Blog niewygodne.info.pl stosuje pliki cookies. 

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. 

Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.

  B L O G  

     W 11 lat wydrenowali z Polski prawie 540 mld zł! Resort finansów potwierdza szokujące dane za lata 2005-2015
wpis z dnia 22/09/2017

 

Raport organizacji Global Financial Integrity (GFI) stwierdzał, że Polska była liderem w UE jeśli chodzi o drenaż środków finansowych przez zagraniczne podmioty za lata 2004-2013. Niestety informacje te właśnie potwierdziło Ministerstwo Finansów. Światło dzienne ujrzały oficjalne dane na temat transferów wypływających z Polski z tytułu z odsetek, należności licencyjnych, kosztów doradczych, księgowych, dywidend i innych przychodów osiąganych przez zagraniczne podmioty. Wynika z nich, że w latach 2005-2015 z Polski wypłynęło 537,8 mld zł! 

Posłowie Bartosz Józwiak (UPR/Kukiz'15) oraz Jarosław Sachajko (Kukiz'15) złożyli do Ministra Finansów interpelację poselską w sprawie nowelizacji ustawy dotyczącej podatku CIT (nr 14857). W interpelacji tej znalazło się następujące pytanie: "Do których krajów UE >> wyciekło << prawie 540 mld zł w latach 2005-15 w wyniku zbyt liberalnej postawy Polski? Proszę o przekazanie szacowanych danych z podziałem na kraj, rok, wielkość kwoty". Oficjalna odpowiedź ministerstwa z dnia 13 września 2017 r. może szokować.

Po pierwsze przedstawiciel Ministerstwa Finansów (Paweł Gruza - Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów) potwierdził, że z tytułu z odsetek, należności licencyjnych, kosztów doradczych, księgowych, dywidend i innych przychodów osiąganych przez zagraniczne podmioty w latach 2005-2015 wytransferowano z naszego kraju kwotę 537,8 mld zł! Poniżej prezentuję tabelę zawartą w odpowiedzi na interpelację, gdzie przedstawiono kwoty płatności ze wskazanych powyżej tytułów w rozbiciu na poszczególne kraje UE, do których płatności z terytorium Polski były dokonywane (dane w miliardach złotych, w zaokrągleniu do setnych części miliarda):

 

 

Okazuje się, że najwięcej kapitały wydrenowały z Polski firmy zarejestrowane w Holandii. Do tego kraju popłynęło aż 117,31 mld zł w ciągu 11 lat. Niewiele mniej wytransferowały z Polski firmy niemieckie – prawie 102 mld zł. Na trzecim miejscu znalazły się firmy francuskie – w latach 2005-2015 wyprowadziły z Polski prawie 60 mld zł. 

Pisałem o tym już nie raz, ale w kontekście powyższych danych nie zaszkodzi powtórzyć. W 1990 roku Milton Friedman (noblista, guru wolnorynkowej ekonomii) wyraźnie ostrzegał polityczne elity naszego kraju: "Pamiętajcie jedno: zagraniczni inwestorzy nie będą inwestować w Polsce po to, by pomóc Polsce, lecz po to, by pomóc sobie. Cudzoziemcy powinni mieć pełną swobodę inwestowania w Polsce, ale tylko wtedy, gdy będzie to w interesie Polski. Można to zrobić poprzez stworzenie cudzoziemcom takich samych reguł gry, jakie obowiązują Polaków, nie należy dawać im żadnych specjalnych przywilejów, ulg czy zwolnień podatkowych".

Niestety, nikt ostrzeżeniami Friedmana się nie przejął. Efekt jest taki, że w latach 2005-2015 wydrenowano z Polski blisko 540 miliardów złotych...

 

Źródło: Odpowiedź na interpelację nr 14857 (Sejm.gov.pl)

wpis z dnia 22/09/2017

  


r e k l a m y


  

     Zyski państwowych firm wzrosły o 200%, budżet ma 4,9 mld zł nadwyżki, a zadłużenie kraju spada. Wystarczyło przestać kraść
wpis z dnia 21/09/2017

 

Rządy PiS-u miały rozwalić gospodarkę. Tak przynajmniej twierdzili eksperci pokroju Petru i Balcerowicza. Okazuje się jednak, że po 2 latach od momentu przejęcia władzy przez partię Kaczyńskiego Polska notuje najlepsze dane finansowe w historii. Zyski firm państwowych porównując do 2015 r. wzrosły o prawie 200 proc., budżet centralny po sierpniu miał 4,9 mld zł nadwyżki, a zadłużenie kraju zaczęło spadać i w ciągu ostatnich 6 miesięcy zmniejszyło się o 8,4 mld zł. Gdzie dziś są Petru i Balcerowicz? Odpowiedź jest prosta - odnajdują się pod powierzchnią progu wyborczego...

Spółki kontrolowane przez Skarb Państwa w pierwszym półroczu 2014 roku wygenerowały 4,923 mld zł zysku. W pierwszym półroczu 2015 roku zyski tych spółek wzrosły nieznacznie, do 5,580 mld zł. Nieco lepiej było już w 2016 roku - w porównywanym przez nas okresie państwowe firmy wygenerowały 7,026 mld zł zysku. Prawdziwy skok nastąpił jednak dopiero w 2017 roku. Od stycznia do czerwca spółki kontrolowane przez rząd wypracowały rekordowy zysk w wysokości 14,959 mld zł! To ponad 100 proc. więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego i 200 proc. więcej niż w pierwszej połowie roku 2014.

To jednak nie koniec dobrych informacji. Budżet kraju, dzięki rewelacyjnie wysokim wpływom podatkowym, kolejny miesiąc z rzędu notuje tzw. nadwyżkę budżetową. Innymi słowy - państwo więcej zarabia niż wydaje. Po sierpniu nadwyżka ta wynosiła 4,9 mld zł. Wynik ten jest rewelacyjny jeśli zestawimy go z danymi z lat ubiegłych. Otóż po sierpniu 2016 r. budżet naszego kraju miał deficyt w wysokości -14,9 mld zł, a po sierpniu 2015 r. deficyt wynosił aż -25,8 mld zł.

Naturalną konsekwencją braku deficytu budżetowego jest spadek salda zadłużenia naszego kraju. Zgodnie z najnowszym odczytem Ministerstwa Finansów dług Polski w lipcu obniżył się o -5,8 mld zł, natomiast według szacunkowych jeszcze danych w sierpniu nastąpił spadek o -3,4 mld zł. Patrząc przez pryzmat ostatnich sześciu miesięcy (marzec - sierpień) zadłużenie naszego kraju obniżyło się łącznie o -8,4 mld zł.

Jeszcze nigdy w historii nasz kraj nie notował tak dobrych danych finansowych z zakresu zysków spółek Skarbu Państwa, dochodów budżetowych oraz zadłużenia. Przewidywania Petru i Balcerowicza o tym, że rządy PiS doprowadzą do katastrofy okazały się być najzwyczajniej w świecie nieprawdziwe. Efektem ten stanu rzeczy jest to, że dziś PiS ma ponad 40 proc. poparcia, a partia wspomnianej dwójki ekspertów próbuje się odnaleźć gdzieś pod powierzchnią progu wyborczego...

 

Źródło: Zadłużenie Skarbu Państwa (Mf.gov.pl)
Źródło: MF: Nadwyżka budżetu wyniosła 4,9 mld zł po sierpniu wg wstępnych danych (Stooq.pl)
Źródło: Jacek Saryusz-Wolski (Twitter.com)

wpis z dnia 21/09/2017

  


r e k l a m y


    

     Opozycja najpierw krzyczy o zamachu na prawa człowieka, a kiedy przychodzi ich bronić, to wyjeżdża na weekend do domu
wpis z dnia 20/09/2017

 

Oto prawdziwy obraz beznadziei totalnej opozycji w Polsce. Miesiącami krzyczą, że PiS łamie demokrację i prawa obywatelskie. Straszą totalitaryzmem, represjami i prześladowaniami. Kiedy jednak w piątek popołudniu Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO) przyjeżdża do Sejmu, aby porozmawiać na ten temat, to oni wolą jechać do domu na weekend. Z ponad 180 posłów totalnej na wystąpieniu RPO zdecydowało się pozostać raptem kilku. I właśnie dlatego PiS w parlamencie może dziś robić wszystko, co tylko zapragnie. Wiedzą bowiem, że nie mają żadnego przeciwnika.

W ostatni piątek popołudniu Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO), przedstawił w Sejmie raport o stanie przestrzegania praw człowieka w Polsce. Wydawałoby się, że tematyka tego raportu powinna szczególnie zainteresować opozycję. Wszak od miesięcy jej przedstawiciele krzyczą, że PiS łamie podstawowe swobody obywatelski. 

Co się okazuje w rzeczywistości? Wystąpienie Bodnara słucha 9 pracowników biura RPO i zaledwie 11 posłów, z czego opozycję reprezentuje 9. Co się stało z resztą? Dlaczego nie słuchali wystąpienia Rzecznika Praw Obywatelskich i nie uczestniczyli w debacie? Przecież o tej porze (godz. 16:00) w piątek nie było już posiedzeń komisji sejmowych, ani innych wydarzeń, które mogły odciągnąć parlamentarzystów od udziału w debacie.

O ile nieobecność posłów PiS nie powinna nas dziwić (przedstawiciele tej partii otwarcie domagają się dymisji Bodnara), o tyle przyczyna nieobecności posłów opozycji wydaje się być szokująca. Otóż zamiast słuchać informacji na temat przestrzegania praw człowieka w Polsce, woleli oni wyjechać szybciej do domu na weekend (!).

Powyższa sytuacja dobitnie ukazuje obraz słabości i beznadziei reprezentowanej obecnie przez totalną opozycję. Z tego, iż miesiącami krzyczą o "zamachu na demokrację", o "ograniczaniu praw i wolności obywatelskich", o "upadku państwa prawa" nie wynika zupełnie nic. Widać to szczególnie, kiedy chęć szybszego powrotu do domu na weekend wygrywa z poświęceniem się dla rzekomo traconych wolności, swobód i demokracji. 

 

Stąd już prosty wniosek, że żadne wolności nie są ograniczane, a narracja jakoby działania PiS miały być zagrożeniem dla demokracji i swobód obywatelskich, jest wymysłem ukutym na potrzeby politycznej walki.

 

Źródło: PiS zastawiło skuteczne sidła na opozycję. "Wiedziałam, że z tego będzie afera" (Wp.pl)

wpis z dnia 20/09/2017

    


   

     Skoro Polska zrzekła się reparacji w 1953 roku, to dlaczego Kohl panicznie się ich bał jeszcze w 1990?
wpis z dnia 19/09/2017

 

Kanclerz Niemiec Helmut Kohl panicznie bał się podniesienia przez Polskę tematu reparacji za II wojnę światową. Na szczęście dla siebie (i Niemiec) w 1990 roku trafił na amatorów po stronie polskiej. Sprytny (i skuteczny!) szantaż zastosowany wobec Mazowieckiego (uznanie granicy na Odrze i Nysie w zamian za niepodnoszenie tematu reparacji, mimo iż obu kwestii z prawnego punktu widzenia nie można było ze sobą wiązać) spowodował, że uzyskanie pieniędzy od rządu w Berlinie będzie dziś niezwykle trudne, by nie powiedzieć - niemożliwe. 

Przypomnijmy - 23 stycznia 1953 r. marionetkowy rząd Bolesława Bieruta wydał formalne oświadczenie o zrzeczeniu się reparacji wojennych od Niemiec. Rząd RFN od samego początku zdawał sobie sprawę, że oświadczenie to - z uwagi na fakt, iż zostało wydane pod przymusem ZSRR - będzie mogło być podważone. Dyktat ZSRR naruszał bowiem suwerenność państwa polskiego oraz stawiał ówczesny rząd PRL w pozycji nierównoprawnego partnera stosunków międzynarodowych.

Niemcy potrzebowały dodatkowego potwierdzenia zrzeczenia się roszczeń reparacyjnych przez Polskę. Okazja ku temu nadarzyła się dopiero w 1990 roku, w związku ze zjednoczeniem RFN i NRD. Na arenie międzynarodowej trwały wówczas wielostronne konsultacje na temat politycznych aspektów zjednoczenia, przynależności zjednoczonych Niemiec do struktur międzynarodowych, wielkość zjednoczonej armii czy ostatecznego kształtu granic.

W zakresie tego ostatniego szczególnie zainteresowana była Polska. Chodziło o ostateczne potwierdzenie ustaleń z konferencji w Poczdamie, gdzie światowe mocarstwa (USA, Wlk. Brytania i ZSRR) wyznaczyły zachodnią granicę naszego kraju na Odrze i Nysie Łużyckiej (jako swego rodzaju rekompensatę za utratę kresów na rzecz ZSRR). 

Ówczesny kanclerz RFN - Helmut Kohl - wiedział, że Polakom zależy na potwierdzeniu zachodniej granicy. Jednocześnie miał świadomość, że w toku negocjacji może zostać podniesiona kwestia reparacji, których zrzeczenie się w 1953 roku przez rząd Bieruta może być podważone. W tej konfiguracji postanowił zagrać va banque. W marcu 1990 roku zastosował wobec strony polskiej szantaż. Uzależnił publiczne uznanie przez zjednoczone Niemcy granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej od dwóch spraw. Po pierwsze, od porzucenia przez Polskę sprawy ubiegania się o reparacje. A po drugie, od traktatowego uznania praw mniejszości niemieckiej w Polsce (stąd przedstawiciele mniejszości niemieckiej mają zagwarantowane miejsce w polskim parlamencie).

Mimo, iż żądania Kohla z prawnego punktu widzenia nie wiązały się z kwestią reparacji (konferencja pokojowa w Poczdamie przyznawała nam [1] nową zachodnią granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej oraz - zupełnie odrębnie - [2] prawo do reparacji wojennych od Niemiec), to rząd Mazowieckiego uległ temu szantażowi. Tym samym kwestia uzyskania od Niemiec reparacji wojennych została definitywnie pogrzebana. Dziś może być grana przez polskie władze tylko i wyłącznie w sferze politycznej. I to od umiejętności dyplomatyczno-politycznych przedstawicieli rządu PiS zależy czy coś na tym rzeczywiście zyskamy.

 

Źródło: Ładunek hipokryzji (Wprost.pl)

wpis z dnia 19/09/2017

   


  

     Podwójne standardy UE: Katalońskie referendum jest niezgodne z prawem i konstytucją. Bruksela milczy
wpis z dnia 18/09/2017

 

Hiszpania staje u progu największego w historii kryzysu prawno-konstytucyjnego. Lokalne władze Katalonii, czyli jednego z regionów wchodzących w skład Hiszpanii, właśnie wypowiedziały posłuszeństwo rządowi w Madrycie, przestały się z nim rozliczać finansowo i ogłosiły zorganizowanie na 1 października referendum niepodległościowego. Wszystkie te działania są oczywiście sprzeczne z hiszpańskim prawem, konstytucją oraz orzeczeniami tamtejszego TK. Mimo to, zadziwiającym milczeniem wykazuje się Bruksela, która jakby nie chciała dostrzec problemu. Czyżby podwójne standardy?

Przypomnijmy - kiedy w Polsce wybuchł kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego, unijni urzędnicy z Junckerem i Tuskiem na czele oraz sporą częścią europarlamentarzystów, niemal codziennie wyrażali publiczne zaniepokojenie, wzywali polski rząd do wycofania się z tzw. "ustaw naprawczych", organizowali specjalne sesje Parlamentu Europejskiego na temat sytuacji w Polsce, a ostatecznie wszczęli przeciwko Polsce postępowanie o naruszenie praworządności. Kiedy prawdziwy kryzys prawno-konstytucyjny wybuchł w Hiszpanii, ci sami unijni urzędnicy oraz europarlamentarzyści jakby zupełnie przycichli.

A problem katalońsko-hiszpański wydaje się być wielokrotnie poważniejszy od sprawy "praworządności" w Polsce. Lokalne władze Katalonii właśnie wypowiedziały posłuszeństwo rządowi w Madrycie, przestały się z nim rozliczać finansowo i ogłosiły zorganizowanie na 1 października referendum niepodległościowego. Wbrew ostrzeżeniom prokuratury 700 z ponad 900 burmistrzów katalońskich miejscowości potwierdza, że odda miejskie budynki na potrzeby głosowania. Burmistrzowie ci, wezwani na przesłuchanie, zamierzają się stawić, ale nie posłuchają zakazu mimo, iż za takie zachowanie grożą im wieloletnie wyroki.

Wszystko to dzieje się oczywiście wbrew hiszpańskiemu prawu, konstytucji oraz orzeczeniom tamtejszego Trybunału Konstytucyjnego, który kilka dni temu zakazał organizacji takiego referendum na terytorium Katalonii. 

Bruksela nie specjalnie kwapi się jednak do interwencji w wewnętrzne sprawy Hiszpanii / Katalonii. Mimo jawnego złamania praworządności przez władze Katalonii, unijni urzędnicy tak jakby nie chcieli dostrzec problemu.

Aby było ciekawiej - sami Katalończycy, w kontekście sporu z rządem Hiszpanii, prowokacyjnie powołują się na casus Polski. Uważają, że skoro Komisja Europejska wypowiadała się i ingerowała w polskie dylematy konstytucyjne, powinna to samo zrobić w przypadku Hiszpanii. Mimo to - Bruksela milczy i nie zajmuje jednoznacznego stanowiska w tej sprawie.

Jedno jest pewne - kryzys kataloński może w praktyce przerodzić się w kolejny silny cios, który tak jak Brexit, uderzy w sens dalszego istnienia Wspólnoty Europejskiej. W tym kontekście bierność brukselskiego establishmentu i brak jakichkolwiek działań mających na celu rozwiązanie tego kryzysu na drodze politycznego dialogu może dziwić. Szczególnie, że w sprawie o znacznie mniejszym kalibrze (spór polityczny polskiego rządu i polskiej opozycji na temat interpretacji zapisów polskiej konstytucji) unijni eurokraci aż palili się do interwencji.

 

Źródło: Katalonia ignoruje wezwania do przestrzegania konstytucji Hiszpanii i organizuje referendum niepodległościowe (Wyborcza.pl)
Źródło: Dominica Cosic (Twitter.com)

wpis z dnia 18/09/2017

   


  

     Tak PiS niszczy gospodarkę: Od początku roku w całej UE przybyło 354 tys. miejsc pracy w przemyśle. Z tego 223 tys. w Polsce

wpis z dnia 16/09/2017

 

Przejęcie władzy przez PiS miało spowodować niewyobrażalną katastrofę w polskiej gospodarce, wzrost bezrobocia i skok deficytu budżetowego do niewidzianych nigdy wcześniej rozmiarów. Tymczasem w drugim roku rządów partii Kaczyńskiego tempo rozwoju naszej gospodarki jest jednym z najwyższych w Europie, stopa bezrobocia rekordowo niska, a budżet kraju po sierpniu wciąż notuje nadwyżkę zamiast deficytu. Powyższe dane potwierdza unijny Eurostat, a zagraniczne agencje ratingowe podnoszą wszystkie swoje prognozy co do Polski. Oto jak PiS zniszczył gospodarkę.

W mijającym tygodniu unijny Eurostat opublikował garść statystyk i informacji na temat rynku pracy w UE. Wszystkie dane są korzystne albo bardzo korzystne dla naszego kraju. W niektórych wypadamy wręcz rewelacyjnie.

W I połowie roku w całej UE przybyło 353,7 tys. nowych miejsc pracy w przemyśle. Z tego aż 223 tys. w Polsce! Poniżej szczegółowe statystyki prezentujące zmiany zatrudnienia w przemyśle dla poszczególnych państw Wspólnoty w okresie od I do VI 2017 r.:

 

Polska  +222,9 tys.
Niemcy  +39,0 tys.
Hiszpania  +32,8 tys.
Włochy +19,5 tys.
Węgry +16,9 tys.
Słowacja +15,4 tys.
Portugalia +13,5 tys.
Szwecja +11,9 tys.
Grecja +6,0 tys.
Bułgaria +5,1 tys.
Holandia +5,0 tys.
Słowenia +4,0 tys.
Austria +3,6 tys. 
Dania +2,0 tys.
Łotwa +1,2 tys.
Cypr +0,3 tys.
Łotwa +1,2 tys.
Malta -0,2 tys.
Estonia -0,9 tys.
Czechy -1,7 tys.
Litwa -2,7 tys.
Chorwacja -3,2 tys.
Francja -3,9 tys.
Finlandia -6,8 tys.
Wlk. Brytania -51,5 tys.
Rumunia -95,5 tys.
Cała UE (28 krajów) +353,7 tys.

  

Jeśli do tego doliczymy bardzo dobre wyniki produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej, rekordowo niskie bezrobocie, brak deficytu budżetowego (stan na sierpień) oraz ostre wyhamowanie wzrostu zadłużenia, to - mówiąc delikatnie - opozycja była w błędzie ostrzegając na przełomie 2015/2016 roku, że przejęcie władzy przez PiS totalnie rozwali polską gospodarkę.

 

Źródło: Polska staje się fabryką Europy. Dwie trzecie miejsc pracy w przemyśle Unii powstaje u nas (Money.pl)

    


  

     Cała Polska skupiona na aferze billboardowej, tymczasem Morawiecki przyznaje: Nie będzie powrotu do niższych stawek VAT!
wpis z dnia 15/09/2017

 

Pod koniec 2010 roku platformiana ekipa podniosła Polakom stawki podatku VAT. Choć podwyżka miała być tymczasowa (do końca 2013), to Tusk wraz ze swoimi posłami zadecydowali, aby wydłużyć jej obowiązywanie do końca 2016 roku. Począwszy od 2017 roku stawki VAT miały być obniżone. Nic takiego jednak nie nastąpiło. W listopadzie 2016 r. posłowie PiS zmienili prawo i utrzymali wyższy VAT na lata 2017 - 2018. Teraz, kiedy cała Polska skupiona jest na aferze billboardowej, wicepremier Morawiecki potwierdza: "Nie mamy zamiaru obniżać VAT. Utrzymamy go na poziomie 23%".

Historia z podwyżką VAT pokazuje jak politycy mogą być zakłamani, a składane przez nich obietnice nic nie warte w rzeczywistości. Równo 10 lat temu Donald Tusk zachęcał Polaków do głosowania na Platformę Obywatelską publicznym przyrzeczeniem, że każdy kto w jego rządzie zaproponuje podwyżkę podatków, będzie z tego rządu usunięty ("Przysięgam Polakom, że każdy, kto w moim rządzie zaproponuje podwyżkę podatków, zostanie osobiście przeze mnie wyrzucony"). 

Tusk przysięgę tę złamał bardzo szybko. W drugiej połowie 2010 roku jego rząd wpadł na pomysł, aby dodatkowe kilka miliardów na spłatę długów zabrać Polakom podwyższając im stawkę podatku VAT. W ten sposób z początkiem 2011 roku podwyższone zostały podstawowe stawki VAT z 7 na 8 proc i z 22 na 23 proc. 

Powyższe rozwiązanie miało być tymczasowe i obowiązywać tylko do końca 2013 roku. Tusk obiecał Polakom, że z początkiem 2014 roku przywróci normalne stawki (7 i 22 proc.). Obietnicy tej oczywiście nie dotrzymał i zgodnie z przyjętym pod koniec 2013 roku rozporządzeniem podwyższone stawki podatku VAT miały obowiązywać aż do końca 2016 roku.

Idąc do wyborów parlamentarnych w 2015 roku PiS obiecywał przywrócenie stawek podatku VAT do normalnego poziomu począwszy od 1 stycznia 2017 roku. I co? W listopadzie ubiegłego roku posłowie PiS przeforsowali przyjęcie rządowego projektu o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług, który utrzymuje podwyżkę podstawowych stawek podatku VAT z 7 na 8 proc. i z 22 na 23 proc. na kolejne 2 lata (do końca 2018 roku). 

Teraz, gdy cała Polska skupiona jest na aferze billboardowej i skandalicznym finansowaniu kampanii w/s sądów ze środków Polskiej Fundacji Narodowej, wicepremier Morawiecki, pytany co rząd zrobi z podwyższonym VAT, przyznaje z rozbrajającą szczerością: "Nie mamy zamiaru obniżać VAT. Utrzymamy go na poziomie 23%".

Jaki morał płynie z tej historii? Płacz i płać Polaku, a obietnice polityków w/s podatków wsadź spokojnie między bajki.

 

Źródło: Morawiecki podtrzymuje: Nie będzie powrotu do niższych stawek VAT (GazetaPrawna.pl)

wpis z dnia 15/09/2017

  


  

     Niemcy odpowiadają za 22,4% emisji CO2 w UE. Polska za 8,5%. Ale to my jesteśmy nazywani największym trucicielem Europy
wpis z dnia 14/09/2017

 

Im bardziej Niemcy wytykają nam to, że wypuszczamy do atmosfery za dużo CO2, tym głośniej powinniśmy pytać kto w Europie przez ostatnie kilkadziesiąt lat wyemitował najwięcej dwutlenku węgla i kto nadal emituje go najwięcej spośród wszystkich państw należących do UE? Dzięki świetnemu pijarowi Niemiec (akcentującemu "zieloną" energię) mało kto zdaje sobie sprawę, że na 10 największych elektrowni węglowych w UE, które generują najwięcej CO2, aż 6 znajduje się na terytorium Niemiec, a emisje niemieckiego przedsiębiorstwa RWE są blisko 2,5 razy większe od emisji polskiego PGE. 

Zgodnie z danymi Komisji Europejskiej w 2015 roku Niemcy wyemitowały do atmosfery 777,9 mln ton CO2. Suma ta stanowiła 22,4 proc. wszystkich emisji jakie wygenerowała cała Unia Europejska. W tym samym czasie (2015 rok) Polska wyemitowała do atmosfery 294,8 mln ton CO2, co stanowiło 8,5 proc. wszystkich emisji wygenerowanych przez całą UE.

Pomimo tego, że Niemcy są największym emitentem CO2 w Europie, to w dyskursie nad stanem zanieczyszczenia to nasz kraj nazywany jest "największym trucicielem". Po części wynika to z doskonałej propagandy i pijaru uprawianego przez naszych zachodnich sąsiadów. Eksponują oni maksymalnie swoje osiągnięcia w zakresie produkcji tzw. "zielonej energii" (głównie z wiatraków), a zasłoną milczenia przykrywają wszystkie "brudne" aspekty swojego przemysłu energetycznego.

W efekcie niewiele osób zdaje sobie sprawę (co szczególnie widać na Zachodzie Europy), iż współczesna niemiecka energetyka nadal opiera się na węglu brunatnym, a z 10 największych siłowni węglowych w UE, które generują najwięcej CO2, aż 6 znajduje się na terytorium Niemiec.

W kontekście powyższego ciekawie wygląda również zestawienie firm komercyjnych emitujących najwięcej CO2 w UE. Zgodnie z danymi za 2015 rok na pięć czołowych miejsc, aż dwa (1. i 4.) zajmują niemieckie firmy:

1) RWE (Niemcy) – 144 mln ton CO2
2) Vattenfall (Szwecja) – 90 mln ton CO2
3) Enel (Włochy) – 71 mln ton CO2
4) E.ON (Niemcy) – 60 mln ton CO2
5) PGE (Polska) – 58 mln ton CO2

 

Źródło: List of countries by carbon dioxide emissions (Wikipedia; wejście 13.09.2017 r.)
Źródło: Niemieckie elektrownie węglowe są najbrudniejsze w Europie (BiznesAlert.pl)
Źródło: Dwóch największych "trucicieli" Europy działa w Polsce (Onet.pl)
Źródło: Najwięksi emitenci CO2 w europejskim systemie handlu emisjami w 2015 roku (WysokieNapiecie.pl / Facebook) 

wpis z dnia 14/09/2017

   


   

     Bilans handlowy Niemiec "wystrzelił" po wprowadzeniu euro. Rozszerzenie strefy euro jest w interesie Berlina, a nie państw wstępujących
wpis z dnia 13/09/2017

 

Idea unii walutowej, czyli wprowadzenia na terytorium Wspólnoty jednej dla wszystkich waluty, miała się przysłużyć wszystkim państwom do niej przystępującym. Po 15 latach okazało się, że dominującym beneficjentem funkcjonowania euro stały się Niemcy. Warto zauważyć, że bilans handlowy naszych zachodnich sąsiadów nagle "wystrzelił" po wprowadzeniu euro (2002 rok), a w ubiegłym roku Niemcy zgarnęły dla siebie już 95 proc. kwoty nadwyżki handlowej wypracowanej przez całą strefę euro (267,4 mld euro).

Jedno rzuca się w oczy, gdy spojrzymy na statystyki bilansu handlowego poszczególnych państw Europy - nie ma mocnych na gospodarkę Niemiec. W ubiegłym roku nasz zachodni sąsiad wypracował sobie nadwyżkę na poziomie bliskim 253 mld euro. To około 95 proc. kwoty nadwyżki handlowej wypracowanej przez całą strefę euro (267,4 mld euro).

Co ciekawe - przed założeniem strefy euro gospodarka naszego zachodniego sąsiada również notowała nadwyżki handlowe, jednak w najlepszych latach nie przekraczały one poziomu 50-60 mld euro w skali roku, a porównując wyniki osiągane na przestrzeni lat 90-tych ubiegłego stulecia można z całą stanowczością stwierdzić, że ich suma nie była większa od nadwyżki, jaką Niemcy odnotowały w latach 80-tych.

Nagły skok nastąpił dopiero w 2002 roku. To wówczas (1 stycznia) euro walutę wprowadzono do powszechnego obrotu (zarówno bezgotówkowego, jak i gotówkowego) w 12 państwach Unii Europejskiej. 

Z biegiem kolejnych lat Niemcy zaczęły notować coraz większe nadwyżki handlowe, a ich procentowy udział w nadwyżce całej strefy euro był coraz szerszy. 

Dlaczego nasz zachodni sąsiad tak chętnie zrezygnował ze swojej marki? Odpowiedź jest niezwykle prosta - siła gospodarki Niemiec wynika głównie z eksportu produkowanych tam dóbr i usług. Funkcjonowanie w takich okolicznościach własnej waluty niesie ze sobą poważne ryzyko. Im niemiecka gospodarka byłaby silniejszą, tym automatycznie silniejsza byłaby niemiecka marka. A taka konfiguracja jest najgorsza dla maksymalizacji zysków wynikających z eksportu.

Aby eksport był rzeczywiście opłacalny waluta, za pomocą której dokonywane są transakcje powinna być relatywnie słaba. Szczególnie względem walut obowiązujących u największych partnerów handlowych danego kraju. Gdyby dzisiaj w Niemczech obowiązywała marka (DM), to nasz sąsiad podzieliłby los Szwajcarii, której gospodarka utraciła sporą część swojej konkurencyjności poprzez zbyt silną wartość franka szwajcarskiego. Oczywiście nadwyżka handlowa nadal by występowała, jednak nigdy nie miałaby ona prawa zbliżyć się do poziomów osiągniętych np. w roku 2016 (253 mld euro).

Gospodarce Niemiec pomaga również Europejski Bank Centralny (EBC) poprzez tzw. politykę luzowania ilościowego. Polega ona na tym, że EBC drukuje (kreuje) setki miliardów euro, za które skupuje obligacje skarbowe wyemitowane przez kraj należący do strefy euro. Powyższa operacja nie pozostaje bez wpływu na wartość wspólnotowej waluty, która będąc powszechniejsza staje się tańsza, co ma przełożenie na zyski Niemiec osiągane z eksportu (przypomnijmy - im euro jest tańsze, tym Niemcom bardziej się opłaca eksportować swoje dobra i usługi).

Zanim kiedykolwiek podejmiemy decyzję, aby wstąpić do strefy euro, pamiętajmy kto będzie się z tego tytułu cieszył najbardziej.

 

Źródło: Niemcy - Bilans Handlowy (TradingEconomics.com)

wpis z dnia 13/09/2017

                                                        


    

Starsze wpisy dostępne w archiwum:

2017: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09

2016: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2015: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2014: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2013: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2012: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2011: 09 | 10 | 11 | 12

     


 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu

 

 

         


r e k l a m y


 POLECANE INFORMACJE i OPINIE: 

     Port w Gdańsku coraz groźniejszy dla niemieckich portów. W 2009 r. przeładowano w nim 18,9 mln/t. towarów. W '17 r. będzie to już 39 mln/t.!

Jeszcze w 2009 r. przeładunek w gdańskim porcie wyniósł zaledwie 18,9 mln ton. Piszę "zaledwie", gdyż w ciągu kilku kolejnych lat udało się podwoić ten wynik do 37,3 mln ton (2016 r.), a w tym roku sięgnie on już blisko 39 mln ton, zaś łączna wartość przeładowanych towarów przekroczy 240 mld zł. W tym kontekście Gdańsk wyrasta na prawdziwą "gwiazdę" południowego Bałtyku, a podjęta w tym roku decyzja o jego rozbudowie to potężny cios dla konkurencyjnych portów niemieckich.

(22/09/2017)

 

     Buta i arogancja HGW przestają się opłacać, gdy państwo działa sprawnie. US zajął jej zaległe 12 tys. zł

Urząd Skarbowy zajął na prywatnym rachunku bankowym prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz (HGW) ponad 12 tys. zł. Chodzi o zaległe grzywny (powiększone o odsetki karne) jakie nałożyła na nią komisja weryfikacyjna ds. stołecznej reprywatyzacji za niestawiennictwo na czterech rozprawach. HGW nadal jednak brnie w butę i arogancję. - "Przyjdą takie czasy, że te pieniądze będą musiały wrócić ze Skarbu Państwa z odsetkami na moje konto" - stwierdziła prezydent Warszawy.

(22/09/2017)

 

     Tusk w 1993 r.: "Polskie przedsiębiorstwa są mało albo nic nie warte. Dlatego są i będą tanio sprzedawane"

Dojście do władzy ludzi pokroju Tuska, Balcerowicza i Lewandowskiego rozpoczęło niespotykany nigdy wcześniej w historii etap wyprzedaży majątku narodowego za bezcen. Dla zagranicznych firm zaczął się "złoty okres". Widząc, że nad Wisłą rządzą ludzie zakompleksieni wobec Zachodu i "zaczadzeni" neoliberalnymi frazesami, rozpoczęli oni prawdziwe łowy. Okazja goniła okazję, a uruchomiony wówczas proces drenażu kapitału doprowadził do trwałego uzależnienia naszej gospodarki od "zagranicznych inwestorów". I to jest prawdziwa wina Tuska i jego kumpli.

(20/04/2017)

 

     W Niemczech wzrasta liczba antysemickich przestępstw. Czy postępowe media odczepią się od Polski i zauważą, że to Niemcy nam "brunatnieją"?

Zgodnie z oficjalnymi statystykami w Niemczech w sposób drastyczny wzrasta liczba przestępstw o charakterze antysemickim i antyizraelskim. W pierwszej połowie 2017 roku zarejestrowano 681 takich przestępstw. To sporo, jeśli uwzględnimy statystyki Mosze Kantor Center, zgodnie z którymi w 2014 roku na całym świecie doszło łącznie do 766 antysemickich incydentów o charakterze kryminalnym (napaści, ataki na mienie, niszczenie miejsc kultu). Czy postępowo-lewicowe media odczepią się na tym tle od Polski i zauważą, że to Niemcy nam "brunatnieją"?

(21/09/2017)

 

     Rtm. Pileckiego torturował Eugeniusz Chimczak. Ten ubecki sadysta aż do śmierci w 2012 dostawał od III RP emeryturę pułkownika

Witold Pilecki został aresztowany w maju 1947 r. W areszcie UB był torturowany przez jednego z najokrutniejszych śledczych - Eugeniusza Chimczaka. W trakcie ostatniego, jak się później okazało, widzenia z żoną, wyznał jej w tym kontekście: "Oświęcim to była igraszka". Rok później został stracony i do dziś nie wiadomo, gdzie leżą jego zwłoki. Chimczak za swoje okrucieństwo został w 1996 r. skazany na 7,5 roku więzienia. Nie odbył jednak ani jednego dnia kary. Podobno ze względu na zły stan zdrowia. Zmarł spokojnie w 2012 roku do końca otrzymując od III RP wysoką emeryturę.

(20/09/2017)

 

     Bezrefleksyjna jak pierwsza prezes Sądu Najwyższego. Takiego samozaorania nie było od czasów słynnej "kasty"!

PiS nie musi robić żadnych kampanii na temat konieczności reformy sądownictwa w Polsce. Wystarczy, że nie będzie przeszkadzało sędziom w formułowaniu swobodnych wypowiedzi, a ludzie sami dostrzegą, że coś jest nie tak. Po tym, jak część totalsów zarzuciła Małgorzacie Gersdorf "zdradę", ta odpowiedziała, że uczestnictwo w zaprzysiężeniu nowego sędziego TK było jednak "bezrefleksyjne". Od czasu słynnej wypowiedzi Ireny Kamińskiej (sędzi Naczelnego Sądu Administracyjnego), o tym, że sędziowie to "nadzwyczajna kasta ludzi", nie słyszałem nic bardziej żenującego.

(20/09/2017)



     Szwedzi chcą emigrować do Polski? Zaskakujące wyniki sondy zorganizowanej przez szwedzkiego publicystę

Peter Imanuelsen, bardziej znany jako PeterSweden, to odpowiednik szwedzkiego Mariusza Maxa Kolonki. Na swoim twitterze zadał kilka dni temu następujące pytanie: Do którego kraju najchętniej byś uciekł z Zachodu, aby żyć w ciszy i spokoju? Do wyboru były cztery propozycje: Islandia, Norwegia, Węgry i Polska. Aż 67 proc. z ponad 9,5 tys. oddanych głosów wskazało nasz kraj. Czy Polska staje się coraz atrakcyjniejsza dla ludzi z Zachodu? Czy rzeczywiście ma na to wpływ polityka migracyjna i sprzeciw wobec przyjmowania jak leci imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki?

(19/09/2017)

 

     Gdy wypuścili fakenewsa o wiewiórce, to cała opozycja grzmiała. Jak Niemcy zabili żubra to cisza

Żubr wędrowniczek przez kilka miesięcy spokojnie wędrował sobie po Polsce. Totalnie niespłoszony. Totalnie oswojony. Wystarczyło jednak, że przepłynął Odrę i w Niemczech został niemal natychmiast zastrzelony. Podobno przez wzgląd na bezpieczeństwo publiczne. Teraz całą Polskę obiegło zdjęcie jego odciętej głowy. I... cisza. Gdy wypuścili zdjęcie rzekomo zabitej przez LexSzyszko wiewiórki (co okazało się nieprawdą), to grzmiały wszystkie lewicowe media i pół opozycji. Przy zabitym przez Niemców żubrze nie widzą problemu.

(18/09/2017)

 

     Niemiecki polityk przyznaje: Niemcy powinni być dumni z osiągnięć swoich żołnierzy podczas II wojny światowej

Alexander Gauland, jeden z lokalnych liderów uchodzącej za prorosyjską "Alternatywy dla Niemiec" (AfD), w trakcie przemówienia wygłaszanego do swoich partyjnych sympatyków stwierdził, że współcześni Niemcy powinni być dumni z osiągnięć niemieckich żołnierzy podczas II wojny światowej. - "Miliony niemieckich żołnierzy wypełniało rozkazy w systemie przestępczym. Ale system jest winny, a nie żołnierze, którzy byli odważni" - dodał Gauland. Czy groźny "rewizjonizm" stanie się niebawem motorem dla niemieckiej polityki historycznej?

(18/09/2017)

 

     Ekipa Tuska wyprzedała majątek narodowy za 58,6 mld zł. Szef EBOiR chce, aby proceder ten znowu wrócił do Polski

Szef Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) poinformował, że Polska powinna obniżyć "zaskakujący" poziom kontroli państwa nad największymi firmami, szczególnie w sektorze bankowym i energetycznym oraz przyspieszyć proces prywatyzacji. Szefowi EBOiR nie podoba się szczególnie to, że większość największych spółek giełdowych w Polsce (wchodzących w skład WIG20) jest kontrolowana pośrednio lub bezpośrednio przez państwo. W tym kontekście najlepiej, gdyby wróciła ekipa Tuska, a w ślad za nią proceder wyprzedaży wszystkiego co jest cenne i przynosi zyski.

(15/09/2017)

 

     "W kraju przeciwnika zasiewaj niezgodę i wszelkimi siłami wprowadzaj zamieszanie" - jak metody Sun Tzu stosowane są w Polsce

Sun Tzu to jeden z największych starożytnych myślicieli Dalekiego Wschodu. W VI wieku p.n.e. popełnił on dzieło swojego życia pt. "Sztuka wojny", które dziś uznawane jest za najstarszy na świecie podręcznik prowadzenia wojny. Najwyższą umiejętnością zdaniem Sun Tzu jest złamanie oporu przeciwnika bez walki. Aby to osiągnąć należy "zasiewać waśnie i niezgodę między obywatelami wrogiego kraju, wszelkimi siłami wprowadzać zamieszanie i dyskredytować wszystko, co dobre". Niestety, ale metody te są dziś stosowane przez media należące do zagranicznego kapitału.

(20/03/2017)

 

     W 1939 w Abbeville (Francja) Brytyjczycy i Francuzi podjęli decyzję, aby nie pomagać Polsce. Pięć lat później Abbeville wyzwolili Polacy

12 września 1939 roku, w położonej na północy Francji miejscowości Abbeville, odbyła się tajna brytyjsko-francuska konferencja. Podjęto na niej decyzję, aby zaatakowanej przez Niemców Polsce nie udzielać militarnej pomocy, a jednocześnie nie atakować Niemców od zachodu. Po pięciu latach - we wrześniu 1944 roku - Abbeville wyzwolone zostało przez... Polaków! Uczyniła to I Dywizja Pancerna pod dowództwem generała Stanisława Maczka. Chichot historii? Ironia losu?

(14/09/2017)

 

     Partie dostają miliony złotych z budżetu, a mimo to żadna z nich nie chce ujawnić ile i komu płaci za PR

W ubiegłym roku polskie partie polityczne dostały z budżetu państwa ponad 102,9 mln zł. Mimo to żadna z nich nie chce ujawnić z kim podpisuje umowy związane z marketingiem, wizerunkiem i obsługą social mediów oraz ile w tym celu wydaje naszych pieniędzy. W tym kontekście słuszna wydaje się być koncepcja publicysty Łukasza Warzechy, który proponuje, aby uzależnić otrzymywanie budżetowych subwencji od zachowania pełnej jawności i transparentności partyjnych wydatków.

(14/09/2017)

 

     Jawny rejestr umów oraz stanowisk opłacanych z publicznej kasy - oto czego brakuje w polskiej polityce!

Jeszcze nie tak dawno (2012 r.) PiS chciał wprowadzić ustawę o Centralnym Rejestrze Oświadczeń. Rejestr ten miałby informować, kto z działaczy partyjnych lub członków ich rodzin jest zatrudniony w spółkach Skarbu Państwa, w ministerstwach, agencjach rządowych oraz jakie z tego tytułu pobiera pensje. Może warto powrócić do tego pomysłu teraz, kiedy PiS ma większość w parlamencie? Jeśli rejestr rozszerzyć o spis umów, jakie ministerstwa i agencje rządowe zawierają z prywatnymi wykonawcami, to byłoby to epokowe wydarzenie w zakresie transparentności polskiej polityki!

(13/09/2017)

 

     To hasło podbija francuską sieć: "Nie potrzebujemy polskich hydraulików. Potrzebujemy polskich ministrów"

Prezydent Francji Emmanuel Macron traci zaufanie społeczne w bardzo szybkim tempie. Od czerwca stracił już 22 pkt. procent poparcia. Jak zauważyła agencja Reutersa żaden francuskim polityk od 1995 roku nie tracił poparcia w takim tempie jak Macron. Niewybredne ataki prezydenta Francji na Polskę z pewnością mu nie pomogły. Skupienie się na naszym kraju, a odłożenie na bok bieżących problemów Francji spowodowało, że serca francuskich internautów podbiło hasło: "Nie potrzebujemy polskich hydraulików. Potrzebujemy polskim ministrów".

(12/09/2017)

 

     Sprawiedliwe sądy lądują jako reklamy w "Sieci", "Do Rzeczy" i "Naszym Dzienniku". Ciekawe ile kosztowały?

Niestety mamy ciąg dalszy kontrowersji wokół akcji "Sprawiedliwe sądy". Wiele wskazuje na to, że finansowymi beneficjentami będą wydawcy sympatyzujących z rządem tygodników "Sieci" (bracia Karnowscy) oraz "Do Rzeczy". Reklama akcji "Sprawiedliwe sądy" pojawiła się również na łamach powiązanego z toruńskimi redemptorystami "Naszego Dziennika" (o. Tadeusz Rydzyk). Brak reklam w innych tygodnikach / dziennikach rodzi sugestię, iż pośrednim celem tej akcji może być także wsparcie finansowe dla wybranych wydawnictw prasowych.

(12/09/2017)

 

     PiS dostaje z budżetu 48 mln na rok. Czy rzeczywiście potrzebnej kampanii nie można było sfinansować ze środków partii?

Prawo i Sprawiedliwość uzyskało w ubiegłym roku 29,7 mln zł dotacji podmiotowej z budżetu państwa oraz 18 mln zł subwencji. Razem to blisko 48 mln zł. W roku 2017 będzie podobnie. W tym kontekście pojawia się ważne pytanie - czy rzeczywiście nie można było potrzebnej kampanii informacyjnej w/s sądów, promującej jedną z najważniejszych obietnic wyborczych, sfinansować ze środków partii? Efekt tego jest taki, że zamiast zwiększać społeczne poparcie dla reformy, dziś wszyscy dookoła mówią tylko o "aferze billboardowej" i porównują PiS do PO.

(11/09/2017)

 

     Strzelnica dla każdego w każdym powiecie. To jest dobra zmiana w wykonaniu MON! Czy opozycja znowu zawyje?

Fakty są następujące: polskie społeczeństwo jest jednym z najmocniej rozbrojonych społeczeństw w Europie. Na 100 mieszkańców naszego kraju przypada jedynie 1,5 sztuki broni palnej. Dla porównania - w Danii ten współczynnik wynosi 12, w Czechach 16, w Niemczech 30, a w Finlandii ponad 45. Pod tym względem decyzja o budowie w każdym powiecie otwartych dla wszystkich strzelnic, które mają propagować strzelectwo wśród zwykłych obywateli, to ruch w zdecydowanie dobrą stronę. Czy opozycja znowu zawyje tak, jak wyła przy powołaniu Wojsk Obrony Terytorialnej?

(11/09/2017)

 

     W PRL skazał opozycjonistę na więzienie. W III RP trafił do Sądu Najwyższego. Oto jak się sądownictwo samooczyściło

W 1984 sędzia Marian Buliński skazał działacza "Solidarności" Władysława Walca na rok więzienia za odmowę służby wojskowej w LWP. W "wolnej Polsce" Walec walczył o rehabilitację i unieważnienie PRL-owskiego orzeczenia, które wysłało go do więzienia. Bezskutecznie. Ostatecznie przegrał w 2010 roku przed Izbą Wojskową Sądu Najwyższego. Co ciekawe - sędzią wspomnianej Izby był w tym czasie... Marian Buliński. Ten sam, który skazał Walca na więzienie w PRL. Oto, jak się pięknie sądownictwo samooczyściło.

(8/09/2017)

 

     Rząd Tuska finansował swoje kampanie informacyjne z pieniędzy podatników i był spokój. Rząd PiS zrobił to samo i jest dym

Aby była jasność - jakiekolwiek finansowanie kampanii informacyjnych rządu pieniędzmi podatników powinno być dopuszczalne tylko i wyłącznie wtedy, gdy w grę wchodzi interes społeczny (a nie polityczny!). Przypomnijmy, że rząd Tuska sfinansował pieniędzmi budżetowymi m.in. wielką kampanię informacyjną (spoty TV, reklamy, billboardy) na temat słuszności forsowanej przez siebie reformy emerytalnej. Wówczas jednak mało kogo to obchodziło. Rząd Szydło zrobił teraz to samo w/s reformy sądownictwa. W tym jednak przypadku oburzenie mediów jest niemal powszechne. Czy obie sprawy się czymś różnią?

(8/09/2017)

 

     Dziwna umowa MON na realizację spotu TV. Wygrywa ją firma założona w poprzednim miesiącu

Sekwencja wydarzeń była następująca: 16 lutego 2016 r. powstaje firma Milvus Media. 21 marca MON rozpoczyna poszukiwania zleceniobiorcy na realizację spotu telewizyjnego. 23 marca MON publikuje gotowy spot na oficjalnym kanale na Youtube. 24 marca MON (pełnomocnikiem jest B. Misiewicz) podpisuje umowę z Milvus Media na produkcję spotu, który opublikowano dzień wcześniej. 24 marca spot pojawia się na antenie TVP i TV Trwam (w tej sprawie podpisano odrębne umowy). 30 marca Milvus Media wystawia fakturę MON na 36,8 tys. zł. O sprawie poinformował na twitterze Jan Kunert.

(7/09/2017)

 

     Niemcy i Rosjanie zatopili w Bałtyku 50 tys. ton broni chemicznej. Dziś to tykająca bomba, która zaczęła zagrażać Polsce!

Okazuje się, że tuż przy polskim wybrzeżu znajduje się gigantyczna bomba chemiczna, która właśnie zaczęła "tykać". W latach 40-tych XX wieku Niemcy i Rosjanie zatopili w Bałtyku ok. 50 tys. ton różnego rodzaju broni chemicznej. Beczki z fosforem białym, sarinem czy iperytem, zamiast być topione na głębokości 500-1000 metrów, nieraz trafiały do bałtyckiego szelfu na głębokość 10-12 metrów. Niestety, po ponad 70 latach zaczęły one rdzewieć, a groźne substancje wydostawać się na zewnątrz. Jakby tego było mało w latach 1989-92 Rosjanie zrzucali do Bałtyku również odpady atomowe!

(30/05/2016, update: 7/09/2017)

 

     Tusk 2013 r.: LOT to studnia bez dna. Prywatyzacja jedyną alternatywą. LOT 2017 r.: Po lipcu 150 mln zł zysku

Jeszcze nie tak dawno, bo w 2013 roku, ówczesny premier Polski Donald Tusk twierdził, że PLL LOT jest "studnią bez dna", a jedyną realną alternatywą dla scenariusza ciągle powtarzających się kłopotów miała być prywatyzacja. Ledwie 3 lata później LOT przewiózł w ciągu roku rekordową w historii liczbę pasażerów (6,89 mln osób) i za cały rok osiągnął ok. 200 mln zł zysku. W tym roku, od stycznia do lipca osiągnął już ok. 150 mln zł zysku na czysto. Co takiego się stało, że ze "spółki specjalnej troski" LOT stał się wiodącym przewoźnikiem regionu?

(6/09/2017)

 

     Stare długi Tuska znowu dają o sobie znać. W 2018 r. trzeba będzie zaciągnąć rekordową pożyczkę, aby je zrolować

Zgodnie z ogłoszonym przez rząd Beaty Szydło wstępnym planem budżetu, nasze państwo będzie musiało w przyszłym roku pożyczyć rekordową kwotę 181,7 mld zł. Na bieżące wydatki pójdzie nieco ponad 63,3 mld zł (głównie na pokrycie deficytu budżetowego oraz zapłatę składki do UE). Pozostałe 118,4 mld zł będzie przeznaczone na rolowanie starych długów. Innymi słowy - aby spłacić wymagalne zadłużenie zaciągnięte jeszcze za czasów Tuska, ekipa Szydło będzie musiała zaciągnąć zupełnie nowe (i rekordowo wysokie) długi.

(6/09/2017)

 

     System OFE z Chile miał być wzorem dla polskiego. Dzisiaj Chilijczycy masowo wychodzą na ulice protestując przeciw OFE

Nie wszyscy wiedzą, że chilijski system otwartych funduszy emerytalnych miał być dla ekipy Buzka i Balcerowicza wzorem do naśladowania przy wprowadzaniu OFE w Polsce. Dzisiaj przez Chile przetaczają się gigantyczne demonstracje zwykłych ludzi, którzy zostali oszukani i ograbieni w majestacie prawa. Okazało się, że tamtejsze OFE - poprzez pobieranie wysokich prowizji i marż - istotnie ograniczały kwotę oszczędzanego kapitału, a w konsekwencji pomniejszały wysokość wypłacanych Chilijczykom emerytur. Analogie do polskich patologii widać gołym okiem.

(5/09/2017)

 

     Dziwna ulga podatkowa dla wybranych, o której uchowanie zadbał A. Kwaśniewski i Trybunał Konstytucyjny

Pod koniec 2000 r. z inicjatywy Min. Finansów przyjęto projekt ustawy, który zwalniał z podatku dochody uzyskane ze sprzedaży akcji w okresie od 1 stycznia 2001 r. do 31 grudnia 2003 r. Na pierwszy rzut oka - nic nadzwyczajnego. Po kilku latach ciekawego spostrzeżenia dokonuje jednak prof. Ryszard Bugaj. Zauważa on, że tuż przed wejściem w życie tej ustawy założyciele i współpracownicy Gazety Wyborczej otrzymują za darmo potężne pakiety akcji Agory, które - dzięki wspomnianej ustawie - mogą potem spieniężyć na giełdzie nie płacąc za to żadnego podatku.

(27/02/2017)

 

     Włoskie sądy nadal żądają od Niemiec odszkodowań za II wojnę światową. I nikt tam nie uważa, że temat jest "zamknięty"

W kontekście dyskusji na temat roszczeń przeciwko Niemcom za straty spowodowane II wojną światową, warto przypomnieć jak do tematu podchodzi się we Włoszech. Tamtejsze sądy uznały w 2008 r., że osoby prywatne, których rodziny zostały przez Niemców skrzywdzone lub poniosły straty materialne, mogą się teraz domagać od rządu w Berlinie wysokich odszkodowań. Co prawda Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (MTS) w Hadze stwierdził w 2012 r., że włosi nie mogą wydawać tego typu wyroków, jednak 2 lata później włoski Trybunał Konstytucyjny uznał, że orzeczenie MTS można olać.

(4/09/2017)

 

     Polacy zadłużeni pod korek? Suma wszystkich kredytów bankowych przekroczyła już 576 mld zł!

Okazuje się, że banki trzymają Polaków na coraz krótszej (kredytowej) smyczy. Zgodnie z najnowszym raportem Związku Banków Polskich kredyty posiada już 15,3 mln Polaków, a łączna kwota wszystkich zobowiązań Polaków na koniec 2016 roku przekroczyła już 576 mld zł! O ile szybki wzrost zadłużenia w czasach dobrej koniunktury nie może być problemem, o tyle w momencie pogorszenia się wskaźników ekonomicznych przerośnięta kwota kredytów będzie nie lada wyzwaniem.

(4/09/2017)

 

     Dziś 1 IX, dlatego przypomnijmy tę przemilczaną zbrodnie: Niemcy uprowadzili 200 tys. polskich dzieci. Powróciło jedynie 30 tys.

Nie wszyscy wiedzą, że w trakcie II wojny światowej nasi zachodni sąsiedzi wprowadzili w życie plan tzw. rabunku polskich dzieci. Był to plan uprowadzania i germanizowania dzieci uznanych za "wartościowe rasowo", który realizowano w sposób zinstytucjonalizowany. Ta nieco już zapomniana zbrodnia miała jednak nader tragiczny wymiar. Setki tysięcy polskich rodziców najpierw cierpiało, kiedy ich dzieci były siłą od nich zabierane, a potem do końca żyło w niepewności, co się z nimi dzieje. Z uprowadzonych 200 tys. dzieci po wojnie wróciło bowiem tylko 30 tys.

(23/06/2017)

 

     Jak słodko: Ostatni odcinek niemiecko-rosyjskiego Nord Stream 2 wybudują Włosi. Europejska solidarność w pełni!

Wygląda na to, że po Austriakach i Francuzach, także i Włosi zaangażują się w realizację rosyjsko-niemieckiego Nord Stream 2. Włoska firma Saipem ma wybudować ostatni odcinek tej omijającej nasz kraj rury gazowej. Włosi będą odpowiedzialni za budowę końcowej części gazociągu biegnącego z Bałtyku do terminala w niemieckim Greifswaldzie. Oto jak wygląda "europejska solidarność" w praktyce! Zaryzykowałbym nawet, że im bardziej Europa pochłonięta jest badaniem "stanu demokracji" w Warszawie, tym lepiej układa się współpraca przy realizacji Nord Stream 2.

(1/09/2017)

 

     W PRL dążył do odkrycia  technologii umożliwiającej budowę bomby termojądrowej. Zginął nagle w tajemniczym wypadku

Sylwester Kaliski był generałem w LWP, a jednocześnie wybitnym naukowcem, profesorem Wojskowej Akademii Technicznej, specjalistą w dziedzinie teorii pól sprzężonych oraz badań termojądrowych. W latach 70-tych ub. wieku pracował nad projektem syntezy termojądrowej przy użyciu laserów dużej mocy, a stąd już tylko krok do opracowania technologii produkcji bomby termojądrowej. Gdyby ta sztuka się udała, to Polska zostałaby dopisana do grona światowych mocarstw. Niestety - w 1978 roku Kaliski ginie w tajemniczym wypadku, a projekt syntezy termojądrowej zostaje porzucony.

(1/09/2017)

 

     Niemcy: 390 tys. migrantów może w 2018 r. sprowadzić swoje rodziny. Tymczasem Merkel wciąż o "praworządności w Polsce"

U naszych zachodnich sąsiadów wrze po ujawnieniu poufnych rządowych dokumentów, z których wynika, iż w 2018 roku aż 390 tys. Syryjczyków będzie mogło legalnie sprowadzić swoje rodziny do Niemiec. Kryzys migracyjny będzie się zatem wciąż rozwijał, a narzucane przez Brukselę próby relokacji uchodźców do innych państw niewiele tu pomogą. Tymczasem kanclerz Niemiec Angela Merkel na konferencji prasowej zorganizowanej dla zagranicznych dziennikarzy znów o nawijała o "praworządności w Polsce". Czy ten temat nigdy im się nie znudzi?

(31/08/2017)

 

     Jeszcze w 2008 r. KE twierdziła, że nie ma kompetencji do oceny organizacji polskiego sądownictwa. W 2017 r. nagle zmieniła zdanie

Mądrość etapu Komisji Europejskiej widać na przykładzie jej decyzji z 2008 roku. Wówczas to grupa kilkuset polskich sędziów poskarżyła się unijnym urzędnikom na swój status oraz na fakt, że zasadę niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądów w sposób rażący ma łamać bezpośredni nadzór nad sądami Ministra Sprawiedliwości. Jak wówczas odpowiedziała Komisja? Zbyła wszystkich sędziów stwierdzeniem, iż nie ma kompetencji do oceny regulacji w zakresie organizacji sądownictwa w krajach członkowskich. Co się zatem stało, że dziś nagle taką kompetencję posiada??

(30/08/2017)

 

     Tak działa przemysł kłamstwa i manipulacji. Historia z powstańcem warszawskim okazała się być FEJKIEM!

Pamiętacie jak media grzały temat 95-letniego powstańca warszawskiego, któremu ustawa dezubekizacyjna miała istotnie obniżyć emeryturę? Sprawa przez kilka dni nie znikała z leadów i czołówek wielu popularnych porali internetowych. Teraz okazało się, że był to klasyczny FAKENEWS. Resort spraw wewnętrznych jednoznacznie wykluczył, aby 95-letni powstaniec był objęty zakresem ustawy dezubekizacyjnej. - "Osoba ta nigdy nie otrzymała żadnej decyzji o obniżeniu emerytury", czytamy w komunikacie MSWiA. Pytanie - czy ktokolwiek przeprosi za rozsyłanie fałszywych informacji?

(30/08/2017)

 

     Dlaczego rząd Tuska utajnił instrukcje dla Pawlaka w/s negocjacji z Gazpromem? Specjalnie w tym celu zmienili ustawę!

Przypomnijmy - od marca 2009 r. zespół negocjatorów Waldemara Pawlaka ustalał z przedstawicielami Gazpromu warunki cenowe nowej, długoterminowej umowy na dostawy gazu do Polski. Negocjacje zakończyły się w październiku 2010 r. podpisaniem skrajnie niekorzystnej dla Polski umowy. Nie wszyscy wiedzą, że rząd Tuska podjął wówczas decyzję, aby utajnić przed opinią publiczną instrukcje negocjacyjne jakie zatwierdzał i podsyłał Pawlakowi. W tym celu PO zmieniło nawet przepisy ustawy o ochronie informacji niejawnych! Czy były premier z wicepremierem czegoś się obawiali?

(17/03/2017)

 

     Błąd Ministerstwa Finansów za PO-PSL może nas teraz kosztować 130 mln zł! Kto za to teraz zapłaci?!

Przypomnijmy - w sierpniu 2015 r. zarządzany przez Marka Belkę NBP udziela wołomińskiemu SK Bankowi kredytu refinansowego na 500 mln zł. Gwarantem spłaty połowy tej kwoty jest Skarb Państwa, który w razie potrzeby miałby się zaspokoić z majątku SK Banku. Kilka miesięcy później SK Bank upada wykorzystując 370 mln zł kredytu z NBP. Min. Finansów realizuje gwarancję i oddaje do NBP z pieniędzy podatników 1/2 kredytu, tj. kwotę 185 mln zł. Teraz okazuje się, że resort finansów może mieć spory problem z odzyskaniem aż 130 z 185 mln zł. Wszystkiemu winien biurokratyczny błąd...

(29/08/2017)

 

     Ilu Francuzów zginęło w obronie Polski w 1939 r.? A ilu Polaków poległo walcząc o wolność Francji na francuskiej ziemi?

W kontekście jawnie antypolskich wypowiedzi Emmanuela Macrona, warto przypomnieć francuskiemu prezydentowi kilka faktów z historii, o których zapewne nie ma pojęcia. Otóż żaden francuski żołnierz nie uczestniczył w obronie Polski w 1939 roku przed napaścią Niemiec i Rosji (mimo, iż Francja zobowiązała się traktatem, że takiej pomocy udzieli). Za to w 1940 roku w obronie Francji przed napaścią Niemiec brało udział 50 tys. Polaków. Śmierć poniosło - wg różnych źródeł - od 1,4 do 4 tys. z nich.

(28/08/2017)

 

     Rząd zaślepiony swą godnością oraz magnacka opozycja wspierająca każdy atak na Polskę - oto gwarancja katastrofy

Racje ma publicysta Rafał Ziemkiewicz twierdząc, że zgubą dla dzisiejszej Polski jest "magnacka" opozycja, która gorliwością godną lepszej sprawy wspiera każdy zagraniczny atak na Polskę. Zgubą jest również rząd, który kwestie godności i "wstawania z kolan" przedkłada nad wspólne dla nas wszystkich interesy. Połączenie tych dwóch sił jest w dłuższej perspektywie receptą na katastrofę. Wszak będąc izolowanym nie przyciągamy do siebie innych, a nie mając realnych sojuszników niczego sami nie załatwimy we współczesnym układzie międzynarodowym.

(28/08/2017)

 

     CO ZA WSTYD! Służby celne najechały na lokalny Festiwal Smaku w Grucznie. Szukali domowych nalewek

Zamiast skupiać się na wielkich korporacjach, dla których agresywne optymalizacje podatkowe (kosztujące Skarb Państwa miliony złotych) to chleb powszedni, przedstawiciele Krajowej Administracji Skarbowej z Bydgoszczy, Łodzi i Warszawy najeżdżają w jednym czasie na lokalny Festiwal Smaku w Grucznie, aby szukać butelek z domowymi nalewkami. Oto przykład jak administracja skarbowa działać nie powinna. Nie tędy droga ministrze Morawiecki!

(25/08/2017)

          

Przegląd wiadomości:

2017: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08

2016: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2015: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2014: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2013: 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu