego jest jeden poważny problem (businessinsider.com.pl)

wpis z dnia 18/04/2018

   


   

     Serbia przez 25 lat będzie płacić żydowskim organizacjom odszkodowania za tzw. mienie bezspadkowe. Dla Polski to bardzo groźny precedens
wpis z dnia 17/04/2018

 

Dopiero teraz dochodzi do nas jak bardzo niebezpieczna dla polskiej racji stanu jest podpisana w 2009 roku przez rząd D. Tuska tzw. Deklaracja Terezińska. Dokument ten sam w sobie nie ma mocy prawnej. Problem w tym, że ekipa Tuska podpisując go uwiarygodniła roszczenia Światowego Kongresu Żydów w zakresie tzw. mienia bezspadkowego (dobrowolnie przyznała bowiem, że kwestia ta istnieje i nie jest uregulowana). Serbia również podpisała tę deklarację. Efekt jest taki, że dziś - jako pierwszy kraj w Europie - płaci żydowskim organizacjom wysokie odszkodowania.

Przypomnijmy - w czerwcu 2009 roku w Pradze i Terezinie w Czechach odbyła się międzynarodowa konferencja z udziałem przedstawicieli 46 państw (reprezentantem polskiego rządu był Władysław Bartoszewski). Na konferencji tej rozmawiano m.in. o kwestiach zwrotu nieruchomości należących przed wojną do Żydów, którzy zostali zabici przez Niemców w trakcie Holocaustu. Zakończyła się ona podpisaniem tzw. Deklaracji Terezińskiej - dokumentu, który nie miał żadnej mocy prawnej w relacjach międzynarodowych, ale zasygnalizował, że problem zwrotu mienia i nieruchomości należących przed wojną do Żydów nadal istnieje, a państwa-sygnatariusze Deklaracji będą robić wszystko, aby wdrożyć do swojego prawodawstwa odpowiednie regulacje, które rozwiążą m.in. kwestie tzw. mienia bezspadkowego.

Warto zauważyć, że w kontrze do postanowień Deklaracji Terezińskiej stał ubiegłoroczny projekt tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej, która raz na zawsze miała rozstrzygnąć kwestie finansowych rekompensat za mienie bezprawnie przejęte przez nazistów, a następnie znacjonalizowane przez komunistów (projekt przewidywał m.in. ograniczenie prawa do dziedziczenia roszczeń tylko do najbliższych krewnych pierwotnych właścicieli w linii prostej [tj. dzieci / rodzice] oraz wykluczenie możliwości reprywatyzacji tzw. mienia bezspadkowego).

Wspomniany projekt rozwścieczył przedstawicieli World Jewish Restitution Organization (WJRO) - organizacji utworzonej w 1992 przez World Jewish Congress w celu pomocy w odzyskaniu mienia żydowskiego w Europie (z wyjątkiem Niemiec i Austrii). Żydom skupionym w WJRO nie podobało się szczególnie wykluczenie możliwości reprywatyzacji tzw. mienia bezspadkowego. Wkrótce później Izrael rozpętał prawdziwą wojnę informacyjną, w której oskarżył Polskę o kwestionowanie Holocaustu i współudział w zbrodni dokonanej na Żydach podczas II wojny światowej. Efekt był taki, że rząd PiS rakiem wycofał się z projektu dużej ustawy reprywatyzacyjnej. 

W kontekście powyższego warto przypomnieć o kazusie innego sygnatariusza Deklaracji Terezińskiej - Serbii. Otóż to bałkańskie państwo zdecydowało porozumieć się z Izraelem, USA i World Jewish Restitution Organization i postanowiło, że począwszy od 2017 roku przez kolejnych 25 lat będzie wypłacać po 950 tys. euro rocznie na rzecz "serbskiej społeczności żydowskiej". Kwota ta ma ostatecznie i definitywnie zamknąć temat restytucji pożydowskiego mienia w Serbii.

Problem w przypadku Polski polega na tym, że analogiczne porozumienie się w zakresie "zwrotu" bezspadkowego mienia musiałoby uwzględnić kwoty o kilkaset (jeśli nie kilka tysięcy) razy większe niż serbskie 950 tys. euro w skali roku.

 

Źródło: United States Welcomes Serbia’s Passage of Holocaust Restitution Law (RS.USembassy.gov)

wpis z dnia 17/04/2018

   


  

     Wśród 10 największych elektrowni węglowych UE, aż 7 leży w RFN. W tej stawce odpowiadają one za 69 proc. emisji
wpis z dnia 16/04/2018

 

Niemiecka energetyka węglem brunatnym stoi. Do takich wniosków można dojść przeglądając ranking 10 największych elektrowni węglowych w UE emitujących najwięcej gazów cieplarnianych do atmosfery. Choć pierwsze miejsce zajmuje w nim elektrownia w Bełchatowie (37,6 mln ton emisji w 2017), to kolejnych sześć miejsc należy do elektrowni zlokalizowanych na terytorium RFN, które w 2017 roku wyemitowały łącznie ponad 122 mln ton gazów cieplarnianych. Na 8. miejscu jest elektrownia Kozienice, ale kolejne 9. miejsce znowu przypadło elektrowni z Niemiec. 

Zgodnie z opublikowanym kilka dni temu raportem firmy Sandbag, w Europie po raz pierwszy od siedmiu lat urosły emisje gazów cieplarnianych. Okazuje się, że w 2017 roku przedsiębiorstwa objęte systemem ETS (europejski system handlu uprawnieniami do emisji CO2) wyemitowały łącznie do atmosfery 1,756 miliarda ton CO2 (wynik z wyłączeniem linii lotniczych), oznacza to wzrost o 0,3 procent w porównaniu z 2016 rokiem.

