Blog niewygodne.info.pl stosuje pliki cookies. 

Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. 

Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.

  B L O G  

     "Goście z NATO będą uciekać jak szczury!". To już wystarczający powód, aby przenieść protestujących poza Sejm
wpis z dnia 25/05/2018

 

Do osób niepełnosprawnych oraz ich opiekunów trzeba mieć pełen szacunek i zrozumienie. Niestety po wczorajszym dniu trudno takim szacunkiem obdarzyć kobiety protestujące w budynku polskiego parlamentu. Ich zachowanie stało się zupełnie żenujące. Szkodzą one zarówno sobie, jak i sprawie, na rzecz której protestują. Groźba sparaliżowania Zgromadzenia Parlamentarnego NATO (cytat: "Goście z NATO będą uciekać jak szczury!") przelała czarę goryczy. Czas najwyższy rozważyć opcję przeniesienia protestujących osób poza budynek polskiego parlamentu. 

Kobiety prowadzące protest okupacyjny w Sejmie próbowały wczoraj wywiesić na budynku polskiego parlamentu transparent. Z racji tej, że jest to zakazane, doszło do przepychanki z interweniującymi funkcjonariuszami Straży Marszałkowskiej. W trakcie szarpaniny jedna z uczestniczek protestu krzyknęła: "Goście z NATO będą uciekać jak szczury!", po czym dodała: "Będzie wstyd na cały świat".

Do tej pory starałem się nie zajmować jednoznacznego stanowiska w sprawie osób protestujących na terenie budynku polskiego parlamentu. Przemawiały do mnie argumenty dotyczące dobra osób niepełnosprawnych oraz ciężkiego losu ich opiekunów. Niestety, po wczorajszym coraz bardziej przekonuje się do stanowiska, że grupa okupujących Sejm kobiet w istocie nie chce porozumienia uwzględniającego dobro swoich dzieci, lecz politycznej konfrontacji, a groźba sparaliżowania lub istotnego utrudnienia organizacji Zgromadzenia Parlamentarnego NATO tylko to potwierdza.

- "To, że masz niepełnosprawne dziecko, nie zwalnia Cię z powinności przestrzegania reguł szeroko pojętej kultury osobistej. To, że masz niepełnosprawne dziecko nie uprawnia Cię do lżenia ludzi wykonujących swoją pracę - strażników w Sejmie, kasjerek, konduktorów, kogokolwiek innego" - napisał wczoraj na twitterze Mateusz Parys i w zasadzie trudno odmówić mu racji. Zachowanie kilku kobiet stało się najzwyczajniej w świecie żenujące. Robią one czarny pijar nie tylko sobie, ale przede wszystkim sprawie, na rzecz której protestują. 

Nie mam wątpliwości, że organizacje i środowiska skupiające rodziny posiadające niepełnosprawne dzieci powinny czym prędzej doprowadzić do zakończenia protestu okupacyjnego w Sejmie i ograniczenia roli, jaką dziś wśród protestujących pełni pani Hartwich. Wszak szantażem, groźbami i nieomal jawnym upolitycznieniem tego protestu oddala ona możliwości zawarcia satysfakcjonującego kompromisu, a jednocześnie bezpowrotnie niweluje pokłady społecznej sympatii, jakie formułowały się wokół protestujących na początkowym etapie tego sporu.

 

Źródło: „Niech pan mnie nie molestuje!” Awantura protestujących ze Strażą Marszałkowską (TVP.info)
Źródło: Mateusz Parys (Twitter.com)

wpis z dnia 25/05/2018

  


r e k l a m y


   

     Bajońskie kwoty dla coraz większej rzeszy działaczy PiS w spółkach Skarbu Państwa. Tak właśnie przegrywa się wybory!
wpis z dnia 24/05/2018

 

W historii demokracji parlamentarnej nie było jeszcze partii, która uprawiając na masową skalę nepotyzm, kumoterstwo, rozdawanie synekur i posad dla "swoich", ostatecznie nie przegrałaby wyborów. Najlepszym tego przykładem była koalicja PO-PSL, której działacze opletli swoją towarzysko-partyjną pajęczyną niemal wszystkie intratne stanowiska w państwowych spółkach i agencjach. Ekipa PiS, zamiast zmienić patologiczne rozwiązania, poszła na łatwiznę i weszła w buty swoich poprzedników zapominając przy tym, że synekurami i kumoterstwem wyborów się nie wygrywa.

Media donoszą, że lokalni działacze PiS coraz lepiej radzą sobie w spółkach kontrolowanych przez Skarb Państwa. Ostatnio ujawniono listę 53 radnych należących do partii Jarosława Kaczyńskiego (lub startujących z list Prawa i Sprawiedliwości), którzy w latach 2016 - 2017 znaleźli zatrudnienie w państwowych spółkach. Na podstawie oświadczeń majątkowych (radni muszą je publikować) ustalono, iż pracując w takich firmach jak PGE, Tauron, Lotos czy Energa zarabiali oni bajońskie kwoty. 

Rekordzistą na liście radnych PiS, którzy po wyborczym sukcesie z 2015 roku znaleźli zatrudnienie w spółkach Skarbu Państwa jest Paweł Śliwa. Ten radny województwa małopolskiego dzięki pracy w PGE w ciągu 2 lat miał zarobić 1,6 mln zł. Drugie miejsce w klasyfikacji zajął Jan Frania - radny województwa lubelskiego. Dzięki zatrudnieniu go w PGE w latach 2016-2017 zarobił 991 tys. zł. Zamykający "pudło" Zdzisław Filip, radny PiS z Legnicy, w ciągu dwóch lat spędzonych w spółce Tauron Wydobycie zarobił 861 tys. zł. 

Wspomniane kwoty dla przeciętnego Kowalskiego mają wymiar wręcz astronomiczny i boleśnie rażą po oczach. Szczególnie, gdy zestawi się je z przedwyborczymi deklaracjami liderów PiS, którzy twierdzili, że do polityki idzie się po to, by służyć, a nie po to, by zarobić. 

Uprawiając skrajny nepotyzm, kumoterstwo, rozdawanie synekur i dobrze płatnych posad dla "swoich", PiS pokazuje, że stracił instynkt samozachowawczy. Każda partia, której działacze swoją towarzysko-partyjną pajęczyną oplatają intratne stanowiska w państwowych spółkach, w końcu przegrywa wybory. Partie, które zdobywając władzę miały na sztandarach hasła "moralnej odnowy" oraz "zmianę patologicznych standardów", w takich okolicznościach przegrywają szybciej. Wszystko wskazuje na to, że dokładnie taki sam los czeka ekipę Jarosława Kaczyńskiego.

 

Źródło: Gigantyczne pieniądze szeregowych działaczy PiS. Radni zarabiają w państwowych spółkach (Money.pl)
Źródło: "Dojenie państwowych firm trwa". "SE": Tyle radni PiS zarabiają w spółkach Skarbu Państwa (DoRzeczy.pl)
Źródło: Ponad 23 mln zł w dwa lata. Horrendalne zarobki radnych PiS w spółkach Skarbu Państwa (Gazeta.pl)

wpis z dnia 24/05/2018

  


r e k l a m y


  

     Rząd będzie podnosił podatki, bo inaczej zabraknie mu pieniędzy na bieżącą obsługę długu. A ten niestety nadal rośnie
wpis z dnia 23/05/2018

 

Ministerstwo Infrastruktury chce opodatkować i ozusować całość dochodów, które otrzymują transportowcy - donosi wczorajsza "Rzeczpospolita". Wynagrodzenie zasadnicze w tej branży stanowi tylko ok. 30 proc. wypłacanej kwoty. Reszta to zwolnione z podatku PIT i ZUS diety, ryczałty za noclegi, dyżury oraz nadgodziny. Po co rządzący mieliby się decydować na taki krok? Odpowiedź znajdziemy w najnowszym raporcie resortu finansów nt. długu Polski. Okazuje się, że ten nadal rośnie, a co za tym idzie, generuje coraz większe koszty dla budżetu kraju.

Zgodnie z opublikowanym w poniedziałek raportem Ministerstwa Finansów na temat zadłużenia Skarbu Państwa, na koniec marca 2018 r. saldo długu wyniosło 958,1 miliardów złotych. Licząc od końca lutego zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło o 6,1 mld zł, a od końca 2017 roku - już o 29,6 mld zł. 

Niemal nieustanny przyrost długu (wyjątkiem był tutaj ubiegły rok, kiedy zadłużenie kraju pierwszy raz w historii minimalnie się zmniejszyło) nie może pozostać bez znaczenia dla tzw. kosztów obsługi zadłużenia. W skład tego podjęcia wchodzą przede wszystkim odsetki, jakie nasz kraj musi płacić za pożyczane pieniądze. Obecnie rentowności najpopularniejszych na rynku polskich obligacji 10-letnich wynoszą około 3,3 proc. Niby niewiele. Ale jeśli uwzględni się fakt, iż są one naliczane od salda zadłużenia, które wynosi blisko bilion złotych, to nagle okazuje się, że w skali roku potrzeba ok. kilkudziesięciu miliardów złotych, aby ogarnąć spłatę samych tylko odsetek.

Tutaj pojawia się kolejny problem - wszak zasoby finansowe naszego kraju nie są nieograniczone. Ich źródłem w zdecydowanej większości są różnego rodzaju podatki. Niestety rząd PiS ma tendencję do ich cichego podnoszenia. Warto zauważyć, że partia Jarosława Kaczyńskiego już odpowiada za utrzymanie wyższych stawek VAT (mimo, iż od 2017 roku miały być obniżone) oraz zamrożenia progów dochodowych. W trakcie "procesowania" są pomysły ograniczenia liczby produktów i usług, które mogłyby korzystać z obniżonej stawki podatku VAT oraz nałożenia na kierowców opłaty emisyjnej. Z kolei wczorajsza "Rzeczpospolita" donosi, że Ministerstwo Infrastruktury chce opodatkować i ozusować całość dochodów, które otrzymują transportowcy. Warto zauważyć, że wynagrodzenie zasadnicze w tej branży stanowi tylko ok. 30 proc. wypłacanej kwoty. Reszta to zwolnione z podatku PIT i ZUS diety, ryczałty za noclegi, dyżury oraz nadgodziny. Obecnie władza chciałaby to zmienić, tak aby więcej kasy trafiało do budżetu kraju. 

Szacuje się, że na obsługę polskiego zadłużenia potrzeba w tej chwili ok. 30 miliardów złotych w skali roku przy stosunkowo niskich rentownościach obligacji (ok. 3,0 - 3,3 proc.). Co jednak będzie, gdy rynkowe oprocentowanie emitowanych przez polski rząd papierów dłużnych znowu urośnie do poziomu 6,0 - 6,5 proc. (tak jak miało to miejsce za pierwszego rządu Donalda Tuska)? Jeśli obecny rząd PiS, mimo dobrej koniunktury gospodarczej, decyduje się na przemycanie "ukrytych" podwyżek podatków, to co będzie gdy w końcu nadejdzie dekoniunktura (a to, że nadejdzie jest nieuniknione)? Czy wówczas czeka nas prawdziwy festiwal podwyżek podatków i nowych danin publicznych, byleby tylko znaleźć pieniądze na pokrycie kosztów obsługi gigantycznego zadłużenia?

 

Źródło: Zadłużenie Skarbu Państwa (Mf.gov.pl)
Źródło: Rewolucja w przewozach międzynarodowych. Początek końca branży? (Rp.pl)

wpis z dnia 23/05/2018

  


   

     Żydów masowo nie ratowali Niemcy, Rosjanie czy Amerykanie. Żydów ratowali Polacy, co dla wielu jest dziś bardzo niewygodne
wpis z dnia 22/05/2018

 

Irena Sendlerowa, Eugeniusz Łazowski, Aleksander Ładoś, rodzina Ulmów, członkowie Rady Pomocy Żydom i tysiące Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Wszyscy oni w ciemnych i okrutnych latach niemieckiej okupacji, wykazali się niezwykłym wręcz bohaterstwem. Historie wielu z nich mogłyby być kanwą hollywodzkich produkcji. To Polacy w sposób masowy i instytucjonalny ratowali Żydów przed Zagładą. Nie Niemcy. Nie Rosjanie. Nie Amerykanie. Lecz Polacy. I to właśnie jest dziś dla wielu bardzo niewygodną informacją.

Historie Ireny Sendlerowej, Eugeniusza Łazowskiego, Aleksandra Ładosia, rodziny Ulmów czy ponad 6,7 tys. Polaków odznaczonych medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata (najwyższe izraelskie odznaczenie cywilne nadawane nie-Żydom, przyznawane za ratowanie Żydów podczas II wojny światowej) pokazują, że w mrocznych latach II wojny światowej obywatele naszego kraju byli fenomenem na skalę Europy. Mimo, iż sami byliśmy w egzystencjalnym zagrożeniu ze strony niemieckiego okupanta, to wielu naszych przodków decydowało się podjąć dodatkowe ryzyko, aby uratować lub pomóc jak największej grupie Żydów. 

Warto podkreślić szczególnie, że to w Polsce, a nie we Francji, Wlk. Brytanii czy USA powstała Rada Pomocy Żydom (potocznie zwana Żegotą), tj. organizacja humanitarna stworzona przez polski rząd na uchodźstwie, która jako jedyna na świecie w latach 1942-1945 w sposób instytucjonalny organizowała pomoc dla Żydów prześladowanych i eksterminowanych przez Niemców. Warto odnotować, że tylko dzięki działalności członków Żegoty udało się uratować przed śmiercią z rąk Niemców dziesiątki tysięcy Żydów. Warto odnotować, że w samej tylko Warszawie referat dziecięcy Żegoty, kierowany od jesieni 1943 przez Irenę Sendlerową, udzielił pomocy ok. 2500 żydowskim dzieciom z warszawskiego getta. 

Kiedy na terenie naszego kraju zakładano Żegotę, we Francji - która zupełnie oficjalnie podjęła kolaborację z Niemcami - zamiast zinstytucjonalizowanej pomocy dla Żydów państwo organizowało im wywózki do obozów śmierci. Szacuje się, że w ten sposób deportowano na śmierć ok. 76 tysięcy francuskich Żydów, z czego 11 tys. było dziećmi.

Jest całe mnóstwo historii, na bazie których Polacy mogą budować swój pozytywny wizerunek - szczególnie w kontekście II wojny światowej. Jedną z nich jest kwestia pomocy Żydom w przetrwaniu organizowanego przez Niemców Holocaustu. Niestety temat ten dla wielu stał się ostatnio bardzo niewygodny, bowiem przeczy narracji - kreowanej częściowo przez władze Izraela, a częściowo przez amerykańskich polityków oraz organizacje próbujące przejąć bezspadkowe mienie - jakoby Polacy byli współodpowiedzialni za organizację Shoah. 

wpis z dnia 22/05/2018

   


   

     Zamrożenie progów dochodowych, czyli jak władza wydusza coraz większe podatki od coraz szerszej grupy ludzi
wpis z dnia 21/05/2018

 

GUS podał w piątek, że przeciętne wynagrodzenie brutto w kwietniu urosło o 7,8 proc. licząc r/r i obecnie wynosi aż 4.840,44 zł. Z jednej strony takie informacje zawsze cieszą. Wszak statystycznie zarabiamy coraz więcej, a tempo wzrostu napawa optymizmem. Z drugiej strony (o czym mało kto mówi) wzrost wynagrodzeń przy jednoczesnym zamrożeniu progu dochodowego, po przekroczeniu którego trzeba płacić wyższy PIT powoduje, że coraz więcej osób "łapie się" na 32-procentowy podatek dochodowy, mimo że nie są ludźmi bogatymi, a co najwyżej tzw. klasą średnią.

Jeśli wierzyć ostatnim wyliczeniom Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), zgodnie z którymi przeciętne wynagrodzenie brutto w naszym kraju wynosi już 4.840,44 zł, to obecnie aby zacząć płacić podatek dochodowy, taki jaki płacą najbogatsi ludzie w Polsce (tj. 32 proc.), wystarczy że przez cały rok będzie się zarabiać nieco ponad 1,7-krotność wspomnianego powyżej przeciętnego wynagrodzenia. 

Ktoś powie - a kto w Polsce zarabia regularnie przez cały rok 1,7-krotność (lub więcej) przeciętnego wynagrodzenia? Jest to częściowo słuszny argument, bowiem w skali całego kraju grupa ta będzie oczywiście niewielka. Problem polega na tym, że kiedy władza ustanawiała próg rocznych dochodów w wysokości 85.528,00 zł, po przekroczeniu którego trzeba płacić wyższy PIT, statystyczne zarobki Polaków stały na zupełnie innym poziomie niż obecnie. 

W 2009 roku przeciętne wynagrodzenie brutto wynosiło 3102,96 zł. Aby zatem przekroczy próg dochodów, który zmusza do płacenia 32-procentowego podatku PIT, trzeba było co miesiąc przez cały rok zarabiać co najmniej 2,7-krotności ówczesnego przeciętnego wynagrodzenia. Dzisiaj to już tylko 1,7-krotność. 

Pisałem już o tym jakiś czas temu, ale w kontekście szybko rosnących zarobków należy powtórzyć pytanie - kiedy władze zdecydują się na podwyższenie zamrożonego od 9 lat progu dochodowego? Czy sytuacja, w której limit dochodu gwarantujący wejście w tzw. drugi próg podatkowy (wspomniane 32 proc.) przez wiele lat nie uwzględnia zmieniających się okoliczności społeczno-gospodarczych (zmiana wartości pieniądza, inflacja, wyższe nominalne zarobki) jest sytuacją normalną? 

Wyobraźmy sobie, że limit ten nie będzie aktualizowany jeszcze przez kilka kolejnych lat. Może dojść do sytuacji, w której 32-procentowy podatek dochodowy (zamiast 18-procentowego) będą płacić osoby zarabiające już tylko 1-krotność tzw. średniej krajowej. Czy będzie sprawiedliwe traktowanie ich pod względem podatkowym tak samo, jak Kulczyków, Solorzów i innych miliarderów?

 

Źródło: Wynagrodzenie w kwietniu rdr wzrosło o 7,8 proc. - GUS (Stooq.pl)
Źródło: Maksymalne wynagrodzenie aby nie przekroczyć progu podatkowego (Podatki.biz)

wpis z dnia 21/05/2018

   


  

     Baryłka ropy jest tańsza o 1/4 niż w 2014 r., a mimo to cena paliwa na polskich stacjach jest taka sama jak wtedy
wpis z dnia 18/05/2018

 

W kontekście ostatnich podwyżek cen paliw warto zauważyć, że w styczniu 2014 roku baryłka ropy na światowych rynkach kosztowała między 105 a 108 USD (ropa Brent / Ural). W tym czasie cena jednego litra paliwa wahała się między 5,10 a 5,40 PLN. Obecnie ceny paliw znowu osiągnęły wspomniane poziomy. Problem w tym, że baryłka ropy nie kosztuje dziś 105 - 108 USD, a tylko 75 - 78 USD. Różnice kursowe, choć istotne, nie odpowiadają w pełni za cenę tankowanego paliwa. Co zatem powoduje, że na polskich stacjach musimy dziś zostawiać coraz więcej pieniędzy? 

Zasadniczo wyróżnić możemy cztery czynniki, które wpływają na ceny tankowanego na polskich stacjach paliwa. Pierwszym czynnikiem jest cena ropy notowana na rynkach międzynarodowych. Polskie rafinerie w zdecydowanej większości zaopatrują się w ropę poza granicami. Obecnie cena baryłki ropy typu Brent lub Ural waha się między 75 a 78 USD i jest znacznie niższa od tej notowanej na początku 2014 roku (kiedy baryłka kosztowała 105 - 108 USD).

Skoro cena baryłki ropy jest dziś niższa od tej, którą notowano na początku 2014 roku, pojawia się pytanie - dlaczego cena tankowanego paliwa nie odbiega dziś w żaden sposób od tej, która wówczas występowała na polskich stacjach? 

Tutaj w grę wchodzi drugi czynnik jakim jest kurs dolara amerykańskiego. Kontrakty na ropę dostarczaną do polskich rafinerii w większości rozliczane są w USD (bądź uzależnione są od kursu USD). To oznacza, że cena jaką płacimy na stacjach Orlenu lub Lotosu (a w praktyce także na stacjach innych marek, które na terytorium Polski zaopatrują się w rafineriach w Płocku i Gdańsku) jest uzależniona od tego jak dużo warty jest dolar. W tym miejscu warto podkreślić, że na początku 2014 roku 1 USD kosztował ok. 3,05 PLN. Dzisiaj jego cena kształtuje się na poziomie ok. 3,60 PLN. Co za tym idzie - niższe koszty zakupu ropy na rynkach międzynarodowych (oraz zyski z tego tytułu wynikające) są "pożerane" przez wyższą wartość amerykańskiej waluty. 

Różnice walutowe to jednak nie wszystko. Trzecim istotnym czynnikiem mającym wpływ na ceny paliw w Polsce są marże stosowane przez Orlen i Lotos, czyli to, co pozwala producentom paliw w naszym kraju zarabiać grube miliardy złotych. Warto odnotować, że w całym 2014 roku średni poziom modelowej marży rafineryjnej Orlenu wynosił zaledwie 3,40 dolara na baryłce, a modelowej marży petrochemicznej 780,75 euro. Dla porównania - w kwietniu 2018 roku modelowa marża rafineryjna Orlenu wyniosła 4,70 dolara na baryłce, a modelowa marża petrochemiczna kształtowała się na poziomie 864 euro. Co za tym idzie - marże stosowane obecnie wpływają znacznie bardziej na cenę tankowanego paliwa od marż, które funkcjonowały na początku 2014 roku.

Czwartym elementem ceny paliwa, o którym trzeba wspomnieć są podatki. Jarosław Kaczyński celnie kiedyś zauważył, że "Ponad połowa ceny benzyny to podatki". VAT, podatek akcyzowy, opłata paliwowa czy zapasowa przyczyniają się do tego, że rachunek za tankowanie na stacji rośnie o minimum 110 proc. (w relacji do ceny nie zawierającej podatków).

W kontekście powyższego należy zauważyć, że niebawem w życie wejdzie kolejny podatek paliwowy, tj. opłata emisyjna. Ma on być wliczany do ceny tankowanego na polskich stacjach paliwa. Orlen już zapowiedział, że kosztów opłaty emisyjnej nie przerzuci na swoich klientów. Realizację tej obietnicy niestety będzie trudno zweryfikować. Wszak nikt nie udowodni, że dana podwyżka stosowanych przez płocki koncern marż (a należy mieć świadomość, że ich wysokości są zmienne) będzie miała związek z kształtowaniem się cen ropy / kursów dolara, a nie z próbą przerzucenia kosztów nowego podatku rządu PiS na odbiorców końcowych, czyli zwykłych Polaków...

 

Źródło: Ceny ropy (Nafta.wnp.pl)
Źródło: Coraz taniej na stacjach benzynowych. Spadki cen do końca stycznia (Forbes.pl)
Źródło: Marża downstream Orlenu najniższa od 2014 roku (Wnp.pl)
Źródło: Marża rafineryjna PKN Orlen w kwietniu '18 wyniosła 4,7 dol. na baryłce (Bankier.pl)

wpis z dnia 18/05/2018

   


   

     Polski paradoks: kraj "leży na węglu", ale wydobywa go coraz mniej. Rośnie za to jego import z Rosji
wpis z dnia 17/05/2018

 

Okazuje się, że wydobycie węgla kamiennego w naszym kraju z roku na rok jest coraz mniejsze. Jeszcze 6 lat temu (2012 rok) polskie kopalnie wydobyły 79,8 mln ton węgla. W roku 2017 było to już tylko 65,8 mln ton (spadek o 18 proc.). W tym samym czasie istotnie wzrosły ilości węgla importowanego z zagranicy. W ubiegłym roku wwieziono do Polski 13,3 mln ton węgla, czyli aż o 60 proc. więcej niż w roku 2016. Z tego aż 8,7 mln ton pochodziło z Rosji.

Całkowite złoża węgla kamiennego w Polsce, które są możliwe do wydobycia to ok. 16 mld ton. Uwzględniając aktualne wolumeny wydobycia można stwierdzić, że Polska "na węglu leży". Co zatem powoduje, że z roku na rok polskie kopalnie produkują go coraz mniej, a import węgla z zagranicy rośnie?

Zgodnie z informacjami publikowanymi przez Główny Urząd Statystyczny jeszcze w 2012 roku polskie kopalnie wydobyły na powierzchnie 79,8 mln ton węgla kamiennego. Jednak z każdym kolejnym rokiem ilość produkowanego węgla spadała. W 2013 roku było to 77,0 mln ton, w 2014 - 73,2 mln ton, w 2015 - 72,5 mln ton, a w 2016 - 70,4 mln ton. Rekordowy spadek wydobycia odnotowano w 2017 roku, kiedy to polskie kopalnie wyprodukowały zaledwie 65,8 mln ton.

Z racji tej, że zdrowa gospodarka nie znosi próżni, spadek wydobycia węgla kamiennego przez polskie kopalnie zbiegł się w czasie ze zwiększonym importem "czarnego złota" z zagranicy. Zgodnie z informacjami opublikowanymi przez unijny Eurostat - w 2017 roku do Polski wwieziono 13,3 mln ton czarnego paliwa. Było to aż o 60 proc. więcej niż w roku 2016. Co istotne - 8,7 mln ton importowanego węgla pochodziło z rosyjskich kopalni.

Dlaczego posiadając 16 mld ton własnych zasobów węgla kamiennego, jego wydobycie nieustannie spada, a jednocześnie rośnie ilość węgla importowanego z zagranicy? Odpowiedź jest prosta - koszty produkcji węgla wydobywanego w Polsce są coraz wyższe. Wpływ mają na to głównie dwa czynniki: (1) koszty pracy górników zatrudnionych w polskich kopalniach oraz (2) koszty eksploatacyjne. Oficjalne dane GUS mówią, że średnia pensja w sektorze górniczym w Polsce wynosi dziś 7 179,86 zł brutto i jest o blisko 2,5 tys. złotych wyższa od tzw. średniej krajowej. Po drugie - zmniejsza się ilość złóż łatwo dostępnych, których eksploatacja nie wymaga ponoszenia wielkich nakładów finansowych. Aby dostać się do zalegającego pod ziemią "czarnego złota" trzeba coraz częściej kopać głębiej, co naturalnie generuje dodatkowe koszty, które wpływają na cenę końcową sprzedawanego surowca. Konsekwencje powyższego można było zaobserwować podczas ostatniego sezonu grzewczego w składach węgla sprzedających go odbiorcom detalicznym. Pod koniec ubiegłego roku za tonę polskiego węgla w workach trzeba było płacić ok. 800-900 zł. Węgiel rosyjski był prawie zawsze o 100 zł tańszy.

Choć Polska "na węglu leży", to "niewidzialna ręka rynku" robi swoje. Niestety nic nie wskazuje na to, aby w kolejnych latach wydobycie polskiego węgla miało istotnie wzrosnąć i wyprzeć węgiel importowany z tańszych źródeł.

 

Źródło: Na ile jeszcze wystarczy Polsce węgla? (Polska2041.pl)
Źródło: Import węgla z Rosji rośnie. W Polsce brakuje górników i nowych kopalni (Forbes.pl)
Źródło: Baca-Pogorzelska: Sorry, takie mamy złoża. Polska musi importować węgiel (BiznesAlert.pl)

wpis z dnia 17/05/2018

   


  

     Oś Berlin-Moskwa w praktyce: Jedwabny szlak z ominięciem Polski oraz brak unijnych kar dla Gazpromu
wpis z dnia 16/05/2018

 

Przyspiesza współpraca na linii Berlin-Moskwa, której efektem będzie eliminacja Polski, jako istotnego państwa transferowego w Europie. Po tym jak niemieckie firmy dogadały się z rosyjskimi w/s budowy gazociągu Nord Stream II, przyszła kolej na ogarnięcie tematu nowego jedwabnego szlaku. Rosyjska spółka kolejowa RŻD Logistics i niemiecka Deutsche Bahn Cargo właśnie dogadały się, aby towary z Chin do UE przewozić do portów w Kaliningradzie i Bałtyjsku, a stamtąd - omijając Polskę - transportować je statkami do portu w Rostoku i dalej do całej UE. 

Dyrektor generalny rosyjskiej RŻD Logistics oraz prezes niemieckiej Deutsche Bahn Cargo podpisali wczoraj w Moskwie umowę w/s uruchomienia wspólnej, multimodalnej usługi dotyczącej przewozu kontenerów na linii Chiny - Europa. Zgodnie z umową RŻD Logistics będzie odpowiedzialna za organizację pociągów towarowych od punktów granicznych z Chinami do portów znajdujących się w Obwodzie Kaliningradzkim (w praktyce chodzi o port w Kaliningradzie oraz Bałtyjsku). Z kolei DB Cargo zorganizuje transport kontenerów na morskim odcinku pomiędzy portami Obwodu Kaliningradzkiego, a niemieckim portem w Rostoku oraz zapewni dalszą obsługę ładunków kontenerowych na terytorium UE (tj. dostarczanie ładunków do poszczególnych terminali kontenerowych rozlokowanych na terytorium całej Unii).

O przyspieszającej współpracy na linii Berlin-Moskwa świadczy nie tylko umowa między RŻD Logistics a Deutsche Bahn Cargo. Wiele wskazuje na to, że do końca maja Komisja Europejska (pod naporem Berlina) zaproponuje, aby w żaden sposób nie karać rosyjskiego Gazpromu za nadużycia i wykorzystywanie pozycji dominującej w państwach UE w Europie Środkowo-Wschodniej. Dodatkowo wyszło na jaw, że grupa dziennikarzy niemieckiego "Der Spiegel" prowadzi działania zbieżne z rosyjską propagandą. W swoich artykułach podkreślą oni walory projektu Nord Stream II oraz nawołują rząd RFN do uznania "rosyjskiej strefy wpływów" rozciągającej się na kraje byłego ZSRR. 

Historia z niemiecko-rosyjską umową w/s obsługi nowego jedwabnego szlaku pokazuje również, że współczesne relacje polityczno-gospodarcze nie lubią pustki. Przypomnijmy, że pod koniec 2016 roku Antonii Macierewicz - jako minister obrony narodowej - nie wyraził zgody na sprzedaż terenów po byłej jednostce wojskowej pod Łodzią, na których polsko-chińska firma miała zbudować gigantyczny hub przeładunkowo-kolejowy (tzw. "suchy port", czy jak kto woli - terminal intermodalny) dla pociągów towarowych jeżdżących do i z Chengdu w Chinach. 

- "Ta koncepcja ekspansji Chin jest częścią całościowej koncepcji porozumienia Europy Zachodniej z Rosją i Chinami, a także wyeliminowania z obszaru eurazjatyckiego wpływów Stanów Zjednoczonych oraz zlikwidowania niepodległego bytu Polski, bo to Polska na styku między wpływami rosyjsko-chińskimi i niemieckimi jest jedynym krajem mogącym zorganizować alternatywę wobec takiej eurazjatyckiej super potęgi" - stwierdził Macierewicz podczas wywiadu udzielonego polonijnemu medium "Goniec TV Toronto". 

No cóż - skoro reprezentuje się interesy USA w Europie, a pomija własne, to trzeba się liczyć z tym, że niewykorzystane okazje (takie jak perspektywa osiągnięcia statusu strategicznego hubu towarowego Europy) będą wykorzystywane przez inne państwa. Wszystko wskazuje na to, że dogadanie się Niemców z Rosjanami w zakresie obsługi nowego jedwabnego szlaku, jest tego klasycznym przykładem.

 

Źródło: DB Cargo and RZD Logistics start container service China-Europe (railfreight.com)
Źródło: Ugoda KE-Gazprom w przyszłym tygodniu? (BiznesAlert.pl)
Źródło: Skandal w Der Spiegel. Niemieccy dziennikarze bronią Rosji oraz Nord Stream 2 i kupczą losem Ukrainy (Energetyka24.com)
Źródło: Polska nie wykorzystuje możliwości Jedwabnego Szlaku. Polityka ważniejsza od gospodarki? (Money.pl)

wpis z dnia 16/05/2018

   


  

     Orban: Priorytetem naszej polityki zagranicznej jest trójkąt Berlin - Moskwa - Ankara. Węgry na wskroś pragmatyczne
wpis z dnia 15/05/2018

 

Viktor Orban wie, że zarządzany przez niego kraj nie ma szans stać się samodzielną potęgą w jakimkolwiek wymiarze. Wie, że tylko odpowiednia konfiguracja w relacjach do Brukseli, Berlina, Moskwy, Ankary i Pekina zapewni Węgrom stabilność i dobre warunki do dalszego rozwoju. Polska wizja była nieco inna. W Europie mieliśmy mieć status podobny, do tego jaki ma Izrael na Bliskim Wschodzie. Niestety wyszła z tego co najwyżej ustawa "447" i konieczność ułożenia się w relacjach międzynarodowych na nowo. Może warto podejrzeć jak robią to w Budapeszcie?

Viktor Orban podczas wygłaszania swojego ostatniego expose wyraźnie podkreślił, że w najbliższych latach chce rozbudować strategiczne relacje z Polską, szczególnie w kontekście wspólnych interesów gospodarczych. Priorytetem polityki zagranicznej będzie jednak "trójkąt Berlin - Moskwa - Ankara", czyli coś, co w warunkach polskiej polityki zagranicznej wydaje się być niemożliwą do zrealizowania zupełną egzotyką.

Fakty są takie, że po wyborach 2015 roku rząd PiS zdecydował się na zupełnie inną wizję polityki zagranicznej. Dość bliskie (by nie powiedzieć wiernopoddańcze) relacje z Berlinem miały zostać zastąpione wzmocnionym, bilateralnym sojuszem z USA. Wszystko szło pięknie (kontrakt na francuskie Caracale został uwalony, amerykańscy żołnierze wylądowali na Mazurach, Trump przyjechał do Polski i wygłosił najlepsze przemówienie amerykańskiego prezydenta skierowane do Polaków w historii) do momentu, kiedy środowiska żydowskie za oceanem oraz władze Izraela nie stwierdziły, że projekt nowej ustawy reprywatyzacyjnej im się nie podoba. Pod pozorem walki z nowelizacją ustawy o IPN (która była tylko pretekstem do bezprecedensowego uderzenia), wspomniane środowiska wymusiły na władzach USA przedefiniowanie założeń nowego sojuszu polsko-amerykańskiego. 

Formalnie w relacjach między USA a Polską nic się nie zmieniło. W praktyce dostaliśmy na klatę ustawę "447" oraz wizję wielomiliardowych i bezprawnych roszczeń bezspadkowych wysuwanych wobec polskiego rządu przez organizacje żydowskie.

Jakże inaczej wygląda to w przypadku orbanowskich Węgier. Premier Orban zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że w przypadku takiego kraju jak Węgry politykę międzynarodową trzeba uprawiać na wielu, niekoniecznie zbieżnych frontach. Trzeba przyznać, że wychodzi mu to całkiem nieźle. Z jednej strony Orban forsuje na Węgrzech zmiany prawa, które w przypadku Polski stały się powodem do wszczęcia procedury z art. 7 TUE. Z drugiej strony jest on członkiem Europejskiej Partii Ludowej, czyli frakcji eurokratów do której należy Juncker, Tusk i Timmermans. Z jednej strony mówi o potrzebie wzmocnienia strategicznych relacji z Polską, szczególnie w kontekście wspólnych interesów gospodarczych. Z drugiej robi "misie" z Putinem, dogaduje się z Gazpromem, a kolejną po Polsce podróż zagraniczną jedzie do... Izraela, z którego władzami żyje w świetnych relacjach. Z jednej strony zapowiada, że w najbliższych latach Węgry staną się piątym państwem w UE, w którym najlepiej się żyje i pracuje. Z drugiej jednak strony wie doskonale, że bez unijnych (niemieckich) pieniędzy nie uda mu się tego uczynić.

Orban lawiruje. Bogu świeczka, a diabłu ogarek. Nie stawia wszystkiego na jedną kartę. Potrafi się układać nie tylko z Brukselą, Warszawą czy Berlinem, ale również z Moskwą, Ankarą i Pekinem. A wszystko podporządkowane jednemu celowi - Węgrom, gdyż to one - z perspektywy Orbana - są na pierwszym miejscu.

 

Źródło: Dominik Hejj: Viktor Orban nie zmienia swoich poglądów (PolskieRadio.pl)
Źródło: Dominik Hejj (Twitter.com)

wpis z dnia 15/05/2018

    


  

     Rząd chce hojnie dopłacać do zakupu aut elektrycznych. Nawet po 25 tys. zł! Zagraniczni producenci już zacierają ręce
wpis z dnia 14/05/2018

 

Sprawa tzw. elektromobilności i dopłat do zakupu pojazdów elektrycznych pokazuje, że rząd traci kontakt z twardą rzeczywistością. Minister Krzysztof Tchórzewski zapowiedział w ubiegłym tygodniu dopłaty dla osób gotowych kupić sobie nowego "elektryka". W 2019 r. miałyby one wynieść do 25 tys. zł na auto. Dofinansowanie mogłoby objąć rocznie do kilkudziesięciu tysięcy pojazdów. Razem daje nam to potężną kwotę, która w praktyce zasili konta zagranicznych firm produkujących auta elektryczne. Jednocześnie rząd nie ma kasy na opiekunów niepełnosprawnych... 

Przypomnijmy - rządowy "Plan Rozwoju Elektromobilności" zakłada, że do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć 1 milion samochodów elektrycznych. Aby było to możliwe Fundusz Niskoemisyjnego Transportu (to na niego pójdzie nowa opłata emisyjna doliczana do ceny paliwa) ma dopłacać chętnym do zakupu nowych aut o napędzie elektrycznym. 

- "W ramach Funduszu Niskoemisyjnego Transportu planujemy dofinansowanie zakupu kilkudziesięciu tysięcy samochodów elektrycznych wraz z budową ok. 20 tys. punktów ładowania w całym kraju. W 2019 r. dopłaty do zakupu samochodu elektrycznego mogą już wynieść ok. 25 tys. zł na pojazd. W kolejnych latach wysokość wparcia będzie zależna od potrzeb klientów i kształtowania się rynku" - stwierdził minister energii Krzysztof Tchórzewski. 

Wypowiadając te słowa minister Tchórzewski zapomniał o jednej bardzo ważnej kwestii, która sprawia że cały projekt "miliona elektryków" staje pod wielkim znakiem zapytania. Otóż osiągnięcie tej liczby aut elektrycznych w Polsce do 2025 roku będzie się wiązało z wygenerowaniem dodatkowego zapotrzebowania na energię na poziomie 4,3 TWh2 rocznie. Problem w tym, że już teraz w naszym kraju brakuje prądu (musimy go dokupować za granicą - głównie z Niemiec), a planowane i budowane nowe bloki elektrowni i tak nie będą w stanie pokryć deficytu jaki powstanie, gdy na ulice polskich miast wyjedzie milion aut elektrycznych. To wszystko sprawia, że rządowy "Plan Rozwoju Elektromobilności" jest albo wymysłem czysto politycznym, stworzonym na potrzeby zbliżających się kampanii wyborczych, albo ma na celu realizację interesów Niemiec (gdyż, aby sprostać popytowi na prąd trzeba go będzie sprowadzać od naszego zachodniego sąsiada). 

Tak czy inaczej, to że pomysł dopłacania do zakupu samochodów elektrycznych wyszedł ze strony rządu (a dokładnie Ministerstwa Energii) pokazuje, jak silny (i skuteczny) musi być w tej kwestii lobbing producentów tego typu pojazdów. Nie da się bowiem ukryć, że dopłaty w wysokości do 25 tys. zł są dla rządu PiS politycznie bardzo ryzykowne (szczególnie jeśli się je zestawi z informacjami, że opiekunowie osób niepełnosprawnych nie mogą liczyć na kilkaset złotych w gotówce, a NFZ odmawia refundacji leków ratujących życie). Ktoś zatem musiał wywrzeć na przedstawicielach władzy duże wrażenie, że zdecydowali się oni wejść w ten projekt, mimo zupełnie czytelnych ryzyk o charakterze politycznym czy ekonomicznym.

 

Źródło: Rząd dopłaci po 25 tys. zł do aut elektrycznych? (WysokieNapiecie.pl)
Źródło: Plan Rozwoju Elektromobilności w Polsce (BIP.ME.gov.pl)

wpis z dnia 14/05/2018

   


   

     Kasa, kumoterstwo i wspieranie swoich. Dlaczego PiS poszedł dokładnie tą samą ścieżką co PO?
wpis z dnia 11/05/2018

 

Szef skompromitowanej Polskiej Fundacji Narodowej zarobił w rok 282,6 tys. zł brutto. Wspierający władzę tygodnik "Sieci" dostał 238 tys. zł za artykuły zlecane przez agencje rządowe. W spółkach Skarbu Państwa szerzy się nepotyzm i kumoterstwo takie, jak za najgorszych czasów PO-PSL. O nagrodach, które "się należały" nawet nie będę wspominał. A wszystko to jest zalewane siermiężną propagandą serwowaną przez publiczną TV. Przy takiej konfiguracji PiS nie ma najmniejszych szans na powtórzenie wyniku wyborów z 2015 roku, kiedy wygrał dzięki poparciu "normalsów".

Fakty są takie, że PiS od kilkunastu tygodni nie może przejąć politycznej inicjatywy. Napływające szerokim strumieniem informacje o kolejnych kompromitacjach i chaotycznych działaniach Polskiej Fundacji Narodowej, nepotyzmie i kumoterstwie w spółkach Skarbu Państwa czy wizerunkowych wtopach polityków "Dobrej zmiany" zdecydowanie przesłaniają wszelkie pozytywne informacje generowane przez partię Jarosława Kaczyńskiego. Rząd nie może przebić się ze swoimi narracjami, bowiem przegrywają one z kolejnymi doniesieniami na temat finansowego uprzywilejowania władzy i ludzi jej służących.

Jeśli po władzę idzie się przedstawiając, jako alternatywa dla totalnie skompromitowanej ekipy PO-PSL, to trzeba się liczyć z utratą wiarygodności i poparcia społecznego, gdy wejdzie się w buty swoich poprzedników. W PiS chyba o tym zupełnie zapomniano. No bo jak inaczej zinterpretować fakt, że propaganda rządowej telewizji jest dokładnie taka sama (jeśli nie silniejsza, a już na pewno toporniejsza) od tej serwowanej za czasów PO? Jak podejść do sytuacji, w której powiela się schemat "wspierania" swoich gazet i tygodników zleceniami publikacji artykułów sponsorowanych przez rządowe agencje? Jak wyjaśnić to, że w spółkach Skarbu Państwa zatrudniani są lokalni działacze PiS, stare układy polityczno-towarzyskie zostały zastąpione nowymi, a biurokracja zamiast się kurczyć, nadal przyrasta? 

PiS, aby wygrać kolejne wybory, powinien zabiegać przede wszystkich o głosy szeroko rozumianego centrum. Większość z tych ludzi to tzw. "normalsi", którzy nie są w stanie wybaczać politykom ich błędów i kompromitacji (tak jak robi to partyjny "beton"). Niestety na pół roku przed elekcją samorządową i półtora roku przed wyborami parlamentarnymi nic nie wskazuje, aby sposób uprawiania polityki przez PiS miał ulec jakieś diametralnej zmianie. A to oznacza rychłą porażkę i prawdopodobny powrót do władzy ekipy znanej z wyprzedawania majątku narodowego, podnoszenia podatków oraz uległości wobec Berlina.

Jeśli przedstawiciele partii Jarosława Kaczyńskiego liczyli na to, że nikt nie zauważy rażącego kumoterstwa, nepotyzmu oraz arogancji, to się mylili. Polacy są pod tym względem bardzo wyczuleni i każda próba mówienia, że jest inaczej musi się skończyć fiaskiem. Dodatkowo, wydaje się, że platformiana opozycja odrobiła lekcję z przegranych kampanii wyborczych, czego najlepszym dowodem jest to, że stosuje dziś wobec PiS-u te same mechanizmy, które w 2015 roku pozwoliły PiS-owi skompromitować Bronisława Komorowskiego i Ewę Kopacz.

 

Źródło: Jan Kunert (Twitter.com)
Źródło: Jan Kunert (Twitter.com)

wpis z dnia 11/05/2018

                                           


    

Starsze wpisy dostępne w archiwum:

2018: 01 | 02 | 03 | 04 | 05

2017: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2016: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2015: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2014: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2013: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2012: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

     


 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu

 

 

         


r e k l a m y


 POLECANE INFORMACJE i OPINIE: 

     Odbyła się pierwsza rozprawa w/s roszczeń 24 osób, które chcą zwrotu wielu pożydowskich nieruchomości w Żegocinie

Wczoraj w sądzie w Bochni odbyła się pierwsza rozprawa, w której 24 osoby pochodzące z Izraela, USA, Meksyku i Austrii domagają się zwrotu wielu budynków i gruntów położonych w centrum Żegociny. Przed wojną nieruchomości te były własnością kilku żydowskich rodzin. Po wojnie, w oparciu o dekret o majątkach opuszczonych i poniemieckich, zostały przejęte przez Skarb Państwa, co ostatecznie zostało potwierdzone w 1960 roku prawomocnym orzeczeniem sądu. Obecnie skarżący chcą unieważnienia tego orzeczenia i otrzymania tytułu własności dla wspomnianych nieruchomości.

(24/05/2018)

 

     Dlaczego władza nie odpowiada na interpelacje i zapytania? Rekordzista nie chce udzielić informacji już od 448 dni!

Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem każdy poseł może złożyć do premiera lub konkretnego ministra interpelacje (zapytanie), na które odpowiedź pisemna winna być sporządzona w ciągu 21 dni. Jest to jedna z podstawowych form kontroli władzy ustawodawczej nad organami władzy wykonawczej. Niestety forma ta mocno kuleje. Na oficjalnej stronie Sejmu lista opóźnionych interpelacji (tj. takich, na których przedstawiciele władzy nie udzielili odpowiedzi w ustawowym terminie) liczy sobie już 413 pozycji. Rekord w długości nieodpowiadania to obecnie 448 dni!

(24/05/2018)

 

     Największym beneficjentem braku elektrowni atomowej w Polsce są kraje, od których dziś musimy kupować brakujący prąd

Dlaczego Polska od ponad 9 lat nie może podjąć decyzji w/s rozpoczęcia budowy elektrowni atomowej? Dlaczego, mimo iż w tym celu wydano już 958 mln zł, to nadal nie ustalono nawet jej lokalizacji? Sprawa staje się nieco jaśniejsza, gdy uświadomimy sobie dwie kwestie - po pierwsze: od 2014 r. Polska jest importerem prądu. To oznacza, że zużywa go więcej niż jest w stanie wyprodukować i musi go sprowadzać z zagranicy. Po drugie - okazuje się, że krótkoterminowo bardziej opłaca się kupować prąd na bieżąco od sąsiadów niż budować nową elektrownie za 50 mld zł.

(23/05/2018)

 

     Niemcy mogą wycinać puszcze, budować kopalnie, elektrownie czy podmorskie gazociągi. Polacy wszędzie napotykają problemy

Nasi zachodni sąsiedzi bez większych problemów mogli wyciąć prastarą puszczę w Hambach, bo przeszkadzała w budowie kopalni węgla brunatnego. Dodatkowo, nie zważając na protesty ekologów, dogadali się z Rosjanami w/s Nord Streamu. Polacy, gdy chcieli budować kopalnie węgla brunatnego niedaleko granicy z Niemcami, musieli się zmierzyć z destrukcją procesową ze strony niemieckich samorządów, które ostatecznie skutecznie zablokowały tę inwestycję. W przypadku tylko planowanej pierwszej polskiej elektrowni atomowej Niemcy zdążyli już wysłać aż 20 tys. oficjalnych protestów.

(22/05/2018)

 

     Mądrość etapu Lecha Wałęsy: Przypomnijmy, że za PO chciał "pałować" ludzi protestujących na terenie parlamentu

Były prezydent Lech Wałęsa zapowiedział, że w poniedziałek pojawi się w Sejmie u protestujących, aby udzielić im swojego poparcia. Co ciekawe - kilka lat wcześniej, kiedy protesty odbywały się przeciwko rządowi PO-PSL, laureat pokojowej Nagrody Nobla twierdził, że protestujących i blokujących teren parlamentu trzeba "pałować", bo nie szanują władzy, a premierowi Tuskowi zarzucał brak zdecydowania: - "Władzę trzeba szanować, wybierać mądrze, brać udział w wyborach, organizować się. Ale potem: szacunek!".

(18/05/2018)

 

     Komu pomagają fake-newsy? Okazuje się, że Tuskowi. Kampania prezydencka 2020 ruszyła pełną parą

Dwa dni temu po sieci krążyła fałszywa informacja, jakoby prezydent Andrzej Duda miał przyjąć zaproszenie od burmistrza Jersey City Stevena Fulopa i razem z nim złożyć kwiaty pod pomnikiem katyńskim. Nie da się ukryć, że takie uhonorowanie tej kontrowersyjną postaci, która nazwała polskiego marszałka Senatu "znanym antysemitą", "białym nacjonalistą" i "osobą zaprzeczającą Holocaustowi", byłoby dla prezydenta strzałem w stopę. Oczywiście news ten okazał się fejkiem. Prezydent złożył kwiaty bez Fulopa, a po tym wręczył mu książkę o Katyniu, aby się douczył.

(18/05/2018)



     W małej Islandii w 2 dni zebrano 20 tys. podpisów w/s bojkotu Eurowizji w Izraelu. To tak, jakby w Polsce w 2 dni zebrać 2,1 mln podpisów

Blisko 20 tys. podpisów Islandczyków w zaledwie dwa dni udało się zebrać pod petycją, aby Islandia oficjalnie zbojkotowała konkurs Eurowizji, jaki w przyszłym roku odbędzie się w Izraelu. Powód? Chodzi o rażące łamanie praw człowieka przez izraelskie władze w Stefie Gazy. Ktoś powie, że 20 tys. podpisów to mało. Owszem. Należy mieć jednak na względzie, że cała Islandia liczy 365 tys. mieszkańców. Przekładając proporcje to tak, jakby w Polsce w 2 dni ktoś zebrał blisko 2,1 miliona podpisów (!).

(17/05/2018)

 

     Izraelscy snajperzy urządzają masakrę w Strefie Gazy zabijając 55 osób i raniąc 2400. Tymczasem Warszawa podświetla PKiN w barwy Izraela

Wczoraj na granicy Strefy Gazy doszło do wielotysięcznych protestów Palestyńczyków w związku z otwarciem przez USA swojej ambasady w Jerozolimie i uznaniu tego miasta przez amerykańskie władze za stolicę Izraela (przypomnijmy - Jerozolima została zajęta przez Izrael dopiero w 1967 roku w trakcie tzw. wojny sześciodniowej). Izraelscy snajperzy otworzyli ogień do protestujących Palestyńczyków. Zginęło co najmniej 55 osób, a rannych zostało ok. 2400. Niemal w tym samym czasie Warszawa podświetla w barwy Izraela PKiN oraz Most Śląsko-Dąbrowski.

(15/05/2018)

 

     Zadłużenie szpitala w Grudziądzu w ciągu 5 lat powiększyło się z 203 do 420 mln zł. W tym czasie nieustannie rządziła tam PO

Problem rosnącego zadłużenia i kosztów jego obsługi dotyczy nie tylko instytucji centralnych naszego państwa. Ma on także wymiar lokalny. Okazuje się, że najbardziej zadłużonym szpitalem w Polsce jest Regionalny Szpital Specjalistyczny im. dr W. Biegańskiego w Grudziądzu. Jeszcze w 2011 r. całkowite zadłużenie tej placówki szacowane było na 203 mln zł. Na koniec 2016 r. urosło do 420 mln zł. Warto odnotować, że pieczę nad szpitalem sprawują władze miejskie Grudziądza, czyli w praktyce rządząca tam nieprzerwanie od 2006 r. Platforma Obywatelska.

(14/05/2018)

 

     Jeden poseł PO już siedzi w areszcie. Kolejny lada chwila może usłyszeć zarzuty. Sobotni "Marsz wolności" nabiera nowego znaczenia

Przypomnijmy, że Stanisław Gawłowski, sekretarz generalny PO, już niemal od miesiąca siedzi w areszcie w związku z zarzutami korupcyjnymi. Czy niebawem dołączy do niego szef klubu PO - Sławomir Neumann? Wniosek Prokuratury Krajowej o wyrażenie zgody na pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej już trafił do sejmowej Komisji Regulaminowej. Jutrzejszy "Marsz wolności" (organizowany przez partię, za rządów której inwigilowano dziennikarzy, ograniczano wolność zgromadzeń i próbowano przeforsować ACTA) nabiera zatem zupełnie nowego znaczenia.

(11/05/2018)

 

     UE kwestionuje 181 mln € pomocy dla Przewozów Regionalnych. Ponad 11 tys. razy większa pomoc (2 bln €) dla zachodnich banków była jednak O.K.

Po tym jak Przewozy Regionalne (największy w Polsce przewoźnik kolejowy) po raz pierwszy od 15 lat osiągnęły zysk, Komisja Europejska postanowiła wszcząć postępowanie w/s restrukturyzacji tej spółki i sprawdzić, czy pomoc państwowej Agencji Rozwoju Przemysłu, która dokapitalizowała Przewozy kwotą 770 mln zł (ok. 181 mln euro), była aby na pewno legalna. W kontekście powyższego warto przypomnieć, że w latach 2008 - 2010 banki funkcjonujące w strefie euro w ramach restrukturyzacji otrzymały 2 036 miliardów € państwowej pomocy publicznej. UE nie widziała problemu.

(10/05/2018)

 

     W 1983 roku w Polsce urodziło się 723 tys. dzieci. W 2017 już tylko 403 tys. Ratunkiem młodzi Ukraińcy?

Według najnowszych danych Eurostatu w Polsce na jedną osobę w wieku powyżej 65 lat przypadają cztery osoby w wieku produkcyjnym (15-64 lata), a tzw. wskaźnik obciążenia demograficznego wynosi 24,2% Patrząc na wyniki innych państw Europy nadal nie wygląda to najgorzej. Jeśli jednak spojrzymy przez pryzmat trendu, to wychodzi, że demograficznie wpadliśmy w poważne tarapaty. Okazuje się bowiem, że jeszcze 10 lat temu na jednego seniora przypadało pięć osób w wieku produkcyjnym, a wskaźnik obciążenia demograficznego wynosił zaledwie 19%. Co będzie za kolejne 10 lat?

(9/05/2018)

 

     75 lat temu żydowscy i radzieccy partyzanci dokonali pacyfikacji polskiej wsi Naliboki. Zamordowali 128 Polaków

Wczesnym rankiem 8 maja 1943 r. oddziały radzieckich partyzantów z brygady "Stalina", przy współudziale partyzantów żydowskich, dokonały pacyfikacji polskiej wsi Naliboki. Mordowano przede wszystkim mieszkańców wsi podejrzewanych o przynależność do lokalnych oddziałów samoobrony (założonych w obawie przed atakami partyzantów właśnie) lub Armii Krajowej. W czasie ataku spalono kościół, szkołę, pocztę, remizę i część domów mieszkalnych. Niemal całą wioskę ograbiono. Kilka miesięcy później wieś została spacyfikowana po raz drugi. Tym razem przez Niemców.

(8/05/2018)

 

     Niemcy mają w Polsce 2,5 tys. sklepów i zgarnęli tu projekty budowlane za 20 mld €. Kto wygrał na unijnej integracji?

Od czasu wejścia Polski do UE liczba Lidlów, Rossmannów, Kauflandów, Praktikerów, Schleckerów i innych niemieckich sklepów wzrosła w naszym kraju dziesięciokrotnie do poziomu ok. 2,5 tys. Dodatkowo niemieckie firmy budowlane z tytułu realizacji różnego rodzaju projektów infrastrukturalnych w Polsce zgarnęły zlecenia o wartości ok. 20 mld euro. Dla porównania - Polacy w Niemczech od momentu integracji założyli ok. 20 sklepów, a wartość kontraktów budowlanych zrealizowanych przez polskie firmy w Niemczech do 2014 roku nie przekroczyła 0,2 mld euro.

(7/05/2018)

 

     Mało znany fakt: Steven Fulop, który dziś chce usunąć Pomnik Katyński, był sponsorowany przez Sorosa

Okazuje się, że kampania wyborcza Stevena Fulopa, burmistrza Jersey City, który obecnie chce usunąć z reprezentacyjnego placu Pomnik Katyński, była sponsorowana m.in. przez Alexandra Sorosa - syna George'a Sorosa. Fulop otrzymał od Sorosa dotację w wysokości 45.000 USD. Nie, abym szukał jakiś spiskowych powiązań i teorii, ale młody Soros (w tym roku ukończy 33 lata) zasłynął wcześniej jako jeden z fundatorów organizacji "Jewish Funds for Justice". A stąd już blisko do środowisk napędzających akcję dyfamacji przeciwko Polsce.

(7/05/2018)

 

     Mieli dziesiątki miliardów złotych przychodu, a nie zapłacili w Polsce żadnego podatku dochodowego. Jak to możliwe?

Współczesna inżynieria finansowa umożliwia takie zarządzanie przychodami, którego efektem będzie minimalizacja konieczności płacenia jakichkolwiek podatków dochodowych. Aby osiągnąć ten cel należy generować koszty działalności, które obniżają podstawę opodatkowania. Zagraniczni właściciele firm działających w Polsce często stosują różnego rodzaju opłaty licencyjne lub pożyczki, których obsługa kosztuje grube miliony złotych. Efekt jest taki, że zmniejsza się podstawa do opodatkowania, a owoce wzrostu gospodarczego płyną bezpośrednio do Berlina, Londynu czy Paryża.

(4/05/2018)

 

     Kneset debatuje nad prawem, które jest nazywane wstępem do ustaw norymberskich. A mówią, że to w Polsce odradza się faszyzm...

Szacuje się, że 18 proc. obywateli Izraela stanowią Arabowie. Do tej pory mieli oni zagwarantowane pełne prawa obywatelskie. Niebawem może się to jednak zmienić. Skrajnie prawicowa partia premiera Binjamina Netanjahu szykuje bowiem w Knesecie prawo (tzw. "Nation-state bill"), które definiuje Izrael jako "państwo dla Żydów". Ustawa degraduje status języka arabskiego (który dziś, obok hebrajskiego, jest w Izraelu językiem urzędowym) oraz umożliwia budowanie nowych osiedli (wspólnot) mieszkalnych "tylko dla Żydów".

(2/05/2018)

 

     Mieszkanie+ miało być cudowną bronią rządu PiS. Zamiast tego będzie tylko politycznym kapiszonem

Kiedy w czerwcu 2016 roku rząd Beaty Szydło prezentował założenia do Narodowego Programu Mieszkaniowego "Mieszkanie plus" cała lewica i totalna opozycja wyła ze strachu. Oto bowiem wydawało się, że problemy mieszkaniowe Polaków zostaną rozwiązane raz na zawsze. Rząd przewidywał, że rocznie będzie budował po kilkadziesiąt tysięcy mieszkań pod tani wynajem (10-20 zł za metr). Po blisko dwóch latach okazało się, że pierwotne obietnice rządu są niemożliwe do realizacji, a z początkowych założeń programu "Mieszkanie Plus" zostały strzępy.

(30/04/2018)

 

     Rząd ciągle zwiększa zadłużenie Polski. W pierwszym kwartale rosło ono w rekordowym tempie 327 mln zł dziennie!

Rewelacyjne odczyty z roku ubiegłego, kiedy pierwszy raz w historii dług Polski udało się obniżyć, są już tylko wspomnieniem. Początek roku 2018 przyniósł potężne wzrosty zadłużenia, o czym raczej nie usłyszymy w TVP. Tylko w ciągu trzech miesięcy (styczeń - marzec) dług powiększył się nominalnie aż o 29,5 mld zł. To oznacza, że zobowiązania finansowe Polski przyrastały dziennie o kwotę 327 milionów zł! Jeśli takie tempo utrzyma się w kolejnych miesiącach, rok 2018 może się okazać najgorszy w historii pod względem przyrostu salda zadłużenia.

(26/04/2018)

 

     W UE nie ma kary śmierci, nawet wobec morderców. Wyjątek stanowią chore dzieci, które można skazać na śmierć głodową

Malutki Alfie Evans miał umrzeć po kilku minutach od chwili odłączenia aparatury podtrzymującej życie. Okazuje się, że chłopiec żyje i oddycha samodzielnie już ponad dobę. Sąd rodzinny w Manchesterze odrzucił jednak wniosek rodziców Alfiego o zgodę na przewiezienie chłopca do Włoch (specjalnie w tym celu otrzymał włoskie obywatelstwo), gdzie możliwe byłoby jego dalsze podtrzymywanie przy życiu. Sędzia przychylił się do opinii lekarzy, że taki ruch byłby "zbyt niebezpieczny dla zdrowia dziecka" (sic!). Tak, ale śmierć głodowa jest z pewnością lepsza...

(25/04/2018)

 

     Uderzająca amnezja Donalda Tuska. Jakie to znamienne, że oni mało co pamiętają z okresu 2010 - 2012

- "Nie mam tego w pamięci", "Nie interesowałem się tym", "Nie przypominam sobie takich faktów", "Tego typu zdarzenia mogły umknąć mojej pamięci", "Nie umiem precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie" - amnezja Donalda Tuska, jeśli chodzi o rozdzielenie wizyt premiera i prezydenta w Katyniu na 7 i 10 kwietnia 2010 r., jest wręcz uderzająca. Były premier jest niestety kolejnym członkiem platformianego środowiska, którego dotknęła plaga niepamięci. Wcześniej mogliśmy to obserwować w przypadku osób zeznających w/s Amber Gold.

(24/04/2018)

 

     Hipokryci. W 2013 odrzucają projekt podniesienia świadczeń dla opiekunów osób niepełnosprawnych. Dziś pierwsi do rozliczania

W toku polityczno-medialnej nawalanki związanej z protestem opiekunów osób niepełnosprawnych warto przypomnieć, że niektórzy jej uczestnicy z czystej przyzwoitości powinni dziś milczeć. Mam tu na myśli ekipę Platformy Obywatelskiej - obecnie są pierwsi do krytykowania i rozliczania, a powinni zacząć od siebie. Otóż w 2013 roku rząd Tuska negatywnie zaopiniował poselski projekt podniesienia świadczeń dla opiekunów osób niepełnosprawnych. Chwilę później ekipa PO uchwaliła ustawę odbierającą części opiekunom zasiłek wysokości 520 złotych...

(23/04/2018)

 

     Pół tysiąca neonazistów świętowało w niemieckim Ostritz urodziny Hitlera. Czy będzie reakcja, jak w przypadku 5 polskich neonazistów z lasu?

Przypomnijmy - w styczniu TVN przez kilka dni grzał jako "jedynkę" temat pięciu polskich neonazistów z lasu pod Wodzisławiem, którzy świętowali urodziny Hitlera. Lech Wałęsa ogłosił wówczas, że w Polsce mamy faszyzm, a kilka dni później Izrael stwierdził, że nasz kraj neguje Holocaust. Czy obecnie możemy się spodziewać podobnych reakcji na zorganizowany w dniu urodzin Hitlera w niemieckim Ostritz festiwal Schild und Schwert (w skrócie SS), na który zjechało nie 5 (jak w lesie pod Wodzisławiem) lecz ok. 500 neofaszystów?

(23/04/2018)

 

     Mord w Michniowie: Niemcy nie mieli żadnej litości. Najmłodszą ofiarą masakry był spalony żywcem 9-dniowy Stefan Dąbrowa

Rzeź Michniowa przeszła do historii, jako jedna z najokrutniejszych niemieckich pacyfikacji dokonanych na Polakach w czasie II wojny światowej. W dniach 12-13 lipca 1943 roku zostało zamordowanych 204 mieszkańców Michniowa – w tym 102 mężczyzn, 54 kobiety i 48 dzieci. Ofiary były zabijane strzałami z karabinów, rozrywane grantami, palone w stodołach. Najmłodszym zamordowanym był Stefan Dąbrowa. W chwili wrzucenia do ognia miał zaledwie 9 dni. Całkowicie wymordowanych zostało 11 rodzin.

(20/04/2018)

 

     Oto jak pracują posłowie: od 18 kwietnia do 8 maja w Sejmie nic się nie dzieje. Tak wygląda "długi weekend majowy"

Kalendarz prac parlamentarnych oraz komisji sejmowych jest rzecz jasna dostosowany przerw świątecznych. Problem polega na tym, że czasami nasi posłowie to wykorzystują i przerwy w działalności polskiego parlamentu są nad wyraz długie. Tak będzie właśnie teraz. Przerwa związana z weekendem majowym będzie trwała 20 dni. W tym czasie nie odbędzie się nawet ani jedno posiedzenie jakiejkolwiek komisji sejmowej. A kasa i tak będzie płynąć.

(19/04/2018)

 

     Sprawa Muhammeda al-Durraha. Dlaczego izraelscy snajperzy zamordowali bezbronnego chłopca i ciężko ranili jego ojca?

Kilkanaście dni temu izraelscy snajperzy urządzili masakrę Palestyńczyków zgromadzonych przy płocie na granicy Strefy Gazy. Zginęło 20 osób, a kilkaset zostało rannych (w tym ok. 100 w stanie ciężkim). Warto odnotować, że ten barbarzyński akt nie był pierwszym, podczas którego izraelscy snajperzy zabijali bezbronnych ludzi. W 2000 r. świat obiegły zdjęcia 12-letniego Muhammeda al-Durraha oraz jego ojca. Mimo, iż chłopiec był całkowicie bezbronny i totalnie przerażony, snajperzy postanowili go zabić. Zginął również pracownik medyczny, który próbował mu pomóc.

(18/04/2018)

 

     W zakładach karnych i aresztach PO miała 50 proc. poparcie. Dla posła Gawłowskiego to raczej dobra informacja

Wśród osadzonych w aresztach i zakładach karnych Platforma zawsze miała wysokie poparcie. W 2007 roku aż 76,2 proc. więźniów i aresztantów z całego kraju zagłosowało na partię Donalda Tuska. Cztery lata później (2011 rok) w więzieniach ponownie wygrała PO z wynikiem 35,6 proc. (drugi rezultat osiągnął wówczas Ruch Palikota - 32,2 proc.). W trakcie ostatnich wyborów parlamentarnych (2015 rok) bezkonkurencyjna znowu okazała się Platforma osiągając wśród osadzonych średnio ponad 50 proc. poparcie. Poseł Gawłowski powinien czuć się, jak wśród swojego elektoratu.

(17/04/2018)

 

     Drenaż kapitału ludzkiego: Od czasu wejścia do UE liczba osób w wieku 15-24 lata zmniejszyła się w Polsce z 6,0 do zaledwie 3,8 mln!

Jednym z głównych efektów wejścia Polski do Unii Europejskiej była masowa emigracja ludzi młodych - głównie do Wlk. Brytanii i Irlandii. Jeśli do tego dodamy spadającą (aż do 2016 roku) dzietność polskich rodzin, to nie powinny nas dziwić fatalne statystyki dotyczące osób w wieku 15 - 24 lata. W połowie 2004 roku liczba obywateli naszego kraju w tym właśnie przedziale wiekowym wynosiła blisko 6,0 mln. Po III kwartale 2017 r. liczba ta spadła do poziomu zaledwie 3,8 mln osób (-37 proc.). I to już jest, niestety, prawdziwy dramat demograficzny!

(16/04/2018)

 

     Cały świat słyszał o Schindlerze. Prawie nikt nie słyszał o dr. Łazowskim - Polaku, który uratował 8 tys. Żydów

Ta historia to gotowy materiał na hollywodzki film. Eugeniusz Łazowski najpierw uciekł z sowieckiego transportu na Sybir. Następnie wydostał się z niemieckiego obozu dla jeńców. Ostatecznie osiadł w Stalowej Woli, gdzie jako lekarz PCK wpadł na pomysł, jak uratować tysiące ludzi przed wywózką do obozów śmierci. Zaczął im podawać niegroźną bakterię, która "zakłamywała" wyniki testów (były one identyczne, jak przy zakażeniu śmiertelnym tyfusem). Niemcy widząc skalę "epidemii" wstrzymali ze Stalowej Woli wywózki do obozów koncentracyjnych.

(7/02/2018)

 

     Program PiS w 2015 r.: "Zlikwidujemy gabinety polityczne". Suski w 2018 r.: "Nigdy nie mówiliśmy, że będziemy likwidować"

Kiedy PiS był w opozycji często krytykował rządzącą Platformę Obywatelską za wydawanie ogromnych sum na utrzymanie tzw. gabinetów politycznych i żądał ich likwidacji. – "Nie ma żadnego powodu, by zatrudniać kilkanaście tysięcy pracowników politycznych, bardzo różnie dobieranych" – mówił w marcu 2009 r. prezes PiS Jarosław Kaczyński w kontekście problemu gabinetów politycznych. Punkt widzenia zależy jednak od punktu siedzenia. Marek Suski w udzielonym kilka dni temu wywiadzie stwierdził, że PiS "nigdy nie mówił, że będzie je likwidować".

(13/04/2018)

 

     W "reżimie" węgierskim partia z 12,2% ma w parlamencie 20 posłów na 199. W "demokracji" francuskiej partia z 13,2% ma 8 posłów na 577

Demokracja parlamentarna demokracji parlamentarnej nierówna. Jak się okazuje w stawianej często za wzór demokracji francuskiej partia, która zdobyła w wyborach poparcie 13,2 proc. głosujących (Front Narodowy) wprowadziła do liczącego 577 członków parlamentu zaledwie 8 osób. W krytykowanej na europejskich salonach demokracji węgierskiej partia, która zdobyła w wyborach poparcie 12,25 proc. głosujących (Socjaliści) wprowadziła do parlamentu 20 osób. Co istotne - parlament węgierski liczy 199, a nie 577 członków.

(12/04/2018)

 

     Na Bałtyku zaczepne manewry Rosjan, tymczasem polscy marynarze muszą pływać na okrętach, których średnia wieku wynosi 47 lat!

Decyzja o zakupie nowych okrętów podwodnych dla polskiej Marynarki Wojennej zapadła jeszcze w 2006 r. Była ona motywowana tym, że większość z posiadanych przez nas okrętów (przejętych kilka lat wcześniej od Norwegów z demobilu), to jednostki wysłużone, wyprodukowane w latach 1964-1967, do których nie ma już części zamiennych i które nie mają szans w starciu z jednostkami nowocześniejszymi. Minęło kolejnych 11 lat i nowych okrętów, jak nie było, tak nie ma. Za to średnia wieku jednostek podwodnych na stanie Marynarki Wojennej podskoczyła do 47 lat!

(12/04/2018 / archiwum)

 

     Z wiatrakami cały czas są nowe problemy. Okazuje się, że państwowa spółka ma płacić za to, by nie produkowały prądu!

Tego jeszcze nie było: Polskie Sieci Elektroenergetyczne (spółka odpowiedzialna za przesył energii elektrycznej w Polsce) jest gotowa płacić właścicielom farm wiatrowych za to, aby ich wiatraki nie produkowały prądu! Brzmi absurdalnie, ale u podstaw takiej propozycji leży bardzo poważny problem. Otóż w dni, kiedy zapotrzebowanie na energię jest niskie, a jednocześnie wieje silny wiatr, nie ma gdzie składować wyprodukowanego nadmiaru prądu. Jest to nie lada wyzwanie dla elektrowni konwencjonalnych, a neutralizacja tego problemu generuje spore koszty.

(10/04/2018)

 

     Młody działacz PiS za pracę w ministerstwie, radzie miejskiej i trzech radach nadzorczych zarobił w ciągu roku 229,6 tys. zł!

Sporo ostatnio o finansowych benefitach dla przedstawicieli najwyższych władz państwowych (członków rządu i parlamentarzystów). Przy okazji umykam nam jednak to, ile zarabia tzw. drugi/trzeci szereg polityków związanych z opcją, która akurat znajduje się u władzy. A szkoda, bo okazuje się, że tam to dopiero można nieźle zarobić. Oliwer Kubicki to nieco ponad 30-letni radny PiS. W 2016 roku zatrudniono go w Ministerstwie Sprawiedliwości. Został również członkiem 3 rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa. Efekt? - 229,6 tys. zł dochodu w ciągu tylko 1 roku!

(9/04/2018)

 

     Wszyscy skupieni na nagrodach, tymczasem do sejmu właśnie wpłynął projekt ustawy podwyższającej ceny paliw!

W dniu kiedy prezes Kaczyński skupił na sobie uwagę wszystkich mediów i komentatorów politycznych, zapowiadając obniżki uposażeń dla posłów oraz członków samorządu terytorialnego, do sejmu - nieomal niezauważony - wpłynął projekt ustawy wprowadzającej opłatę emisyjną. To oznacza, że nadal kontynuowany jest pomysł zabrania w nowym podatku niebagatelnej kwoty 1,7 mld zł, która zasili nowy Fundusz Niskoemisyjnego Transportu i wizje państwa opartego o transport pojazdami elektrycznymi.

(9/04/2018)

 

     Progi podatkowe zamrożone już 10. rok z rzędu. Przez to coraz więcej Polaków musi dziś płacić 32 proc. podatek dochodowy!

Z roku na rok coraz więcej Polaków musi płacić 32 procentowy podatek dochodowy. Jesteśmy coraz bogatsi? - Nie do końca. Okazuje się, że rządzący nami politycy od 10 lat nie aktualizowali kwotowego progu rocznych dochodów, po przekroczeniu którego trzeba płacić 32 proc. podatek. Roczny limit dochodu gwarantujący wejście w tzw. drugi próg podatkowy (wspomniane 32 proc.) wynosi 85 528 zł i od 2009 r. ani drgną. Problem w tym, że w 2009 r wartość pieniądza była inna, średnia krajowa wynosiła 3100 zł i za wspomniane 85,5 tys. zł można było kupić znacznie więcej niż dziś.

(6/04/2018)

 

     Nagrody w rządzie, premie w KRRiTV, zagraniczne delegacje min. Anders - to już prawdziwy korkociąg wizerunkowy PiS

Chyba nikt, razem z Jarosławem Kaczyńskim na czele, nie przewidział, że sprawa nagród będzie miała aż taki impakt na notowania rządu i PiS. Opozycja zrozumiała, że temat finansowych bonusów - które zdaniem premier Szydło "się należały" - działa na wyobraźnie wyborców (PiS stracił 10 pp. poparcia). W efekcie zaczęto wyciągać sprawy różnych innych nagród i delegacji. PiS tłumacząc się, że "za PO też tak było" zapomina, że właśnie to przyczyniło się do wyborczej porażki formacji Donalda Tuska.

(5/04/2018)

 

     Mało znany fakt: To rząd Marka Belki w 2004 r. formalnie potwierdził zrzeczenie się przez Polskę reparacji od Niemiec

Mało znany fakt przypomniany przez prof. Stanisława Żerkę z Instytutu Zachodniego w Poznaniu: zrzeczenia się reparacji przez rząd Bieruta (1953 r.) nie chciał potwierdzić ani rząd Cyrankiewicza w 1970 r., ani rząd Mazowieckiego w 1990 r. (mimo wyraźnych nacisków RFN). Uczynił to dopiero 19 X 2004 r. rząd Marka Belki (szefem MSZ był wówczas W. Cimoszewicz). Co istotne - zrobił to bez żadnych nacisków.

(5/04/2018 - archiwum)

 

     Zadłużenie Polski znowu rośnie w szalonym tempie. Przez pierwsze dwa miesiące roku powiększało się dziennie o blisko 400 mln zł!

Najnowsze odczyty dotyczące wysokości polskiego długu nie nastrajają optymizmem. Po bardzo dobrym 2017 roku, kiedy to zadłużenie Skarbu Państwa pierwszy raz w historii w ciągu roku spadło, początek roku 2018 wygląda źle. A nawet bardzo źle. Okazuje się, że w ciągu dwóch pierwszych miesięcy saldo długu poszybowało w górę o kwotę 23,5 mld zł. To oznacza, że średni przyrost nominalnego zadłużenia kształtował się na poziomie 398,4 mln zł dziennie!

(4/04/2018)

 

     Szokujący wyrok NSA: Zarobki polityków zatrudnionych w spółkach komunalnych muszą pozostać tajne!

Jedną z patologii życia samorządowego w naszym kraju jest nagminne zatrudnianie lokalnych polityków (radnych) w spółkach miejskich i komunalnych. Lokalne układy towarzysko-polityczne tworzą zamknięte kręgi obsadzające dobrze płatne synekury. Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) właśnie orzekł, iż umowa o pracę, zarobki i zakres obowiązków radnego gminnego, który został zatrudniony w spółce komunalnej nie mogą być jawne i dostępne dla zwykłych ludzi. Niestety, wyrok ten jest zaprzeczeniem zasady jawności życia publicznego.

(3/04/2018)

 

     Jeśli gangster dostał od państwa 264 tys. zł zadośćuczynienia za to, że siedział w zbyt małej celi, to ile powinien dostać T. Komenda?

Przypomnijmy - Sąd Okręgowy w Warszawie przyznał w ubiegłym roku Ryszardowi Boguckiemu aż 264 tys. zł zadośćuczynienia za areszt ws. zabójstwa gen. Marka Papały. Bogucki usłyszał w tej sprawie zarzuty w 2003 roku. Później został uniewinniony. Co jednak istotne - w areszcie (a potem w więzieniu) i tak by przebywał, bowiem już od 2001 roku siedział za zabójstwo innej osoby. Mimo to mógł liczyć na 264 tys. zł zadośćuczynienia. Jeśli gangster dostał tyle, to ile powinien otrzymać Tomasz Komenda, który 18 lat przesiedział jako niewinny?

(3/04/2018)

 

     Hollande: "Stwórzmy europejski sojusz wojskowy". Przypomnijmy - w obronie Polski w 1939 r., mimo sojuszu, nie brał udziału ani jeden francuski żołnierz

Były francuski prezydent Francois Hollande kilka dni temu udzielił wywiadu dla "Rzeczpospolitej", w którym namawia Polskę do porzucenia nadziei wiązanych z USA i zachęca do stworzenia swego rodzaju "armii europejskiej" - bliskiego sojuszu wojskowego państw wchodzących w skład UE, który miałby chronić całą Europę przed zewnętrznymi zagrożeniami. Wszystko super i fajnie, ale akurat w kontekście sojuszy z Francją przypomina mi się sytuacja z września 1939 roku. Wówczas zaatakowanej Polsce nie pomógł ani jeden francuski żołnierz.

(30/03/2018 - archiwum)

 

     Prokurator chciał postawić zarzuty Kapicy już w 2014 roku. Wówczas odsunięto go od śledztwa, a Seremet przeniósł sprawę do innej prokuratury!

W kontekście informacji o Jacku Kapicy warto przypomnieć, że już 2014 roku prokurator z białostockiej prokuratury chciał mu postawić zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych w związku z aferą hazardową. Wówczas okazało się to jednak niemożliwe. Prokurator ten został bowiem szybko odsunięty od śledztwa, a Prokuratura Generalna (zarządzaną przez Andrzeja Seremeta) całą sprawę przeniosła z Białegostoku do prokuratury w Poznaniu, gdzie niebawem ją umorzono.

(30/03/2018 - archiwum)

 

     PiS chciał wykazu polityków i członków ich rodzin zatrudnionych w państwowych spółkach. Po przejęciu władzy temat nagle wyciszono

Jeszcze w listopadzie 2012 roku PiS chciał utworzenia Centralnego Rejestru Oświadczeń o zarobkach osób zatrudnionych w administracji rządowej i spółkach Skarbu Państwa. Była to reakcja na doniesienia "Pulsu Biznesu", zgodnie z którymi po przejęciu władzy przez PO w 2007 roku aż 428 działaczy tej partii, członków ich rodzin i znajomych znalazło zatrudnienie we władzach państwowych spółek i agencji. Co jednak ciekawe - kiedy PiS przejął władzę w 2015 roku temat Centralnego Rejestru Oświadczeń nagle przycichł, a obecnie już zupełnie nikt o nim nie mówi. Dlaczego?

(29/03/2018)

 

     Cała Europa skupiona na Skripalu i wydalanych dyplomatach, tymczasem Niemcy po cichu dają Rosjanom wszystkie zgody na Nord Stream 2!

W cieniu próby zabójstwa Siergieja Skripala, oburzenia jakie ta sprawa wywołała w całej Europie, a w konsekwencji wydalenia (w ramach sankcji) z terytorium UE kilkudziesięciu rosyjskich dyplomatów, Niemcy - jakby nigdy nic - podjęli wczoraj decyzję o przyznaniu Rosjanom finalnego pozwolenia na budowę gazociągu Nord Stream 2 na terenie morskiej strefy ekonomicznej RFN. To pokazuje, jak świetnie mają się u naszego zachodniego sąsiada podwójne standardy - gdy chodzi o utrzymanie kasy i wpływów, Rosja dla Niemiec zawsze będzie "wiarygodnym partnerem".

(28/03/2018)

 

     Mit ekologicznej elektromobilności: Produkcja akumulatorów do jednej Tesli generuje ilość CO2 zbliżoną do 8 lat jazdy na dieslu

Ekolodzy zafiksowani na punkcie samochodów elektrycznych z pewnością nie będą zadowoleni - okazuje się, że proces produkcji baterii do tego typu pojazdów przy użyciu dotychczas stosowanych technologii generuje bardzo dużą ilość CO2 do atmosfery. Zgodnie z raportem Szwedzkiego Instytutu Badań nad Środowiskiem stworzenie baterii do eko-samochodu może generować ilość dwutlenku węgla zbliżoną do emisji, jakie powstają przez ponad 8 lat użytkowania auta z silnikiem spalinowym diesla! Oto ciemniejsza strona współczesnej mody na bycie "eko".

(archiwum)

 

     Polska Fundacja Narodowa przestała być tykającą bombą. To już seria nieustających wybuchów!

Najpierw afera z finansowaniem kampanii "sprawiedliwe sądy". Potem totalna prowizorka w wojnie o dobre imię Polski, jaką wypowiedział nam Izrael. Teraz zakup za 5 mln zł używanego jachtu z Francji. W tle wysokie pensje dla zarządu Fundacji oraz zlecenia dla "swoich". Racje ma publicysta Łukasz Warzecha, który zauważył, że Polska Fundacja Narodowa przestała już być tykającą bombą, a zamieniła się w serię nieustających wybuchów.

(27/03/2018)

 

     To on rozkazał zabić całą rodzinę Ulmów za to, że pomagali Żydom. Po wojnie zrobił karierę w policji RFN

Po II wojnie światowej cała RFN miała być poddana kompletnej denazyfikacji. Proces ten polegał m.in. na usunięciu z życia publicznego wszystkich nazistowskich zbrodniarzy. To jak bardzo denazyfikacja była powierzchowna pokazuje przykład Eilerta Diekena. To on w marcu 1944 r. wydał rozkaz zamordowania Wiktorii i Józefa Ulmów oraz ich wszystkich dzieci za to, że ukrywali oni dwie żydowskie rodziny. Po wojnie, jakby nigdy nic, został inspektorem policji w zachodnioniemieckim Essen. Zmarł spokojnie na emeryturze w 1969 roku.

(26/03/2018)

 

     Nieistniejąca elektrownia atomowa pochłonęła już setki milionów złotych, a w najbliższym czasie przyczyni się do miliardowych strat!

Fenomenem polskiego programu atomowego jest to, że trwa on już 9 lat i pochłonął 958 milionów złotych, a mimo to nadal nie znamy nawet lokalizacji, w jakiej miałaby powstać pierwsza polska elektrownia atomowa. Jakby tego było mało NIK ogłosił raport, z którego jasno wynika, iż konsekwencją ponad pięcioletniego opóźnienia w budowie i uruchomieniu elektrowni jądrowej mogą być duże koszty dla gospodarki naszego kraju związane z koniecznością zakupu uprawnień do emisji CO2. W zależności od scenariusza szacowane są one na 1,5 mld zł do nawet 2,6 mld zł rocznie!

(26/03/2018)

 

     Niemcy chcą zablokować polską elektrownie atomową. Jej powstanie może uderzyć w zyski niemieckich firm!

Budowa pierwszej polskiej elektrowni atomowej jest bardzo nie na rękę naszym zachodnim sąsiadom. Okazuje się bowiem, że rozwój energetyki jądrowej w naszej części Europy zagraża przede wszystkim niemieckim firmom zajmującym się produkcją i eksportem komponentów OZE. Zauważono to nawet w podpisanej kilka dni temu umowie koalicyjnej między głównymi partiami politycznymi Niemiec. Politycy zza Odry stwierdzili w niej jasno, że energetyka atomowa jest zagrożeniem dla możliwości eksportowych dla niemieckich firm na rynkach międzynarodowych.

(22/03/2018)

 

     Po ponad 2 latach rządzenia argument "a bo za PO" przestaje działać, tak jak za PO przestało działać straszeniem PiS-em

Od kilku tygodni PiS jest w głębokiej defensywie. Dobre wyniki gospodarcze oraz 500+ już nie wystarczają. Kończy się również paliwo, którym można by rozgrzewać elektorat. Argument "nie jesteśmy święci, robimy to i owo, ale tamci robili to bardziej" przestał działać, dokładnie tak samo jak za rządów Platformy w pewnym momencie przestało działać straszenie PiS-em (dzięki czemu partia Kaczyńskiego mogła wygrać wybory). Na nowogrodzkiej powinni to sobie mocno wziąć do serca i szybko wymyślić nową strategię działania. Inaczej w ciągu 1,5 roku powtórzą losy PO.

(21/03/2018)

 

     Dobra zmiana na całego! Nagrody, premie i milionowe wynagrodzenia. Właśnie dlatego PiS może przegrać najbliższe wybory

Ze sprawozdania finansowego PZU wynika, że były pomorski poseł PiS Andrzej Jaworski przez rok pobytu w tej spółce zarobił 2 mln zł. Jeszcze lepiej prezentują się zarobki Wojciecha Jasińskiego. Ten wybrany z okręgu płockiego poseł PiS (który porzucił mandat w dwa miesiące po wyborach) zarobił podczas pobytu w PKN Orlen kwotę bliską 4 mln zł. Na tym tle zarobki Małgorzaty Sadurskiej (która w latach 2005-2015 była posłanką PiS, a w okresie 2015-2017 pełniła funkcję szefa Kancelarii Prezydenta RP) wydają się być "skromne" - tylko 421 tys. zł.

(19/03/2018)

 

     Jeśli Sąd Najwyższy zezwala na to, aby sędzią był złodziej, to mamy do czynienia z patologią wymiaru sprawiedliwości

Aby zostać sędzią w Polsce trzeba być tzw. nieskazitelnego charakteru. A to oznacza, że nie można być karanym za wykroczenia takie jak kradzież mienia. Każdy młody magister prawa, który będzie chciał zostać sędzią, a na swoim koncie ma wyrok za kradzież, może o karierze sędziego zapomnieć. Przesłanka nieskazitelności charakteru powinna funkcjonować także później, gdy dana osoba została już sędzią. Sąd Najwyższy uznał jednak inaczej. Zezwolił bowiem na to, aby sędzią była osoba, którą można nazwać złodziejem. A to już jest forma patologii.

(19/03/2018)

                                 

Przegląd wiadomości:

2018: 01 | 02 | 03

2017: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2016: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2015: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2014: 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

2013: 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12

 

niewygodne.info.pl

blog niewygodny dla establishmentu