Co istotne - aż 38 procent emisji w ramach systemu ETS pochodziło z elektrowni węglowych. Jednocześnie po raz pierwszy w historii ponad połowa emisji z takich elektrowni pochodziła z elektrowni opalanych węglem brunatnym. W tym kontekście bardzo ciekawie prezentuje się przygotowany przez pracowników firmy Sandbag ranking 10 największych elektrowni węglowych w UE emitujących najwięcej gazów cieplarnianych do atmosfery. Okazuje się, że aż 7 z nich w ubiegłym roku było zlokalizowanych na terytorium RFN, a jednocześnie było opalanych węglem brunatnym:

1. Bełchatów (POL) - 37,6 mln ton CO2 (brunatny)
2. Neurath (GER) - 29,9 mln ton CO2 (brunatny)
3. Niederaussem (GER) - 27,2 mln ton CO2 (brunatny)
4. Janschwalde (GER) - 23,6 mln ton CO2 (brunatny)
5. Weisweiler (GER) - 18,9 mln ton CO2 (brunatny)
6. Schwarze Pumpe (GER) - 11,4 mln ton CO2 (brunatny)
7. Lippendorf (GER) - 11,4 mln ton CO2 (brunatny)
8. Kozienice (POL) - 11,2 mln ton CO2 (kamienny)
9. Boxberg (GER) - 10,6 mln ton CO2 (brunatny)
10. Maritsa East 2 (BUL) - 10,5 mln ton CO2 (brunatny)

Pisałem o tym niedawno, ale w nawiązaniu do wskazanych powyżej wyników nie zaszkodzi powtórzyć. Nasi zachodni sąsiedzi kilka lat temu zapragnęli być europejskim prymusem pod względem odnawialnych źródeł energii. Miały one zastąpić moce największych niemieckich elektrowni węglowych (w tym przede wszystkim tych, które są wymienione w powyższym rankingu). Ambitne plany szlag jednak trafił. Koszty "Energiewende" okazały się być miażdżące, w efekcie czego tempo ograniczania emisji CO2 w Niemczech nie różniło się zbytnio od tempa ograniczania emisji w Polsce. Fakt ten trzeba było jakoś przykryć, stąd wymyślono i rozpropagowano kłamstwo o Polsce jako "największym trucicielu UE".

 

Źródło: Po raz pierwszy od siedmiu lat w Europie rosną emisje gazów cieplarnianych (BiznesAlert.pl)
Źródło: NEW DATA: EU ETS emissions rise for first time in 7 years (SandBag.org.uk)

wpis z dnia 16/04/2018

   


  

     Emerytalna patologia fiskalna: Dlaczego państwo nalicza podatek od kwoty zabranej w podatkach?!
wpis z dnia 13/04/2018

 

Ludzie całe życie płacą do urzędów skarbowych podatki oraz przekazują składki do ZUS. Kiedy po kilkudziesięciu latach pracy w końcu udaje im się osiągnąć wiek emerytalny i zaczynają otrzymywać emeryturę, to nagle okazuje się, że państwo łupie ich po raz drugi raz. Wypłacając emerytury nalicza bowiem podatki od kwot, które emeryt oddał wcześniej w podatkach (!). Ta fiskalna patologia (trzeba nazywać rzeczy po imieniu) trwa już od dłuższego czasu i niestety nic nie wskazuje, aby cokolwiek miało się w tym aspekcie zmienić.

Zgodnie z oficjalnymi informacjami GUS w 2016 roku było w Polsce 6,34 mln emerytów. Przeciętna miesięczna emerytura z wyniosła 2 131,70 zł brutto (czyli ok. 1 767 zł na rękę). Najwyższe świadczenia wypłacano w województwie śląskim (przeciętna miesięczna emerytura wynosiła tam 2 589,60 zł brutto, tj. ok. 2 136 zł na rękę), a najniższe w województwie podkarpackim (1 876,36 zł brutto, tj. ok. 1 561 zł netto).

Wiarygodniejszym wskaźnikiem niż średnia często jest mediana. W przypadku emerytur w 2016 roku wyniosła ona 1 834,40 zł brutto (czyli ok. 1 527 zł netto). To oznacza, że dokładnie połowa świadczeniobiorców (mediana) otrzymywała emeryturę w wysokości mniejszej od wskazanej powyżej kwoty, a druga połowa - wyższą. 

Co istotne - 5,9 proc. emerytów (tj. ok. 374 tys. osób) otrzymywało świadczenia emerytalne niższe niż 50 proc. mediany (tj. poniżej 917,20 zł brutto = 786 zł netto)! 

Dla wszystkich emerytów otrzymujących świadczenia poniżej progu egzystencji (wspomniane 374 tys. osób z emeryturami niższymi od 50 proc. mediany), jak również tych, których świadczenia są głodowe (właściwie cała populacja emerytów otrzymujących mniej od mediany, czyli ok. < 1 500 zł na rękę) ważne jest każde dodatkowe 100 - 200 zł. Niestety, państwo w swojej bezkompromisowej gonitwie za wszelkimi przychodami zabiera im wspomniane pieniądze w podatkach dochodowych, naliczając je od wypłacanych kwot, które przecież już raz stanowiły pobrany podatek. 

To specyficzne opodatkowanie zwracanego podatku (w rozumieniu daniny publicznej, jaką były składki emerytalne) w istocie jest fiskalną patologią. Niestety nic nie wskazuje na to, aby w tym zakresie miało się cokolwiek zmienić. Złożony w ubiegłym roku przez PSL projekt ustawy dotyczący emerytur bez podatku PIT przepadł miesiąc temu w Sejmie i to już podczas pierwszego czytania. Przeciwko tej ustawie było... Prawo i Sprawiedliwość.

 

Źródło: Emerytury i renty w 2016 r. (STAT.gov.pl)
Źródło: Emerytury bez podatku i składek. PiS odrzucił projekt (Money.pl)

wpis z dnia 13/04/2018

                                                                     


    

Starsze wpisy dostępne w archiwum:

2018: 01 | 02 | 03 | 04

2017: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2016: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2015: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2014: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2013: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2012: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

     


 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu

 

 

         


r e k l a m y


 POLECANE INFORMACJE i OPINIE: 

     Rząd ciągle zwiększa zadłużenie Polski. W pierwszym kwartale rosło ono w rekordowym tempie 327 mln zł dziennie!

Rewelacyjne odczyty z roku ubiegłego, kiedy pierwszy raz w historii dług Polski udało się obniżyć, są już tylko wspomnieniem. Początek roku 2018 przyniósł potężne wzrosty zadłużenia, o czym raczej nie usłyszymy w TVP. Tylko w ciągu trzech miesięcy (styczeń - marzec) dług powiększył się nominalnie aż o 29,5 mld zł. To oznacza, że zobowiązania finansowe Polski przyrastały dziennie o kwotę 327 milionów zł! Jeśli takie tempo utrzyma się w kolejnych miesiącach, rok 2018 może się okazać najgorszy w historii pod względem przyrostu salda zadłużenia.

(26/04/2018)

 

     W UE nie ma kary śmierci, nawet wobec morderców. Wyjątek stanowią chore dzieci, które można skazać na śmierć głodową

Malutki Alfie Evans miał umrzeć po kilku minutach od chwili odłączenia aparatury podtrzymującej życie. Okazuje się, że chłopiec żyje i oddycha samodzielnie już ponad dobę. Sąd rodzinny w Manchesterze odrzucił jednak wniosek rodziców Alfiego o zgodę na przewiezienie chłopca do Włoch (specjalnie w tym celu otrzymał włoskie obywatelstwo), gdzie możliwe byłoby jego dalsze podtrzymywanie przy życiu. Sędzia przychylił się do opinii lekarzy, że taki ruch byłby "zbyt niebezpieczny dla zdrowia dziecka" (sic!). Tak, ale śmierć głodowa jest z pewnością lepsza...

(25/04/2018)

 

     Uderzająca amnezja Donalda Tuska. Jakie to znamienne, że oni mało co pamiętają z okresu 2010 - 2012

- "Nie mam tego w pamięci", "Nie interesowałem się tym", "Nie przypominam sobie takich faktów", "Tego typu zdarzenia mogły umknąć mojej pamięci", "Nie umiem precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie" - amnezja Donalda Tuska, jeśli chodzi o rozdzielenie wizyt premiera i prezydenta w Katyniu na 7 i 10 kwietnia 2010 r., jest wręcz uderzająca. Były premier jest niestety kolejnym członkiem platformianego środowiska, którego dotknęła plaga niepamięci. Wcześniej mogliśmy to obserwować w przypadku osób zeznających w/s Amber Gold.

(24/04/2018)

 

     Hipokryci. W 2013 odrzucają projekt podniesienia świadczeń dla opiekunów osób niepełnosprawnych. Dziś pierwsi do rozliczania

W toku polityczno-medialnej nawalanki związanej z protestem opiekunów osób niepełnosprawnych warto przypomnieć, że niektórzy jej uczestnicy z czystej przyzwoitości powinni dziś milczeć. Mam tu na myśli ekipę Platformy Obywatelskiej - obecnie są pierwsi do krytykowania i rozliczania, a powinni zacząć od siebie. Otóż w 2013 roku rząd Tuska negatywnie zaopiniował poselski projekt podniesienia świadczeń dla opiekunów osób niepełnosprawnych. Chwilę później ekipa PO uchwaliła ustawę odbierającą części opiekunom zasiłek wysokości 520 złotych...

(23/04/2018)

 

     Pół tysiąca neonazistów świętowało w niemieckim Ostritz urodziny Hitlera. Czy będzie reakcja, jak w przypadku 5 polskich neonazistów z lasu?

Przypomnijmy - w styczniu TVN przez kilka dni grzał jako "jedynkę" temat pięciu polskich neonazistów z lasu pod Wodzisławiem, którzy świętowali urodziny Hitlera. Lech Wałęsa ogłosił wówczas, że w Polsce mamy faszyzm, a kilka dni później Izrael stwierdził, że nasz kraj neguje Holocaust. Czy obecnie możemy się spodziewać podobnych reakcji na zorganizowany w dniu urodzin Hitlera w niemieckim Ostritz festiwal Schild und Schwert (w skrócie SS), na który zjechało nie 5 (jak w lesie pod Wodzisławiem) lecz ok. 500 neofaszystów?

(23/04/2018)

 

     Mord w Michniowie: Niemcy nie mieli żadnej litości. Najmłodszą ofiarą masakry był spalony żywcem 9-dniowy Stefan Dąbrowa

Rzeź Michniowa przeszła do historii, jako jedna z najokrutniejszych niemieckich pacyfikacji dokonanych na Polakach w czasie II wojny światowej. W dniach 12-13 lipca 1943 roku zostało zamordowanych 204 mieszkańców Michniowa – w tym 102 mężczyzn, 54 kobiety i 48 dzieci. Ofiary były zabijane strzałami z karabinów, rozrywane grantami, palone w stodołach. Najmłodszym zamordowanym był Stefan Dąbrowa. W chwili wrzucenia do ognia miał zaledwie 9 dni. Całkowicie wymordowanych zostało 11 rodzin.

(20/04/2018)



     Oto jak pracują posłowie: od 18 kwietnia do 8 maja w Sejmie nic się nie dzieje. Tak wygląda "długi weekend majowy"

Kalendarz prac parlamentarnych oraz komisji sejmowych jest rzecz jasna dostosowany przerw świątecznych. Problem polega na tym, że czasami nasi posłowie to wykorzystują i przerwy w działalności polskiego parlamentu są nad wyraz długie. Tak będzie właśnie teraz. Przerwa związana z weekendem majowym będzie trwała 20 dni. W tym czasie nie odbędzie się nawet ani jedno posiedzenie jakiejkolwiek komisji sejmowej. A kasa i tak będzie płynąć.

(19/04/2018)

 

     Sprawa Muhammeda al-Durraha. Dlaczego izraelscy snajperzy zamordowali bezbronnego chłopca i ciężko ranili jego ojca?

Kilkanaście dni temu izraelscy snajperzy urządzili masakrę Palestyńczyków zgromadzonych przy płocie na granicy Strefy Gazy. Zginęło 20 osób, a kilkaset zostało rannych (w tym ok. 100 w stanie ciężkim). Warto odnotować, że ten barbarzyński akt nie był pierwszym, podczas którego izraelscy snajperzy zabijali bezbronnych ludzi. W 2000 r. świat obiegły zdjęcia 12-letniego Muhammeda al-Durraha oraz jego ojca. Mimo, iż chłopiec był całkowicie bezbronny i totalnie przerażony, snajperzy postanowili go zabić. Zginął również pracownik medyczny, który próbował mu pomóc.

(18/04/2018)

 

     W zakładach karnych i aresztach PO miała 50 proc. poparcie. Dla posła Gawłowskiego to raczej dobra informacja

Wśród osadzonych w aresztach i zakładach karnych Platforma zawsze miała wysokie poparcie. W 2007 roku aż 76,2 proc. więźniów i aresztantów z całego kraju zagłosowało na partię Donalda Tuska. Cztery lata później (2011 rok) w więzieniach ponownie wygrała PO z wynikiem 35,6 proc. (drugi rezultat osiągnął wówczas Ruch Palikota - 32,2 proc.). W trakcie ostatnich wyborów parlamentarnych (2015 rok) bezkonkurencyjna znowu okazała się Platforma osiągając wśród osadzonych średnio ponad 50 proc. poparcie. Poseł Gawłowski powinien czuć się, jak wśród swojego elektoratu.

(17/04/2018)

 

     Drenaż kapitału ludzkiego: Od czasu wejścia do UE liczba osób w wieku 15-24 lata zmniejszyła się w Polsce z 6,0 do zaledwie 3,8 mln!

Jednym z głównych efektów wejścia Polski do Unii Europejskiej była masowa emigracja ludzi młodych - głównie do Wlk. Brytanii i Irlandii. Jeśli do tego dodamy spadającą (aż do 2016 roku) dzietność polskich rodzin, to nie powinny nas dziwić fatalne statystyki dotyczące osób w wieku 15 - 24 lata. W połowie 2004 roku liczba obywateli naszego kraju w tym właśnie przedziale wiekowym wynosiła blisko 6,0 mln. Po III kwartale 2017 r. liczba ta spadła do poziomu zaledwie 3,8 mln osób (-37 proc.). I to już jest, niestety, prawdziwy dramat demograficzny!

(16/04/2018)

 

     Cały świat słyszał o Schindlerze. Prawie nikt nie słyszał o dr. Łazowskim - Polaku, który uratował 8 tys. Żydów

Ta historia to gotowy materiał na hollywodzki film. Eugeniusz Łazowski najpierw uciekł z sowieckiego transportu na Sybir. Następnie wydostał się z niemieckiego obozu dla jeńców. Ostatecznie osiadł w Stalowej Woli, gdzie jako lekarz PCK wpadł na pomysł, jak uratować tysiące ludzi przed wywózką do obozów śmierci. Zaczął im podawać niegroźną bakterię, która "zakłamywała" wyniki testów (były one identyczne, jak przy zakażeniu śmiertelnym tyfusem). Niemcy widząc skalę "epidemii" wstrzymali ze Stalowej Woli wywózki do obozów koncentracyjnych.

(7/02/2018)

 

     Program PiS w 2015 r.: "Zlikwidujemy gabinety polityczne". Suski w 2018 r.: "Nigdy nie mówiliśmy, że będziemy likwidować"

Kiedy PiS był w opozycji często krytykował rządzącą Platformę Obywatelską za wydawanie ogromnych sum na utrzymanie tzw. gabinetów politycznych i żądał ich likwidacji. – "Nie ma żadnego powodu, by zatrudniać kilkanaście tysięcy pracowników politycznych, bardzo różnie dobieranych" – mówił w marcu 2009 r. prezes PiS Jarosław Kaczyński w kontekście problemu gabinetów politycznych. Punkt widzenia zależy jednak od punktu siedzenia. Marek Suski w udzielonym kilka dni temu wywiadzie stwierdził, że PiS "nigdy nie mówił, że będzie je likwidować".

(13/04/2018)

 

     W "reżimie" węgierskim partia z 12,2% ma w parlamencie 20 posłów na 199. W "demokracji" francuskiej partia z 13,2% ma 8 posłów na 577

Demokracja parlamentarna demokracji parlamentarnej nierówna. Jak się okazuje w stawianej często za wzór demokracji francuskiej partia, która zdobyła w wyborach poparcie 13,2 proc. głosujących (Front Narodowy) wprowadziła do liczącego 577 członków parlamentu zaledwie 8 osób. W krytykowanej na europejskich salonach demokracji węgierskiej partia, która zdobyła w wyborach poparcie 12,25 proc. głosujących (Socjaliści) wprowadziła do parlamentu 20 osób. Co istotne - parlament węgierski liczy 199, a nie 577 członków.

(12/04/2018)

 

     Na Bałtyku zaczepne manewry Rosjan, tymczasem polscy marynarze muszą pływać na okrętach, których średnia wieku wynosi 47 lat!

Decyzja o zakupie nowych okrętów podwodnych dla polskiej Marynarki Wojennej zapadła jeszcze w 2006 r. Była ona motywowana tym, że większość z posiadanych przez nas okrętów (przejętych kilka lat wcześniej od Norwegów z demobilu), to jednostki wysłużone, wyprodukowane w latach 1964-1967, do których nie ma już części zamiennych i które nie mają szans w starciu z jednostkami nowocześniejszymi. Minęło kolejnych 11 lat i nowych okrętów, jak nie było, tak nie ma. Za to średnia wieku jednostek podwodnych na stanie Marynarki Wojennej podskoczyła do 47 lat!

(12/04/2018 / archiwum)

 

     Z wiatrakami cały czas są nowe problemy. Okazuje się, że państwowa spółka ma płacić za to, by nie produkowały prądu!

Tego jeszcze nie było: Polskie Sieci Elektroenergetyczne (spółka odpowiedzialna za przesył energii elektrycznej w Polsce) jest gotowa płacić właścicielom farm wiatrowych za to, aby ich wiatraki nie produkowały prądu! Brzmi absurdalnie, ale u podstaw takiej propozycji leży bardzo poważny problem. Otóż w dni, kiedy zapotrzebowanie na energię jest niskie, a jednocześnie wieje silny wiatr, nie ma gdzie składować wyprodukowanego nadmiaru prądu. Jest to nie lada wyzwanie dla elektrowni konwencjonalnych, a neutralizacja tego problemu generuje spore koszty.

(10/04/2018)

 

     Młody działacz PiS za pracę w ministerstwie, radzie miejskiej i trzech radach nadzorczych zarobił w ciągu roku 229,6 tys. zł!

Sporo ostatnio o finansowych benefitach dla przedstawicieli najwyższych władz państwowych (członków rządu i parlamentarzystów). Przy okazji umykam nam jednak to, ile zarabia tzw. drugi/trzeci szereg polityków związanych z opcją, która akurat znajduje się u władzy. A szkoda, bo okazuje się, że tam to dopiero można nieźle zarobić. Oliwer Kubicki to nieco ponad 30-letni radny PiS. W 2016 roku zatrudniono go w Ministerstwie Sprawiedliwości. Został również członkiem 3 rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Efekt? - 229,6 tys. zł dochodu w ciągu tylko 1 roku!

(9/04/2018)

 

     Wszyscy skupieni na nagrodach, tymczasem do sejmu właśnie wpłynął projekt ustawy podwyższającej ceny paliw!

W dniu kiedy prezes Kaczyński skupił na sobie uwagę wszystkich mediów i komentatorów politycznych, zapowiadając obniżki uposażeń dla posłów oraz członków samorządu terytorialnego, do sejmu - nieomal niezauważony - wpłynął projekt ustawy wprowadzającej opłatę emisyjną. To oznacza, że nadal kontynuowany jest pomysł zabrania w nowym podatku niebagatelnej kwoty 1,7 mld zł, która zasili nowy Fundusz Niskoemisyjnego Transportu i wizje państwa opartego o transport pojazdami elektrycznymi.

(9/04/2018)

 

     Progi podatkowe zamrożone już 10. rok z rzędu. Przez to coraz więcej Polaków musi dziś płacić 32 proc. podatek dochodowy!

Z roku na rok coraz więcej Polaków musi płacić 32 procentowy podatek dochodowy. Jesteśmy coraz bogatsi? - Nie do końca. Okazuje się, że rządzący nami politycy od 10 lat nie aktualizowali kwotowego progu rocznych dochodów, po przekroczeniu którego trzeba płacić 32 proc. podatek. Roczny limit dochodu gwarantujący wejście w tzw. drugi próg podatkowy (wspomniane 32 proc.) wynosi 85 528 zł i od 2009 r. ani drgną. Problem w tym, że w 2009 r wartość pieniądza była inna, średnia krajowa wynosiła 3100 zł i za wspomniane 85,5 tys. zł można było kupić znacznie więcej niż dziś.

(6/04/2018)

 

     Nagrody w rządzie, premie w KRRiTV, zagraniczne delegacje min. Anders - to już prawdziwy korkociąg wizerunkowy PiS

Chyba nikt, razem z Jarosławem Kaczyńskim na czele, nie przewidział, że sprawa nagród będzie miała aż taki impakt na notowania rządu i PiS. Opozycja zrozumiała, że temat finansowych bonusów - które zdaniem premier Szydło "się należały" - działa na wyobraźnie wyborców (PiS stracił 10 pp. poparcia). W efekcie zaczęto wyciągać sprawy różnych innych nagród i delegacji. PiS tłumacząc się, że "za PO też tak było" zapomina, że właśnie to przyczyniło się do wyborczej porażki formacji Donalda Tuska.

(5/04/2018)

 

     Mało znany fakt: To rząd Marka Belki w 2004 r. formalnie potwierdził zrzeczenie się przez Polskę reparacji od Niemiec

Mało znany fakt przypomniany przez prof. Stanisława Żerkę z Instytutu Zachodniego w Poznaniu: zrzeczenia się reparacji przez rząd Bieruta (1953 r.) nie chciał potwierdzić ani rząd Cyrankiewicza w 1970 r., ani rząd Mazowieckiego w 1990 r. (mimo wyraźnych nacisków RFN). Uczynił to dopiero 19 X 2004 r. rząd Marka Belki (szefem MSZ był wówczas W. Cimoszewicz). Co istotne - zrobił to bez żadnych nacisków.

(5/04/2018 - archiwum)

 

     Zadłużenie Polski znowu rośnie w szalonym tempie. Przez pierwsze dwa miesiące roku powiększało się dziennie o blisko 400 mln zł!

Najnowsze odczyty dotyczące wysokości polskiego długu nie nastrajają optymizmem. Po bardzo dobrym 2017 roku, kiedy to zadłużenie Skarbu Państwa pierwszy raz w historii w ciągu roku spadło, początek roku 2018 wygląda źle. A nawet bardzo źle. Okazuje się, że w ciągu dwóch pierwszych miesięcy saldo długu poszybowało w górę o kwotę 23,5 mld zł. To oznacza, że średni przyrost nominalnego zadłużenia kształtował się na poziomie 398,4 mln zł dziennie!

(4/04/2018)

 

     Szokujący wyrok NSA: Zarobki polityków zatrudnionych w spółkach komunalnych muszą pozostać tajne!

Jedną z patologii życia samorządowego w naszym kraju jest nagminne zatrudnianie lokalnych polityków (radnych) w spółkach miejskich i komunalnych. Lokalne układy towarzysko-polityczne tworzą zamknięte kręgi obsadzające dobrze płatne synekury. Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) właśnie orzekł, iż umowa o pracę, zarobki i zakres obowiązków radnego gminnego, który został zatrudniony w spółce komunalnej nie mogą być jawne i dostępne dla zwykłych ludzi. Niestety, wyrok ten jest zaprzeczeniem zasady jawności życia publicznego.

(3/04/2018)

 

     Jeśli gangster dostał od państwa 264 tys. zł zadośćuczynienia za to, że siedział w zbyt małej celi, to ile powinien dostać T. Komenda?

Przypomnijmy - Sąd Okręgowy w Warszawie przyznał w ubiegłym roku Ryszardowi Boguckiemu aż 264 tys. zł zadośćuczynienia za areszt ws. zabójstwa gen. Marka Papały. Bogucki usłyszał w tej sprawie zarzuty w 2003 roku. Później został uniewinniony. Co jednak istotne - w areszcie (a potem w więzieniu) i tak by przebywał, bowiem już od 2001 roku siedział za zabójstwo innej osoby. Mimo to mógł liczyć na 264 tys. zł zadośćuczynienia. Jeśli gangster dostał tyle, to ile powinien otrzymać Tomasz Komenda, który 18 lat przesiedział jako niewinny?

(3/04/2018)

 

     Hollande: "Stwórzmy europejski sojusz wojskowy". Przypomnijmy - w obronie Polski w 1939 r., mimo sojuszu, nie brał udziału ani jeden francuski żołnierz

Były francuski prezydent Francois Hollande kilka dni temu udzielił wywiadu dla "Rzeczpospolitej", w którym namawia Polskę do porzucenia nadziei wiązanych z USA i zachęca do stworzenia swego rodzaju "armii europejskiej" - bliskiego sojuszu wojskowego państw wchodzących w skład UE, który miałby chronić całą Europę przed zewnętrznymi zagrożeniami. Wszystko super i fajnie, ale akurat w kontekście sojuszy z Francją przypomina mi się sytuacja z września 1939 roku. Wówczas zaatakowanej Polsce nie pomógł ani jeden francuski żołnierz.

(30/03/2018 - archiwum)

 

     Prokurator chciał postawić zarzuty Kapicy już w 2014 roku. Wówczas odsunięto go od śledztwa, a Seremet przeniósł sprawę do innej prokuratury!

W kontekście informacji o Jacku Kapicy warto przypomnieć, że już 2014 roku prokurator z białostockiej prokuratury chciał mu postawić zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych w związku z aferą hazardową. Wówczas okazało się to jednak niemożliwe. Prokurator ten został bowiem szybko odsunięty od śledztwa, a Prokuratura Generalna (zarządzaną przez Andrzeja Seremeta) całą sprawę przeniosła z Białegostoku do prokuratury w Poznaniu, gdzie niebawem ją umorzono.

(30/03/2018 - archiwum)

 

     PiS chciał wykazu polityków i członków ich rodzin zatrudnionych w państwowych spółkach. Po przejęciu władzy temat nagle wyciszono

Jeszcze w listopadzie 2012 roku PiS chciał utworzenia Centralnego Rejestru Oświadczeń o zarobkach osób zatrudnionych w administracji rządowej i spółkach Skarbu Państwa. Była to reakcja na doniesienia "Pulsu Biznesu", zgodnie z którymi po przejęciu władzy przez PO w 2007 roku aż 428 działaczy tej partii, członków ich rodzin i znajomych znalazło zatrudnienie we władzach państwowych spółek i agencji. Co jednak ciekawe - kiedy PiS przejął władzę w 2015 roku temat Centralnego Rejestru Oświadczeń nagle przycichł, a obecnie już zupełnie nikt o nim nie mówi. Dlaczego?

(29/03/2018)

 

     Cała Europa skupiona na Skripalu i wydalanych dyplomatach, tymczasem Niemcy po cichu dają Rosjanom wszystkie zgody na Nord Stream 2!

W cieniu próby zabójstwa Siergieja Skripala, oburzenia jakie ta sprawa wywołała w całej Europie, a w konsekwencji wydalenia (w ramach sankcji) z terytorium UE kilkudziesięciu rosyjskich dyplomatów, Niemcy - jakby nigdy nic - podjęli wczoraj decyzję o przyznaniu Rosjanom finalnego pozwolenia na budowę gazociągu Nord Stream 2 na terenie morskiej strefy ekonomicznej RFN. To pokazuje, jak świetnie mają się u naszego zachodniego sąsiada podwójne standardy - gdy chodzi o utrzymanie kasy i wpływów, Rosja dla Niemiec zawsze będzie "wiarygodnym partnerem".

(28/03/2018)

 

     Mit ekologicznej elektromobilności: Produkcja akumulatorów do jednej Tesli generuje ilość CO2 zbliżoną do 8 lat jazdy na dieslu

Ekolodzy zafiksowani na punkcie samochodów elektrycznych z pewnością nie będą zadowoleni - okazuje się, że proces produkcji baterii do tego typu pojazdów przy użyciu dotychczas stosowanych technologii generuje bardzo dużą ilość CO2 do atmosfery. Zgodnie z raportem Szwedzkiego Instytutu Badań nad Środowiskiem stworzenie baterii do eko-samochodu może generować ilość dwutlenku węgla zbliżoną do emisji, jakie powstają przez ponad 8 lat użytkowania auta z silnikiem spalinowym diesla! Oto ciemniejsza strona współczesnej mody na bycie "eko".

(archiwum)

 

     Polska Fundacja Narodowa przestała być tykającą bombą. To już seria nieustających wybuchów!

Najpierw afera z finansowaniem kampanii "sprawiedliwe sądy". Potem totalna prowizorka w wojnie o dobre imię Polski, jaką wypowiedział nam Izrael. Teraz zakup za 5 mln zł używanego jachtu z Francji. W tle wysokie pensje dla zarządu Fundacji oraz zlecenia dla "swoich". Racje ma publicysta Łukasz Warzecha, który zauważył, że Polska Fundacja Narodowa przestała już być tykającą bombą, a zamieniła się w serię nieustających wybuchów.

(27/03/2018)

 

     To on rozkazał zabić całą rodzinę Ulmów za to, że pomagali Żydom. Po wojnie zrobił karierę w policji RFN

Po II wojnie światowej cała RFN miała być poddana kompletnej denazyfikacji. Proces ten polegał m.in. na usunięciu z życia publicznego wszystkich nazistowskich zbrodniarzy. To jak bardzo denazyfikacja była powierzchowna pokazuje przykład Eilerta Diekena. To on w marcu 1944 r. wydał rozkaz zamordowania Wiktorii i Józefa Ulmów oraz ich wszystkich dzieci za to, że ukrywali oni dwie żydowskie rodziny. Po wojnie, jakby nigdy nic, został inspektorem policji w zachodnioniemieckim Essen. Zmarł spokojnie na emeryturze w 1969 roku.

(26/03/2018)

 

     Nieistniejąca elektrownia atomowa pochłonęła już setki milionów złotych, a w najbliższym czasie przyczyni się do miliardowych strat!

Fenomenem polskiego programu atomowego jest to, że trwa on już 9 lat i pochłonął 958 milionów złotych, a mimo to nadal nie znamy nawet lokalizacji, w jakiej miałaby powstać pierwsza polska elektrownia atomowa. Jakby tego było mało NIK ogłosił raport, z którego jasno wynika, iż konsekwencją ponad pięcioletniego opóźnienia w budowie i uruchomieniu elektrowni jądrowej mogą być duże koszty dla gospodarki naszego kraju związane z koniecznością zakupu uprawnień do emisji CO2. W zależności od scenariusza szacowane są one na 1,5 mld zł do nawet 2,6 mld zł rocznie!

(26/03/2018)

 

     Niemcy chcą zablokować polską elektrownie atomową. Jej powstanie może uderzyć w zyski niemieckich firm!

Budowa pierwszej polskiej elektrowni atomowej jest bardzo nie na rękę naszym zachodnim sąsiadom. Okazuje się bowiem, że rozwój energetyki jądrowej w naszej części Europy zagraża przede wszystkim niemieckim firmom zajmującym się produkcją i eksportem komponentów OZE. Zauważono to nawet w podpisanej kilka dni temu umowie koalicyjnej między głównymi partiami politycznymi Niemiec. Politycy zza Odry stwierdzili w niej jasno, że energetyka atomowa jest zagrożeniem dla możliwości eksportowych dla niemieckich firm na rynkach międzynarodowych.

(22/03/2018)

 

     Po ponad 2 latach rządzenia argument "a bo za PO" przestaje działać, tak jak za PO przestało działać straszeniem PiS-em

Od kilku tygodni PiS jest w głębokiej defensywie. Dobre wyniki gospodarcze oraz 500+ już nie wystarczają. Kończy się również paliwo, którym można by rozgrzewać elektorat. Argument "nie jesteśmy święci, robimy to i owo, ale tamci robili to bardziej" przestał działać, dokładnie tak samo jak za rządów Platformy w pewnym momencie przestało działać straszenie PiS-em (dzięki czemu partia Kaczyńskiego mogła wygrać wybory). Na nowogrodzkiej powinni to sobie mocno wziąć do serca i szybko wymyślić nową strategię działania. Inaczej w ciągu 1,5 roku powtórzą losy PO.

(21/03/2018)

 

     Dobra zmiana na całego! Nagrody, premie i milionowe wynagrodzenia. Właśnie dlatego PiS może przegrać najbliższe wybory

Ze sprawozdania finansowego PZU wynika, że były pomorski poseł PiS Andrzej Jaworski przez rok pobytu w tej spółce zarobił 2 mln zł. Jeszcze lepiej prezentują się zarobki Wojciecha Jasińskiego. Ten wybrany z okręgu płockiego poseł PiS (który porzucił mandat w dwa miesiące po wyborach) zarobił podczas pobytu w PKN Orlen kwotę bliską 4 mln zł. Na tym tle zarobki Małgorzaty Sadurskiej (która w latach 2005-2015 była posłanką PiS, a w okresie 2015-2017 pełniła funkcję szefa Kancelarii Prezydenta RP) wydają się być "skromne" - tylko 421 tys. zł.

(19/03/2018)

 

     Jeśli Sąd Najwyższy zezwala na to, aby sędzią był złodziej, to mamy do czynienia z patologią wymiaru sprawiedliwości

Aby zostać sędzią w Polsce trzeba być tzw. nieskazitelnego charakteru. A to oznacza, że nie można być karanym za wykroczenia takie jak kradzież mienia. Każdy młody magister prawa, który będzie chciał zostać sędzią, a na swoim koncie ma wyrok za kradzież, może o karierze sędziego zapomnieć. Przesłanka nieskazitelności charakteru powinna funkcjonować także później, gdy dana osoba została już sędzią. Sąd Najwyższy uznał jednak inaczej. Zezwolił bowiem na to, aby sędzią była osoba, którą można nazwać złodziejem. A to już jest forma patologii.

(19/03/2018)

 

     Ponad 100 tys. zł nagród, 96 tys. zł odprawy emerytalnej i 80 tys. zł ekwiwalentu dla Borusewicza. Można było? Jak widać, można!

Ostatnio głośno było o różnego rodzaju nagrodach i finansowych benefitach dla rządzących. Myślę, że w tym kontekście warto przypomnieć o sytuacji z końca 2015 roku. Wówczas to Bogdan Borusewicz, jako marszałek Senatu, wypłacił sobie odprawę emerytalną (96 tys. zł), a za niewykorzystany urlop wziął dodatkowe 80 tys. zł. Wcześniej lubił sobie również wypłacać spore nagrody (łącznie ponad 100 tys. zł). Aby była jasność - nie wzbudzało to większego zainteresowania w mediach, a już na pewno nikt za to nie "grillował" Borusewicza przez kilka dni z rzędu.

(16/03/2018)

 

     Paryż ograniczy możliwość kupowania ziemi przez obcokrajowców. Czy UE znowu powie, że Francja może, bo jest Francją?

Wystarczyło, że jakiemuś bogatemu Chińczykowi udało się wykupić we Francji ponad 2 tys. ha ziemi (co już teraz nie jest takie proste), a francuscy politycy wpadli w histerię. Emmanuel Macron już zapowiedział wprowadzenie przepisów, które istotnie ograniczą możliwość wykupu francuskiej ziemi przez obcokrajowców. Jak powiedział: "Grunty rolnicze to inwestycja strategiczna, od której zależy nasza suwerenność". Ciekawe jak na zmiany zareaguje Bruksela? Czy znowu ktoś z Komisji Europejskiej powie, że Francja może więcej, bo jest Francją?

(15/03/2018)

 

     To on trzęsie całą Europą, mimo iż nikt na niego nie głosował i nie ma żadnego demokratycznego mandatu

Martin Selmayr dotychczas był szefem gabinetu Jean-Claude’a Junckera, z którym współpracuje od czasu afery LuxLeaks. Uchodzi za umacniacza "niemieckiej Europy". Kuluarowo nazywany jest szarą eminencją Brukseli. Każdy unijny pomysł czy idea polityczna musi najpierw uzyskać jego akceptację. Był autorem obowiązkowego systemu relokacji uchodźców. "Potwór z Berlaymontu" (bo tak jest również nazywany) właśnie uzyskał nową funkcję - kilka dni temu został sekretarzem generalnym KE. Będzie rządził nie mając żadnego demokratycznego mandatu. 

(14/03/2018)

 

     Grecja w kryzysie, Niemcy w rozkwicie. Berlin na programie pomocowym dla Aten zarobił na czysto 1,34 mld euro! Tak się robi biznes!

Unia to dla Berlina bardzo opłacalny biznes, a strefa euro już w ogóle. Wejście Grecji do tzw. eurolandu przyczyniło się do utraty konkurencyjności przez gospodarkę tego kraju, a w efekcie spowodowało potężny kryzys zadłużeniowy. Z "pomocą" przyszedł wówczas rząd w Berlinie, który zaproponował Grekom pakiet odpowiednio oprocentowanych i zabezpieczonych pożyczek. W ten oto sposób Niemcy zaczęli zarabiać na greckim kryzysie całkiem przyzwoite pieniądze. Szacuje się, że w ramach "programu pomocowego" Berlin otrzymał już na czysto ponad 1,34 mld euro!

(13/07/2017)

 

     Niemieckie stocznie 10 lat temu otrzymały pomoc państwa. W odróżnieniu od stoczni w Szczecinie dziś budują największe statki świata

W 2009 roku rząd Niemiec podjął decyzję o przyznaniu wsparcia dla stoczni w Rostoku i Wismarze w łącznej wysokości 180 mln euro. Wcześniej 60 mln euro wsparcia dla tych stoczni przekazały lokalne władze sąsiadującego z Polską landu Meklemburgii- Pomorza Przedniego. Komisja Europejska - w odróżnieniu od stoczni w Polsce - nie miała w tym przypadku uwag. Efekt był taki, że niemieckie zakłady przetrwały najgorszy okres. Niedługo później znalazł się nowy inwestor i dziś stocznie te budują największe statki wycieczkowe świata.

(13/03/2018)

 

     Polaków zabijano tylko dlatego, że byli Polakami. O tej zbrodni milczano przez ponad 50 lat!

11 sierpnia 1937 roku ludowy komisarz spraw wewnętrznych ZSRR Nikołaj Jeżow wydał słynny rozkaz nr 00485. Na jego podstawie rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę akcja aresztowania Polaków przebywających na terenie ZSRR. W jej wyniku latach 1937–1938 (według oficjalnych dokumentów NKWD) skazano 139 835 osób, z czego zamordowano bezpośrednio 111 091. Polacy byli zabijani tylko dlatego, że byli Polakami. Co istotne - o tym akcie ludobójstwa przez ponad 50 lat nie było można w ogóle mówić.

(12/03/2018)

 

     Skoro Nergal jest taki odważny, to dlaczego nie umieścił na penisie gwiazdy Dawida lub podobizny Mahometa?

Postać Nergala ostatnio mocno przygasła. Dlatego musiał o sobie przypomnieć jakąś prowokacją. Najlepiej taką, po której w zasadzie nic mu nie będzie groziło. Pod względem tak założonego celu konfiguracja penisa i ukrzyżowanego Chrystusa wydaje się być OK. Po pierwsze - o Nergalu znowu zrobi się głośno. Po drugie - lewacy będą zachwyceni. A po trzecie - nikt go nie zabije, a jego muzycznej karierze nic nie grozi. Co innego, gdyby Nergal postanowił umieścić na członku Mahometa lub gwiazdę Dawida. Ukrzyżowany Chrystus zniesie jednak wszystko. 

(12/03/2018)

 

     Port w Gdańsku w samym tylko styczniu przeładował 163,4 tys. kontenerów. To niemal tyle, ile w całym 2008 roku!

Jeżeli ktoś miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, czy w Gdańsku powinien powstać nowy port centralny, to właśnie powinien je porzucić. Port w Gdańsku w samym tylko styczniu przeładował 163 420 kontenerów i w tej klasyfikacji wyprzedził będący do tej pory liderem na Bałtyku port w St. Petersburgu. O skali dynamicznego rozwoju tego portu niech świadczy fakt, że przeładunek kontenerów za styczeń jest niemal równy przeładunkowi, jaki odnotowano w całym 2008 roku. Gdańsk wyrasta na niekwestionowanego lidera w basenie Morza Bałtyckiego.

(9/03/2018)

 

     Dlaczego odpowiedzialności za Holocaust nie zarzuca się Włochom czy Francuzom, mimo iż prowadzili pełną kolaborację z III Rzeszą?

Haniebna kolaboracja Francji czy Włoch w wymiarze państwowym z III Rzeszą dziś praktycznie nie ma znaczenia. Mało kto wytyka tym krajom, że przedstawiciele ich władz wspierali Niemców w organizacji systemu masowej eksterminacji ludności żydowskiej. Co innego w przypadku Polski. Mimo, iż polskie władze jako jedyne na świecie w sposób instytucjonalny organizowały pomoc Żydom, to czyny pojedynczych przedstawicieli narodu mają rzucać cień na całe państwo, a Polska - w odróżnieniu od Francji czy Włoch - ma być współodpowiedzialna a Holocaust.

(8/03/2018)

 

     USA odwracają się od Polski. UE wydaje ekspertyzę korzystną dla NordStream2. Trudno o gorszą konfigurację

Dopiero co okazało się, że polski rząd musi płacić amerykańskiemu J.P. Morgan olbrzymie granty za możliwość zarabiania w Polsce pieniędzy, a już dotarła do nas kolejna niepokojąca informacja - premier Mateusz Morawiecki oraz prezydent Andrzej Duda mają być "personami non grata" w Waszyngtonie. Rzekomy "ban" dla polskich polityków w Białym Domu zbiegł się z korzystną ekspertyzą prawną Unii w/s NordStream2. Zestawiając to wszystko z trwającą od kilku tygodni akcją dyfamacyjną, trudno o gorszą konfigurację na arenie międzynarodowej.

(7/03/2018)

 

     Wszystko jest OK, gdy rządzi partia sprzymierzona z Junckerem. Gdy wyborcy podejmują inną decyzję, zaczynają się "procedury"

Przykład Włoch doskonale pokazuje, że unijne procedury i sankcje są w dużej mierze uzależnione od tego, kto w danym momencie rządzi krajem, a nie od popełnionych czynów. Najlepszy rezultat w niedzielnych wyborach uzyskał tam Ruch Pięciu Gwiazd - partia uznawana za antysystemową. I się zaczęło. Włoska "La Repubblica" (odpowiednik "Gazety Wyborczej") pisze: "Jeśli powstanie populistyczny rząd, w maju może zostać wszczęta wobec Włoch procedura w związku z naruszeniem zasad UE w sprawie nadmiernego deficytu budżetowego i długu".

(6/03/2018)

 

     W 2013 r. budżet po styczniu miał -8,43 mld zł deficytu. W 2018 r. odnotowano rekordową nadwyżkę +8,56 mld zł!

Walka z mafią wyłudzającą zwroty VAT wciąż daje świetne rezultaty. Okazuje się, że w styczniu budżet naszego kraju zanotował wpływy w wysokości 35,19 mld zł. Były one aż o 36 proc. wyższe od dochodów, jakie nasze państwo osiągało jeszcze 5 lat temu, kiedy mafia wyłudzająca VAT czuła się w Polsce znacznie lepiej niż obecnie. W efekcie powyższego po styczniu 2018 roku nadwyżka budżetowa była najwyższa w historii i wyniosła +8,56 mld zł. Patrząc na te wyniki można dojść do wniosku, iż w sformułowaniu "wystarczy nie kraść" jest jednak wiele prawdy.

(5/03/2018)

 

     UE forsuje przepisy uderzające w swobodny przepływ usług. Stracą na tym firmy z Polski. Zyskają z Niemiec i Francji

Po wejściu do UE firmy działające w Polsce wykorzystały zasadę swobodnego przepływu usług i dzięki swojej konkurencyjności w ciągu dekady zdominowały transport drogowy w Europie. Taki stan rzeczy nie mógł się podobać krajom, których firmy najbardziej na tym straciły, tj. Francji i Niemcom. Rządy w Paryżu i Berlinie w zbyt silnej pozycji Polski widziały zagrożenie dla własnych interesów i zaczęły naciskać na UE, aby ta wprowadziła odgórnie ograniczenia zasady swobody usług. Niestety, Bruksela posłuchała i niebawem wprowadzi restrykcje.

(5/03/2018)

 

     W sprawie kart MON będzie taka sama "gównoburza", jak w przypadku rzekomego opuszczenia Eurokorpusu czy "ataku na placówkę NATO"

Współczesna walka polityczna przy użyciu mediów i internetu pokazuje, że niektóre środowiska nie zawahają się użyć fake-newsa lub manipulacji dla osiągnięcia pożądanego celu. Przypomnijmy - był już grzany przez kilka dni fake-news o "ataku na placówkę NATO", potem wrzutka o tym, że "Polska wychodzi z Eurokorpusu". TVN24 miał żółte paski, Wyborcza mogła szczuć, a totalna opozycja bić na alarm. Teraz wypuścili newsa o "kartach MON", mimo iż wcale nie są MON lecz Sił Zbrojnych, a za PO było ich więcej i wydatki były wyższe.

(2/03/2018)

                                                                     

Przegląd wiadomości:

2018: 01 | 02 | 03

2017: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2016: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2015: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2014: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2013: 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu